Jeśli coś wygląda jak kaczka, chodzi jak kaczka, śmierdzi jak kaczka, to zapewne jest kaczką – mówi angielskie przysłowie.
A co mówi Artykuł II Konwencji ONZ w sprawie Zapobiegania i Karania Zbrodni Ludobójstwa podpisanej 9 grudnia 1948;
W rozumieniu Konwencji niniejszej ludobójstwem jest którykolwiek z następujących czynów, dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych, jako takich:
a) zabójstwo członków grupy,
b) spowodowanie poważnego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia psychicznego członków grupy,
c) rozmyślne stworzenie dla członków grupy warunków życia, obliczonych na spowodowanie ich całkowitego lub częściowego zniszczenia fizycznego,
d) stosowanie środków, które mają na celu wstrzymanie urodzin w obrębie grupy,
e) przymusowe przekazywanie dzieci członków grupy do innej grupy.
Jeśli wiec morduje się 70 – 100 tysięcy ludzi, od niemowląt do starców, tylko dlatego że są Polakami, to jest ludobójstwo i żadne semantyczne zabiegi tego nie zmienią. Jeśli w odwecie morduje się ”tylko” 10 – 20 tysięcy ludzi, od niemowląt do starców, tylko dlatego, że są Ukraińcami, to jest ludobójstwo, które może można zrozumieć na tle ówczesnych wypadków, lecz którego pomimo to nie można wybaczyć. Tak samo jest ludobójstwem mordowanie w Jedwabnem i wielu innych miejscach w Polsce i krajach sąsiednich tysięcy ludzi, od niemowląt do starców, tylko dlatego, że są Żydami.
Zabiegi semantyczne
A teraz będę cytował Adama Michnika ze wstępniaka w sobotnio – niedzielnej „Gazecie Wyborczej”:
„…spór o słowa(w Senacie – e.s.) nasuwa podejrzenie o działanie w złej wierze. Czyż nie można powiedzieć, że konflikt był tragedią obu narodów?
Oczywiście można powiedzieć, że konflikt był tragedią obu narodów. Jakiś element prawdy w tym jest. Taki sam jak gdybyśmy zastąpili termin holocaust słowem ”konflikt i powiedzieli, że była to tragedia obu narodów . Żydów, ale i Niemców. No i co z tego ?
Znów Michnik ”Jeśli Wołyń był wspólnym domem Ukraińców i Polaków, to czy nie można rzec, że była to tragiczna wojna domowa ?
Od biedy, od bardzo wielkiej biedy, można tak rzec. Ale to będzie naciągane. Jakoś nie mówi się, że wymordowanie Tutsich przez Hutu w Rwandzie było wojną domową. Wystarczy sobie przypomnieć jak wyglądała wojna domowa w Rosji, w Hiszpanii, czym była w byłej Jugosławii, czym jest obecnie w Syrii. W niektórych przypadkach łączy się taka wojna z ludobójstwem w zrozumieniu II Artykułu Konwencji…w innych nie. W wojnie domowej walczą przeciw sobie dwie siły, a w tym co się działo na Wołyniu, szerzej; na zachodniej Ukrainie, nie dominowały walki UPA kontra AK, lecz właśnie ludobójstwo. Czyli ”wojna domowa” omija sedno problemu”.
I dalej: Czy słowa „zbrodnia wojenne” i „krwawa czystka etniczna” nie są w potocznym odbiorze tym samym co ”ludobójstwo” ?”
Zbrodnia wojenna mieści w sobie zabójstwa, rabunki, gwałty, podpalenia, złe traktowanie jeńców. W pewnych tylko przypadkach łączy się, czy nawet pokrywa z ludobójstwem. W pewnych, jak właśnie w Rwandzie, ludobójstwo obchodzi się bez wojny. Krwawa czystka etniczna znaczeniowo może się nawet pokrywać z ludobójstwem, lecz nie używa się tego terminu w regulującej Konwencji i orzeczeniach trybunałów. W jednym zdaniu są jako równoznaczne przedstawione dwa różniące się od siebie pojęcia, co gmatwa dodatkowo ów potoczny odbiór, do którego się autor odwołuje, lekceważąc powszechnie przyjęty precyzyjny termin prawniczy.
Jedziemy dalej: >Mówiąc o „rzezi wołyńskiej”, warto pamiętać o „rzezi galicyjskiej” czy o Jedwabnem.<
„Rzeź wołyńska ” pasuje, ale to jeszcze jedno określenie zastępcze, które tu Michnik wprowadza. A galicyjska ? Można powiedzieć „rzeź” o wydarzeniu, które od pokoleń określane jest jako „rabacja galicyjska”. Jakub Szela, rok 1846. Polscy chłopi mordują polskich panów. To nie było ludobójstwo w zrozumieniu Art. II i pod nazwą „rabacji” nikt by go nie zestawiał z mordowaniem Polaków przez Ukraińców w latach 1943 – 1945. Ale tu „rzeź” i tu „rzeź”, z dodaniem Jedwabnego, a wszystko jako dowód, że Ukraińcy ”nie maja monopolu” na okrucieństwo, co rozmywa istotę sprawy jaką jest ludobójstwo Polaków.
”Bandera i OUN– pisze Michnik – to nie są moi bohaterowie … Jednak nie są też moim bohaterami pacyfikatorzy sił ukraińskich w epoce II RP ani przywódcy Narodowych Sił Zbrojnych.”
Hitler i NSDAP to nie są moi bohaterowie. Jak odbierzemy to w Polsce ? Dziwnie jakoś. Suchewycz, Bandera lepsi ? Zastanawiają ci pacyfikatorzy sił ukraińskich. W II RP władze tropiły i karały za działalność antypaństwową, w tym terror i to nie była pacyfikacja. Siłami te tropione struktury można nazwać, ale to naciągane. To były jednostki. Bardziej więc pasują ”elementy”. To co rozumie się przez ukraińskie siły, powstało dopiero podczas wojny.
Natomiast haniebna pacyfikacja w II RP obejmowała cywilną ludność ukraińską. Nie mordowano, ale niszczono jej instytucje, profanowano cerkwie, ludzi bito i poniżano. Było to – powtarzam – hańbą, bywało zbrodnią, do tego zbrodniczą głupotą. Nie robili tego polscy wieśniacy. I użycie tej akcji jako równowagi dla ukraińskiego ludobójstwa jest całkowicie nieuprawnione. Zaś przywódcy NSZ to już całkiem oddzielna bajka. Tu są dodatkowym elementem gmatwającym, oddalającym od nazwania ludobójstwa ludobójstwem.
A przy tym Michnik nigdzie nie twierdzi, że ludobójstwa nie było i że to co było nie było ludobójstwem. Walka w Senacie toczyła się o to czy powiedzieć expressis verbis ”ludobójstwo”, czy jakoś to osłabić. Na zasadzie; i tak wszyscy, wszędzie, wszystko wiedzą, więc po co tak mocno ?
Żeby nie psuć stosunków z Ukrainą, – pada odpowiedź – żeby ją przyciągać do nas, do Zachodu, a nie wpychać w objęcia Rosji, nie podważać testamentu Giedrojcia, nie jątrzyć skoro tego co było się nie odwróci i temu podobne.
Prawda się kalkuluje
Wszystko to są cele słuszne i szlachetne. I chociaż deklaruję się jako zwolennik Prawdy przez możliwie największe P, to nie byłbym skrajnym rygorystą gdybym był pewny, że nieznaczny zabieg semantyczny, nie podważający istoty sprawy, pomoże w znaczący sposób przybliżyć powyższe cele. Powiem nawet jak sobie to wyobrażam i nie będzie w tym nic odkrywczego. Otóż, zakładając, że obie rywalizujące ze sobą partie łączy jednak nadrzędny interes Polski i że podobnie go rozumieją – bo tak chyba jest, jeśli chodzi o Ukrainę – to uzgadniają one ze sobą stanowisko w tej właśnie sprawie. Jeśli jednak, kiedy chodzi o wyrażenie zdania Narodu, przez największe N, następuje żenująca awantura w Senacie, Areopagu Ojców Narodu – same duże litery – to co sobie o tym pomyślą Ukraińcy, którzy przecież nie są głusi i ślepi ? Oczywiście, ci Ukraińcy, których to w ogóle obchodzi. Takich jest mniejszość. Są to w jakieś części członkowie elity, którzy myślą w kategorii całego kraju oraz mieszkańcy – też, jak wszędzie, nie wszyscy – Ukrainy Zachodniej.
Tu parę słów przypomnienia. Zachodnia Ukraina to nie jest zachodnia połowa tego kraju. To dawna Galicja Wschodnia, do 1918 część Cesarstwa Austrii, później, wraz z częścią zaboru rosyjskiego – Wołyń – w Drugiej RP. Obecnie to ok. ośmiu milionów mieszkańców na ponad 45milionów mieszkańców całej Ukrainy. To co nie jest Zachodnią nie ma względem Polski jakichś resentymentów historycznych, a współczesne stosunki są dobre. W pamięci społecznej została tam wojna; front wschodni , który się dwa razy przewalił przez Ukrainę, okupacja niemiecka bez porównania straszniejsza od codziennej – z wyłączeniem Wielkiego Głodu – rzeczywistości sowieckiej, miliony Ukraińców walczących i ginących w Armii Czerwonej i banderowcy – zdrajcy i strzelający w plecy terroryści.
Zachodnia Ukraina ma za sobą dłuższe – Galicja – lub krótsze – Wołyń – doświadczenia z systemem parlamentarnym, a stąd nieco większe upolitycznienie społeczeństwa. Silna tam jest ukraińska tożsamość narodowa. Po wonie mogła być i była praktycznie antysowiecka, a historycznie – antypolska. Ukraińcy rywalizowali z dominującymi Polakami o wpływy w instytucjach galicyjskich – Namiestnictwo było we Lwowie – a w 1918 roku stworzyli pośpiesznie państwo i podjęli walkę o Lwów, tak jak Polacy z Niemcami o Wielkopolskę. Nam wyszło. Na wschodzie i na zachodzie kraju walczący Polacy mogli liczyć na powstającą Rzeczpospolitą. Orlętom okazała realną pomoc, praktycznie włączyła się do wojny i Strzelcy Siczowi musieli przegrać. Późniejszy nieco sojusz z atamanem Petlurą to już inna historia. Zresztą nikt nie miał złudzeń, że Polska odda Lwów państwu ukraińskiemu, gdyby Piłsudski i Petlura je wywalczyli.
Ciekawe, że Powstanie Wielkopolskie, jedyne skuteczne w długiej serii powstań polskich, licząc od Konfederacji Barskiej, było i jest stosunkowo mało celebrowane w wielopokoleniowej polityce historycznej. Obchodzimy te nieudane. Historia Ukrainy, która poczynając od buntów kozackich, jeszcze w XVI wieku, składa się z samych nieudanych powstań, widać skłania do podobnego podejścia. Przegrana walka o Zachodnią Ukrainę zostawiła głęboką zadrę w świadomości, a władze II RP raczej ją pogłębiały, choć były i próby łagodzenia. Zresztą, nacjonaliści ukraiński gorliwie je zwalczali; mordując Tadeusza Hołówkę i Bronisława Pierackiego. (Dobrze sobie przypomnieć, że mieliśmy takich polityków, lecz żeby nie mnożyć dygresji odsyłam do Wikipedii – warto)
Panteon przegranych bojowników o Ukrainę wzbogacił się w jej zachodniej części o przywódców i bojowników Ukraińskiej Powstańczej Armii walczącej przeciw Polakom – choć akurat nie walka zdominowała ten konflikt – przeciw władzy sowieckiej, aż do lat pięćdziesiątych i po drodze – przeciwko Niemcom. Masowe morderstwa etniczne, czyli ludobójstwo, to co UPA robiła i do czego inspirowała, albo nie są przyjmowane do świadomości, albo się je pomniejsza i relatywizuje. Czy celowe jest relatywizowanie tego przez manipulacje semantyczne również przez Polskę ? Rodzi to niepotrzebnie irytację w Polsce i chyba niczego nam nie załatwia na Ukrainie. A wychodząc poza okrągłą rocznicę, musimy stwierdzić, że choć nieco nas te wspomnienia uwierają, to nie rzutują one na całokształt naszych dobrych stosunków z Ukrainą. I dobrze.
Nie możemy przy tym być większymi Ukraińcami niż oni sami. Oni sami musza rozstrzygnąć swoje sprawy. Pomagamy na ile możemy, choćby orędując za Ukrainą w Europie. Bo europejska Ukraina , docelowo w UE, to również jest nasz interes. A jeśli chodzi o krwawą przeszłość, to wszyscy od Renu do Wołgi muszą sami dojrzeć do przyjęcia prawdy. To proces na długie lata i on trwa już od lat. Najwcześniej i najdalej poszli w tym kierunku Niemcy, poza NRD. Wszystkie kroki zmierzające do przezwyciężenia dawnych waśni dobrze jest – tak jak oni – zaczynać od siebie i przyjmować gesty wychodzące od drugiej strony. Bez stawiania jej warunków, podnoszenia poprzeczki w miarę upływu czasu, ale też bez odstępowania od prawdy, którą udało się udowodnić.
A o ”testament” Giedroycia – wcześniej sformułował te same postulaty Hołówko – możemy być spokojni. Najbardziej nawet prorosyjski lider nie zechce – co powtarzam i będę powtarzał – zamienić pozycji prezydenta wielkiego państwa na funkcję kijowskiego generał-gubernatora.


Erneście, jesteś wielki. Gratulacje, świetny artykuł, uderzenie w samo sedno. Ukłon dobrym intencjom Adama, ale nie tędy droga… Los Ukrainy w tak małej mierze zależy od tego, co my tutaj na jej temat sobie wymyślimy…
To „bicie piany” w Senacie i mediach ma pokazać opinii publicznej że prowadzona jest poważna polityka wschodnia, co jest zaprzeczeniem rzeczywistości, gdyż kluczem do polskiej polityki wschodniej są relacje z Białorusią – nie ma prawidłowych stosunków z Białorusią – nie ma polityki wschodniej. Obecna dyskusja ma uzasadnić wycofanie się Polski na „ z góry przez Niemcy wyznaczone pozycje”, tak aby po wejściu Ukrainy do Unii, zminimalizować polski wpływ na relacje ukraińsko-niemieckie oraz ewentualne nasze roszczenia od Ukraińców, co na starcie byłoby falstartem. Zastosowanie pomysłów Pana Michnika który po raz kolejny sprzedaje „parszywego kota w worku” byłoby kolejnym, spektakularnym sukcesem Jego błyskotliwego umysłu, jednak dla Polski to kolejna klęska.
To bełkot. Niestety Aleksy nic mądrego nie wynika z powyższego. Polacy handlują tak z Ukrainą jak i z Białorusią. Ale do poprawnej polityki trzeba dwojga. Polityka nie ingerencji i kija i marchewki jaka obecnie jest stosowana jest OK. Mamy tam swoje interesy choćby w postaci mieszkających tam polaków ale na „Kochajmy się” przyjdzie poczekać. Rządy walczącej ze sobą pomarańczowej rewolucji na Ukrainie pokazały że i oni lubią się kłócić i tracić czas na branie się za łby zamiast wyciągać kraj z niesamowitej korupcji i zacofania wyciągnęli na koniec tryzuba…
Bardzo dobry artykuł. Bez, trudnych do zrozumienia, obaw Michnika do nazwania zbrodni zbrodnią. Nie mogę zrozumieć czym on się w tym wypadku kieruje.
Dodatkowo pozwalanie przez Wyborczą aby artykuł komentujący rocznicę masakry pisał red. Czech – Ukrainiec i członek władz Związku Ukraińców w Polsce to albo prowokacja, albo głupota!
W stosunkach z Ukrainą należy zauważyć jeszcze jedno. Zachodnia Ukraina to zadupie Ukrainy. Bez przemysłu bez perspektyw bez szans na rozwój.
Centrum Polityczne, kulturalne, gospodarcze, demograficzne Ukrainy ciągnie się od Kijowa na wschód. Dla 80% Ukraińców problemy: pojednania, masakry, UPA to fantastyka. W ogóle ich to nie interesuje. Myślę, że ludność rosyjska/rosyjskojęzyczna stanowiąca tam ogromną większość ma taki sam stosunek do UPA jak Polacy.
Nie potrafimy tego wykorzystać. Nie potrafimy wykorzystać tego, że Janukowycz wywodzi się z tego kręgu.
Z nim można by wiele załatwić. Ale nikt nie jest tym zainteresowany.
Zgadzam się z częścią artykułu o „Zabiegach semantycznych”. Adam Michnik czasem tak mąci i rozwadnia w pojęciach, że na końcu wychodzi jakaś breja, którą mało kto rozumie.
Nie zgadzam się natomiast z częścią o „Prawdzie”.
.
Osobiście myślę, że ja, pan Skalski z Michnikiem możemy sobie spokojnie dokonywać zabiegów semantycznych i nazywać potocznie różne masakry ludobójstwem. Nawet może masowe morderstwo Brevika może nosić znamiona ludobójstwa.
.
Ale gdy to słowo bierze w usta oficjalny organ państwa jak rząd, sejm, czy senat, to to słowo nabiera nowego wymiaru z zakresu prawa międzynarodowego. Stanowi zatem oskarżenie przez jedno państwo innego państwa lub narodu o zbrodnię ludobójstwa. Ze wszystkimi tego konsekwencjami. Obowiązku ścigania morderców, odszkodowawczymi roszczeniami, międzynarodowej infamii.
.
Jak słusznie niedawno zauważył jeden z kardynałów parlament nie jest od definiowania prawdy. Ani tej przez małe, ani tej przez duże „P”. Więc Senat powinien przestać judzić i się zamknąć, albo niech od razu oskarży Ukrainę o ludobójstwo przed odpowiednim międzynarodowym trybunałem i przy okazji niech doda, że będzie blokował integrację z EU państwa ludobójców, dopóki Ukraina się ze swych zbrodni nie rozliczy. To trybunał powinien określać czy to jest ludobójstwo i określić zakres odpowiedzialności Ukrainy (państwa, którego wtedy nie było)
.
Te wszystkie hucpy z ludobójstwem nie służą moim zdaniem wcale godnemu uczeniu polskich ofiar. To cięgle jest wyraz tego typowego irytującego polskiego cierpiętnictwa, które przedstawia nas zawsze świętymi ofiarami a wszystkich wkoło zwyrodniałymi mordercami i katami. Niech Senat się zajmie lepiej naprawą polskiego wymiaru sprawiedliwości, które swastyki na polskich ulicach traktuje jako symbol pogodnego ducha.
Dlaczego Ukraina w UE to nasz interes?
Ukraina w UE, to oczywiście:
-Przekierowanie znacznych funduszy unijnych, w ramach wyrównywania różnic, do Ukrainy, gdzie potrzeby są ogromne. Nie zdziwiłabym się, gdybyśmy zamiast beneficjentem UE stali się w efekcie płatnikiem w Brukseli;
– Spodziewane pogorszenie sytuacji na polskim rynku pracy – a w dalszej perspektywie również na rynku pracy w całej UE,co odbije się m.in. na sytuacji Polaków obecnie pracujących za granicą;
– Kłopoty w wyniku otwarcia granicy wschodniej, przez którą już w tej chwili, mimo utrudnień, przenikają liczni uchodźcy z krajów Azji i Afryki;
Oczywiście, że myślę egoistycznie (a kto tak nie myśli?). Ale czy UE, w tej chwili, w obliczu kryzysu i braku jednomyślności co do strefy euro, byłaby w ogóle w stanie przyjąć jeszcze jeden kraj – i to tak wielki i ludny, jak Ukraina?
A jeśli nie – to czy nie powinniśmy obecnie, zamiast snuć geostrategiczne ambicje, raczej skupić się na obronie własnych interesów w UE? Czy do tego trzeba, aby Giedroyć wychylił się z trumny i zawołał: Zmieniam testament!?
Myślę, że Biznetus trafił w sedno. Cała historia polsko-ukraińska to historia najazdów i rzezi. I to my mamy więcej na sumieniu… Czas z tym skończyć. Wygląda, że dwa razy większa Ukraina będzie dryfowała w stronę demokracji. Może kiedyś i Białorusi się to uda. Ale na razie to nie normalny kraj z nienormalnym watażką u steru rządów. Podobnie jak nienormalnym krajem była Polska przed 1989 rokiem. Przyjdzie czas, że nawet Rosja się zdemokratyzuje. Poczekamy, zobaczymy. Ale my ich wszystkich na siłę nie demokratyzujmy. Lepiej, jak Biznetus zauważył, zajmijmy się tymi sfastykami na polskich ulicach.
A Ty ciągle w przekonaniu że polityka to zabawa dla cnotliwych pensjonarek.
Proszę Aleksy o definicję męża opatrzności na temat polskiej polityki wschodniej dotyczącej Ukrainy i Białorusi. Wszyscy tu chętnie posłuchamy konkretów. To studio opinii a nie magiel.
Drogi Andrzeju już w pierwszym komentarzu piszesz o „bełkocie” co przypisuję bólowi głowy jaki przyprawiła Cię sama myśl o polityce wschodniej, dalsze zagłębianie się w szczegóły, u osoby nieobytej, może wywołać gwałtowny rozstrój żołądka, poważne kalectwo a nawet śmierć ze strachu, czyli „straszną śmierć”.
Dlatego powiem w skrócie: Trzeba „dać się przepuścić przez magiel Łukaszenki”” (używając po drodze środków dyplomatycznych w postaci wziatek, sztrafów, padarków i wodki) aby skutecznie próbować (nie zaprzestając stosowania wymienionych środków dyplomatycznych) osiągać planowane cele na Ukrainie. Dobrze byłoby tak to skalkulować „aby finansowo wyjść na swoje”.
juz za chwiejacego sie kwasa bylo to wszystko w uzyciu i nic… to nie recepta Aleksy. Oni sie musza zmienic. My tego za nich nie zrobimy.
Nie było wtedy państwa Izrael ale czcimy i będziemy czcić ofiary ludobójstwa zwanego holokaustem, tym bardziej powinniśmy czcić ofiary ludobójstwa na Wołyniu. Tylko głupota zwolni nas od nadania wymiaru politycznego tej rzezi, jak należy podejść do zagadnienia
uczą nas „starsi bracia w wierze”, uczą, uczą, uczą, jednak odporni na tę naukę nigdy jej nie zrozumieją.
Spór dotyczy słów, ale, jak zauważył @bisnetus, słowa w obszarze prawa międzynarodowego mają znaczenie. Dlatego jeśli ich używać, to konsekwentnie, inaczej wyjdziemy na mało poważny kraj.
Nie wiem, dlaczego @Aleksy uważa, że w przypadku innego określenia nie będziemy czcić ofiar rzezi wołyńskich.
Oczywiście, że będziemy, bo im się to należy.
Natomiast używanie w tym celu słów o określonym znaczeniu prawnym bez dalszego ciągu, nie tylko nam zaszkodzi, ale również każe patrzącym z boku powątpiewać w rzetelność naszej oceny i autentyczność dramatu, jaki ludzie na Wołyniu przeżyli.
To trochę tak, jakbyśmy opowiadali, że Iksiński ukradł nam portfel, ale na policję nie idziemy tego zgłosić.
Pomniejszając winę oprawców lekceważymy cierpienia ofiar.
Chodzi o przedawnienie odpowiedzialności za zbrodnię.
@Aleksy, nie wiem, gdzie pan widzi to „pomniejszanie”. Można użyć słów zdecydowanie ostrzejszych do opisu tamtej zbrodni. I jestem za tym, by tak się stało.
Natomiast raz jeszcze proszę zwrócić uwagę na mechanizm, jaki pokazałem: używamy zwrotu z zakresu prawa międzynarodowego i…? Nic dalej. To dopiero tak naprawdę „pomniejsza” winę, bo pokazuje, że najważniejsze to sobie pokrzyczeć i pogadać.
I czy pan chce, czy ja chcę, czy nie, tak to będzie odbierane.
Dlatego uważam, że rację ma @bisnetus pisząc, że albo albo. Skoro chcemy, by nazwać to ludobójstwem, pozwijmy Ukrainę przed trybunał międzynarodowy, a nie udawajmy jej najlepszego przyjaciela (bez wzajemności póki co), albo opiszmy to jeszcze ostrzejszymi słowami, ale bez zwrotów odwołujących się do prawa.
Z góry wiadomo, że takie kraje będą się przed tym bronić nie dlatego, że „chcą zamazać prawdę”. Dlatego, że to niesie pewne konsekwencje. Przecież Rosja już kilkakrotnie uznała swą winę za Katyń, a na słowo „ludobójstwo” się nie godzi. Dlaczego? Wcale nie z powodu polskich oficerów, dla Rosjan nie są oni pępkiem świata. Ostatnio ni z tego, ni z owego Rodziny Katyńskie oświadczyły, że nie będą domagać się od Rosji odszkodowań (choć nikt ich o to nie pytał). Da pan za nich gwarancje? Ja nie. A proszę pamiętać, że w Katyniu i okolicy zginęło 10 razy tyle Rosjan co Polaków. I nagle wszyscy oni uzyskaliby możliwość wystąpienia o odszkodowanie. Żadne państwo na świecie by tego nie wytrzymało. No to się bronią. Nie przed żadna tam prawdą, tylko przed ruiną.