Ernest Skalski: Amicus Adam sed magis amica veritas10 min czytania

()

genocide2013-06-25.

Jeśli coś wygląda jak kaczka, chodzi jak kaczka, śmierdzi jak kaczka, to zapewne jest kaczką – mówi angielskie przysłowie.

A co mówi Artykuł II Konwencji ONZ w sprawie Zapobiegania i Karania Zbrodni Ludobójstwa podpisanej 9 grudnia 1948;

W rozumieniu Konwencji niniejszej ludobójstwem jest którykolwiek z następujących czynów, dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych, jako takich:

a) zabójstwo członków grupy,

b) spowodowanie poważnego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia psychicznego członków grupy,

c) rozmyślne stworzenie dla członków grupy warunków życia, obliczonych na spowodowanie ich całkowitego lub częściowego zniszczenia fizycznego,

d) stosowanie środków, które mają na celu wstrzymanie urodzin w obrębie grupy,

e) przymusowe przekazywanie dzieci członków grupy do innej grupy.

Jeśli wiec morduje się 70 – 100 tysięcy ludzi, od  niemowląt do starców, tylko dlatego że są Polakami, to jest ludobójstwo i żadne semantyczne zabiegi tego nie zmienią. Jeśli w odwecie morduje się ”tylko” 10 – 20 tysięcy ludzi, od niemowląt do starców, tylko dlatego, że są Ukraińcami, to jest ludobójstwo, które może można zrozumieć na tle ówczesnych wypadków, lecz którego pomimo to nie można wybaczyć. Tak samo jest ludobójstwem mordowanie w Jedwabnem i wielu innych miejscach w Polsce i krajach sąsiednich tysięcy ludzi, od niemowląt do starców, tylko dlatego, że są Żydami.

Zabiegi semantyczne

A teraz będę cytował Adama Michnika ze wstępniaka w sobotnio – niedzielnej „Gazecie Wyborczej”:

„…spór o słowa(w Senacie – e.s.) nasuwa podejrzenie o działanie w złej wierze. Czyż nie można powiedzieć, że konflikt był tragedią obu narodów?

Oczywiście można powiedzieć, że konflikt był tragedią obu narodów. Jakiś element prawdy w tym jest. Taki sam jak gdybyśmy zastąpili termin holocaust słowem ”konflikt i powiedzieli, że była to tragedia obu narodów . Żydów, ale i Niemców. No i co z tego ?

Znów Michnik ”Jeśli Wołyń był wspólnym domem Ukraińców i Polaków, to czy nie można rzec, że była to tragiczna wojna domowa ?

Od biedy, od bardzo wielkiej biedy, można tak rzec. Ale to będzie naciągane. Jakoś nie mówi się, że wymordowanie Tutsich przez Hutu w Rwandzie było wojną domową. Wystarczy sobie przypomnieć jak wyglądała wojna domowa w Rosji, w Hiszpanii, czym była w byłej Jugosławii, czym jest obecnie w Syrii. W niektórych przypadkach łączy się taka wojna z  ludobójstwem w zrozumieniu II Artykułu Konwencji…w innych nie. W wojnie domowej walczą przeciw sobie dwie siły, a w tym co się działo na Wołyniu, szerzej; na zachodniej Ukrainie, nie dominowały walki UPA kontra AK, lecz właśnie ludobójstwo. Czyli ”wojna domowa” omija sedno problemu”.

I dalej: Czy słowa „zbrodnia wojenne” i „krwawa czystka etniczna” nie są w potocznym odbiorze tym samym co ”ludobójstwo” ?”

Zbrodnia wojenna mieści w sobie zabójstwa, rabunki, gwałty, podpalenia, złe traktowanie jeńców. W pewnych tylko przypadkach łączy się, czy nawet pokrywa z ludobójstwem. W pewnych, jak właśnie w Rwandzie, ludobójstwo obchodzi się bez wojny. Krwawa czystka etniczna znaczeniowo może się nawet pokrywać z ludobójstwem, lecz nie używa się tego terminu w regulującej  Konwencji i orzeczeniach trybunałów. W jednym zdaniu są jako równoznaczne przedstawione dwa różniące się od siebie pojęcia, co gmatwa dodatkowo ów potoczny odbiór, do którego się autor odwołuje, lekceważąc powszechnie przyjęty precyzyjny termin prawniczy.

Jedziemy dalej: >Mówiąc o „rzezi  wołyńskiej”, warto pamiętać o „rzezi galicyjskiej” czy o Jedwabnem.<

„Rzeź wołyńska ” pasuje, ale to jeszcze jedno określenie zastępcze, które tu Michnik wprowadza. A galicyjska ? Można powiedzieć „rzeź” o wydarzeniu, które od pokoleń określane jest jako „rabacja galicyjska”. Jakub Szela, rok 1846. Polscy chłopi mordują polskich panów. To nie było ludobójstwo w zrozumieniu Art. II i pod nazwą „rabacji” nikt by go nie zestawiał z mordowaniem  Polaków przez Ukraińców w latach 1943 – 1945. Ale tu „rzeź” i tu „rzeź”, z dodaniem Jedwabnego, a wszystko jako dowód, że Ukraińcy ”nie maja monopolu” na okrucieństwo, co rozmywa istotę sprawy jaką jest ludobójstwo Polaków.

”Bandera i OUN– pisze Michnik – to nie są moi bohaterowie … Jednak nie są też moim bohaterami pacyfikatorzy sił ukraińskich w epoce II RP ani przywódcy Narodowych Sił Zbrojnych.”

Hitler i NSDAP to nie są moi bohaterowie. Jak odbierzemy to w Polsce ? Dziwnie jakoś. Suchewycz, Bandera  lepsi ? Zastanawiają ci pacyfikatorzy sił ukraińskich. W II RP władze tropiły i karały za działalność antypaństwową, w tym terror i to nie była pacyfikacja. Siłami te tropione struktury można nazwać, ale to naciągane. To były jednostki.  Bardziej więc pasują ”elementy”. To co rozumie się przez ukraińskie siły, powstało dopiero podczas wojny.

Natomiast haniebna pacyfikacja w II RP obejmowała cywilną ludność ukraińską. Nie mordowano, ale niszczono jej instytucje, profanowano cerkwie, ludzi bito i poniżano. Było to – powtarzam – hańbą, bywało zbrodnią, do tego zbrodniczą głupotą. Nie robili tego polscy wieśniacy.  I  użycie tej akcji jako równowagi dla ukraińskiego ludobójstwa jest całkowicie nieuprawnione. Zaś przywódcy NSZ to już całkiem oddzielna bajka. Tu są dodatkowym elementem gmatwającym, oddalającym od nazwania ludobójstwa ludobójstwem.

A przy tym Michnik nigdzie nie twierdzi, że ludobójstwa nie było i że to co było nie było ludobójstwem. Walka w Senacie toczyła się o to czy powiedzieć expressis verbis ”ludobójstwo”, czy jakoś to osłabić. Na zasadzie; i tak wszyscy, wszędzie, wszystko wiedzą, więc po co tak mocno ?

Żeby nie psuć stosunków z Ukrainą, – pada odpowiedź – żeby ją przyciągać do nas, do  Zachodu, a nie wpychać w objęcia Rosji,  nie podważać testamentu Giedrojcia, nie jątrzyć skoro tego co było się nie odwróci i temu podobne.

Prawda się kalkuluje

Wszystko to są cele słuszne i szlachetne. I chociaż deklaruję się jako zwolennik Prawdy przez możliwie największe P, to nie byłbym skrajnym rygorystą gdybym był pewny, że nieznaczny zabieg semantyczny, nie podważający istoty sprawy, pomoże w znaczący sposób przybliżyć powyższe cele. Powiem nawet jak sobie to wyobrażam i nie będzie w tym nic odkrywczego. Otóż, zakładając, że obie rywalizujące ze sobą partie łączy jednak nadrzędny interes Polski i że podobnie go rozumieją – bo tak chyba jest, jeśli chodzi o Ukrainę – to uzgadniają one ze sobą stanowisko w tej właśnie sprawie. Jeśli jednak, kiedy chodzi o wyrażenie zdania Narodu, przez największe N, następuje żenująca awantura w Senacie, Areopagu Ojców Narodu – same duże litery – to co sobie o tym pomyślą Ukraińcy, którzy przecież nie są głusi i ślepi ? Oczywiście, ci Ukraińcy, których to w ogóle obchodzi. Takich jest mniejszość. Są to w jakieś części członkowie elity, którzy myślą w kategorii całego kraju oraz mieszkańcy – też, jak wszędzie, nie wszyscy –  Ukrainy Zachodniej.

Tu parę słów przypomnienia. Zachodnia Ukraina to nie jest zachodnia połowa tego kraju. To dawna Galicja Wschodnia, do 1918 część Cesarstwa Austrii, później, wraz z częścią zaboru rosyjskiego – Wołyń – w Drugiej RP. Obecnie to ok. ośmiu milionów mieszkańców na ponad 45milionów mieszkańców całej Ukrainy. To co nie jest Zachodnią nie ma względem Polski jakichś resentymentów historycznych, a współczesne stosunki są dobre. W pamięci społecznej została tam wojna; front wschodni , który się dwa razy przewalił przez Ukrainę, okupacja niemiecka bez porównania straszniejsza od codziennej – z wyłączeniem Wielkiego Głodu – rzeczywistości sowieckiej, miliony Ukraińców walczących i ginących w Armii Czerwonej i banderowcy – zdrajcy i strzelający w plecy terroryści.

Zachodnia Ukraina ma za sobą dłuższe – Galicja – lub krótsze – Wołyń – doświadczenia z systemem parlamentarnym, a stąd nieco większe upolitycznienie społeczeństwa. Silna tam jest ukraińska tożsamość narodowa. Po wonie mogła być i była praktycznie antysowiecka, a historycznie – antypolska. Ukraińcy rywalizowali z dominującymi Polakami o wpływy w instytucjach galicyjskich – Namiestnictwo było we Lwowie – a w 1918 roku stworzyli  pośpiesznie państwo i podjęli walkę o  Lwów, tak jak Polacy z Niemcami o Wielkopolskę. Nam wyszło. Na wschodzie i na zachodzie kraju walczący Polacy mogli liczyć na powstającą Rzeczpospolitą. Orlętom okazała realną pomoc, praktycznie włączyła się do wojny i Strzelcy Siczowi musieli przegrać. Późniejszy nieco sojusz z atamanem Petlurą to już inna historia. Zresztą nikt nie miał złudzeń, że Polska odda Lwów państwu ukraińskiemu, gdyby Piłsudski i Petlura je wywalczyli.

Ciekawe, że Powstanie Wielkopolskie, jedyne skuteczne w długiej serii powstań polskich, licząc od Konfederacji Barskiej, było i jest stosunkowo mało celebrowane w wielopokoleniowej polityce historycznej. Obchodzimy te nieudane. Historia Ukrainy, która poczynając od buntów kozackich, jeszcze w XVI wieku, składa się z samych nieudanych powstań, widać skłania do podobnego podejścia. Przegrana walka o Zachodnią Ukrainę zostawiła głęboką zadrę w świadomości, a władze II RP raczej ją pogłębiały, choć były i próby łagodzenia. Zresztą, nacjonaliści ukraiński gorliwie je zwalczali; mordując Tadeusza Hołówkę i Bronisława Pierackiego. (Dobrze sobie przypomnieć, że mieliśmy takich polityków, lecz żeby nie mnożyć dygresji odsyłam do Wikipedii – warto)

Panteon przegranych bojowników o Ukrainę wzbogacił się w jej zachodniej części o przywódców i bojowników Ukraińskiej Powstańczej Armii walczącej przeciw Polakom – choć akurat nie walka zdominowała ten konflikt – przeciw władzy sowieckiej, aż do lat pięćdziesiątych i po drodze – przeciwko Niemcom. Masowe morderstwa etniczne, czyli ludobójstwo, to co UPA robiła i do czego inspirowała, albo nie są przyjmowane do świadomości, albo się je pomniejsza i relatywizuje. Czy celowe jest relatywizowanie tego przez manipulacje semantyczne również przez Polskę ? Rodzi to niepotrzebnie irytację w Polsce i chyba niczego nam nie załatwia na Ukrainie. A wychodząc poza okrągłą rocznicę, musimy stwierdzić, że choć nieco nas te wspomnienia uwierają, to nie rzutują one na całokształt naszych dobrych stosunków z Ukrainą. I dobrze.

Nie możemy przy tym być większymi Ukraińcami niż oni sami. Oni sami musza rozstrzygnąć swoje sprawy. Pomagamy na ile możemy, choćby orędując za Ukrainą w Europie. Bo europejska Ukraina , docelowo w UE, to również jest nasz interes. A jeśli chodzi o krwawą przeszłość, to wszyscy od Renu do Wołgi muszą sami  dojrzeć do przyjęcia prawdy. To proces na długie lata i on trwa już od lat. Najwcześniej i najdalej poszli w tym kierunku Niemcy, poza NRD. Wszystkie kroki zmierzające do przezwyciężenia dawnych waśni dobrze jest – tak jak oni – zaczynać od siebie i przyjmować gesty wychodzące od drugiej strony. Bez stawiania jej warunków, podnoszenia poprzeczki w miarę upływu czasu, ale też bez odstępowania od prawdy, którą udało się udowodnić.

A o ”testament” Giedroycia – wcześniej sformułował te same postulaty Hołówko – możemy być spokojni. Najbardziej nawet prorosyjski lider nie zechce – co powtarzam i będę powtarzał – zamienić pozycji prezydenta wielkiego państwa na funkcję  kijowskiego generał-gubernatora.

Ernest Skalski

 

Weź udział w naszej ankiecie

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

16 komentarzy

  1. Pałasiński 25.06.2013
  2. Aleksy 25.06.2013
    • andrzej Pokonos 27.06.2013
  3. wirr 25.06.2013
  4. bisnetus 25.06.2013
  5. wersy 25.06.2013
    • Lemingowa 29.06.2013
  6. andrzej Pokonos 26.06.2013
    • Aleksy 26.06.2013
      • andrzej Pokonos 27.06.2013
        • Aleksy 27.06.2013
        • andrzej Pokonos 29.06.2013
  7. Aleksy 26.06.2013
  8. Jerzy Łukaszewski 26.06.2013
    • Aleksy 27.06.2013
  9. Jerzy Łukaszewski 27.06.2013