28.09.2026
Trzy lata z czatami AI: od ciekawości do ostrożnego pożytku
Sławek:
Osiem odcinków naszego cyklu porządkowało podstawy: jak pytać, sprawdzać źródła, układać konspekt i redagować tekst, chronić prywatność oraz dlaczego odpowiedź AI nie zwalnia człowieka z myślenia.
Epilog nie jest dziewiątą częścią. Jest o tym, skąd wziął się cykl i co przez ponad trzy lata rozmów z czatami AI zmieniło się w moich nawykach, oczekiwaniach i ostrożności.
4 marca 2023: pierwsze pytanie
Punktem wyjścia był tekst Bogdana Misia „Sztuczna inteligencja?”, opublikowany 4 marca 2023 roku w Studio Opinii. Autor pytał Binga i ChatGPT o naturę AI, jej historię oraz zastosowania w polityce, dziennikarstwie, wojsku i sztuce, a odpowiedzi przedstawiał niemal bez redagowania.
Tekst pokazywał możliwości nowych narzędzi i pytania, które pozostały aktualne: skąd AI czerpie informacje, czy jej odpowiedzi są wiarygodne, kto odpowiada za błędy i co stanie się z ludzką twórczością. Dla mnie był pierwszym impulsem, by zacząć samemu sprawdzać te narzędzia — w bardzo różnych dziedzinach.
Ciekawość i pierwsze fascynacje
Wiosną 2023 roku Bing tworzył na moje polecenie obrazy. Do dziś mam kilkadziesiąt, ułożonych w serie „człowiek i koń”, „imperator” oraz obrazy nawiązujące do malarstwa Henri de Toulouse-Lautreca, Vincenta van Gogha i Pabla Picassa.
Próbowałem także komponowania muzyki i wierszy stylizowanych na Mickiewicza, Tuwima i innych poetów. Były to prywatne eksperymenty. Chciałem zobaczyć, jak słowa zmieniają obraz, nastrój, rytm i styl; czy poza zewnętrznym podobieństwem pozostaje w tekście coś, co można nazwać własnym głosem.
Doświadczenia te były potrzebne. Pokazały siłę narzędzia i łatwość tworzenia efektu, ale też pierwszą granicę: efektowny obraz, melodia czy wiersz nie stają się przez to automatycznie dziełem człowieka, który wydał polecenie.
Od fascynacji do „uniwersalnego omnibusa”
Latem 2023 roku zacząłem pytać nie o to, co AI potrafi wytworzyć, lecz do czego może się przydać. Stała się dla mnie „uniwersalnym omnibusem”: rozmówcą i pomocnikiem, który daje wstępną orientację, podpowiada pytania, porządkuje pojęcia i wskazuje tropy do dalszego sprawdzenia.
„Omnibus” nie oznaczał wszechwiedzy. Odpowiedź AI jest początkiem pracy, nie jej końcem. Trzeba sprawdzać źródła, daty, kontekst i wnioski, a czasem powiedzieć: „tego jeszcze nie wiem”.
Incydentalnie podpowiadała mi osoba bliska, zawodowo zajmująca się aplikacjami AI. Ostrzegała przed konfabulacją, nieistniejącymi źródłami, błędnymi informacjami z sieci i fałszywie brzmiącymi uzasadnieniami. Zapamiętałem określenie „technologiczne lenistwo”: pokusę, by przyjąć pierwszą wygodną odpowiedź zamiast sprawdzić ją samemu.
Fascynacja i jej cień
Od jesieni 2023 do końca 2024 roku AI dla jednych była pomocą, dla innych niemal automatem do produkcji. Pojawiały się teksty publikowane seriami, czasem po kilka dziennie: pełne dowcipów, ozdobników, dygresji, ironii i sarkazmu, lecz często bez osobistego doświadczenia, własnego głosu i odpowiedzialności za sąd. Doświadczyliśmy tego w Studio Opinii i, jak sądzę, nadal doświadczamy.
Nie jest to zarzut wobec narzędzia. Maszyna robi to, do czego została użyta. Problem zaczyna się wtedy, gdy autor przestaje pytać, czy ma coś własnego do powiedzenia, komu i po co.
Nie uznaję niemal fabrycznej produkcji publicystyki, opowiadań, wierszy, piosenek, obrazów czy rysunków, a następnie podpisywania ich własnym nazwiskiem, za twórczość ani za rzetelną pracę publicystyczną. Jej skutkiem bywa zalew tekstów poprawnych powierzchownie, lecz pozbawionych doświadczenia, wiedzy o przedmiocie i autorskiego języka. Jak mawiał Wiesław Myśliwski, coraz więcej ludzi pisze, a coraz mniej ma ochotę cokolwiek czytać.
Z podobnego powodu zainteresowała mnie książka Mateusza Łabuza „Przed waszą erą”, poświęcona m.in. automatycznej produkcji treści i jej kulturowym konsekwencjom. Nie zgadzam się z każdym sądem autora, ale rozumiem irytację czytelników tekstami, które mogą wyglądać na autorskie, choć w rzeczywistości powstały głównie dzięki generatywnej taśmie.
Luty 2025: od prób do warsztatu
Roczny dostęp do Perplexity Pro w programie Magenta Moments rozpoczął dla mnie nowy etap. Nie prosiłem AI: „napisz artykuł”. Pomagała mi układać konspekty, szukać i weryfikować źródła, sporządzać tabele i wykresy oraz recenzować pierwsze wersje tekstu.
Szybko przekonałem się, że współpraca z AI często wymaga większej uwagi niż samodzielne pisanie. Bez precyzyjnych poleceń narzędzie wygładza tekst, ujednolica go, skraca zastrzeżenia, wzmacnia tezę lub dopowiada to, czego autor nie powiedział. Potrafi poprawić zdanie, a zarazem zmienić jego sens.
Precyzyjne polecenia i sprawdzanie każdego zdania wydłużają więc, a niekoniecznie skracają pracę nad artykułem. Gotowy ciąg zdań można dostać w kilka sekund. Trudniej upewnić się, że nadal jest to tekst własny — zgodny z wiedzą, intencją, stylem i odpowiedzialnością autora.
Gdy słyszę, że ktoś codziennie produkuje kilka długich tekstów i zapewnia, że są one w całości jego dziełami, nabieram uzasadnionych wątpliwości. Albo nie kontroluje pracy AI, albo jego doba trwa co najmniej 48 godzin.
Co zatem przyspiesza AI: powstanie ciągu zdań czy powstanie tekstu, za który autor może naprawdę odpowiadać? Bez kontroli procesu, źródeł, faktów, skrótów i dopowiedzeń publikuje się produkcję AI, a nie własną pracę.
Przestrzenie, dziś Projekty
Perplexity odpowiadała moim potrzebom, bo łączy rozmowę z wyszukiwaniem źródeł i ułatwia sprawdzanie, skąd pochodzą informacje. Nie oznacza to wyłączności ani kultu jednego narzędzia: korzystam z różnych modeli i usług AI, zależnie od zadania, ich możliwości i ograniczeń.
W wersji Pro zacząłem zakładać Przestrzenie, dziś nazywane Projektami. Każda miała własny cel i granice.
Przestrzenie techniczne dotyczyły notebooka, smartfona i samochodów. Przy instrukcji obsługi liczącej ponad dziewięćset stron AI może wskazać właściwy rozdział i pomóc zrozumieć problem, ale odpowiedź trzeba porównać z dokumentacją oraz realną sytuacją.
Od lat jestem kucharzem amatorem. Zanim powstały Projekty, szukałem z AI przepisów i pomysłów kulinarnych; później założyłem przestrzeń kulinarną. Nie zastępuje ona smaku, doświadczenia ani sprawdzenia przepisu w domowej kuchni, lecz pomaga szukać wariantów potraw i pytać o technikę przygotowania.
Powstały także dwie przestrzenie hobbystyczne: publicystyczna oraz poświęcona stolarstwu galanteryjnemu i pirografii. Pierwsza pomagała porządkować materiał, szukać kontrargumentów, kontrolować strukturę i redagować kolejne wersje. W niej dojrzewał pomysł cyklu.
Druga służy rozwijaniu produktów mojego hobby: desek kuchennych, podstawek, stołków, ławek, zegarów ściennych i przedmiotów dekoracyjnych. Mieszkam na wsi, gdzie od wieków takiego stolarza galanteryjnego jak ja nazywa się prześmiewczo „drobnym cieślą”. AI pomaga w sprawach materiałów, wymiarów, projektów i metod rozwiązywania trudnych problemów. W warsztacie najważniejsze są własne ręce i narzędzia, których używam.
Od czatu do agenta
W latach 2023–2026 AI zmieniała się bardzo szybko. Czat, który odpowiadał na pytania i tworzył tekst lub obraz, coraz częściej potrafi wyszukiwać, porównywać, porządkować materiały i wykonywać wieloetapowe zadania.
Nie trzeba śledzić każdej nowości. Wystarczy pamiętać: im więcej narzędzie może zrobić za człowieka, tym wyraźniej człowiek musi określić cel, zakres upoważnienia i granice zaufania. Wygoda nie może zastąpić odpowiedzialności.
Skąd wziął się cykl
Po artykule redakcyjnym W. Kuszki o felietonach Bielejewskiego i po dyskusjach w gronie autorów, komentatorów oraz czytelników Studio Opinii zobaczyłem, jak różne jest rozeznanie w tej sprawie.
Jedni posługiwali się AI swobodnie, inni próbowali ją dopiero zrozumieć, a część patrzyła na nią z dystansem lub nieufnością. Niemal nikt nie przeszedł jednak uporządkowanego kursu korzystania z tych narzędzi. Każdy — także ja — dochodził do wiedzy, niewiedzy, dobrych i złych praktyk metodą prób, błędów i przypadkowych nawyków.
Pomyślałem, że warto przejść taki kurs publicznie: nie z pozycji nauczyciela mającego ostatnie słowo, lecz uczestnika sprawdzającego narzędzie wraz z czytelnikami. Zwróciłem się do Perplexity AI z tą ideą. Powstał odcinek pilotażowy, w którym zapytaliśmy Czytelników Studio Opinii o zainteresowanie cyklem, a potem osiem odcinków „Zobaczmy, jakie to proste!” — o pytaniach, źródłach, konspekcie, redakcji, wyborze narzędzia, bezpieczeństwie, odpowiedzialności i własnym projekcie.
Czego nauczyłem się przez ten czas
Praca nad cyklem, dyskusje z Perplexity AI i wykonanie proponowanych ćwiczeń uporządkowały moją wiedzę oraz pokazały rzeczy, których nie znałem, lekceważyłem lub nie traktowałem dostatecznie poważnie.
Lepiej rozumiem wagę precyzyjnego pytania, dobrego konspektu, źródeł, kontroli cytatów i kontekstu, ochrony prywatności oraz decyzji, by nie wkleić do czatu wszystkiego, co mamy pod ręką. Wyraźniej widzę różnicę między pomocą w pracy a oddaniem pracy narzędziu.
AI może przyspieszyć poszukiwanie, uporządkować materiał, podsunąć pytanie, znaleźć lukę w rozumowaniu albo wskazać niejasne zdanie. Nie może jednak mieć doświadczenia autora, ponieść odpowiedzialności za opublikowany sąd ani zdecydować, co jest warte powiedzenia drugiemu człowiekowi.
Perplexity AI:
Trzy lata pracy z AI nie powinny prowadzić do przekonania, że człowiek znalazł nieomylną wyrocznię. Powinny nauczyć lepiej pytać, ostrożniej czytać odpowiedzi i częściej sprawdzać źródła.
Sławek:
Po trzech latach nie jestem ani wyznawcą AI, ani jej przeciwnikiem. Wiem więcej o tym, w czym potrafi pomóc, gdzie zawodzi i kiedy szczególnie łatwo ulec wygodzie.
Według mnie największą korzyścią nie jest szybka odpowiedź, lecz możliwość lepszego sformułowania pytania, uporządkowania materiału i sprawdzenia własnego rozumowania — pod warunkiem, że zachowuję prawo do wątpliwości, poprawienia błędu i powiedzenia: „tego jeszcze nie wiem”.
Każdy czat AI może być znakomitym partnerem rozmowy o niemal wszystkim, co mnie interesuje. Narzędzie potrafi prowadzić dialog, dopytywać, porządkować argumenty, przywoływać informacje i cierpliwie wracać do tego samego tematu.
Nie mylę jednak wrażenia rozmowy z twierdzeniem, że po drugiej stronie jest człowiek. AI pozostaje narzędziem, wyjątkowym dlatego, że pracuje na języku — miejscu, w którym człowiek formułuje pytania, wyraża wątpliwości i rozpoznaje własne myśli. Dlatego rozmowa z AI może być użyteczna, ale i zwodnicza. Płynna odpowiedź nie jest jeszcze rozumieniem, a rozmówca, który zawsze ma coś do powiedzenia, nie musi mieć racji. (Skąd to znamy?!)
AI może być użytecznym współpracownikiem. Nie powinna być właścicielem naszego głosu, naszego sądu ani naszego nazwiska.
Sławek i Perplexity AI

AI ma odpowiedzi na wszystko. Z wyjątkiem pytania, kto za nie odpowiada.
Najcelniejsza puenta brzmi tak: czat potrafi napisać tekst w kilka sekund, ale za jego sens, prawdę i podpis nadal odpowiada człowiek — niestety, funkcji „odpowiedzialność autora” jeszcze nie da się zrzucić do chmury.
To nie jest tekst o cudach sztucznej inteligencji, lecz o zwykłej ludzkiej robocie: myśleniu, wątpieniu i braniu odpowiedzialności za własne słowa. I dobrze. Bo AI potrafi dziś wypluć stronę zgrabnych zdań szybciej, niż człowiek zaparzy kawę, ale nadal nie wie, czy te zdania są potrzebne, uczciwe i czy warto je podpisać własnym nazwiskiem.
Zobaczmy, jakie to proste. Czyli w jaki prosty sposób można stracić dwieście tysięcy dolarów.
Nie oszukujmy się, ze AI ma być po prostu użytecznym narzędziem dla niezbyt przygotowanych ludzi. AI owszem jest narzędziem dla tych najlepiej przygotowanych. A reszta użytkowników mądrze zrobi trzymając się na dystans przed szkodą, a nie po szkodzie.
The Morse Code Hack That Made an AI Agent Spend $200,000
https://www.youtube.com/watch?v=UQ4pSVS_mN0
Panie Wojtku,
przywołany przypadek jest dobrą przestrogą, ale przede wszystkim dla twórców i operatorów agentów AI, którym dano prawo wykonywania nieodwracalnych czynności finansowych — nie dla zwykłego użytkownika, który pyta czat o informacje, korektę tekstu czy źródła.
Nie zawiodło tu samo tłumaczenie kodu Morse’a ani „AI jako takie”, lecz architektura uprawnień. System potraktował publiczny, niezweryfikowany komunikat jako polecenie transferu. Agent otrzymał zbyt szerokie kompetencje, bez skutecznego rozdzielenia między tekstem znalezionym w sieci a autoryzowaną decyzją o wydaniu środków. W opisywanym zdarzeniu chodziło o 3 mld tokenów DRB, wycenianych w chwili wykonania transakcji na około 154,5 tys. dolarów; w obiegu pojawiały się też szacunki bliskie 200 tys. dolarów. [youtube](https://www.youtube.com/watch?v=UQ4pSVS_mN0)
Wniosek nie brzmi więc: „AI jest wyłącznie dla najlepiej przygotowanych”. Brzmi raczej: nie wolno dawać agentowi dostępu do pieniędzy, zakupów, poczty, dokumentów czy systemów firmowych bez ograniczeń uprawnień, limitów, niezależnego potwierdzenia człowieka i jasnego rozróżnienia między cudzym tekstem a poleceniem do działania.
Dla użytkownika domowego zasada jest prostsza: AI może podpowiadać i przygotowywać propozycje, ale decyzje kosztowne, nieodwracalne lub dotyczące cudzych danych należy zatwierdzać samemu — po sprawdzeniu celu, kwoty, odbiorcy i skutków.
Nie można narzędzia czynić odpowiedzialnym za błędy człowieka.
@NARCIARZ2
Panie Wojtku jeszcze AD VOCEM.
Opisany przez Pana przypadek agenta AI przypomina mi dawną modę na „szybkie pieniądze” na rynku Forex i kontraktów różnicowych, czyli CFD (*Contracts for Difference*). Kilkanaście lat temu wiele osób — młodych i starszych — otwierało rachunki maklerskie od niewielkich kwot, skuszone marketingową obietnicą łatwego zarobku. Bez doświadczenia, bez rozumienia charakteru rynku i bez świadomości ryzyka korzystały z dźwigni finansowej, wtedy nierzadko sięgającej 1:100.
Z własnego wieloletniego doświadczenia wiem, że rynek CFD wymaga czegoś więcej niż konta, platformy i przekonania, że wystarczy przewidzieć wzrost albo spadek ceny. Sama jego terminologia wiele mówi: **CFD** — *Contract for Difference*, **STP** — *Straight Through Processing*, **NDD** — *No Dealing Desk*. Są to instrumenty oraz modele realizacji zleceń złożone, a dźwignia może wielokrotnie powiększyć zarówno zysk, jak i stratę.
Czy Forex lub CFD są oszustwem? Nie. Oszustwem — albo co najmniej nieuczciwą obietnicą — jest wmawianie niedoświadczonym ludziom, że mogą bez przygotowania osiągnąć na tym rynku trwały sukces. Regulacje europejskie ograniczyły dziś dźwignię dla klientów detalicznych, ponieważ analizy wykazały, że 74–89 procent takich rachunków ponosiło straty. [esma.europa](https://www.esma.europa.eu/press-news/esma-news/esma-agrees-prohibit-binary-options-and-restrict-cfds-protect-retail-investors)
Różnica między zawodowcem a amatorem nie polega na tym, że pierwszy zawsze zarabia, a drugi zawsze przegrywa. Zawodowiec rozumie mechanizm rynku, określa ryzyko, ustawia granice strat i wie, kiedy nie zawierać transakcji. Amator często podejmuje ryzyko, którego nie rozumie ani nie kontroluje — a wtedy inwestowanie łatwo zmienia się w hazard.
Z AI jest podobnie. To nie jest argument, aby każdy trzymał się od niej z daleka, ani aby uznać ją za winowajcę cudzych błędów. Jest to argument za rozsądkiem: zaczynać od małych, odwracalnych zadań; nie przekazywać bez kontroli danych, pieniędzy i prawa do podejmowania decyzji; sprawdzać wyniki; a wraz ze wzrostem możliwości narzędzia zwiększać własną ostrożność.
Nie można narzędzia czynić odpowiedzialnym za błędy człowieka.