2013-02-11. dość już fałszywej skromności, bo znany ze swej skrupulatności samodzielny pracownik naukowy (jeżeli komuś przychodzi w tym momencie na myśl jakieś nazwisko, to bardzo proszę pamiętać o tym, że nie wymieniłem żadnego) dowiódł, że bezpośrednia zależność między ładnością a skromnością jest mitem. skromność nie zdobi, bo nie zdobi – jeżeli już trzeba koniecznie uzasadnić tę słuszną konstatację.
do badań nad skromnością włączył się było również sir winston (churchill). w latach powojennych jego politycznym adwersarzem został clement attlee z partii pracy, którego scharakteryzował słowami: to zdaje się bardzo skromny człowiek i sądzę że ma wszelkie powody, by takim być. skromny człowiek wygrał wszelako wybory i został premierem. churchill skwitował ten moment przejęcia władzy powiedzieniem: przed 10 downing street zajechał pusty samochód, z którego wysiadł clement attlee (podany adres w londynie, to siedziba premiera – just in case, gdyby między czytelników zaplątał się jakiś współczesny maturzysta, mający czytać ze zrozumieniem).
co się mnie tyczy, to również byłem skromny, choć dalibóg nie miałem jakichkolwiek powodów do unikania rozgłosu. żaden samochód nie wyda się pusty, kiedy przemieszcza tak ważką osobę jak ja – ponad 90 kg. nie wspominając nawęt tego wyniku stanięcia na wadze, mogę się pochwalić, że sformułowałem doktrynę, która nosi moje nazwisko. pracowałem naonczas w danish refugee council – duńskiej radzie pomocy uchodźcom. organizacja ta dwoiła się i troiła, żeby zapewnić swym podopiecznym ludzkie warunki bytowania, a kiedy jako tako urządzeni, mający mieszkanie i często pracę, nauczeni podstaw języka duńskiego w prowadzonej przez organizację szkole językowej, wychodzili spod ochronnego parasola, zanurzali się natychmiast w brutalną codzienność.
przeżywałem to również sam, bo nim zacząłem pracować w tej organizacji pomocy uchodźcom byłem jednym z nich i znałem z autopsji wszystkie ich problemy.
potrzeba sformułowania doktryny stała się oczywista, kiedy moja córka zaczęła chodzić do szkoły. pewnego dnia przyszła do domu i opowiedziała z czego śmieją się jej koledzy
lekcja duńskiego w pierwszej klasie nauczyciel przepytuje dzieci.
– lise, jak się pisze dom?
– d..y … o… em…
– bardzo dobrze
– peter, jak się pisze woda?
– w…w…y, hm … o…
– tak… i co dalej?
– o… o… dy.. i chyba a..
– tak, właśnie tak!
– hans…
– obecny!
– powiedz, jak napisałbyś wyraz sowa?
– s y..o …www … a…
– no cudownie. bardzo jesteście zdolni wszyscy. jestem z was dumny..
wodzi oczyma po klasie i nagle dostrzega nieodpytanego ucznia. wyciąga ręke w jego stronę i krzyczy: – mohammed! jak się pisze dyskryminacja rasowa!
historia ta przypomniała mi się, kiedy przeczytałem na portalu gazety wyborczej relację z ośrodka dla uchodźców w białymstoku. są oni przetrzymywani w więziennych warunkach, strażnicy, którzy ich wyraźnie nie lubią i nie krępują SIȩ z ukrywaniem swej niechęci, zwracają się do azylantów wymieniając ich numery. jak pisze gazeta, ta postawa personelu wpisuje się w ogólne nastawienie społeczeństwa do uchodźców. jeden ze strażników ośrodka odezwał się do azylanta: nie podoba ci się, to zjeżdżaj z powrotem tam, skąd przyjechałeś. obcy nie są mile widziani w polsce, pisze gazeta i nastroje te panują w sytuacji kiedy setki tysięcy polaków wywędrowuje do innych krajów w poszukiwaniu lepiej płatnej pracy…
doktryna gurfinkla, którą sformułowałem jeszcze w latach pracy w organizacji pomocy uchodźcom i która jak widać nadal jest aktualna brzmi w poprawionej obecnie wersji: „jeżeli jakiś azylant spełniałby kryteria, by przyznać mu status uchodźcy w myśl konwencji NZ z roku 1951, to ze względów humanitarnych należy go niezwłocznie wydalić z terytorium RP”.
nathan gurfinkiel


oczywiście ciupasem. (na szczęście Ziobro nie dostudiował co oznaczało w praktyce to piękne osiągnięcie drugiej RP)
W sprawie anegdoty o Churchillu i Attlee’m. O ile wiem, to Antoni Słonimski jeszcze przed wojną opisał tę sytuację: „Przyjechała pusta dorożka i wysiadł z niej Leśmian”.
jotbe_x: jeśli Słonimski, to oczywiście cytując Franca Fiszera. I nie Leśmian, tylko Lechoń. (czemu zawsze to spada na mnie?)
„sama dziurawię, sama ceruję” (Irena Kwiatkowska). Więc jak Ja się czasem pomylem, chwyta mnie dreszcz wątpliwości. Bo rzeczywiście to był Leśmian, a u Lechonia chyba o tym czytałem. I jeszcze u kogoś.