Jednym z głównych celów każdego PR-owca jest obecność popularyzowanej przez niego marki lub/i firmy w mediach – istnienie w prasie, radiu, telewizji, czy Internecie.
Ważne jest też przestrzeganie zasad skutecznego PR-u *) . Ten główny cel, ale i szczegółowe zasady prezes Kaczyński realizuje niestrudzenie i skutecznie przez cały czas swojej działalności – w czasach swoich rządów, przez opozycyjne okresy przeszłe, po obecne.
Po pierwsze trzeba zadbać o własne środki przekazu. Dbałości o własne i zaprzyjaźnione środki przekazu omawiać nie trzeba, pamiętamy: skok na KRRiT w 2005r., wymiany w RZECZPOSPOLITEJ, zarządzanie mediami publicznymi, a po utracie władzy przytulenie medialnych „przekaźników” do zakładanych przez siebie wydawnictw, że o walce o rangę TRWAM nie wspomnę.
Po drugie trzeba też zadbać, by pozostali (nieprzyjaciele) też mówili. Tu zaczęło się od spektakularnego psychologicznego ruchu – wykluczenia w trakcie historycznego podpisania aktu zawiązania słynnej po dziś dzień koalicji. Potem jeszcze kilkakrotnie ruch ten powielano – wykluczenie spotkało TVN, Super Stację i chyba pewną wrażą stację radiową, podobno obcojęzyczną. Zresztą, czy te inne media trzeba jakoś mobilizować? Jeśli chcą uchodzić za media trzymające jako taki poziom i dziennikarskie zasady, to one i tak będą mówić, jeśli tylko będą dostawać odpowiednią do potrzeb współczesnego widza, papkę – konferencyjki, budowanie napięcia, znikanie na pewien czas (by zaczęli łaknąć), ciekawostki, kłamstewka -dementi nie zaszkodzi i tak nie dotrze do wszystkich. Mniej więcej rok temu zaczęłam widzieć światełko w tunelu – w mediach pojawiło się trochę tekstów wskazujących na to, że połapali się, iż robią za narzędzie w tym PR-owym przedsięwzięciu. Światełko w tunelu zgasło po wakacjach, bo przecież tyle medialnego materiału pojawiało się na rynku, że tylko brać i mielić w przeliczaniu na oglądalność, słuchalność i klikalność.
Jesienne PR-owskie zabiegi ze zmianą wizerunku w przebraniu na model Gliński, nie były majstersztykiem, ale udało się dzięki niemu chociaż istnieć, budować napięcie, przedłużane byle bliżej kwietnia. Tu to już nastąpił PR-owski samograj z efektami wcześniej mozolnie budowaną atmosferą – wszyscy piszą, wszyscy mówią i nie ma wielkiego znaczenia co i jak.
A ja proszę wszystkich o opamiętanie się.
Czy wszyscy musimy ulegać narzuconej przez prezesa retoryce i zabiegom nadawania ról, które przewidział dla nas prezes?
1. Jeszcze rok temu powszechna była opinia, że smoleńską katastrofą nie godzi się grać politycznie.
Niezrażony tymi głosami prezes uprawiał dalej polityczną grę i wreszcie osiągnął swój cel. Znana dziennikarka pisze tekst o tym jak to Tusk zignorował naród uciekając tego dnia do Nigerii, powinien cały dzień brać udział w UROCZYSTOŚCIACH, a komentatorzy prześcigają się w pomysłach, co Tusk tego dnia mógł zorganizować – koncerty, panele, spotkania. Ceniona przeze mnie do tej pory stacja radiowa zaprasza panią Romaszewską, która oświadcza, że Tusk stchórzył, bo bał się gwizdów. I to nie gwizdy są przedmiotem krytyki, ale domniemany strach przed nimi. A pozostali redaktorzy nawet nie zauważają tego kuriozum, a nawet stwierdzają, że Tusk oddał w tej sprawie polityczne pole Kaczyńskiemu.
LUDZIE!!! – Jakie pole? Jakie rozgrywki?
W którym momencie przekroczona została linia, której do tej pory niemal powszechnie uważano, że jej przekraczać się nie godzi? Czy wszyscy powariowali? Nie, nie powariowali, tylko dali sobie wmówić, że najlepszy proszek do prania to rewelacyjny proszek X.
2. Kaczyński rękami Macierewicza organizuje coraz to nowe i jak w kalejdoskopie zmienne teorie zamachów, spisków podpierając się opiniami jakichś „fachowców”, którzy pokazują puszki po coli, filmiki rysunkowe udające symulacje, kupione z utajnionego źródła zdjęcia, które mają być na coś dowodami, a sami „fachowcy” nie mają ochoty współpracować z nikim, kto się z nimi nie zgadza, a także z prokuraturą – wiedzą, ale nie powiedzą, mają, ale nie wiadomo skąd i tak właściwie, to nie wiadomo co. Każda wypowiadana przez Zespół Macierewicza nowinka jest tak absurdalna, że w pierwszej chwili aż śmieszy. Z całym szacunkiem dla troski pana Waldemara Kuczyńskiego i wielu innych, ale jacy poważni naukowcy mieliby poważnie naukowo zajmować się mgłą, jakich to naukowców trzeba by teraz powołać do poszukiwania śladów trzech ocalałych osób. Dziś to śmieszne, ale za rok pewnie usłyszę, że to zaniedbanie naukowców lub przysłowiowa wina Tuska, bo od czego są służby specjalne.
Szanujący się naukowiec nie podejmie się wygadywania bzdur bez materiału badawczego, bez analiz naukowych, a do tych dostęp mają tylko oficjalnie powołane organa – oficjalny Zespół do Badania Katastrof Lotniczych, a w sprawach prawnych Prokuratura – i oba organy się tym zajmowały, jeden zakończył pracę raportem, a drugi jest w trakcie prac. Mainstream już w zasadzie łyknął wciskany przez Macierewicza dogmat, że raport Millera jest błędny, bo redaktor nie pyta pana Laska, czy w raporcie były jakieś błędy, które należałoby skorygować, ale o to, który błąd uważa za najpoważniejszy. I co gorsze, nikogo to już nie dziwi!
Kilku, moim zdaniem – naiwnych – naukowców próbowało zabrać w tej sprawie głos (na sławetnej hucpie profesorskiej). – Czy ich głos się przebił? I czy są sami temu winni, że nie? Mediów takie nudy nie interesują, do świadomości społecznej przebiją się spory – ile cm miała brzoza. Trotylowego poranka wszystkie bez wyjątku media były jak w amoku, a hitem programu stacji „Cała prawda całą dobę” była pełna transmisja posiedzeń Zespołu, na którym kłamstwa i nieuzasadnione oskarżenia były przekazywane z wypiekami na twarzy i trotylem w oczach.
Kaczyński osiągnął i ten cel – doczekaliśmy się, że to nie na jego, ale na nasze właśnie życzenie odbywać się mają naukowe konferencje, a Prezes PAN zgadza się z tezą, że obie strony (jeśli w ogóle pojęcie stron ma tu jakiekolwiek uzasadnienie) powinny zasiąść i przedstawić swoje argumenty. Zaznacza tylko, że bez polityków. To nie ma znaczenia, że bez polityków, bo tu nie o polityków chodzi, ale o przekaz medialny. Za czym będą uganiać się kamery i sitka mikrofonów? Przecież nie za nudnym wykładem jakiegoś naukowca, ale za puszką, za tajemnymi zdjęciami, za opowieściami jeszcze jednego świadka. I wcale nie muszą to być z góry zaplanowane propagandowo relacje. To będzie pozbawiona jakiegokolwiek komentarza wypowiedź i nieważne o czym, byleby była niesamowita, wyjątkowa, porażająca, bo inna nie zainteresuje przecież widza.
Szanowni zwolennicy naukowych debat, pan prezes już buduje dla was rolę klęski pokładanych w tych debatach nadziei. Już trwa przygotowywanie do odparcia zmiażdżenia smoleńskiej religii pod naporem naukowych dowodów. To jest oczywista oczywistość, że żadnych wiarygodnych dowodów naukowych nie będzie, bo… dowodów nie opiera się na sfałszowanych przesłankach, a taką właśnie interpretację rozpoczął teraz prezes wtłaczać swym wyznawcom. Ten ruch jest dla prezesa niezwykle atrakcyjny, bo można nim odbić wszystkie przyszłe okoliczności, które mogłyby ujrzeć światło dzienne, a które mogłyby być bardzo niewygodne dla pana prezesa. Wszystko, co mogłoby stanowić dla niego zagrożenie, łatwo takim argumentem odwrócić w stronę przeciwną – będzie jeszcze jednym dowodem na fałszerstwo.
Gdy Platforma doszła do władzy powtarzano taką obiegową opinię, że przejmowanie mediów przez rządzącą władzę nigdy tej władzy nie wyszło na zdrowie – wszystkie poprzednie rządy uprawiające ten sport, kończyły kontuzją – rządy upadały. Z faktami się nie dyskutuje, ale trzeba pamiętać, że manipulowanie społecznymi emocjami to bardzo silna broń w demokracji, a medialna broń do tego manipulowania nadaje się jak żadna inna w obecnych czasach. Rozgrywkę za pomocą mediów Kaczyński wygrywa z każdym przeciwnikiem i to na każdym froncie, Palikot przy nim to pluszowy miś przy niedźwiedziu grizzly.
Kaczyński siedzi pewnie teraz i śmieje się z tylu mądrych głów, którzy nie zajmują się problemem, jak to się stało, że zawrócił w głowie niemal połowie społeczeństwa swoimi wyimaginowanymi teoriami zamachu, ale jak to się stało, że Tusk temu nie potrafił zaradzić.
A czy ktoś zastanawia się dlaczego batony MARS tak dobrze się sprzedają? Dlaczego tak łatwo i w krótkim czasie można osiągnąć tą metodą większy na nie popyt, a tak długo i mozolnie trzeba pracować na odporność nabywców na tego typu przekazy? I czy wystarczy jedna rzeczowa dyskusja lub wykład na temat zdrowego odżywiania?
Życzę wszystkim dużo zdrowia.
Danuta Adamczewska-Królikowska
*) Zasady skutecznego PR :
Optymalizacja treści:
- dopasowanie treści do grupy docelowej,
- nasycenie słowami kluczowymi, minimum słów,
- chwytliwe hasła odnoszące się do czegoś, co odbiorca już zna,
- potwierdzanie uznawanych przekonań, doświadczeń, nawyków,
- zwięzłość informacji dostosowana do poziomu percepcji grupy docelowej,
- unikalność, nowość, wyjątkowość treści,
- uwiarygodnienie treści – oparcie na autorytecie, tytule naukowym, profesji,
- uatrakcyjnienie: anegdotami, tajemniczością, zabawną pointą, ciekawym cytatem,
- Itd. – (wszystko to mamy na co dzień)



Dwa razy się dzisiaj ucieszyłem, czytając red. Kublik w Wyborczej, a teraz Panią tutaj.
Chociaż Tusk już sprawę przegrał cieszy mnie to, że ktoś otwarcie o tym pisze, że polityka Tuska – żeby nie zadrażniać, nie urażać, pozostawiać wrogów na stanowiskach i co tam jeszcze – funta kłaków nie warta i doprowadziła do tego, że autentyczni wariaci /ale nie durnie!/ robią teraz wariatów z tych niby normalnych.
I to oni będą teraz udowadniać, że swojego raportu nie wyssali z palca i nie oparli na czystej wierze, bo to im Kaczyński już zaczął zarzucać.
Osobiście Tuskowi nie współczuję.
A gdzieś pan (?) na Boga wyczytał w tym tekście, że Autorka tak ocenia politykę Tuska? Owszem, przytacza takie opinie, ale wyrażane przez dziennikażerię („ż” rozmyślne), o której wysokiego mniemania nie żywi.
To powiedz mi Pan, jaką politykę prowadził Tusk, że Kaczyński każe mu się tłumaczyć z czegoś czego nie zrobił?
Miłość do Tuska oślepia Pana?
@sugadaddy, czy zastanawiał się pan nad tym, że nienawiść jest jak pasożyt, którego skutki często dają objawy zaburzeń wzroku: zawężenie pola widzenia, nierozróżnianie szczegółów, aż do ślepoty włącznie i ogólnie niszczy nosiciela od środka.
Zdrowia życzę.
Dziękuję za otwarcie mi oczu; oczywiście, ten artykuł jest o tym jak Tusk mistrz PR i propagandy, zapędził w kozi róg
Kaczyńskiego, który w tym kozim rogu, razem ze swoimi poplecznikami, pozostanie na zawsze.
Dzięki wspaniałemu Tuskowi tacy różni mąciciele i ordynarni kłamcy nie będą więcej rozwadniać mózgów obywateli RP.
Chwała mu za to naszemu zbawicielowi.
Droga Sawo, tu nie o nienawiść chodzi. Tylko o brak premiera Tuska w społecznym przekazie. Autorka postawiła diagnozę, dlaczego cynicznie wygrywa w mediach Kaczyński. Ale nie pofatygowała się o wnioski jak z tym walczyć. A przecież wystarczyłoby, że premier i ministrowie każdego dnia powinni być obecni w mediach i zwyczajnie punktować bzdury wygadywane przez Kaczyńskiego, jego ludzi i dziennikarskiej żulii z Rydzykiem na jego usługach. Nic z tego. Premier jest ponad to. A naród głupieje do reszty. Bo bardziej przemawia do Kowalskiego czy Kowalskiej krzyżyk, martyrologia, LK na obrazku i proboszcz od milczącego premiera czy członka jego rządu. To największy błąd rządzącej partii. Błąd zaniechania.
@andrzej Pokonos,
To jest pana zdanie i ma pan do niego prawo. Nie o to inne zdanie tu chodzi, ale o kwitowanie zdań odrębnych całkiem niemerytorycznym argumentem – „miłością do Tuska”. To nie ma sensu, choć gdyby w tych kategoriach to rozważać, to zwracam tylko uwagę, że miłość jest przynajmniej wzniosła, a nienawiść tylko destrukcyjna.
Problem, który pan zdiagnozował jako grzech zaniechania może być jedną z prawidłowych, ale nie musi. Analizowanie historii alternatywnych zawsze obarczone jest tym błędem, że w chwili ich omawiania wiemy jak skończyła się pewna historia, ale często nie bierzemy pod uwagę, że nasze wyobrażenia nie musiałyby się potoczyć tak jak sobie to wymarzyliśmy.
Stawiam dolary przeciw orzechom, że gdyby Tusk postąpił tak jak pan to teraz sugeruje, to ci wszyscy, którzy teraz to postulują nie szczędziliby krytyki – I grunt pod to był bardzo dobrze przygotowany, nie tylko politycy, ale i media powtarzały – Oni się tylko kłócą. Obie strony takie same. Platformie zależy na tym klinczu itd.
Nie mam na to recepty, gdybym była taka mądra, to może pchałabym się na te premierowskie stołki. 😉
Mnie i pana jednak różni podejście do ewentualnego poszukiwania rozwiązania problemu. Bo pan mówi, że batony Mars miały takie wzięcie, bo Snikers się źle reklamował. A ja nie chcę by ten drugi się lepiej reklamował, ja chcę by pokazał mi prawdziwe wartości odżywcze (jeśli je w ogóle posiada). Wiem, w świecie opanowanym przez reklamę to utopia, więc skazani pewnie będziemy na lepszego w PRze, a nie w rządzeniu krajem. Gdy u rządzących widzę czasem takie PRowskie zagrania, to rozumiem, bo przecież nie wszystko kierowane jest do mnie, ale wyborca Platformy jest wymagający – chciałby, by żadnych chwytów nie stosowano, a w sytuacjach, gdy nie stosuje, to czyni z tego zarzut. Panie Andrzeju – takie rzeczy, to tylko w ERZE.
@andrzej Pokonos
Jeszcze jedno, by było jasne – od 5 lat powtarzam tę samą opinię – najsłabszym ogniwem tego rządu jest polityka informacyjna, a właściwie jej brak!
Najskuteczniejszy (w tym złym znaczeniu) PR ma Jarosław Kaczyński. W zderzeniu tych dwóch elementów skutek musi być taki jak widzimy wszyscy.
Nie bardzo wiem co to ERA, ale denerwuje mnie nadużrwanie tego PR jakby to tyko o to chodziło. To bez sensu nadużywany skrót myślowy, który jest nawet w co drugim poście na SO. Tu nie chodzi o sprzedawanie czy kupowanie wizerunku aby lepiej wypaść. Tu chodzi o chęć rozmowy z szarym obywatelem za pośrednictwem środków przekazu. W stanach określa się takiego polityka communicator. Najlepszymi w ostatnich kilku dekadach byli Ronald Reagan (nazywany great communicator) i Bill Clinton. Jedni mają to coś w sobie, inni nie. Za najlepszy z rządów w nowej Polsce uważam rząd Tadeusza Mazowieckiego. Ale jego także uważam za najgorszego „komunikatora”. Jego i całą Unię Wolności. Nie zniżali się do dyskusji z głupcami i z głupcami przegrali z kretesem. To nie PR. To potrzeba pochylenia się nad maluczkimi, którzy są inteligentni inaczej. Jeśli to się robi zawodowo, to wtedy można nazwać to tym okropnym PR. Od polityka, a szczególnie od premiera należy wymagać, żeby umiał i chciał nawiązywać kontakt z obywatelami kraju w którym sprawuje rządy. Inaczej prędzej czy później padnie ofiarą manipulatorów, takich jak np Kaczyński. Kaczyński będąc w opozycji jest praktycznie bezkarny. On ma prawo manipulować rzeczywistością. To premier lub jego ludzie muszą prostować kłamstwa opozycji. I nie mogą być ponad te brednie opozycji.
@andrzej Pokonos – tu w pełni się z panem zgadzam i tak samo oceniałam wymienione przez Pana grupy polityków (Mazowiecki, Unia Wolności). I w sumie smuci ta konstatacja, że ci, których najlepiej ocenialiśmy jednocześnie najgorzej sprawdzali się w kontaktach społecznych i w sumie przez to przegrywali.
I która to partia ma podobno najlepszy i przykrywający wszystkie wpadki PR, koteczku?(za klasykiem, prawdziwym klasykiem!). Retoryczne to pytanie po takiej analizie.
Kisiel się kłania.
Oj sugadaddy, z ust mi to wyjąłeś!
Ogólna wymowa w pełni słuszna, ale dwie kwestie wymagają sprostowania.
1. Z postulatów W. Kuczyńskiego (i nie tylko jego; o to samo od dawna woła np. red. J. Paradowska) nie wynika, że „poważni naukowcy mieliby poważnie naukowo zajmować się mgłą” itd. Tu raczej należy zwrócić uwagę na haniebną postawę prof. Kleibera. On, autor „blisko 250 publikacji naukowych i siedmiu książek poświęconych zastosowaniom nowoczesnych metod komputerowych w badaniach naukowych” (za Wikipedią), na temat bredni W. Biniendy, dla niepoznaki zwanego profesorem, nie ma nic więcej do powiedzenia przed kamerą czy mikrofonem, że „rzecz trzeba zbadać”? Już nie chodzi o pełną analizę, jaką przeprowadził prof. P. Artymowicz. Ale przynajmniej jasnego stwierdzenia, że bez przedstawienia danych wyjściowych cały materiał jest bezwartościowy, można po prezesie PAN oczekiwać. Mógłby też zdeklarować, że przeczytał raport Komisji Millera i nie znalazł tam niczego, co by się kłóciło z jego znajomością praw fizyki. No, ale (tu mała insynuacyjka) były społeczny doradca prezydenta L. Kaczyńskiego…
2. Ten redaktor, pytający M. Laska o błędy, to – zgaduję – J. Żakowski w TokFM. Otóż on pytał nie o błędy w raporcie, tylko w postępowaniu „po-raportowym” – błędy, które spowodowały, że co trzeci Polak dopuszcza możliwość zamachu. Co nie zmienia faktu, że cała jego przepytywanka miała charakter sławetnego: – Po ile te bułeczki i dlaczego tak drogo?
„Mógłby też zdeklarować, że przeczytał raport Komisji Millera i nie znalazł tam niczego, co by się kłóciło z jego znajomością praw fizyki.”
Przecież nawet prawa fizyki mogą być zanegowane, bo zawsze jako kontrargument w dyskusji padnie pytanie „A skąd pan to wie?” Przecież na dobrą sprawę podważanie możliwości ułamania skrzydła przez brzozę jest podważaniem III zasady dynamiki!
A poza tym zawsze padnie odpowiedź: Przecież skrzynki są w Moskwie! Przecież zapisy są sfałszowane! I udowodnij tu człowieku, że nie jesteś wielbłądem. A skoro nie potrafisz zbić TAKIEGO argumentu, to co z ciebie za profesor?!
Dla nas bardzo jasne są wywody profesora Artymowicza. Ale już pojawiają się glosy: Kto to taki? Skąd on się wziął, Ile mu Tusk płaci? Ha! Ha! Ha! Astrofizyk! A w badaniu ilu katastrof brał udział, itd.
Splugawią wszystko czego tylko dotkną. Więc jak tu się dziwić, że nie ma chętnych na to babranie się w gnojówce. Znajomy po aferze z trotylem napisał list do GW obalający te bzdury. Ile go potem spotkało chamskich wyzwisk, m. in. od pracowników tejże uczelni! Nawet Jego Wysokość Berczyński dal głos!
Dlatego tak ważna jest formuła, wg której będzie się odbywać taka dyskusja, a właściwie dawanie odporu.
@elkaem
Nie proponowałem wdawania się w próżne dyskusje. Wyraźnie chyba napisałem, że mógłby powiedzieć do kamery czy mikrofonu. A więc nie do Biniendy czy innego Szuladzińskiego, lecz do tych nieboraków przed telewizorami czy przy odbiornikach radiowych, którzy słysząc z ust Wielkiego Profesora takie ni to, ni sio, mają pełne prawo pomyśleć, że w takim razie coś jest na rzeczy.
@Stupecki
Ad. 1 Prof. Kleiber „Mógłby też zdeklarować, że przeczytał raport Komisji Millera i nie znalazł tam niczego, co by się kłóciło z jego znajomością praw fizyki. No, ale (tu mała insynuacyjka) były społeczny doradca prezydenta L. Kaczyńskiego…” – otóż właśnie to. Całość tej hucpy jest upolityczniona. Pewnie ma pan rację, że nie takie są intencje pana Kuczyńskiego, pani Paradowskiej, ale przecież trzeba mieć odrobinę wyobraźni jak to będzie zrealizowane – właśnie tak jak proponuje profesor Kleiber (piszę o tym, choć nie wymieniam jego nazwiska)- trzeba zbadać, „strony muszą się spotkać by uzgodnić rozbieżne stanowiska. Jakie strony, jakie stanowiska? Trzeba też trochę ten światek profesorski znać, by wiedzieć czym się takie konfrontacje mogą skończyć. Wystarczyło przeczytać co na temat Komisji Millera miał do powiedzenia mój były wykładowca, specjalista z dziedziny chemii teoretycznej prof. Piela. 🙁
Specjalistami od katastrof lotniczych stali się chemicy teoretyczni, specjaliści od górnictwa i hutnictwa, a nawet cukiernicy. A w komisji Millera to pewnie jacyś przypadkowi chłopcy z ulicy.
I na koniec, dlaczego dajemy się wciągać jednemu z chwytów PRowskich, że do stwierdzenia, że bez przedstawienia danych wyjściowych cały materiał jest bezwartościowy, potrzeba jakiegoś „prof.” choćby był od chemii teoretycznej lub kopania w ziemi, a nie latania.
Ad. 2 Konkretnie to nie o Żakowskiego chodziło, choć i jego wywiad dobrze pan podsumował.
@SAWA
Witam jako młodszą (dużo) koleżankę. Też się niepomiernie zdziwiłem, że Lucek Piela, mój kolega z roku, ceniony jako doskonały chemik-teoretyk, takie brednie może wygadywać. Cóż; tempora mutantur et nos mutamur in illis.
🙂 Wcale nie tak dużo (mniej niż dekada)- on wtedy stawiał pierwsze kroki w tej roli. Ceniony jako teoretyk, ale wykładowca to był z niego kiepski. W moich oczach on nic nie stracił, bo jak najgorsze zdanie miałam już wtedy. Profesor Kołos to była klasa.
Włodzimierz Kołos: to nawet więcej niż klasa.
Bardzo dobry artykuł. Popieram w całej rozciągłości.
Czasami tracę tzw wątek; jak ja piszę, że z Tuska kompletne zero piarowiec, to jestem przepełniony nienawiścią, oślepłem i co tam jeszcze, ale jak to samo pisze SAWA to jest przepełniona miłością?
@sugadady,
😉 Sam chciałeś Grzegorzu Dyndało – przecież to pan komentarz zakończył aluzjami do oślepiającej miłości do Tuska.
A poważnie, to jesteśmy pewnie tu wszyscy zgodni co do poziomu PRu Tuska. Jednak w przeciwieństwie do pana mam więcej pretensji do tych, którzy na PR się nabierają, niż do tych, którzy go nie stosują.
Problem w tym, że PR ma obecnie dwa znaczenia – zwykłej nachalnej propagandy i rzetelnej polityki informacyjnej.
Umiejętnie prowadzona nachalna propaganda jest skuteczniejsza, a co dopiero mówić, gdy z drugiej strony tej pozytywnie pojmowanej polityki informacyjnej brak. Więc tracenie wątku bierze się chyba stąd, że mnie ten stan martwi i smuci, a Pana, mam wrażenie, że złości.
A złość piękności szkodzi, więc ja jako kobieta od złości uciekam z daleka. 🙂
@Stupecki,
Znany nam profesor chemii teoretycznej jako jedyny z biorących udział w profesorskiej konferencji miał odwagę odpisać redakcji POLITYKI:
http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1532601,1,naukowcy-z-kregu-kaczynskiego-kim-sa.read#ixzz2QW8jYwJl
Po przeczytaniu tego artykułu jeszcze bardziej przekonana jestem do zdania, że takie konferencje, ani jakiekolwiek naukowe debaty niczego dobrego by nie wniosły. Zawsze znajdą się tacy o zdaniu odrębnym lub enigmatycznie kluczącym, że to byłby tylko dodatkowy argument do ręki Macierewicza – wszyscy inaczej myślący to zdrajcy. Wśród profesorów łysenkizm jest wiecznie żywy.
Dziś rano słuchałam Sasina w Poranku TokFm i to już kolejny głos nawołujący do takiej konfrontacji – widać dla rozgrywek medialnych bardzo im na tym zależy. A efekt tego jest do wygrania tylko przez Kaczyńskiego.
Mam propozycję.
Może przestańmy się bawić w polityczną poprawność i uprzejmość?
Zacznijmy nazywać oszusta – oszustem, durnia – durniem, nieuka, nieukiem, złodzieja złodziejem. Druga strona nie ma żadnych poprawnościowych zahamowań. Ma przecież ideę!
Wystarczy przypomnieć np. nikczemne wystąpienia Kaczyńskiego, sugerującego, że ci, którzy walczyli z PRL-em „stali tam, gdzie ZOMO”. Stali, owszem, jak ich ZOMO złapało. Zaś sam Prezes moczył wtedy tłuste nóżki w miednicy w domu u mamusi.
PiS „walczył” z korupcją… A jak, jako PC zagarnął Srebrną? Ano, najpierw zmienił prawo, by zagarnięcie było legalne. A „Telegraf”? A próba przekupstwa Begerowej? A korupcjogenne ustawy Glapińskiego, wprowadzone, wyłącznie, by brać łapówki za koncesje i zezwolenia?
Ta partia cała jest oparta na prostym oszustwie: „Kradnij ile sie da, a jeśli cię przyłapią, krzycz „łap złodzieja!” i pokazuj na tego, kto, goni, na tego, kogo okradłeś”.
Co katastrofa smoleńska zmieniła? Ano pozwoliła polskiej pisowskiej Targowicy ustroić się w piórka patriotów. To była manna z nieba dla PiS.
PiS nie zaczął robić niczego, czego dawniej nie robił. Robi to samo, co przed katastrofą, tylko bardziej.
Dlatego, bardzo proszę, bez poprawności politycznej.
@Incitatus, ja jestem ZA. Tylko to powinni również uczynić w pierwszej kolejności dziennikarze, którzy tak lubią zadawać pytania – co zrobił rząd, co zrobił Tusk by tej paranoi przeciwdziałać. Ja mam dla nich odpowiedź na pytanie, co zrobiliście WY? – Podsycaliście!
Do listy prawych dokonań dodałabym jeszcze szafę Lesiaka, na której jak na łajbie udało im się wygrać wybory. Skok na szafę nie skończył się zapowiadanymi tajemnicami, rozliczeniami – bulgotało, bulgotało, a potem wzięło i zdechło i stan jak z dziecięcej wyliczanki – „cisza na morzu wicher dmie ….” I bałwany przestały się odzywać, zapanowała cisza, gdy udało się szafę przeszukać i poczyścić z ewentualnych kompromitujących dokumentów. Przecież każdy głupek widział co zaczerniano z niby udostępnianych akt sprawy.
Teraz mamy powtórkę z tamtej kompromitacji, bo może Kamiński dobrze domyśla się jak wyglądała rozmowa brata z bratem:
„– Wyobraziłem sobie, że 10 kwietnia prezydent dzwoni do mnie z samolotu i pyta, co robić, bo Rosjanie mówią, że jest mgła i nie można lądować. Szczerze? Pewnie bym odpowiedział: „Leszek, mnie to wygląda na ruską prowokację. Powinieneś lądować” – mówi Michał Kamiński, były poseł PiS, dziś eurodeputowany.”