2013-01-07. Obywatel Depardieu będzie teraz grażdaninem Depardieu. To wielka różnica. Wbrew pozorom – znacznie większa niż wynosi różnica między 13 procentowym podatkiem liniowym, jaki płacić będzie od swoich dochodów grażdanin Depardieu, a 75 procentowym, przed którym uciekał, jako obywatel Francji.
Po ponad 13 latach spędzonych w Moskwie – za późnego Breżniewa, całego Gorbaczowa, połowy Jelcyna i pierwszych trzech lat Putina – mam dla niego kilka praktycznych rad.
Przede wszystkim – niech zapomni o racjonalizmie Descartesa i Woltera. Nawiasem mówiąc, ten ostatni podobno nawet rozważał schronienie się pod skrzydłami Katarzyny II, swojej Semiramidy Północy, ale wystarczył krótki pobyt na jej dworze w Petersburgu, aby wziął nogi za pas. Co było o tyle łatwiejsze, że nigdy nie przestał być poddanym kolejnego Ludwika, a Depardieu będzie już tylko grażdaninem FR.
To wiele zmienia i jeśli już chciałby się przystosować do nowej roli, to radziłbym kilka lektur. Polecam m.in. „Biesy” Dostojewskiego (bo zawsze mogą się powtórzyć), no i znakomitą książkę mojego przyjaciela, Wiktora Jerofiejewa – „Encyklopedię duszy rosyjskiej”.
To właśnie Wiktor, jak przystało na wielkiego patriotę, miał odwagę napisać kilka gorzkich prawd o swoim kraju i o tzw. duszy rosyjskiej – tak ukochanej przez racjonalny, kartezjański Zachód. A także o syndromie wahadła w historii Rosji, która od wieków nie może się zdecydować, czy jest bardziej w Europie, czy w Azji i dlatego od stuleci próbuje dogonić historię, (Rosjanie sami o sobie powiadają: My, „dogoniajuszczaja strana” – przyp. SP).
Wreszcie, to właśnie Wiktor napisał znamienne słowa o Rosji, która „jest rajem dla pisarzy i piekłem dla swoich obywateli”. Dlatego jednakowo nie rozumiał pisarzy, którzy wyjechali i obywateli… którzy zostali. I choćby z tego powodu – zgodnie z radą Jerofiejewa – przestrzegam grażdanina Deparideu: wielu z tych którzy, przyjechali do Rosji, zafascynowani jej kulturą, cywilizacją, a w pewnym sensie również współtworzonym przez siebie mitem rosyjskim – próbowali zrozumieć Rosję. I chyba nikomu to się nie udało. Wówczas, albo wpadali w rusofobię, albo stawali się bezkrytycznymi jej apologetami. Przy czym, im bardziej rusofobiczni byli jedni, tym bardziej apologetyczni – drudzy. I na odwrót. Dlatego polecam „metodę” zaproponowaną przez Jerofiejewa: „Aby zrozumieć Rosję, najlepiej się zrelaksować. Zdjąć spodnie. Narzucić ciepły szlafrok. Położyć się na tapczanie. Zasnąć.” I chyba nie jest to zły sposób, skoro nawet stare rosyjskie przysłowie/pogoworka głosi, że w Rosji „lisz tolko spiaszczemu jest horoszo po nastojaszczemu”. W wolnym tłumaczeniu brzmiało by to: „tylko śpiącemu jest naprawdę dobrze”, co mimo wszystko nie oddaje jeszcze całej metafizycznej głębi tej mądrości ludowej. Ale tak to już jest prawie ze wszystkimi przysłowiami/pogoworkami, jak choćby z tą moją ulubioną, rosyjską: „żizn’ horosza, kogda pijosz nie spiesza”.
Postarajcie się to zrozumieć, ale to kwintesencja, sedno rzeczy, sam sens. W praktyce, dla grażdanina Depardieu, oznacza to jedno, dopóki nie zrozumie dlaczego „Stolicznaja”, wyprodukowana w moskiewskich zakładach „Cristal”, jest najlepsza na świecie i dopóki nie będzie potrafił jej odróżnić od setek innych rosyjskich wódek, to jego znajomość szczepów winnych i roczników win, nie mówiąc już o trzystu gatunkach sera – będzie psu na budę. To trochę tak, jak w tym znanym dowcipie: najlepsi kiperzy, w międzynarodowym, prestiżowym konkursie, rozpoznawali gatunki alkoholi. Francuz wziął kieliszek z winem, popatrzył pod światło, zakręcił lekko pucharem, powąchał bukiet… i orzekł: szczep taki a taki, rocznik taki a taki, nasłoneczniony, dobry… Brawa. Potem przyszła kolej na Polaka. W szklance była czysta wódka. Popatrzył pod słońce, powąchał, skosztował… Niepewnie powiedział: Żytnia… I sala parsknęła śmiechem, bo przecież nawet dziecko by to rozpoznało. Ale po chwili, po namyśle i już z mocnym przekonaniem oraz pewnością siebie zawyrokował: Tak, Żytnia – na sto procent. Żytnia 27, trzecie piętro…
Z innych lektur polecam grażdaninowi Depardieu „Listy z Rosji” markiza de Custine. Wielu Rosjan uważa tę książkę za rusofobiczną, ale mnie pomogła zrozumieć jedną prawdę: tak naprawdę Rosją nie rządzi, ani car, ani gensek, ani aktualny gospodarz Kremla – rządzi czynownik/urzędnik.
Miałem okazję być petentem rosyjskich urzędów w różnych okresach, czy wręcz epokach historycznych: za czasów komunizmu, pieriestrojki, wolnej Rosji i putinowskiej „suwerennej demokracji”. I chociaż zmieniały się hymny, sztandary i mundury, to istota pozostawała niezmieniona, a metody i styl działania były dokładnie takie same, jak za czasów markiza de Custine…
Długo mógłbym opowiadać, jak za Gorbaczowa załatwiałem zgodę na wyrobienie pieczątki, co wymagało złożenia stosownego pisma i oczywiście z obowiązkową pieczątka (przybijałem dawnym PRL-owskim „orzełkiem” z 20-złotówki). Albo jak sformułować grzeczne podanie o sprzedaż deficytowych 4 tortów „Praga” w kombinacie gastronomicznym o tej samej nazwie, (zgodzono się na dwa), czy wreszcie załatwić formalności, zezwalające na wyjazd własnym samochodem na urlop do kraju… A już całkiem niedawno, w XXI wieku, ile zaświadczeń i załączników (ze wszystkich możliwych ministerstw, komitetów i służb) musiałem przedstawić, aby legalnie założyć w banku konto dla swojego biura korespondenta, bez czego z kolei nie mogłem legalnie kupić dla „firmy” samochodu służbowego…
Ta biurokracja pewnie nie jest wiele większa od francuskiej, ale sami Rosjanie określają ten stan lepiej i precyzyjniej: „czynowniczestwo” – po polsku, nieładnie, „urzędactwo”. Różnica jest zasadnicza: we Francji decyduje prawo, choćby najbardziej biurokratyczne i rozbudowane, ale zawsze prawo; w Rosji – urzędnik, jego dobra lub zła wola. A także urzędnicza solidarność, która wymyśliła formułę: „pustit’ po krugu”, tj. odsyłać od urzędu do urzędu, pod byle pretekstem i z byle powodu, aż petent zrozumie, że wystarczyło w tym pierwszym stawić się z odpowiednim załącznikiem lub zatrudnić wyspecjalizowaną firmę, przeznaczoną wyłącznie do załatwienia takich trudnych spraw, która z urzędnikiem podzieli się przychodami. Minęło sporo czasu, zanim – z pożytkiem dla własnej wygody, choć za cenę dodatkowych kosztów – zrozumiałem tę zasadę. Ale też nie dziwi mnie informacja sprzed kilku miesięcy, że w jednym z najdroższych moskiewskich apartamentowców, w których ceny mieszkań zaczynały się od 1 miliona dolarów – większość apartamentów wykupili… urzędnicy państwowi.
Co to oznacza dla grażdanina Depardieu? – Co najmniej tyle, że do tych swoich 13 proc podatku, który tak go skusił, że zrezygnował z obywatelstwa francuskiego, będzie musiał dodać koszty w miarę normalnego funkcjonowania w systemie rosyjskim. A są to koszty niemałe. Jeden z wysokich ministerialnych urzędników, od którego podpisu wiele zależało, zanim jeszcze awansował na szczyty władzy w Rosji, dorobił się kliczki/pseudonimu: „Misza Dwa Procent”, bo tyle brał od każdej decyzji i od każdego kontraktu, na który łaskawie wyrażał zgodę. Chyba że, znajdzie odpowiednio wysoką „kryszę”/ochronę (najlepiej na szczeblu kremlowskim), która zagwarantuje mu bezpieczeństwo, bezkarność i zielone światło we wszystkich operacjach. Tyle, że – jak wiadomo – łaska pańska na pstrym koniu jeździ i słono kosztuje, o czym przekonali się Gusiński, Chodorkowski i wielu innych.
Pewnie dlatego też w rejonie słynnej Rublowki, gdzie jeszcze niedawno każdy zainwestowany rubel gwarantował kilkudziesięcioprocentowe zyski, coraz więcej jest pustych rezydencji, a ceny nieruchomości zaczęły spadać, odkąd ich właściciele uznali, że bezpieczniej jest pilnować swoich interesów i kont w bankach zachodnich z Lazurowego Wybrzeża, aniżeli z Moskwy. Słowem, wybrali kierunek odwrotny niż Pan Depardieu… Przynajmniej uszanujmy więc jego odwagę, czy nawet desperację, bo tak należałoby określić jego decyzję o zamianie obywatelstwa francuskiego na rosyjskie…
A swoją drogą – ciekawe, czy jako grażdanin FR, gospodin Depardieu będzie musiał się starać o wizę schengeńską i kto mu ją teraz wyda, bo jeśli jej mieć nie będzie, to jedyną jego szansą na legalne odwiedzenie Unii będzie wizyta w strefie przygranicznej obwodu kaliningradzkiego – tj. w Gdańsku i (częściowo) na Mazurach. Może nawet „wyskoczyć” tu na zakupy.
Na koniec więc ostatnia rada praktyczna: Rosjanie to cudowni, wspaniali ludzie i – mówiąc delikatnie – bardzo trudne społeczeństwo. W tłumie, na ulicy iskrzy od napięcia, a często i wzajemnej agresji. Przykład? – Przyjaciel, zresztą tuż po przyjeździe z Paryża, potrącił na ulicy jakąś staruszkę, więc grzecznie, z galanterią przeprosił. „Pardon” – powiedział. Reakcja staruszki była natychmiastowa: „Wot, sam takoj!”
Radzę o tym pamiętać, bo przecież nie zawsze można korzystać z samochodu z „migałką” na dachu, (na to trzeba zasłużyć lub zapłacić), gwarantującą wolny przejazd i naruszanie wszelkich zasad ruchu drogowego. Poza tym, nawet jeśli gospodin Depardieu będzie obracał się w kręgach władzy, czy w środowisku rosyjskich oligarchów, (ze swoimi milionami i tak będzie biedakiem wśród miliarderów), to przecież nie uniknie kontaktów „z ludem”. A tu zasada jest prosta: kto ma lepszy i droższy samochód, może więcej; kto głośniej krzyknie, także na przedstawiciela władzy, to znaczy, że ma mocniejszych protektorów i może sobie na to pozwolić… itd., itd. W Rosji, w anonimowych kontaktach społecznych z urzędnikiem, sprzedawczynią, babcią klozetową itp., w 90 na 100 przypadków można być pewnym: jeśli ktoś ma choć minimalną władzę, choćby zależało od niego jedynie wydanie klucza do toalety, to na pewno tę swoją chwilową wyższość, władzę – okaże.
Jaki jest na to sposób: uśmiech i uprzejmość, wobec której Rosjanie występujący w rolach oficjalnych stają się bezradni. Zdarzyło mi się, całkiem niedawno, ledwie kilka lat temu, pójść do sklepu, aby kupić papier toaletowy. Naburmuszona ekspedientka, jeszcze w stylu radzieckim, już na powitanie warknęła mało uprzejmie: „cziewo!” – „Dajtie pażauista, toalietnuju bumagu”, poprosiłem grzecznie – „Cziewo!” – warknęła po raz drugi i równie ostro dodała: „kakowo cwieta (koloru)?” – Wtedy z głupia frant zapytałem: „a jaki kolor najbardziej pasuje brunetowi?” – Wtedy, jej napięta wcześniej twarz stajała, parsknęła śmiechem… I przy kolejnych zakupach byliśmy już starymi przyjaciółmi. Ale przecież z uśmiechem gospodin Depardieu nie powinien mieć problemów, czego mu z całego serca życzę na nowej drodze obywatelskiego, rosyjskiego życia.


Oj tam oj tam. Tworzymy globalną wiochę i zapraszamy do niej kogo się da, byle podatki płacił w Unii a zarobione pieniądze też tu wydawał. Zamieszkać obecnie w nieco innej zagrodzie nie powinno stanowić problemu. Ruskije gaspada wykupują Europę i jakoś nie mają problemu z wizami nawet amerykańskimi. Masz ciaćki to świat stoi otworem.
Też bym chciał mieć takie problemy.
I ja żełaju grażdaninu Depardieu wsiewo charoszewo na nowoj puti jewo żyzni…
I nie mogę zapomnieć dowcipu o jego nowych przyjaciołach – rosyjskich nowobogackich…. którzy po zwiedzaniu Luwru wyszli zniesmaczeni…. „Taaak… czysto, czysto nawet, … ale biednie!!!
Nie wiem, czy autor zna duszę francuską, tak, jak rosyjską?
Myślę, że może Depardieu być równie szczęśliwy, jak forumowy „narciarz” za Gierka!
…
Przypominają mi się rozmowy z francuskimi studentami – chcieli mnie zagryźć, bo niby taki prawicowiec byłem…
Albo francuscy fizycy w Dubnej za Breżniewa. Jacy byli tam szczęśliwi!
W końcu powody mieli: godziwe za Miterranda 6tys.franków/miesiąc w całości odkładane na konto, czekało na powrót do Francji, plus pensja w rublach wystarczająca od czasu nawet na wizyty w restauracji dla inostranców na Placu Gorkiego!
I Lenin tam jadał, nawet tablica stosowna była, no i ten rząd lokajów czekających na skinienie palcem pod ściana mile łechtał próżność… Nawet i jesiotr drugiej świeżości był (sam się strułem!).
Jedno bolało biednych towarzyszy Georgesa Marchais – nie było w sklepach le poireau (porów)!!! Jakież więc szczęście rozlewało się pewnego na ich twarzach, gdy jednemu z nich udało się je kupić w Moskwie.
…
Może i Depardieu będzie szczęśliwy równie, jak ci francuscy fizycy-komuniści? I Rewolucja Francuska była matką Październikowej! Tyle wspólnego ze sobą mają te narody…
Nie trzeba go pouczać. Da radę!
A Depardieu był przez chwilę Dantonem…
Rewolucja Francuska – Rzecz Święta!
Nawet Marię Antoninę by więc zagrał.
Szanowny Panie Popowski!
To ladnie z Pana strony, ze przekazuje Pan informacje Panu Depardieu do godnego zycia na rosyjskiej ziemi… jednak gratulacje naleza sie moim zdaniem Ministerswu Spraw Zagranicznych Rosji, ktore w umiejetny sposob „zwerbowalo” na poczatek tego Pana… jednoczesnie osmieszajac ten podobno wolny Zachod, ktory w globalnym swiecie jedynym rozwiazaniem na swoje klopoty widzi w okradaniu swoich obywateli….
Emigracje Pana Depardieu traktuje jako sygnal dla EU, ze musza znalesc inna droge na wyjscie z kryzysu niz kradziez…
Warszawiak.
PS. A tak na marginesie czy zna ktos przepisy francuskie , ktore mowia jak czesto i jak dlugo za jednym razem Pan Depardieu moze we Francji obecnie przebywac?
A ja myslę że jednego Depardieu nie wziął pod uwagę ;tego ze Rosja ma tylu „przyjaciół” poczawszy od
NATO ,Przez USA i jej słuzby do naszych polskich „wielbicieli”, przyjaciół Rosji i Putina .
Oni to moga co widac po dyskusjach nad wyczynami Depardieu w mediach ;zrobic Aktorowi kuku .
Waszak takiej obrazy sie nie wybacza .
Poza tym nie widzę powodu aby nad tym „czynem odwagi” robic tyle hałasu .Ilez to ludzi na swiecie zmienia swój kraj docelowy .
W tym wzgledzie my Polacy też mamy ostatnio wielkie
zasługi ,co prawda ludzi mniejszego kalibru ale zawsze .
Jakoś na tym problemem upuszczania polskiej krwi nic sie nie mówi choc jest to skala o rozmiarach nienotowanych w historii .
Wszystko to bardzo ciekawe, ale raczej z kategorii imponderabiliów. To, co byłoby naprawdę ważne dla nas, to jakaś analiza, co powoduje w gospodarce i społeczeństwie tak niski podatek 13%. Może Janek Cipiur by się pokusił o komentarz…
no ladnie, ale jakie historie napisalby autor gdyby przyszlo mu przebywac w dzisiejszej francji – zaplacilem 75% podatku(?)
To Francuzi, a nie my powinni sie rozprawic z panem Depardje.
My mozemy co najwyzej wzruszyc ramionami.
Zgoda, ale pośmiać się można…
Troche mamy sprzecznosci z Konstytucja Rosji w mysl ktorej ten francuski onegdaj aktor powinien zmienic nazwisko na przyklad na Jurij Depardielny czy cos w tym rodzaju.
Rosja stala sie schorniskiem dla wielu zagranicznych zachodzacych gwiazd filmu i etsrady szczegolnie z Wloch Francji i Belgii ale akurat ten nowy obywateo zostal szczegfolnie naglosniony, gdzie w tle trwaja r9zmowy rosyjsko unijne o zblizeniu obywatei Rosjii do Europy. Prawda jest taka ze Rosjan jest pelno wszedzie w kazdym punkcie swiata czyli nie maja probolemow wizowych. Spotykam Rosjan od glebikiej ameryki poludniowej po Nowa Zelandie czy nawet i Japonie. Upolitrycznienie tej sprawy ma znaczenie dla Rosjan zas nam wypada troche sie posmiac a nawet i zakpic co niniejzym czynie :).
Dopóki za p.Depardje/Rosjanie piszą nazwiska fonetycznie/
będzie majaczył groźny cień kremlowski, będzie mu jak w raju. Nawet tych 13% nie będzie musiał płacić/Wołodia da mu wakacje podatkowe/, ale gdy ten cień zniknie, to nie będzie zmiłuj. Tyle, że wtedy pozostanie mu zacytować klasyczne francuskie „vouz l’avez voulu, George Dandin”.
A co do jego przyszłych podróży do Francji, to urzędnicy imigracyjni każą mu się każdorazowo rozbierać, pochylić, i dłonią w gumowej rękawiczce będą sprawdzać, czy nie przemyca materiałów rozszczepialnych. Bon vojage!
Ja wlasciwie po przyjrzeniu sie blizszym o co sie w tym wszystkim rozchodzilo, uwazam, ze gr. Zerar Depardje postapil tak jak nalezalo. Wielki aktor utarl nosa premierowi Francji, ktory go publicznie i imiennie upokorzyl i zlajal. Premier, ktorego nazwisko malo kto poza Francja zna.
Nie jest sprawa premiera pouczac wielkiego artysty czym jest patriotyzm. Wielkiego artysty czy kogokolwiek innego come to think of it..
Parafrazujac biskupa Pieronka, premier powienien byl siedziec cicho.
Premier Francji może nie zachował się mądrze, ale reakcja aktora… No cóż, zrobił z siebie większego satyra niż był…
Panie Andrzeju Prokonos!
Pisze Pan:
„Premier Francji może nie zachował się mądrze, ale reakcja aktora… No cóż, zrobił z siebie większego satyra niż był… ”
I kto to pisze, emigrant, który wyjechał prawdopodobnie z Polski tak jak ja dla pieniędzy…. przecież Pan Depardieu uratował tym swoich rodaków przed barbarzyńcami, którzy chcieli w biały dzień ich okraść… i Pan to nazywa satyrą… dla mnie jest to w pewnym rodzaju poświęceniem żeby nie powiedzieć bohaterstwem… proszę Szanownego Pana.
Pozdrawiam, Warszawiak.
Kanadyjczycy płacą 50% podatek i nikt z tamtąd z tego powodu nie emigruje. Odpowiada im system socjalny w którym żyją. Depardieu jest bogaty, dlatego naliczyli mu wysoki podatek. Czyli nie trafiło na biedaka i to go nie wykończy. Zresztą Francja wycofuje się z tego wysokiego podatku. Wcale nie żal mi tego aktora. Jego decyzja pokazuje histeryka, człowieka o wybujałym ego i nic więceej. Nie ma to żadnego związku z tym gdzie ja mieszkam i pracuję. Naganne jest zaprzaństwo tego aktora, który mógłby sobie wyjechać na choćby Kajmany, czy inne raje podatkowe. Ale on pojechał do czarnosotinców, ich poprosił o azyl i jeszcze obłudnie wychwala „demokrację” rosyjską. Panie Warszawiaku, potrzebna jest tu odpowiednia skala ocen. Zabrakło jej Panu.
Drogi Panie Andrzeju!
Z tym bohaterem to był żart a może nawet prowokacja… 😉 jest duże prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że ta pijaczyna zmieniła obywatelstwo będąc na bani….. pomimo to fakty są następujące:
– wojnę podatkową wygrał Szanowny Pan Depardieu
– wojnę dyplomatyczną wygrała Rosja
– Francja kaputt
Pozdrawiam, Warszawiak.
Możliwe, ze był na bani. Wygląda jakby był tykającą bombą. Ale co wygrał? Aliance z mieszanym towarzystwem? Dla mnie jego ruch to przejaw głupoty. Facet się zwyczajnie kończy.
Jak znam mentalną bazę RU, to tam była znacznie szersza mjeżnarodnaja politzagrywka w gorbaczowowskim (równie chytromozolnie-nieudacznym) stylu zresztą: pan Dep nie jest bynajmniej byle kim. Roztył się i spaskudniał, ale to narodowy symbol, podstawowe autoidentyfikacyjne kulturowe i już na pewno nie tylko kulturalne dobro Francji. Ta naprawdę wielka masa filmów, jak narodowy serial jednego, nader uniwersalnego aktora, trwający całe jedno pokolenie. I nagle – ciach. Po co? Eosjanie nawet srać nie idą bez planowania. To z tym symbolem podstarzałym i jego histerycznym zaprzaństwem miało być we Francji równie bolesne co ekscytujące i powodujące w końcu ciepłą falę sympatii do RU a gdzie się da, to i spektakularne, gorące ekscesy pro-zbliżeniowe, co i zachwytne medialne pienia o rusodemo miało zaintonować. Tu skalę zagrywki trzeba z Hollandea przyłożyć i jego twardych kłamstw przedwyborczych „o gospodarczej wielkiej sile Francjiktóra sobie poradzi i bez tego, jak mu tam, intensywnego eksportu. Rynek wewnętrzny wystarczy, po co wielki wysił”. Była to bowiem część preparacji Francji pod rozerwanie UE (ekono-siłowe) z BRIC w tle. Van Rompuy od razu walił w to krzepko, Angela obsmaczała perspektywy, no i Hollande wymiękł, ale problem po skutecznej obronie GR pozostał: rosyjski problem. Przypuszczam, że symbolowi na takich usługach bardzo przyzwoicie zapłacili, może więcej jak miał, a reszta to mdły pretekst, pic pod publiczkę.
Francja to wielki kraj i szkoda, ze tak zbiurokratyzowany i znepotyzowany. Sam fakt ze Depardieu od lat tam odgrywal tak dominujaca role tylko to potwierdza. Jest na pewno wielu nie gorszych aktorow w tym kraju, ktorzy moga zapisac zlote zgloski w jego kulturze. Wedlug mnie on na tym ruchu najwiecej straci. Wroci niebawem skruszony albo przepadnie w matuszce Rasii.
Pan A.Pokonos przypuszcza, że aktor może wyboru żałować. Są pożyteczne dla Rosji aspekty dodatkowe, o których wyżej nie pisałem – a pan D. swych pieniędzy na pewno do końca życia nie zużyje. Tu nie o to chyba chodzi. O tym, czy społeczeństwu rosyjskiemu masą filmów z Depardieu z tych kilku dziesięcioleci przybliżony zostanie świat Zachodu z żywym i bardzo nastojaszczim, bliskim idolem aby związać tęskne nadzieje i rozwiać odległości, przekonamy się pewnie niebawem. To może być injekcja uspokajająca, socjozabieg na społeczeństwie. On wtedy nie działa tylko do środka, działa również na zewnątrz, podobnie, jak był pomyślany z goodwill- Kulturattache, panem Olbrychskim, który już z natury rzeczy (pozycja na zboczu NYT & N-Week- normatywnej kulturopiramidy) zawsze o wiele bardziej popularny w Rosji jest (i będzie), niż w Poljszcze.
Jak przed nim Ania Jantar. Do dziś ją tam kochają.
Więc dlaczego nie wydajuszcz’gosja russkawo akt’jora Depardje.