o. Ludwik Wiśniewski: Gdzie my jesteśmy23 min czytania

()

wisniewski2013-03-05.

Polski dominikanin, ojciec Ludwik Wiśniewski, napisał w „Tygodniku Powszechnym”, najpoważniejszym piśmie katolickim, bulwersujący tekst pt. „Gdzie my jesteśmy?” Pozwalamy sobie go omówić i przytoczyć najistotniejsze fragmenty.

 

 

O. Wiśniewski sprzeciwia się włączaniu krzyża i religii w politykę, manipulowaniu religijnością. Jest stałym słuchaczem Radia Maryja, ceni to, że potrafi ona otwierać ludzi na Boga i uczyć trwania przed Jego obliczem. Że potrafi docierać do ludzkich serc i przynosić im pociechę. Ale Autor obserwuje od wielu miesięcy trwający w polskim Kościele swoisty „festiwal” , reżyserowany przez o. Tadeusza Rydzyka, pod hasłem „szukaj wroga”. Chwilami to żałosny kabaret, z tysiącami, a nawet milionami ludzi, w kruchtach kościołów i na ulicach, z udziałem wielu biskupów, zmanipulowano nawet Rzym, aby ostatecznie zamknąć usta przeciwnikom. To rzekome „przebudzenie” jest jakimś zbiorowym szaleństwem. Uderza, pisze O. Wiśniewski,  nie tylko w porządek naszego Państwa, ale także w Kościół.

O. Wiśniewski, jak pisze, zabiera głos, ponieważ razem z wieloma oso­bami głęboko zaangażowanymi w życie religijne uważa, że to, co się dzieje, przekracza miarę i głę­boko rani Kościół, a pośrednio także Ojczyznę. Nie zamierza niczego „owijać w bawełnę”, choć nie wszystko wie i nie wszystko widzi.

Jady

„Dzieła ojca Rydzyka tworzone są zawsze „przeciw” komuś, kto jest nie tylko przeciwnikiem, ale i wrogiem. Ojciec Dyrektor ciągle ogłasza, że jest zagrożony przez kogoś, kto czyha na niego i kto usiłuje zniszczyć jego dzieła. Jest znieważany, prześladowany i krzyżowany niemal jak Chrystus. Dlatego swoich zwolenników nieustannie wzywa do ujawniania wrogów i obrony przed nimi. Może jest w tym jakaś metoda na tworzenie zwartego frontu zwolenników, ale ma też fatalne skutki – coraz więcej osób zarażonych jest jadem podejrzliwości i żyje w poczuciu wszechobecnego wroga.

Ostatnio o. Rydzyk ujawnił (Nasz Dziennik“, 31.XII.2012 – 1. I. 2013), że powstała potężna koalicja w trójkącie: prezydent – rząd – KRRiT, mająca za cel zniszczenie Radia Maryja i TV Trwam. Ci potężni „koalicjanci“, posługujący się, jak twierdzi, kłamstwem, nie mogą tolerować instytucji „prawdy“. Wydaje się jednak, że jeśli ktoś – co nie daj Boże – ostatecznie zniszczy te dzieła, to zniszczy je sam twórca, maniakalnie poszukujący wrogów. (…) Gwałtowną akcję obronną prowadzi się właśnie w imię „prawdy”. Słowo to było głównym akcentem długiego przemó­wienia o. Tadeusza na placu Trzech Krzyży 29 września 2012 r. Redemptorysta mówił wówczas o prawie do prawdy, które zabiera się ludziom w Polsce. Mówił, że jest wielka, ogromna „potrzeba prawdy” i piętnował tych, którzy tylko pozornie jej służą, a mianowicie „dziennikarzy mętnego nurtu, najemników – którzy manipulują umysłami, sercami i emo­cjami ludzi” Kim są ci dziennikarze „mętnego nurtu” nie zostało sprecyzowane, ale określenie „mętny nurt” zdołało wejść do słownika radio-maryjnych entuzjastów.

„Aby nie było wątpliwości, powiem od razu: chciałbym, aby Telewizja Trwam dostała miejsce na multipleksie, i żałuję, że stało się inaczej. Chcę jednak także powiedzieć, ze nie tylko ja tak myślę, bo podobne zdanie ma przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Jan Dworak. Znam go od 35 lat i jestem świadkiem jego związków z Kościołem. Kilka tygodni temu powiedział mi, że chciałby, aby TV Trwam dostała to miejsce, ale jako urzędnik państwowy musi wypełniać swoje zadanie uczciwie i praworządnie, nie ulega­jąc ani układom towarzyskim, ani naciskom politycznym, ani jakimkolwiek i skądkolwiek płynącym zmasowanym atakom. Odpowia­dająca za TV Trwam fundacja Lux Veritatis po prostu nie dopełniła podstawowych wa­runków i nie przedstawiła dokumentów, na podstawie których można by postulowaną koncesję przyznać.

Rozpytywałem ludzi bardziej zorientowa­nych niż ja, czy o. Rydzyk mógł dopełnić wa­runków wymaganych do uzyskania miejsca na multipleksie. Odpowiadano mi, że było to nie­mal dziecinnie proste: wystarczyło przynieść do KRRiT promesę z banku, a takiej promesy na pewno nie odmówiłby Rydzykowi życzliwy mu SKOK. Dlaczego toruński redemptorysta uwikłał się w dziwne oświadczenia, jest sprawą nie do odgadnięcia.

Jego fundacja jako jedyny podmiot w kon­kursie zażyczyła sobie utajnienia swoich doku­mentów. Oświadczyła przy tym, że dysponuje majątkiem wartości 90 milionów, z czego 68 milionów to pożyczka od warszawskiej Pro­wincji Redemptorystów, jednak nie chciała ujawnić warunków spłaty tej pożyczki.

Pomijając wszystko inne: należę do zarządu mojej dominikańskiej Prowincji i orientuję się w jej sytuacji finansowej, więc daję głowę, że takich pieniędzy nie ma żaden zakon w Pol­sce. A nawet gdyby miał, to nie włożyłby ich w niepewny „interes” – a przecież powodzenie takiej instytucji jak TV Trwam zawsze jest pod znakiem zapytania.

Co to wszystko znaczy i dlaczego Ojciec Dyrektor nie chce pełnej przejrzystości w tej sprawie? Dlaczego, kiedy po kilkumiesięcznej przepychance KRRiT postanowiła nie ulegać naciskom i  potraktować Lux Veritatis jak każdy inny podmiot ubiegający się o koncesję – on idzie na totalną wojnę, straszy nowym rozbio­rem Polski, ukazuje, że Polską rządzą złodzieje i zdrajcy, przekonuje, że mamy do czynienia z próbą zniszczenia Kościoła, i wyprowadza ludzi na ulicę? O. Rydzyk lubi powtarzać: „gdzie my jesteśmy?“. No właśnie: gdzie my jesteśmy?

Karnawał

Wojciech Reszczyński mówił w Parlamencie Europejskim („NDz”, 23 lipca 2012): „Wnioski koncesyjne w procesie koncesyjnym w Polsce są formalnością, a raczej fikcją, nie mają bowiem żadnego wpływu na decyzje koncesyjne, gdyż te podejmowane są przez środowiska biznesowo-medialno-polityczne według uzgodnionego przez nie klucza”. Być może pan Reszczyński ujawnia w ten sposób źródło zamieszania: starający się o koncesję dla TV Trwam żyją jeszcze w systemie, w którym udzielało się dóbr według uznania. Nie zauważyli, że zmieniła się epoka i trzeba spełnić pewne wymagania, aby uzyskać odpowiednie dobra. (…) Winą za odmówienie przyznania koncesji obarcza się już nie tylko KRRiT, ale także rząd, premiera, prezydenta, ba, cały system demokratyczny RP. Zwolennicy przyznania miejsca na multipleksie odsądzają od czci i wiary każdego, kto śmie w tej sprawie mieć wątpliwości. Czy mam dodawać, że nie widać racjonalnych powodów, dla których nawet najtrudniejszy spór prawny miałby być powodem wzywania do wywracania całego porządku społecznego RP?

Niestety wśród tych, którzy idą najdalej w krytyce demokratycznego porządku w na­szej Ojczyźnie, są – obok polityków opozycyj­nych – ludzie Kościoła. Niektórzy nasi bracia w wierze przodują w rzucaniu inwektyw, zaś wielu biskupów nie zachowuje wobec ich wystąpień niezbędnego dystansu, a niektórzy nawet zdają się podzielać przekonanie o złej woli państwowych urzędników. (…) Powstaje wrażenie, że Kościół jest sojusznikiem, jednej opcji politycznej. Podziały polityczne są przenoszone do wnętrza Kościoła i w ten sposób przekreślają jego jedność.”

Antykościelna centrala

Problem prawdy w życiu osobistym i publicz­nym jest rzeczywiście zasadniczy. Podkreśla to sam o. Tadeusz Rydzyk: „Jeśli nie ma prawdy, wszystko inne także się rozpada. Nie ma wtedy także sprawiedliwości ani wolności. Z prawdy wynika miłość i wola dzielenia się pięknem i dobrem” („NDz”, 6-7 lipca 2012).” O. Wiśniewski proponuje przyjrzeć temu, jak o.Tadeusz rozumie „prawdę” i „służbę prawdzie”. Sam jest stałym słucha­czem Radia Maryja i codziennym czytelnikiem „Naszego Dziennika”. Na tej podstawie stwierdza, że „o. Rydzyk często rozmija się z prawdą, posługuje się półprawdami, a nawet rzuca oszczerstwa i lży. O zmarłych byłym prezydencie i jego małżonce mówił jako o „oszuście” i „czarownicy”, z czego nigdy się nie rozliczył ani nie przeprosił – ale obecnie potrafi piętnować tych, którzy również ich krytykowali. (…) Wymyślił np. tezę, że w Pałacu Prezydenckim powstała „antykościelna cen­trala”, której zadaniem jest „rozwadniać na­ukę Kościoła”, „niszczyć Kościół” i „sprytnie antyewangelizować”. Oskarża Bronisława Komorowskiego o to, że jest zwolennikiem „aborcji” i „zabijania najbardziej bezbronnych”, a w związku z tym odmawia mu prawa przyjmo­wania Komunii świętej. Muszę powiedzieć, że nie pojmuję, jak można celebrować Eucharystię miłości, nie odwoławszy niefrasobliwie rzuca­nych oszczerstw, które depczą autorytety, znieprawiają ludzi i rujnują nie tylko ład moralny, ale także ład społeczny naszej Ojczyzny…” (…)

 

Nieczyste działania

 

Oczywiście, o. Rydzyk nie ma wystarczających słów potępienia dla Jana Dworaka. Twierdzi ,,że Dworak zdobył stanowisko przewodniczącego KRRiT, aby niszczyć Kościół i walczyć z Panem Bogiem. Zacytujmy przykładowo: „Przewodniczący KRRiT pracował w mediach katoli­ckich, był redaktorem naczelnym »Przeglądu Katolickiego“, pracował także jako redaktor w miesięczniku »Powściągliwość i Praca«. (…) Zawczasu powchodzili w media katolickie po to, aby później uderzać w Kościół. (…) Wszystko to mówi o. Rydzyk publicznie, a żaden autorytet kościelny, o ile wiem, nie zwraca mu uwagi, że taka mowa to już antychrześcijaństwo.

Kolejna, zdaniem o. Rydzyka, centrala anty-ewangelizacyjna umieszczona jest w „konku­rencji” do TV Trwam, czyli w kanale religia.tv. Mówi Ojciec Dyrektor: „Jest problem z tymi, którzy idą na układy, tworząc media pseudo-katolickie. Kanał religia.tv nie ma w nazwie, że jest katolicki. (…)  Ludzie myślą, że religia.tv to kanał katolicki, a właścicielem tej stacji jest ITI, potęga medialna. (…) Widać, że coś knują (…) oni nie liczą się z ludźmi, nie liczą się z Episkopatem, który już trzy razy wystąpił w obronie Telewizji Trwam. (…) Niech nie walczą z Panem Bogiem. Niech nie walczą z Narodem!”

Polska ginie 

Zwraca uwagę o. Wiśniewski, że kłamstwa, a nawet oszczerstwa na temat poszczególnych osób to nie wszystko.(…) Kiedy o. Rydzyk mówi o Polsce, o chrześcijaństwie i o Kościele, stać go na każdą tezę, byłe była wystarczająco katastroficzna. Ten prorok nie potrzebuje potwierdzenia od nikogo, sumuje Autor artykułu. Wedle więc o. Tadeusza „zbliża się koniec wolnej Polski, a jedynym jej obrońcą jest on sam i jego media, w które wcielił się zdrowy patriotyzm. Że jest skrupulatnie realizowany plan zniszczenia Polski, narodu polskiego i pol­skiego Kościoła”, a Polską rządzą obecnie „siły ciemności, które drogą oszustwa doszły do władzy i że właściwie od roku 1980 nic się nie zmieniło, a nawet jest gorzej”.

Wybrał o. Wiśniewski kilka fragmentów z licznych wypowiedzi ojca Rydzyka: „Polska ginie! To jest działanie zaplanowane. Niektórzy lu­dzie, nawet ci o prawych sumieniach, mówili w przeszłości, że nie ma żadnego »spisku«. Ale dziś wyraźnie widać, że planowano wiele rzeczy z wyprzedzeniem wielu lat i teraz to jest precyzyjnie realizowane. Polska, nasza kultura chrześcjańska, cywilizacja lacińska – nie pasują do kształtu świata, jaki obrali tzw. inżynierowie społeczni (…) To plan zlikwidowania Polski (…) To eksterminacja kulturowa, ale i biologiczna. Wskazuje na to polityka zdrowotna, utrudnia­nie leczenia starszych i chorych – dla innych praca aż do śmierci, dla młodzieży zabijanie du­cha, stworzenie takich warunków, aby młodzi nie zakładali rodzin, a najlepiej, żeby wyjeżdżali z Polski (…) Dlaczego tu w Polsce nie chcą się zgodzić na Radio Maryja, czy telewizję Trwam, dlaczego walczą z »Ńaszym Dziennikiem«, kpią z nas w kabaretach, obrzydzają? Bo boją się światła. Wszyscy synowie ciemności boją się światła (…) Dlatego oni tak boją się światła prawdy. Dlatego chcą prawdę zadusić. Widać mają niecne plany, zamiary właściwe ludziom ciemności” („NDz” , 3 kwietnia 2012).(…)

Działalność i wypowiedzi  o. Ta­deusza Rydzyka o. Wiśniewski odbiera jako judzenie, a w rezultacie rozbijanie Kościoła i Narodu. O judzeniu i rozbijaniu sam o. Tadeusz mówi zresztą często, ale przypisuje je wszystkim, tylko nie sobie. W tym i w wielu innych wystąpieniach dyrek­tor Radia Maryja nawołuje do dialogu, meryto­rycznej dyskusji i wspólnego działania. Wprzemówieniu wygłoszonym 14 kwietnia, które zostało odtworzone na placu Trzech Krzyży, powiedział: „Skończcie z tymi programami judzącymi, kpiącymi z prawdziwych katolików. Polsce potrzeba miłości, merytorycznej roz­mowy”. O. Wiśniewski skorzystał z tej propozycji i napisał do niego, proponując szeroki dialog z udziałem liczących się w Polsce osób reprezentujących różne spojrzenia na Kościół i świat, i mających różne projekty ewangeliza­cyjne. Zadeklarował, że przyjmie każde warunki. Odpowiedział mu listem o. Marian Sojka CSsR: „Dziękuję za okazane zaufanie, za troskę o Kościół i Polskę, a także za Radio Ma­ryja. Pragnę dodać, że w miesiącu lipcu Ojciec Dyrektor ma szczelnie wypełniony kalendarz zajęć”.

Zdrajcy

„Od kilkunastu lat trwa w Polsce spór na temat: „Kościół i polityka”. Jedni stoją na stanowisku, że Kościół miesza się do polityki, choć nie po­winien. Inni twierdzą, że Kościół wypełnia jedynie swoją misję „znaku sprzeciwu”.(…) Otóż Kościół jest par eccellence polityczny w szerokim tego słowa znaczeniu: cokolwiek czyni, czyni to w służbie człowiekowi i społeczeństwu („człowiek jest drogą Kościoła” jak pisał bł. Jan Paweł II w swojej pierwszej encyklice). Natomiast nie jest poli­tyczny w znaczeniu właściwym. Dlatego ilekroć sięga po rządy w państwie, ilekroć wspiera jedną tylko partię i jej polityczną doktrynę przyjmuje za swoją, tylekroć gubi swoją zasadniczą misję (…).

Cytuje o. Wiśniewski abpa Wacława Depo na Jasnej Górze, 24 marca 2012 r.: „Chcemy zaświadczyć, że blisko dwa miliony podpisóww obronie prawa do wolności słowa i obrazu Telewizji Trwam, tysiące ludzi na ulicach polskich miast i poza granicami naszej Ojczyzny to nie krucjata anty­demokratyczna, to nie krucjata antypolska czy antyeuropejska, ale to jest dowód, że sumienia są przebudzone prawdą”. Autor artykułu głęboko się nie zga­dza z Arcybiskupem, „zwłaszcza odnośnie do marszów na ulicach miast Są to zazwyczaj imprezy głęboko pogańskie, nie mające nic wspólnego z prostowaniem ludzkich sumień. Organizuje je głównie partia opozycyjna i mają charakter antyrządowy. Uczestnicy często zachowują się tak, jakby Polską rządzili najeźdźcy, uzurpatorzy, a nie demokratycznie wybrani przedstawiciele narodu. A ponieważ marsze rozpoczynają się zazwyczaj Mszą celebrowaną przez biskupów, trzeba z bólem stwierdzić, że w ten sposób biskupi uwiarygodniają i bło­gosławią to wszystko, co później dzieje się na ulicach (w paru przypadkach zresztą biskupi osobiście uczestniczyli w marszach). Oczywiście podczas marszów nie ma bijatyki i wulgaryzmów, ale za to są insynuacje i oskar­żenia pod adresem rządzących. W obliczu niesionego zazwyczaj na początku pochodu krzyża Chrystusowego krzyczy się pod adre­sem prezydenta i premiera: „zdrajcy!’! To jakaś aberracja, podobnie jak śpiew „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”, przekreślający ofiarne wysiłki wielu Polaków (także Jana Pawła II) dla odzyskania niepodległości. I nikt nie krzyknie: ani biskup, ani o. Rydzyk, ani działacz Solidar­ności, że tak przecież nie można…

Kiedy o. Wiśniewski zwracał na ten temat uwagę jed­nemu z polityków, usłyszał: „to taki folklor” Problem w tym, że „dla przeciętnego słuchacza Radia Maryja taka modlitwa zano­szona do Pana Boga oznacza, że utraciliśmy niepodległość. Tego przekonania nie wyssałem z palca; rozmawiałem z wieloma osobami, które ze łzami w oczach mówiły, powołując się na polityków występujących w toruńskich mediach, że znowu utraciliśmy niepodległość!”.

Czytajmy uważnie opinie o. Wiśniewskiego: „Te marsze są nazywane przez niektórych biskupów i katolickich działaczy „lekcjami patriotyzmu” i „lekcjami miłości Ojczyzny”. W istocie są to lekcje uczące, jak najprościej zniszczyć Ojczyznę i Kościół. Wiem, że nie­którzy ich uczestnicy oburzą się na tę ocenę. Wiem, że wiele osób uczestniczyło w tych mar­szach z pobudek religijnych i patriotycznych. Nie kwestionuję tego. Nie kwestionuję także prawa polityków do organizowania protestów, również ulicznych. Sprzeciwiam się wtapia­niu Eucharystii, krzyża, religii w akcje ściśle polityczne Sprzeciwiam się manipulowaniu ludzką, żarliwą religijnością.

Takich marszów odbyło się w Polsce ponad sto i należy przypuszczać, że niektóre przebie­gały w sposób godny.

Byłem jednak naocznym świadkiem jednego z najważniejszych – zorganizowanego w War­szawie 14 kwietnia 2012 r. Zaniepokojony tym, co tam słyszałem i widziałem, przebieg jego opisałem w liście do Przewodniczącego Kon­ferencji Episkopatu Polski. Zawarty w tamtym liście opis pozwalam sobie tutaj w dużej mierze powtórzyć.

Krwawy łańcuch

Pierwsze zaskoczenie to główny celebrans: biskup drohiczyński sprawuje Eucharystię w stolicy i usposabia tysiące rodaków do patriotycznej manifestacji. Biskup Dydycz nie twierdzi wprost, ale poucza w formie re­torycznych pytań, że decyzja KRRiT wynika z „pogardy człowieka” oraz „nienawiści do prawdy i wrogości do naszego narodu”. Ujaw­nia, że mamy do czynienia z wielkim atakiem 'szatana na Polskę. W nawiązaniu do „Mistrza i Małgorzaty” Bułhakowa mówi, że szatański zwierzchnik Woland przemierza już naszą Ojczyznę ze swoim kotem Behemotem, także o rysach szatańskich. A potem chwali zgro­madzonych: mówi, że chociaż to modlitewne i spokojne spotkanie spotyka się z pogardą, to jednak przyczynia się do rozwoju Ojczyzny. Ci, którzy wychodzą z protestem na ulice, są dojrzali i odpowiedzialni.

W pierwszych szeregach przed ołtarzem widzę polityków PiS oraz Solidarnej Polski Wszyscy, którzy chcą się liczyć w politycznych rozgrywkach, siedzą tutaj „przejęci niegodziwością, jaka spotkała Telewizję Trwam“. Po Mszy następuje odczytanie oświadczenia Rady Głównej Episkopatu, a następnie słyszymy przemówienie przebywającego w Chicago Ojca Dyrektora: „wierni Chrystusowi są prześladowani, ale z pomocą Matki Najświętszej zwyciężą!“ Proroczo brzmi śpiew wykonywany przez solistę: „Biały orzeł znów skrępowany, krwawy łańcuch zwisa u szpon, ale wkrótce zostanie zerwany, bo wolności wybija dzwon“. Jest sporo przeróżnych transparentów, m.in. „Wilcze zęby, smocza łuska to prawdziwy obraz Tuska“, „Namiestnicy kondominium, zaprzańcy, pożyteczni idioci WON RAUS“; „Platforma przestępców, zdrajców do dymisji“; „PRZETRWAM pogańskich Dworaków“.

Głównymi mówcami na tym katolickim marszu byli dwaj przywódcy opozycji politycznej, jednak najbardziej charakterystyczne i najtreściwsze okazały się inne przemówienia – przewodniczącej Stowarzyszenia „Solidarni  2010″ Ewy Stankiewicz oraz przedstawiciela Klubów„Gazety Polskiej” Bogdana Freytaga. Ewa Stankiewicz była zapowiedziana przez o. Piotra Detlaffa, redemptorystę, który zachę­cił uczestników do uważnego wysłuchania jej głębokich przemyśleń.

Było czego posłuchać. Pani Ewa ujawniła przede wszystkim, że polski premier to zdrajca. Powiedziała: „Panie premierze, społeczeństwo nazywa pana zdrajcą stanu… Tusk to zdrajca… Przechodzi pan do historii w czołówce polskich zdrajców narodowych… Branicki, Rzewuski, Potocki mogliby się uczyć od pana technik zdrady własnego narodu…” Był to chyba strzał w dziesiątkę, bo zgromadzeni długo i wielo­krotnie skandowali „zdrajca”.

Po scharakteryzowaniu premiera przema­wiająca zajęła się odkrywaniem prawdziwego oblicza prezydenta. Mówiła, że Bronisław Komorowski nie tylko jest półanalfabetą, ale tak działa, że zagraża suwerenności Polski. Ten prezydent z góry żyrował wersję wydarzeń z 10 kwietnia kagiebowca Putina. Trzeba brać poważnie pod uwagę to, że był to zamach. Nikt nie może wykluczyć tego, że Rosjanie mogli dobijać rannych. Rosja zaciera ślady na prezydenta oczach, a prezydent zdaje się tego nie widzieć. Jest pytanie, czy na najwyższych szczeblach władzy w Polsce nie służy się obcym interesom. Tak już w historii bywało…”

O. Wiśniewski zwraca uwagę, że wszystkie te rewelacje pani Stankiewicz zgromadzeni przyjmowali z entuzjazmem. „Ktoś mi powiedział: nie warto zajmować się takimi ekscesami, to margines. Nie zajmował­bym się, gdyby to wszystko nie dokonywało się w imię chrześcijańskiej prawdy i pod płaszczem biskupów. Biskup Pacyfik Dydycz powiedział w trakcie Eucharystii, że od zgromadzonych na placu Trzech Krzyży wszyscy powinni uczyć się kultury. A moim zdaniem marsz zgroma­dzonych na tym placu uczył nas antykultury i antychrześcijaństwa”.

Kolejny marsz odbył się 29 września 2012 r. O. Wiśniewski nie mógł tego dnia być w Warszawie, ale dowiedział się, że dyrektor Radia Maryja szedł ra­mię w ramię z prezesem PiS. I że maszerujący również przewodniczący Solidarności Piotr Duda niedwuznacznie sformułował cel tego marszu: obalenie rządu. „Nie ma innej drogi. (…) przyjedzie kilkadziesiąt tysięcy ludzi (…) trzeba zrobić wszystko, żeby tę stronę zmienić” („NDz” 27 września 2012).

Równość

16 stycznia 2012 r. ukazał się zadziwiający doku­ment, który tak naprawdę uruchomił i moralnie uprawomocnił tę lawinę pomówień. O. Wiśniewski zacytował go dosłownie: „Rada Stała Konferencji Episkopatu Polski stanowczo apeluje o zmianę stanowiska KRRiT w trwającym procesie koncesyjnym i przyzna­nie Telewizji Trwam miejsca na cyfrowym multipleksie. Wykluczenie stacji o charakterze religijnym w procesie koncesyjnym narusza zasadę pluralizmu oraz równości wobec prawa tym bardziej, że większość naszego kraju to katolicy, którzy powinni mieć zapewniony swobodny dostęp do TV Trwam w systemie naziemnej telewizji cyfrowej. Oczekują tego również liczni odbiorcy, w tym wielu chorych i samotnych”.

„Nazwałem ten dokument „zadziwiającym”, pisze o. Wiśniewski,  bo biskupi zdają się mieć pewność, że to Kra­jowa Rada pogwałciła zasadę pluralizmu i rów­ności wobec prawa, nie zaś że po prostu fundacja Lux Veritatis nie dopełniła formalności; doma­gając się koncesji bez dopełnienia formalnych wymogów, stanęła ponad prawem. O ile wiem, Rada Stała nie zwróciła się przed wydaniem komunikatu do KRRiT o wyjaśnienie de­cyzji, dlatego nie bardzo wiadomo, na jakiej podstawie postawiła zarzut, że Krajowa Rada pogwałciła zasadę równości wobec prawa.

Określiłem ten dokument jako „zadziwiający” także dlatego, że biskupi jakby nie zdawali sobie sprawy z konsekwencji swojego działania.Wydając oświadczenie, dali zielone światło do działań, które w „polskim piekiełku swarów i oskarżeń” wzmacniają podziały i uderzają w jedność Kościoła. Nie byłoby zbierania podpisów w wielu kościołach, nie byłoby uroczyście celebrowanych mszy, po których wyprowadza się ludzi na ulice, gdyby nie to stanowisko Episkopatu”.

O. Wisniewski podkreśla, że inaczej brzmi oświadczenie kurii warszawskiej wydane w imieniu kardynała Nycza: „Telewizja Trwam, po spełnieniu niezbędnych warunków formalno-prawnych, powinna otrzymać koncesję na naziemne nadawanie cyfrowe dla dobra wszystkich jej odbiorców” Pod takim tekstem można się podpisać obiema rękami: Telewizja Trwam powinna otrzymać koncesję, ak PO SPEŁNIENIU WARUNKÓW FORMALNO-PRAWNYCH, jak każdy nadawca. Spełnienia tych warunków domaga się zasada równości wobec prawa.

Manipulacja

 Ostatnia część artykułu o. Wiśniewskiego ma największy ciężar gatunkowy. Pisze On: „sprawa jest poważniejsza, niż zdołałem to dotychczas przedstawić: ktoś w naszą polską awanturę wciągnął Stolicę Apostolską. 5 grudnia 2011 r., z okazji 20-lecia powstania Radia Maryja, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej kard. Tarcisio Bertone, w imieniu papieża Benedykta XVI, przesyła na ręce prowincjała Warszawskiej Prowincji Redemptorystów obszerne pismo, w którym wysoko ocenia działalność Radia Maryja i dziękuje o.  Rydzykowi i jego współpra­cownikom za ofiarną pracę. Oczywiście, kard. Bertone ma prawo dziękować Ojcu Dyrekto­rowi, jeżeli jednak czyni to w momencie, kiedy trwa awantura, której głównym aktorem jest o. Rydzyk, kwestionujący konstytucyjne organy władzy, to sprawa nabiera nowego wymiaru. Sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej staje się stroną w pożałowania godnym sporze.

Gorzej, że po sekretarzu przyszedł czas na papieża. 8 lipca 2012 r. podczas modlitwy Anioł Pański Benedykt XVI powiedział: „Pozdra­wiam uczestników pielgrzymki Rodziny Ra­dia Maryja zebranych na Jasnej Górze, którzy modlą się za Ojczyznę, za rodziny i o wolność słowa”. Również i w tym przypadku papież ma prawo wszystkich pozdrawiać, ale jeśli pozdra­wia Rodzinę Radia Maryja w momencie jej sporu z władzami Polski, a ponadto z apro­batą potwierdza intencje modłów na Jasnej Górze „o wolność słowa”, to sprawa staje się poważna.

7 listopada 2012 r., podczas pielgrzymki Rodziny Radia Maryja do Watykanu o. Ry­dzyk wręczył papieżowi dwa tomy księgi „Dar modlitwy za Ojca Świętego Benedykta XVI od Rodziny Radia Maryja 2011-2012″. W tych księgach wypisane zostały modlitwy i ofiary w intencji Ojca Świętego – piękny dar. Nic dziwnego, że 28 listopada 2012 r. abp Angelo Becci z Sekretariatu Stanu podziękował w imieniu papieża, przesyłając list do o. Rydzyka. Sekretariat Stanu robi tak zawsze: po prostu odpowiada na pisma i dary.

Tymczasem pismo potraktowano jako uzna­nie dla wszystkich dzieł stworzonych przez o. Rydzyka i dokonano ich małej „kanonizacji”. Bp Stanisław Stefanek z Łomży mówił: „takiej rangi korespondencja z Watykanu jest wyrazem aprobaty dla tego, co czyni i czemu służy Radio Maryja. Jest znakiem wsparcia dla dzieł przy nim powstałych, jak np. Telewizja Trwam”. Podobnie sądzi bp Edward Janiak: „Pismo nadesłane na ręce o. Tadeusza Rydzyka CSsR trzeba też uznać za podziękowanie, ale również za uznanie ze strony Stolicy Świętej dla Radia Maryja, oraz dzieł religijnych i formacyjnych przy nim powstałych, w tym Telewizji Trwam (…) Przesłanie z Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej ma również ważne znaczenie  w kontekście wrogiego nastawienia niektórych środowisk wobec dyskryminowanej Telewizji Trwam” („NDz” 5 grudnia 2012). Bp Ignacy Dec w kazaniu wygłoszonym w 21. rocznicę powstania Radia Maryja mówi („NDz”, 3 grud­nia 2012): „Mimo ustawicznej nagonki na nie ze strony mediów liberalnych, Radio Maryja znalazło uznanie nie tylko ogromnej rzeszy katolików świeckich, ale także na szczytach hierarchii Kościoła. Znakiem tego są ostatnie wypowiedzi Ojca Świętego Benedykta XVI i jego najbliższych współpracowników, wyrażające duże uznanie dla Radia Maryja za prowadzone w nim dzieło ewangelizacji”.

O. Wiśniewski kończy tak: „Wysłuchawszy tego wszystkiego, chciałoby się powiedzieć: i cóż ty, mały człowieczku, który krytycznie patrzysz na Radio Maryja i „Nasz Dziennik”, masz teraz do powiedzenia? Wszystkie dzieła ojca Rydzyka Kościół – za pośrednictwem papieża – uznał przecież za prawowierne i swoje! Niestety, ze smutkiem trzeba powiedzieć, że dokonano tu sprytnej manipulacji najwyższym autorytetem Kościoła. „Niewinne pozdrowienia” stały się „uwiary­godnieniem” wszystkiego, co prezentują dzieła o. Rydzyka. Boję się, że w przyszłości odbije się to „czkawką”.

Podzielamy opinię o. Ludwika Wiśniewskiego, Uważamy sytuację za groźną. Tworzenie atmosfery swoistej wojny religijnej jest niebezpieczne nie tylko dla Państwa polskiego, Jest niebezpieczne dla samego Kościoła, w którym ambicja duchowieństwa, by dyktować działalność administracji i sprawować władzę niekontrolowaną, już wiele razy sprowadziła Kościół na manowce historii – wbrew interesom Kościoła i jego wiernych. Postulat nawrócenia naszego Kościoła na chrześcijaństwo nabiera pełnego sensu. To jednak bardzo piękna religia.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

25 komentarzy

  1. SAWA 05.03.2013
  2. obirek 05.03.2013
  3. cenobita 05.03.2013
  4. otoosh 05.03.2013
  5. wiesiek 05.03.2013
  6. Barbara Niemirowska 06.03.2013
  7. andrzej Pokonos 06.03.2013
  8. bisnetus 06.03.2013
  9. PiotrG 06.03.2013
  10. PiotrG 06.03.2013
    • BM 07.03.2013
  11. Jaruta 06.03.2013
  12. Barbara Niemirowska 07.03.2013
    • bisnetus 07.03.2013
      • Barbara Niemirowska 07.03.2013
      • BM 07.03.2013
        • bisnetus 07.03.2013
        • qstan 07.03.2013
        • bisnetus 07.03.2013
        • BM 07.03.2013
        • bisnetus 08.03.2013
  13. qstan 07.03.2013
  14. Barbara Niemirowska 07.03.2013
  15. narciarz2 08.03.2013
  16. Barbara Niemirowska 13.03.2013