2013-01-09. jesteśmy niezawodnie nacją skarżypytów i ten rys charakteru kształtują w nas media. nie tylko prasa bulwarowa, plotkarskie rozgłośnie i żyjące z sensacji kanały telewizyjne – bo ten typ mediów nie mógłby bez obsesyjnej pogoni za sensacją. nawet poważne (zakładając że takie jeszcze istnieją) polskie media w nieporównanie większym stopniu zajmują się tym co ktoś powiedział, niż rzeczywistymi wydarzeniami. nawet z mojego niewielkiego, bo kilkusetkilometrowego oddalenia od kraju studiowanie zawartości mediów pozostawia wrażenie, że polska jest krajem, w którym nic się nie dzieje, a tylko wszyscy obgadują jeden drugiego i tylko występują z donosami.
w ostatnich dniach prymusi z trochę ponadnormatywnie przeludnionej klasy polskiej podstawówki najbardziej przewzięli się na chłopca imieniem igor…
sędzia wymawia brzydkie wyrazy
ma on nazwisko tuleya i jest warszawskim sędzią, który prowadził proces znanego kardiochirurga mirosława g. od wielu dni nie może on zaznać spokoju. podsądny został wprawdzie napiętnowany jako łapówkarz i skazany na rok więzienia (z zawieszeniem na dwa lata), ale w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia powiedział w jaki sposób zostały uzyskane dowody przeciwko oskarżonemu. pacjenci lekarza i członkowie ich rodzin namierzeni przez CBA byli zatrzymywani, przesłuchiwani do późna w nocy i zastraszani ciężkimi karami więzienia, jeżeli nie podpiszą protokołu zeznań, które zadowalałyby śledczych, sędzia tuleya ujawnił szczegóły tych przesłuchań i wyraził opinię, że metody uch prowadzenia przywodzą na myśl śledztwa, prowadzone w latach stalinizmu…
w sejmowych ławach po prawej stronie, w „niepokornych” mediach, a nawet w prokuraturze zawrzało, sędzia nie ma prawa używać takich porównań, bo obraża to pamięć ofiar stalinizmu. jeden z uczestników debaty zauważył przy tej okazji, że porównywanie aborcji do holocaustu również obrażałaby pamięć ofiar zagłady.
podnoszony jest argument, że działano w słusznej sprawie, co musiał uznać sędzia, skazując oskarżonego za korupcję. w tym chórze skarżypytów można było usłyszeć również głos ministra sprawiedliwości. jego zdaniem sędzia tuleya przesadził z tym sformułowaniem. a przecież szef tego szczególnie resortu winien mieć na uwadze, że władzy wykonawczej nie wolno wywierać presji na sędziów. jeżeli takie jest stanowisko rządu, to premier powinien wystąpić w obronie swego ministra, ale wówczas przyznałby publicznie, że sędzia ma rację, krytykując postępowanie służb i prokuratury. gdyby natomiast premier tusk uznał, ze to jego własny minister dopuścił się przesady, powinien go skarcić. może zresztą już go upomniał, ale reprymenda otrzymała klauzulę tajności, bo mogłaby zaszkodzić rządowi, a ludność kraju nie ma certyfikatu, dającego dostęp do tajnych kancelarii…
nie wypowiedzi jednak, nie cały ten magiel jest najważniejszy w sprawie sędziego tulei. nie on miał innego wyjścia, niż orzeczenie wyroku skazującego, choć oskarżenie o wymuszanie materialnych korzyści od pacjentów budziło tyle wątpliwości, szczególnie w zestawieniu z metodami uzyskania dowodów. sędziemu nie wolno było postąpić inaczej, bo prawo nie bierze pod uwagę w jaki sposób uzyskane zostały dowody. mogą nimi być również owoce zatrutego drzewa.
casus tuleya przypomina mi inny proces z innym sędzią. kiedy po wprowadzeniu stanu wojennego wybuchł strajk w zakładach w ursusie, animatorzy akcji strajkowej zostali pochwyceni i postawieni przed trybunałem. uzasadniając wyrok skazujący przewodniczący kompletu powiedział: zadaniem sądu jest egzekwowanie obowiązującego prawa. a prawodawców osądzi historia…
nathan gurfinkiel

