2013-01-28. są to fragmenty korespondencji ze znajomą z kraju, osobą o znanym nazwisku. nie po raz pierwszy dzielę się z nią swoim odbiorem polskiej codzienności. moja znajoma, choć jest krytyczną obserwatorką swego szeroko rozumianego otoczenia, wdragała się dotąd przed zaakceptowaniem mojego oglądu rzeczywistości krajowej. wymawiała mi nadmierny pesymizm i sklonność do pochopnych uogólnień. przytoczna poniżej wymiana zdań ma datę 10 stycznia, a więc na dwa tygodnie przed odrzuceniem w pierwszym czytaniu wszystkich trzech projektów ustawy o związkach partnerskich. to najnowsze wydarzenie zostało skwitowane przez mą korespondentkę uwagą: ostatni zgasi światło…
NIKT z rządzących nie powiedział głośno, że ten rodzaj przesłuchań jest zły, skandaliczny, niezgodny z przepisami etc. NIKT!
PiS owcy (głównie) wołają, że takie tortury za PRL-u były ohydne i zbrodnicze ale jak takie same (konwejer) + zastraszanie stosuje się obecnie, to … OK?!
Gdzie my żyjemy?
nareszcie zaskoczyło… od lat mówiłem moim przyjaciołom w kraju, że polska, w której mieszka tylu wspaniałych ludzi, jako struktura państwowa – najoględniej mówiac – nie usposabia do entuzjazmu. państwo jest wrogie obywatelowi, paranowicznie podejrzliwe i przeczulone do granic śmieszności na punkcie swej reputacji (wystarczy przypomnieć epizod z der tagespiegel, kiedy ta niszowa niemiecka gazeta przyrównała lecha kaczyńskiego do kartofla, ten w nienajlepszym stylu żart wywołał śledztwo polskiej prokuratury na okoliczność zniewazenia głowy panstwa, a szef kancelarii prezydenta – nie pomnę już kto nim naonczas był – wystąpił na konferencji prasowej i z całkowitą powagą oznajmił: mieliśmy do czynienia z zagraniczną próbą podważenia inteligencji pana prezydenta) w jakim demokratycznym kraju europejskim może istnieć taki twór jak „komisja do ścigania zbrodni przeciwkow narodowi polskiemu”? gdzie taka nazwa nie kłułaby oczu i nie zgrzytała w uszach? w której z zasiedziałych europejskich demokracji obrażony przez wypowiedź na formum publicznym urzędnik administracji państwowej lub nawet municypalnej korzysta z ochrony prawnej w postaci artykułu 212 kk przewidującego karę do roku więzienia za wypowiedź, uznaną za pomówienie. ściganie, na wniosek obrażonego, odbywa się z oskarzenia publicznego. w roku 2011 skazano na podstawie tego artykulu 190 dziennikarzy, przeważnie z mediow lokalnych. to nic, że żaden z nich nie poszedł do więzienia, groźne jest samo istnienie takiego zapisu w kk, będące reliktem osławionego „małego kodeksu karnego” w PRL.
w jakim innym demokratycznym kraju znana wypowiedź dody na temat biblii skończyłaby się wyrokiem skazującym? w jakim innym kraju UE urzędujacy prezydent (naonczas lech kaczyński) deklarowalby sie jako zwolennik kary smierci? w jakim demokratycznym kraju mówi się o polityce karnej i polityce historycznej?
mógłbym ten – jak to kiedyś nazwałem – katalog usterek kontynuować jeszcze długo: kodeks karny, który swą surowością zaspokajałby ambicje wielu państw autorytarnych, tuzin niemal dublujacych się wzajemnie i zapewne rywalizujących ze sobą tajnych służb z uprawnieniami nieznanymi w systemach demokratycznych, prokuratura, która wbrew zapewnieniom jest ręcznie sterowana przez każdy będący u władzy rząd, lub przynajmniej odgaduje jego życzenia, budżet konstruowany przez samą tylko partię lub koalicję rządzącą, z wykluczeniem współpracy opozycji.
kiedy mowiłem o tym wszystkim przyjaciołom słyszałem, że przesadzam, albo że przemawiają przeze mnie urazy, których jakoby nabawiłem się, gdy wymuszono na mnie decyzję wyemigrowania z polski.
takie rzeczy jak te, które ci teraz zaskoczyły nie biorą się z niczego. nie wystarczy zadeklarować: od dziś w polsce jest demokracja. trzeba umieć w niej funkcjonować. władza winna stać na straży swobód obywatelskich i to obywatele winni decydować o tym jaki zakres władzy mogą mieć rządzący, a nie władza ma rozstrzygać o tym jakie swobody będą przysługiwać obywatelom.
misją mediów winno byc patrzenie władzy na palce – każdej władzy, również tej, którą się lubi, bo władza nie czująca na sobie kontroli opinii publicznej szybko się degeneruje.
piszesz ze głównie PiS jest winien sytuacji, o której za sprawą sędziego tuleyi zrobiło sie glośno- za mało i zbyt pózno – ale chwała sędziemu za to, iż wreszcie powiedzial: król jest nagi.
PO jest może nieco bardziej cywilizowana i mniej paranoiczna niż PiS, ale różnice są ilościowe – nie jakościowe, bo z czyim poparciem uchwalono ustawę o powołaniu CBA, choć z góry wiedziano czym ta służba będzie? kto wyposażył IPN w taki zakres kompetencji, że instytucja, która winna być placówką naukową, prowadzi śledztwa i używana jest do szantażowania ludzi? czyimi glosami przeszła ostatnio ustawa ograniczająca wolność zgromadzeń i który prezydent ją podpisał? jaki premier wypowiadał się o chemicznej kastracji pedofili? kandydat jakiej partii na „premiera z krakowa” mówił o potrzebie szarpnięcia cugli? kto z pominięciem wszelkich procedur rozprawil się ze sprzedawcami dopalaczy? politykom opcji sprawujacej obecnie władzę termin: swobody obywatelskie przechodzi przez gardło z takim samym trudem jak jak partii, która ma pionierskie zasługi w walce o prawo bez sprawiedliwości.
wystarczy ci tyle, czy chcesz wiecej? jeżeli tak, to nie będe mial problemu z dostarczeniem ci przykładów.
i niech mi nikt nie mówi, że siedząc sobie wygodnie zagranicą pouczam rodaków w kraju. mam w polsce rodzinę i tłum przyjaciol, nie jest mi więc wszystko jedno w jakim żyją kraju…
nathan gurfinkiel


Co do DODY to raczej nie przyjmowalbym jej w kategoriach wartosci poznawczych a jedynie doznan zgubnych.To tak pol zartem i pol serio. Najbardziej bulwersujaca w Polsce dla mnie jest jednak natarczywa chrzescijanizacja wszystkich Polakow i propagowanie Polski jako w 97 % katolickiego. W tym samym kraju ku jaskrawej sprzecznosci pojawiaj sie sily ktore tworza podstawy i daja dobro dla stosowania przemocy i poslugiwania sie praktykami niby w imieniu obrony litery prawa,a ktore byl wszem i wobec powszednio stosowane w Polsce gomolkowskiej, bierutowskiej. Nie czarujmy sie ale pod czarnymi stuannami diablkow i ich krzewicieli PiSofuriatow wszystko w Polsce staje na glowie a my jednie doznajemy kolejnych szokow poznawczych i upoewniamy sie w przekonaniu ze moze PO jest cywilizowana i jedynie sluszna ale slaba i wewnetrznie niespojna. Lewica rozdarta podzialami i zaszlosciami a reszta tu sie chce przypodobac i tam dupcie przylizac byleby w sondazach utrzymac sie nd kreska a nie pod. Obluda, cynizm, skurwysynstwo a gdzie patriotyzm? Och czuje ze zadalem durne pytanie!
Hipokryzja, perfidia, nietiolerancja – czy to wynika z nauk chrzescijanskich? Cos tu kurna jest nie tak!
Już się miałem nie wpisywać. Ale właśnie posełka Pawłowicz, na pytanie jak się będzie do tej bokserskiej twarzy zwracała, jeśli tamta zostanie wicemarszałką, odparła, że w ogóle nie będzie się do niejgo zwracała. To przypomniało mi mojego już nieobecnego, ale niezapomnianego przyjaciela, filozofa i etnologa Jacka Olędzkiego. On stał jednego dnia na przystanku autobusowym przy Długiej, co tam kiedyś wrzucali śnieg, a teraz są Powstańcy. I tam jeden człowiek wysiadał z autobusu 116, za powoli, bo drugi, co wsiadał i się spieszył mu powiedział „co się tak opierdalasz, zgredzie”. Na co tamten, już wysiadły odparł: „jestem zgred, ale ty jesteś gorszy zgred, bo ty jesteś w morde pierdolony zgred”. Tamten chciał wyskoczyć, aby mu odpowiedzieć, ale drzwi się zamknęły.
Jacek akurat był jeszcze w trakcie badań terenowych we wsi Murzynowo (koło Płocka). Pojechawszy tam następnego dnia, zapytał miejscowego Obywatela, opowiedziawszy mu to zdarzenie: ”panie Skrzypłocz (nazwisko fikcyjne), czy u was w Murzynowie ludzie też się tak do siebie zwracają? Odpowiedź była: ”Nasze Murzynowo to mała wioska. U nas ludzie w ogóle rzadko się do siebie zwracają.” Więc może język współczesnych Polaków kryje dla nas obu zaskakujące niespodzianki?
Już się miałem nie wpisywać.(bo tu i tak nikt nie patrzy). Ale właśnie posełka Pawłowicz, na pytanie jak się będzie do tej bokserskiej twarzy zwracała, jeśli tamta zostanie wicemarszałką, odparła, że w ogóle nie będzie się do niejgo zwracała. To przypomniało mi mojego już nieobecnego, ale niezapomnianego przyjaciela, filozofa i etnologa Jacka Olędzkiego. On stał jednego dnia na przystanku autobusowym przy Długiej, co tam kiedyś wrzucali śnieg, a teraz są