Jerzy Łukaszewski: Tajemnice Kaszub6 min czytania

()


03.05.2026

Dawno temu omówiłem swoje odkrycia dotyczące starej, kaszubskiej zabawy zwanej: „kaszebsczi note” – kaszubskie nuty.

Fakt, że dziś kojarzy się je z Kaszubami, a moi współplemieńcy na ogół są święcie przekonani, że jest to zabawa rdzennie nasza. Pamiętam jak sam się dziwiłem odkrywając jej prawdziwe pochodzenie – wtedy sądziłem, że dotarłem do źródła, jedynego jakie istnieje.

Tekst „To je dłudżi, to je krótczi, to kaszebsko stoleca” zna każde dziecko na Kaszubach i mało kto już pamięta, że to wcale nie odwieczna zabawa, ale rzecz stosunkowo świeża jak na folklor polskiej wsi. Trudno było uwierzyć, ale jest dowiedzione, że dopiero w 1870 roku przełożył tekst tej zabawy na kaszubski Wilhelm Langowski, brat sołtysa Gołunia. Sam poznał go na jakimś niemieckim czy mennonickim weselu na Żuławach. Tak to przedstawił w 1907 roku Ernst Seefried Gulgowski, twórca skansenu we Wdzydzach.

Jeden z niemieckich autorów w 1885 roku opisał podobną zabawę w Helu z małymi różnicami.

Co dziwne, ten sam Gulgowski w 1924 roku pisał już, że zabawa ma „pochodzenie nieznane”.
Dalsze dociekania pozwoliły dotrzeć do jeszcze innych źródeł . Od Wirtembergii skąd docierali do dzisiejszej Gdyni osadnicy (na Dohnasberg) aż po … Szwajcarię.
Okazuje się bowiem, że zabawa w kilku miejscach naszego globu jest jak najbardziej żywa i w odróżnieniu od Kaszub, nie jest traktowana jako „świętość”, a więc zmieniana w zależności od potrzeb. Zachowywany jest schemat – lecimy przez zwrotkę, a następnie cofamy się powtarzając słowa w odwrotnej kolejności.
W Szwajcarii tekst zmienia się niemal co chwila włączając doń politykę, sport czy święta kalendarzowe.
W USA w miejscach gdzie żyją potomkowie emigrantów z Niemiec do tekstu trafili także Żydzi i Murzyni.
Ciekawostką jest Bob Dylan, który wykorzystał schemat tej zabawy wykonując z orkiestrą klezmerską piosenkę „Must be Santa” (dostępny na YT)

Tak wyglądały w skrócie moje „odkrycia”, z których byłem niezmiernie dumny. Do czasu. Książka z tekstem znalazła się między innymi w Bibliotece Kaszubskiej w Gdyni. Jakże byłem ucieszony kiedy owa biblioteka postanowiła zrobić wystawę z pamiątkami po tej zabawie!

Na wystawie czekała mnie niespodzianka. Okazało się, że twórcy wystawy znaleźli jeszcze jedno źródło, do którego ja nie dotarłem. Chodziło o połowę XIX wieku w Holandii!

Aby nie przedłużać – spiąłem się raz jeszcze w poszukiwaniach i dotarłem do jeszcze starszego źródła – rysunku Daniela Chodowieckiego z 1773 roku. Tekst wprawdzie nieznany, ale z widocznych obrazków wynika, że treść była zupełnie inna, niż na Kaszubach.

Czy w jakikolwiek sposób umniejsza to wartość kaszubskiego folkloru? Absolutnie nie. Wręcz przeciwnie – pokazuje Kaszuby jako część Europy północnej posiadającej wiele wspólnych kulturowych schematów i odniesień.

Tym bardziej, że jak się okazuje nie jest to jedyny element łączący Kaszuby z Europą i to nawet tą bardzo odległą.

Ślady wspólnoty kulturowej znajdujemy na każdym kroku i powinno to nas raczej cieszyć, bo w naszym kaszubskim folklorze zachowały się często pamiątki przeszłości, o których wiele ludów już zapomniało.

Chodzi o słynne „Diabelsczi skrzepczi”, przedmiot ciekawszy, niż się na pozór wydaje.

Jak głęboko można „wejść w temat” pokazuje choćby wydana w 1992 roku książka Manfrida Ehrenwertha „Teufelsgeige und ländlische Musikkapellen in Westfalen” ograniczająca wprawdzie swe zainteresowanie do obszaru Westfalii, ale imponująca tak ogromem zebranej wiedzy, jak i podejściem do tematu, który w niej nie jest tylko lokalną „ciekawostką”, ale wartym naukowej analizy problemem.
Tego właśnie życzę badaczom tak bliskiego nam wszystkim kaszubskiego folkloru.

Nazwa w innych językach i częściach świata bywa różna, a choć „diabelskie skrzypce” można spotkać w wielu miejscach, to bywa, że mają one nazwę „diabelski kij”, a w niektórych rejonach USA nawet „diabelskie skrzypce Amiszów”, który to trop warto z czasem także zbadać, bo z tego co wiem, nikt jeszcze w tamtym kierunku nie podążał.

Niekiedy ułatwiano sobie zadanie biorąc za podstawę fakt, że skrzypce w dzisiejszym rozumieniu tej nazwy, to I połowa XVI wieku, zaś najstarsze znane nam przedstawienie „diabelskich skrzypiec” to rok 1675. Skoro w tym roku holenderski malarz Jan Steen ukazał je w scence rodzajowej pn. „Nocna serenada” (znajdującej się dziś w Galerii Narodowej w Pradze), to znaczy, że jako instrument znane były już jakiś czas wcześniej.

W Stanach są dziś środowiska używające diabelskich skrzypiec do różnego rodzaju zabaw, a nawet oferujące ich produkcję na zamówienie.

W Europie, co nie jest żadnym zaskoczeniem, napotkamy je w muzeach krajów od Polski do Wielkiej Brytanii. W tej ostatniej ciekawie przedstawiają się egzemplarze w londyńskim Horniman Museum and Garden, które do złudzenia przypominają te występujące do dziś na Kszubach, To samo wrażenie robią egzemplarze znajdujące się w muzeach belgijskich.

Nie ma w tym żadnego przypadku. Jeśli weźmiemy pod uwagę pochodzenie ludzi osiedlających się ongiś na polskim Pomorzu, to odpowiedź nasuwa się sama.

Dodać trzeba, iż do czasów wojny instrument był używany przez ludowe kapele nie w sposób ciągły, a jedynie w niektórych okresach roku czy okazjach. W jednej części Europy stosowano go np. jedynie w czasie Święta Zmarłych, gdzie indziej, np. w Westfalii używały do kapele weselne itd. Przez cały czas trwania swojej historii diabelskie skrzypce nie miały ustalonego sztywno jednego wzorca konstrukcyjnego, ważny był jedynie końcowy efekt, przede wszystkim dźwiękowy.

Oglądając frontowe zdjęcia z I wojny proszę zwrócić uwagę na budowę diabelskich skrzypiec. Jest ona z jednej strony wynikiem indywidualnej fantazji, a z drugiej posiadanych możliwości w zakresie materiałów. Najczęstsze w użyciu były puszki po produktach spożywczych, ale trafiła się i miska. Ilość wersji świadczy o inwencji twórców.

Nie od rzeczy będzie wspomnieć, że instrumenty podobne budową do diabelskich skrzypiec zobaczyć można w innych niż Pomorze regionach Polski, choćby na Kurpiach czy w czasie kujawskich zapustów w Kaniewie.

Jak widać, folklor kaszubski (choć nie tylko) jest bardziej powiązany ze światem zewnętrznym, niż nam się wydaje. Nie zacieśnia się do zwyczajów i produkcji lokalnych, czasem sięga daleko, dalej niż można to sobie wyobrazić.

To tylko taka uwaga dla ew. przemyśleń podczas spotkania z tzw. kulturą ludową.

Jerzy Łukaszewski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

3 komentarze

  1. slawek 05.05.2026 Odpowiedz
    • j.Luk 05.05.2026 Odpowiedz
  2. j.Luk 05.05.2026 Odpowiedz

Odpowiedz

wp-puzzle.com logo