Danuta Adamczewska-Królikowska: Skuteczność PR – nieważne co – ważne by mówili!

public-relation 2013-04-13.

Jednym z głównych celów każdego PR-owca jest obecność popularyzowanej przez niego marki lub/i firmy w mediach – istnienie w prasie, radiu, telewizji, czy Internecie.

Ważne jest też przestrzeganie zasad skutecznego PR-u *) . Ten główny cel, ale i szczegółowe zasady prezes Kaczyński realizuje niestrudzenie i skutecznie przez cały czas swojej działalności – w czasach swoich rządów, przez opozycyjne okresy przeszłe, po obecne.

Po pierwsze trzeba zadbać o własne środki przekazu. Dbałości o własne i zaprzyjaźnione środki przekazu omawiać nie trzeba, pamiętamy: skok na KRRiT w 2005r., wymiany w RZECZPOSPOLITEJ, zarządzanie mediami publicznymi, a po utracie władzy przytulenie medialnych „przekaźników” do zakładanych przez siebie wydawnictw, że o walce o rangę TRWAM nie wspomnę.

Po drugie trzeba też zadbać, by pozostali (nieprzyjaciele) też mówili. Tu zaczęło się od spektakularnego psychologicznego ruchu – wykluczenia w trakcie historycznego podpisania aktu zawiązania słynnej po dziś dzień koalicji. Potem jeszcze kilkakrotnie ruch ten powielano – wykluczenie spotkało TVN, Super Stację i chyba pewną wrażą stację radiową, podobno obcojęzyczną. Zresztą, czy te inne media trzeba jakoś mobilizować? Jeśli chcą uchodzić za media trzymające jako taki poziom i dziennikarskie zasady, to one i tak będą mówić, jeśli tylko będą dostawać odpowiednią do potrzeb współczesnego widza, papkę – konferencyjki, budowanie napięcia, znikanie na pewien czas (by zaczęli łaknąć), ciekawostki, kłamstewka  -dementi nie zaszkodzi i tak nie dotrze do wszystkich. Mniej więcej rok temu zaczęłam widzieć światełko w tunelu – w mediach pojawiło się trochę tekstów wskazujących na to, że połapali się, iż robią za narzędzie w tym PR-owym przedsięwzięciu. Światełko w tunelu zgasło po wakacjach, bo przecież tyle medialnego materiału pojawiało się na rynku, że tylko brać i mielić w przeliczaniu na oglądalność, słuchalność i klikalność.

Jesienne PR-owskie zabiegi ze zmianą wizerunku w przebraniu na model Gliński, nie były majstersztykiem, ale udało się dzięki niemu chociaż istnieć, budować napięcie, przedłużane byle bliżej kwietnia.  Tu to już nastąpił PR-owski samograj z efektami wcześniej mozolnie budowaną atmosferą – wszyscy piszą, wszyscy mówią i nie ma wielkiego znaczenia co i jak.

A ja proszę wszystkich o opamiętanie się.

Czy wszyscy musimy ulegać narzuconej przez prezesa retoryce i zabiegom nadawania ról, które przewidział dla nas prezes?

1. Jeszcze rok temu powszechna była opinia, że smoleńską katastrofą nie godzi się grać politycznie.

Niezrażony tymi głosami prezes uprawiał dalej polityczną grę i wreszcie osiągnął swój cel. Znana dziennikarka pisze tekst o tym jak to Tusk zignorował naród uciekając tego dnia do Nigerii, powinien cały dzień brać udział w UROCZYSTOŚCIACH, a komentatorzy prześcigają się w pomysłach, co Tusk tego dnia mógł zorganizować – koncerty, panele, spotkania. Ceniona przeze mnie do tej pory stacja radiowa zaprasza panią Romaszewską, która oświadcza, że Tusk stchórzył, bo bał się gwizdów. I to nie gwizdy są przedmiotem krytyki, ale domniemany strach przed nimi. A pozostali redaktorzy nawet nie zauważają tego kuriozum, a nawet stwierdzają, że Tusk oddał w tej sprawie polityczne pole Kaczyńskiemu.

LUDZIE!!! – Jakie pole? Jakie rozgrywki?

W którym momencie przekroczona została linia, której do tej pory niemal powszechnie uważano, że jej przekraczać się nie godzi? Czy wszyscy powariowali? Nie, nie powariowali, tylko dali sobie wmówić, że najlepszy proszek do prania to rewelacyjny proszek X.

2. Kaczyński rękami Macierewicza organizuje coraz to nowe i jak w kalejdoskopie zmienne teorie zamachów, spisków podpierając się opiniami jakichś “fachowców”, którzy pokazują puszki po coli, filmiki rysunkowe udające symulacje, kupione z utajnionego źródła zdjęcia, które mają być na coś dowodami, a sami “fachowcy” nie mają ochoty współpracować z nikim, kto się z nimi nie zgadza, a także z prokuraturą – wiedzą, ale nie powiedzą, mają, ale nie wiadomo skąd i tak właściwie, to nie wiadomo co. Każda wypowiadana przez Zespół Macierewicza nowinka jest tak absurdalna, że w pierwszej chwili aż śmieszy. Z całym szacunkiem dla troski pana Waldemara Kuczyńskiego i wielu innych, ale jacy poważni naukowcy mieliby poważnie naukowo zajmować się mgłą, jakich to naukowców trzeba by teraz powołać do poszukiwania śladów trzech ocalałych osób. Dziś to śmieszne, ale za rok pewnie usłyszę, że to zaniedbanie naukowców lub przysłowiowa wina Tuska, bo od czego są służby specjalne.

Szanujący się naukowiec nie podejmie się wygadywania bzdur bez materiału badawczego, bez analiz naukowych, a do tych dostęp mają tylko oficjalnie powołane organa – oficjalny Zespół do Badania Katastrof Lotniczych, a w sprawach prawnych Prokuratura – i oba organy się tym zajmowały, jeden zakończył pracę raportem, a drugi jest w trakcie prac. Mainstream już w zasadzie łyknął wciskany przez Macierewicza dogmat, że raport Millera jest błędny, bo redaktor nie pyta pana Laska, czy w raporcie były jakieś błędy, które należałoby skorygować, ale o to, który błąd uważa za najpoważniejszy. I co gorsze, nikogo to już nie dziwi!

Kilku, moim zdaniem – naiwnych – naukowców próbowało zabrać w tej sprawie głos (na sławetnej hucpie profesorskiej). – Czy ich głos się przebił? I czy są sami temu winni, że nie? Mediów takie nudy nie interesują, do świadomości społecznej przebiją się spory – ile cm  miała brzoza. Trotylowego poranka wszystkie bez wyjątku media były jak w amoku, a hitem programu stacji “Cała prawda całą dobę” była pełna transmisja posiedzeń Zespołu, na którym kłamstwa i nieuzasadnione oskarżenia były przekazywane z wypiekami na twarzy i trotylem w oczach.

Kaczyński osiągnął i ten cel – doczekaliśmy się, że to nie na jego, ale na nasze właśnie życzenie odbywać się mają naukowe konferencje, a Prezes PAN zgadza się z tezą, że obie strony (jeśli w ogóle pojęcie stron ma tu jakiekolwiek uzasadnienie) powinny zasiąść i przedstawić swoje argumenty. Zaznacza tylko, że bez polityków. To nie ma znaczenia, że bez polityków, bo tu nie o polityków chodzi, ale o przekaz medialny. Za czym będą uganiać się kamery i sitka mikrofonów? Przecież nie za nudnym wykładem jakiegoś naukowca, ale za puszką, za tajemnymi zdjęciami, za opowieściami jeszcze jednego świadka. I wcale nie muszą to być z góry zaplanowane propagandowo relacje. To będzie pozbawiona jakiegokolwiek komentarza wypowiedź i nieważne o czym, byleby była niesamowita, wyjątkowa, porażająca, bo inna nie zainteresuje przecież widza.

Szanowni zwolennicy naukowych debat, pan prezes już buduje dla was rolę klęski pokładanych w tych debatach nadziei. Już trwa przygotowywanie do odparcia zmiażdżenia smoleńskiej religii pod naporem naukowych dowodów. To jest oczywista oczywistość, że żadnych wiarygodnych dowodów naukowych nie będzie, bo… dowodów nie opiera się na sfałszowanych przesłankach, a taką właśnie interpretację rozpoczął teraz prezes wtłaczać swym wyznawcom.  Ten ruch jest dla prezesa niezwykle atrakcyjny, bo można nim odbić wszystkie przyszłe okoliczności, które mogłyby ujrzeć światło dzienne, a które mogłyby być bardzo niewygodne dla pana prezesa. Wszystko, co mogłoby stanowić dla niego zagrożenie, łatwo takim argumentem odwrócić w stronę przeciwną – będzie jeszcze jednym dowodem na fałszerstwo.

Gdy Platforma doszła do władzy powtarzano taką obiegową opinię, że przejmowanie mediów przez rządzącą władzę nigdy tej władzy nie wyszło na zdrowie – wszystkie poprzednie rządy uprawiające ten sport, kończyły kontuzją – rządy upadały. Z faktami się nie dyskutuje, ale trzeba pamiętać, że manipulowanie społecznymi emocjami to bardzo silna broń w demokracji, a medialna broń do tego manipulowania nadaje się jak żadna inna w obecnych czasach. Rozgrywkę za pomocą mediów Kaczyński wygrywa z każdym przeciwnikiem i to na każdym froncie, Palikot przy nim to pluszowy miś przy niedźwiedziu grizzly.

Kaczyński siedzi pewnie teraz i śmieje się z tylu mądrych głów, którzy nie zajmują się problemem, jak to się stało, że zawrócił w głowie niemal połowie społeczeństwa swoimi wyimaginowanymi teoriami zamachu, ale jak to się stało, że Tusk temu nie potrafił zaradzić.

A czy ktoś zastanawia się dlaczego batony MARS tak dobrze się sprzedają? Dlaczego tak łatwo i w krótkim czasie można osiągnąć tą metodą większy na nie popyt, a tak długo i mozolnie trzeba pracować na odporność nabywców na tego typu przekazy? I czy wystarczy jedna rzeczowa dyskusja lub wykład na temat zdrowego odżywiania?

Życzę wszystkim dużo zdrowia.

Danuta Adamczewska-Królikowska


*) Zasady skutecznego PR :

Optymalizacja treści:

  • dopasowanie treści do grupy docelowej,
  • nasycenie słowami kluczowymi, minimum słów,
  • chwytliwe hasła odnoszące się do czegoś, co odbiorca już zna,
  • potwierdzanie uznawanych przekonań, doświadczeń, nawyków,
  • zwięzłość informacji dostosowana do poziomu percepcji grupy docelowej,
  • unikalność, nowość, wyjątkowość treści,
  • uwiarygodnienie treści – oparcie na autorytecie, tytule naukowym, profesji,
  • uatrakcyjnienie: anegdotami, tajemniczością, zabawną pointą, ciekawym cytatem,
  • Itd. –    (wszystko to mamy na co dzień)
Print Friendly, PDF & Email

26 komentarzy

  1. sugadaddy 2013-04-13
    • Stupecki 2013-04-13
      • sugadaddy 2013-04-14
        • SAWA 2013-04-14
        • sugadaddy 2013-04-14
        • andrzej Pokonos 2013-04-14
        • SAWA 2013-04-14
        • SAWA 2013-04-14
        • andrzej Pokonos 2013-04-15
        • SAWA 2013-04-15
  2. jureg 2013-04-13
    • Stupecki 2013-04-13
  3. andrzej Pokonos 2013-04-13
  4. Stupecki 2013-04-13
    • elkaem 2013-04-13
      • Stupecki 2013-04-13
    • SAWA 2013-04-13
      • Stupecki 2013-04-13
        • SAWA 2013-04-13
        • Stupecki 2013-04-14
  5. bisnetus 2013-04-13
  6. sugadaddy 2013-04-14
    • SAWA 2013-04-14
  7. SAWA 2013-04-15
  8. Incutatus 2013-04-17
  9. SAWA 2013-04-17
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com