Krzysztof Bielejewski: Złoto, które okazało się mosiądzem, czyli jak sprzedawać nadzieję na raty5 min czytania

()


19.03.2026

Najpierw był obrazek.

Taki piękny, niemal świąteczny, jak reklama kredytu przed Wielkanocą. W telewizji błyszczało złoto, w oczach polityków błyszczała przyszłość, a w tle unosił się zapach narodowego sukcesu, lekko przyprawiony patriotyzmem i nutą „damy radę”. Karol Nawrocki i Adam Glapiński stali nad tym złotem jak dwaj alchemicy XXI wieku, przekonani, że oto odkryli kamień filozoficzny, tylko zamiast ołowiu mieli zamieniać w pieniądz coś znacznie bardziej ulotnego — oczekiwania.

A potem przyszła giełda.

I zrobiła to, co giełda robi najlepiej — bezczelnie przypomniała, że matematyka nie zna litości, a fizyka nie uznaje konferencji prasowych. Złoto zaczęło tanieć, jakby ktoś mu nagle przypomniał, że nie jest ideą, tylko towarem, który ma cenę, humor i swoje kaprysy. I nagle z tych 197 miliardów zrobiło się 160, jak z niedzielnego rosołu, który po odgrzaniu okazuje się już tylko wspomnieniem kurczaka.

I wtedy ekonomiści, ci nudni ludzie od cyfr, weszli na scenę jak kelnerzy na bankiet polityczny i powiedzieli: proszę państwa, rachunek się nie zgadza. A właściwie zgadza się aż za dobrze — tyle że nie z rzeczywistością, tylko z fantazją autora menu.

Bo sprzedaż złota to nie jest spacer po bazarku, gdzie można się potargować o pietruszkę. To jest gra w ruletkę, w której krupierem jest rynek, a kula nie zna patriotyzmu. Dziś może być 8 tysięcy dolarów za uncję, jutro trzy, a pojutrze zostanie nam tylko opowieść o tym, jak to miało być dobrze.

I nagle okazało się, że cały ten wielki plan przypomina bardziej wróżenie z fusów niż strategię państwa — tyle że fusy są publiczne, a rachunek prywatny, tylko jeszcze nie wiadomo czyj.

A w tym samym czasie, kilkaset metrów dalej, na Giełdzie Papierów Wartościowych, ludzie w garniturach rozmawiają o poważnych rzeczach.

I nagle scena robi się groteskowa: GPW zamienia się w targowisko próżności, gdzie jeden sprzedaje „fundamenty”, drugi „zaufanie”, trzeci „ekosystem”, a czwarty stoi z kartką „100 miliardów do 2040” i wygląda jak handlarz dywanów, który przysięga, że ten perski akurat jest z przyszłości. Jedni klaszczą, drudzy notują, a wszyscy udają, że nikt nie widzi, iż towar leży jeszcze w wyobraźni, a nie w magazynie. O kapitale, o inwestycjach, o 100 miliardach złotych do 2040 roku, które trzeba zbudować cegła po cegle, a nie wyczarować z rezerw, które żyją własnym życiem.

Minister Domański mówi spokojnie, że blokowanie wspólnych mechanizmów finansowania jest sprzeczne z interesem Polski. I mówi to tak, jak lekarz mówi pacjentowi, że dieta cud jednak nie działa, choć bardzo chcielibyśmy w to wierzyć.

A tymczasem w Sejmie Włodzimierz Czarzasty odkrywa w sobie nowy talent — staje się meteorologiem legislacyjnym. Patrzy na projekty z Pałacu Prezydenckiego i wydaje komunikat: „zjawisko groźne, możliwe burze absurdu, proszę nie wychodzić z procedur”.

I zatrzymuje kolejne projekty jak policjant zatrzymuje rozpędzonego kierowcę, który właśnie postanowił wyprzedzać rzeczywistość na zakręcie.

Ale to dopiero pierwszy akt tej komedii.

Bo gdzieś nad tym wszystkim unosi się większy spektakl — globalny, głośny i absurdalny jak reality show prowadzone przez Donalda Trumpa. Trump, który jednego dnia grozi wysadzeniem pola gazowego South Pars, a drugiego dnia udaje zdziwionego, że ceny ropy rosną jak drożdże na sterydach. Ropa po 116 dolarów, gaz drożeje, Iran strzela, Katar się pali, a świat patrzy na to jak na transmisję meczu, w którym nikt nie zna zasad, ale wszyscy obstawiają wynik.

I w tym chaosie inwestorzy robią jedyną rozsądną rzecz — uciekają.

Uciekają od ryzyka, od akcji, od obligacji, od złota, od wszystkiego, co jeszcze wczoraj było „bezpieczną przystanią”. Bo nagle okazuje się, że przystań też może przeciekać, a łódź ratunkowa ma dziurę w dnie.

A Polska?

Polska w tym czasie prowadzi swoją ulubioną grę: wybory. Czyli dyscyplinę narodową polegającą na tym, że zamiast rozwiązywać problemy, nadaje się im ładniejsze nazwy i drukuje plakaty.

Bo wszystko, absolutnie wszystko, zaczyna kręcić się wokół jednego pytania, którego nikt nie zadaje wprost: kto będzie rządził emocjami wyborców w 2030 roku.

Donald Tusk zaczyna grać kartą polexitu jak ktoś, kto znalazł stare straszydło w szafie i uznał, że warto je jeszcze raz pokazać dzieciom. Politolodzy ostrzegają, że to niebezpieczne, że jak się za często krzyczy „wilk”, to w końcu nikt nie uwierzy, kiedy wilk naprawdę przyjdzie.

Z drugiej strony Nawrocki, PiS i Konfederacja bawią się Unią jak dziecko, które obraziło się na zabawkę, ale wciąż chce się nią bawić — tylko trochę bardziej złośliwie i z większym budżetem na megafon.

A społeczeństwo stoi pośrodku jak klient w sklepie, który przyszedł po chleb, a dostał wykład o geopolityce i rachunek za prąd.

Bo prawda jest brutalnie prosta.

82 procent Polaków chce być w Unii, ale 100 procent chce mieć lekarza, mieszkanie i normalne życie. I kiedy politycy zaczynają opowiadać o wielkich projektach, o złocie, o suwerenności, o strategiach, to przeciętny człowiek patrzy na to jak na prognozę pogody i zadaje jedno pytanie: czy jutro mnie na to wszystko będzie stać?

I w tym wszystkim jest coś głęboko komicznego.

Bo  Nawrocki z PiS i Glapińskim próbuje budować przyszłość na złocie, którego ceny nie zna, na polityce, której nie kontroluje, i na emocjach, które sam podgrzewa.

A potem dziwi się, że to wszystko zaczyna się chwiać jak stół na trzech nogach.

I może właśnie dlatego ten kraj wygląda dziś jak wielka giełda w poniedziałek rano — wszyscy coś sprzedają, wszyscy coś kupują, nikt do końca nie wie co, ale każdy udaje, że ma plan.

I tu dochodzimy do sedna, które boli bardziej niż rachunek za energię.

Bo w Polsce największym surowcem strategicznym nie jest ani złoto, ani gaz, ani ropa — tylko naiwność wyborcy, którą politycy wydobywają bez koncesji i sprzedają bez podatku. A kiedy złoże zaczyna się wyczerpywać, ogłaszają, że właśnie odkryli nowe — w tej samej głowie, tylko głębiej.

Krzysztof Bielejewski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

One Response

  1. WaszeR Londyński 20.03.2026 Odpowiedz

Odpowiedz

wp-puzzle.com logo