16.03.2026
Nic o polityce, ani tej dużej ani tej naszej, małej. Starczy…
To, co mnie stale zadziwia, mimo lat jakie mam za sobą, to narastająca niezborność naszego świata, jego niezborność i nieprzewidywalność. Może to trochę skutek tej „globalnej wioski”, tego że żyjemy obecnie w dobie informacji powodującej, że o każdym nawet najdrobniejszym wydarzeniu, które stało się gdzieś tam, dowiadujemy się natychmiast. Informacja stała się obecnie najważniejszym kapitałem, tym z czego żyje wielu ludzi i czymś, czym żyją wszyscy. Czasy, w których ludzie żyli w swoich małych społecznościach i postrzegali świat rozumiany jako najbliższa okolica, a ich społecznością byli jedynie ci, których znali, skończyły się bezpowrotnie. Ale to one formatowały nas jako ludzi i naszą kulturę. To, co mamy teraz,to globalne społeczeństwo, społeczeństwo, które kształtują globalne sieci i globalne firmy, różne agencje informacyjne pracujące na rzecz wielkich państw lub firm, niekiedy większych niż wiele państw naszego globu.
Nie chcę wchodzić na ten poziom, tam dzieje się wielka polityka, tam wielkie pieniądze narzucają swoje reguły zmierzające zawsze do tego samego – aby mieć ich jeszcze więcej. Świat stał się całkowicie nieprzewidywalny, przestały obowiązywać wartości a liczy się zwykły interes. Te wartości, które leżały u podstaw wielkich projektów takich jak powstanie Organizacji Narodów Zjednoczonych, która powstała po II Wojnie Światowej też nie były traktowane zawsze serio ale jednak były, odwoływano się do nich w chwilach kryzysów – teraz to przestało się liczyć. Teraz maski opadły i najwięksi politycy nie kryją, że w polityce liczy się tylko siła i interesy.
Ale miało nie być o polityce więc może starczy.
Na poziomie jednostki, poziomie każdego człowieka, postępuje proces degradacji wartości. Wartości zastępowane są przez rozrywkę, życie człowieka to zabawa – reszta się nie liczy. W tym samym czasie, gdy za naszą granicą trwa okrutna wojna, w której giną ludzie, nie żołnierze a cywile, kobiety i dzieci, których jedyną winą było to to, że urodziły się w niedobrym czasie i niedobrym miejscu, dla wielu ludzi najważniejszą sprawą było i jest to, gdzie pojechać na urlop, skoro do Dubaju już nie można. Codzienne serwisy informacyjne przynoszą aktualne dane o ilości zabitych, czy w Ukrainie, czy na bliskim Wschodzie gdzie premier Izraela, dbając o to by nie wyszły jego kryminalne sprawy, wchodzi w kolejny konflikt mający odwrócić uwagę opinii od jego osoby, a pomagający mu w tym prezydent Stanów ma podobną motywację – rozpoczynając teraz konflikt z Iranem chce przykryć sprawę afer seksualnych, w których brał udział.
Dla zwykłych ludzi to stało się normą, kolejne bombardowania i kolejne ofiary są czymś tak normalnym jak ilość opadów deszczu czy chwil ze słońcem zapowiadanych w prognozach meteo.
Zastanawiam się jak długo tak można, jak długo jeszcze ludzie będą ludźmi i kiedy zmienią się w odmóżdżone roboty sterowane smartfonem. Pytanie jest kiedy a nie czy – wszystko wskazuje na to, że ten proces jest już w toku, pytanie dotyczy tego jak długo jeszcze będziemy ludźmi i kiedy zmienimy się w roboty sterowane przez algorytmy. Pytanie ważniejsze jest takie czy ten proces przejdzie ewolucyjnie czy rewolucyjnie, czy nie będzie to efekt kolejnej globalnej wojny, wojny w które odmóżdżeni ludzie dysponujący bronią masowego rażenia podpalą świat tak skutecznie, że potem świata już nie będzie. Wszystkie poprzednie wielkie kataklizmy poprzedzane były przez wydarzenia mogące być znakiem – coś się kończy a to co będzie jest nieznane. Teraz też jest podobnie – ilość znaków mówiących, że coś się kończy jest ogromna a przyszłość jest tajemnicą.
A wydawało się, że postęp nauki i stwarzanej przez nią technologii może zwiastować nowe otwarcie, nowy świat, świat wolny do tych wszystkich błędów jakie popełnili ludzie kiedyś.
Okazuje się, że nadal prawdziwa jest gorzka prawda zawarta w znanym powiedzeniu – nigdy nie mów, że jesteśmy na dnie, zawsze może zdarzyć się tak, usłyszymy pukanie od spodu…
Czy teraz też tak będzie ?
Na koniec może coś konkretnego – jeszcze w tym roku dojdzie do zmiany właściciela, który zawiadywał stacją TVN i jego kanałami informacyjnymi. Jako stały ich słuchacz przywykłem do poziomu, rzetelności i inteligencji redaktorów prowadzących te audycje. Dowiadując się trochę o tych, którzy kupili ten kanał, o ich preferencjach politycznych, zastanawiam się co będzie z TVN, co będzie z tymi redaktorami? Czy zostaną zmieniając poglądy czy odejdą i dokąd?
I czy polskie państwo będzie stać na powołanie nowego kanału w miejsce tego, który będzie realizował nową linię nowych właścicieli.
Pytań jest więcej ale na początek może starczy. Tak czy tak, raz jeszcze mamy dowód, że to pieniądze rządzą światem.
Światem tak, ale czy każdym człowiekiem?

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Chyba potrzebne drobne sprostowanie do tekstu.
„Informacja stała się obecnie najważniejszym kapitałem(…)”
Otóż chyba nie.
Wytwórcą „informacji” stał się dosłownie każdy przez co jest jej w przestrzeni ogromny nadmiar, a co za tym idzie – jej wartość drastycznie spada.
Prawdziwym kapitałem jest „uwaga” – baza odbiorców tychże informacji i dzięki temu możliwość decydowania jakie treści i czyje informacje znajdują odbiorców – to jest kapitał.