Przemysław Wiszniewski: Zmierzch iluzji silnego człowieka. Kto naprawdę zyska, a kto straci na nadchodzącym upadku Trumpa?5 min czytania

()


18.10.2026

Prognozy napływające z amerykańskich ośrodków analitycznych i rynków predykcyjnych rysują coraz wyraźniejszy scenariusz: nadchodzi polityczny zmierzch ruchu MAGA i głęboki kryzys Partii Republikańskiej. Dla jednych to potężny wstrząs, dla innych – chwila dziejowej ulgi. 

Prognozowana porażka Republikanów w wyborach do Kongresu to jednak coś więcej niż tylko wewnętrzna korekta kursu w Waszyngtonie. To geopolityczne tąpnięcie, którego fale sejsmiczne dotrą do najdalszych zakątków świata, redefiniując układy sił od Kijowa po Teheran.

Zacząć należy od samych Amerykanów. Dla społeczeństwa zmęczonego permanentną polaryzacją, agresywną retoryką i instytucjonalnym chaosem, porażka Trumpa w parlamencie będzie oznaczać upragniony powrót do przewidywalności. To szansa na odbudowę demokratycznych norm i stabilizację gospodarki, która zamiast na nieprzewidywalnych wojnach celnych, będzie mogła oprzeć się na długofalowym planowaniu. Ameryka zyska szansę na ucieczkę od widma autorytaryzmu, który od lat paraliżuje jej wewnętrzny potencjał.

Utrata Kongresu przez Republikanów oznacza dla urzędującego prezydenta potężny cios strukturalny – całkowity paraliż legislacyjny. Bez większości w Izbie Reprezentantów i przy chwiejnym Senacie, administracja Trumpa zostanie de facto ubezwłasnowolniona w sprawach wewnętrznych. Każda próba przeforsowania kontrowersyjnych ustaw, zmian w budżecie czy radykalnych reform podatkowych rozbije się o mur demokratycznej opozycji. 

Zamiast realizować swoją autorytarną agendę, Trump zostanie zmuszony do ciągłej, wyczerpującej walki o przetrwanie i wetowania ustaw spływających z Kapitolu. Jego władza, dotychczas bezwzględna, zmieni się w pasywne administrowanie kryzysem.

Upragniony oddech ulgi usłyszymy jednak przede wszystkim nad Starym Kontynentem. Europa, a w jej sercu Polska i Ukraina, od dawna patrzą na działania urzędującego prezydenta z uzasadnioną obawą. Jego otwarcie wroga postawa wobec tradycyjnych sojuszy, podważanie sensu istnienia NATO oraz jawna niechęć do wspierania obrony Kijowa wiszą nad naszym regionem jak miecz Damoklesa. 

Klęska Republikanów zdejmie tę egzystencjalną groźbę. Dla Ukrainy stanie się ona gwarancją ciągłości dostaw broni i finansowania, bez których obrona przed barbarzyńską inwazją byłaby skrajnie utrudniona. Dla Polski – będzie to pewność, że artykuł 5. Traktatu Waszyngtońskiego pozostanie świętością, a nie biznesową transakcją zależną od humoru lokatora Białego Domu. 

Ograniczenie wpływów Trumpa przyniesie powrót do transatlantyckiej solidarności opartej na wartościach, a nie na cynicznym kalkulatorze.

Na ten moment politycznego przełomu z wielką ulgą, ale i pełną gotowością, czekają już europejskie elity. W kuluarach Brukseli, Paryża i Berlina od miesięcy trwały gorączkowe przygotowania na scenariusz, w którym Ameryka odzyskuje polityczny balans. Przywódcy państw europejskich, dotychczas zmuszeni do lawirowania i znoszenia nieprzewidywalnych dyktatów Waszyngtonu, szykują już nowe otwarcie dyplomatyczne. 

Nadchodząca zmiana układu sił w USA pozwoli Europie na odważniejsze wyznaczenie wspólnego kursu obronnego i gospodarczego, tym razem w partnerskim dialogu z odrodzonym, przewidywalnym Kongresem, a nie pod dyktando kaprysów jednego człowieka.

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda na Bliskim Wschodzie, choć i tu narracja o wszechmocy Trumpa wymaga weryfikacji. Przyjrzyjmy się Iranowi. Czy Teheran zyska lub straci na porażce Republikanów? Paradoksalnie nie. Ajatollahowie wygrywają swoją regionalną grę już teraz, mimo że Trump znajduje się obecnie u szczytu swojej władzy. 

Irańska machina geopolityczna, oparta na sieci proxy i sprytnej dyplomacji, nauczyła się omijać amerykańskie rafy. Dla nich ewentualne odebranie większości Trumpowi w Kongresie to jedynie zmiana dekoracji – Teheran i tak będzie realizował swoje cele, niezależnie od blokad w Waszyngtonie.

O wiele głębsza rewolucja zajdzie w relacjach z Izraelem. Przez lata Trump kreował się na największego przyjaciela Państwa Żydowskiego, jednak dziś ta fasada ostatecznie pęka. Izrael, szeroka diaspora żydowska w USA, a nawet sami syjoniści stracili już zaufanie do prezydenta. Zrozumiano tam, że jego dotychczasowe wsparcie miało charakter czysto fasadowy i narcystyczny, służący wyłącznie budowaniu własnego wizerunku. 

W kluczowych momentach Trump okazuje się wątpliwym i interesownym sprzymierzeńcem, którego realna pomoc jest znikoma, a kapryśność zagraża długofalowemu bezpieczeństwu Jerozolimy. Dzisiejsze głębokie uprzedzenie środowisk proizraelskich do Trumpa to efekt bolesnego wybudzenia się z iluzji o jego rzekomej lojalności.

Kto więc straci najwięcej? Odpowiedź jest jedna i bezdyskusyjna: putinowska Rosja. Dla Kremla Donald Trump u władzy to najlepsza inwestycja polityczna stulecia – potężny taran rozbijający jedność Zachodu od wewnątrz. Porażka ruchu MAGA w nadchodzących wyborach sprawi, że Moskwa straci swoje najbardziej realne, potężne oparcie w amerykańskiej polityce. 

Skończą się marzenia o „wielkim paraliżu” Waszyngtonu, odejdą nadzieje na odcięcie Ukrainy od kroplówki z pomocą, a bezkarne destabilizowanie świata zostanie zablokowane. Wirtualny „agent Krasnov” – symbol rosyjskich operacji wpływu, mających na celu rozkład zachodnich demokracji – ostatecznie przegra.

Upadek Trumpa w tych wyborach nie będzie tylko klęską jednego człowieka. Będzie to bankructwo pewnego modelu uprawiania polityki, opartego na cynizmie, izolacjonizmie i podziwie dla dyktatorów. Dla wolnego świata – od Waszyngtonu, przez Warszawę, aż po Kijów – to najlepsza możliwa perspektywa. Świat bez wszechwładnego Trumpa stanie się może nie idealny, ale z pewnością o wiele bezpieczniejszy.

Przemysław Wiszniewski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

One Response

  1. Stan 18.10.2026 Odpowiedz

Odpowiedz

wp-puzzle.com logo