W chwili, kiedy piszę te słowa, nie ma jeszcze ostatecznych decyzji odnośnie budżetu dla Unii Europejskiej na lata 2014-2020, ale jestem spokojny, bo nie ma już raczej siły, która wyrwałaby Polsce miliardy wynegocjowane przez Donalda Tuska na początku roku. Budowanie aliansów i rozważna polityka negocjacyjna przyniosły nadspodziewany rezultat – w czasach, kiedy państwa Europy zaciskają pasa, Polsce przyznano rekordowe 400 miliardów złotych.
Ten deszcz pieniędzy spadnie m.in. na polskie drogi, koleje, oczyszczalnie ścieków, wsparcie dla polskich rolników i przedsiębiorców, a skorzystają na mim wszyscy, nie tylko dzięki podniesieniu jakości życia, ale także dlatego, że napędzana unijnymi euro gospodarka wygeneruje więcej miejsc pracy i większy wzrost gospodarczy. Aż 28,6 mld euro ma trafić na dopłaty na rolników i na rozwój obszarów wiejskich. Pieniądze szerokim strumieniem pójdą również do samorządów.
O tym sukcesie Donalda Tuska, rządu PO-PSL i wszystkich Polaków trzeba przypominać teraz, kiedy próbuje nam się wmówić, że przed nami nieciekawe perspektywy, że kraj się wali i pali i czas na zmiany. Te zmiany to stary, dobrze znany Jarosław Kaczyński, który jako premier Polski zraził do siebie Unię i niemal wszystkich naszych sąsiadów. Ten sam, który zamiast rozwijać kraj skupił się na szukaniu urojonych „układów”. Ten sam, którego przyboczni wbrew faktom upierają się, że w Smoleńsku doszło do bombowego zamachu. „Jeśli katastrofa smoleńska była zamachem, to Rosja wypowiedziała wojnę Polsce” – przekonywał jakiś czas temu Antoni Macierewicz. Dziś ta agresywna i irracjonalna polityka jest schowana za fasadą partii dojrzałej i „gotowej wziąć los kraju w swoje ręce”. Brrryyy…. Aż ciarki po skórze przechodzą na samą myśl, że taki horror mógłby przydarzyć się Polsce.
Czy lansowana przez obecny rząd polityka ciepłej wody w kranie, tak bardzo obśmiana i napiętnowana, jest naprawdę czymś złym i szkodliwym? Czy zapewnienie wzrostu gospodarczego w czasach zawieruchy ekonomicznej jest czymś tak mało istotnym, że można to uznać za porażkę, bo rzekomo można było więcej, szybciej, lepiej?… Czy w kontaktach z partnerami zza granicy naprawdę lepiej tupać nogami i wymachiwać szabelka, niż się porozumiewać?…
Zrozumiała jest frustracja niemałej części społeczeństwa przeciągającym się spowolnieniem gospodarczym i to, że ostrze pretensji kierowane jest coraz częściej ku rządowi, nawet mimo, że nie ponosi on za to obiektywnej winy. Taki widać los rządu. Co innego jednak kłamstwa wypowiadane przez lidera opozycji przed kamerami. Obecnie PiS chce wypowiedzenia Paktu Klimatycznego, jako szkodliwego dla polskiej gospodarki. Tymczasem to ekipa Kaczyńskiego zgodziła się na przyjęcie dokumentu, a podpis śp. Lecha Kaczyńskiego widnieje pod ustaleniami z unijnego szczytu z marca 2007 r. Takie są fakty, których prezes Jarosław Kaczyński nie zmieni.
Ciekawe, czy Kaczyński myślał, iż media i społeczeństwo gładko „przełkną” to odwracanie kota ogonem? A może wiedział, że Donald Tusk będzie zmuszony zaprzeczyć i przedstawić fakty? Wtedy on mógłby ponownie przed kamerami narzekać, jaki to premier nieczuły, że zrzuca winę na zmarłych, co zresztą zrobił? Jarosław Kaczyński nigdy nie przebierał w działaniach, a władza była zawsze celem, który zdawał się uświęcać każde środki. Powinniśmy jednak docenić fakt, że mogliśmy go ponownie zobaczyć bez maski starszo-młodszego, uprzejmego pana, jaką wdziewa zawsze, gdy walczy o głosy wyborców i którą zdejmuje natychmiast po wyborach.
Widać więc wyraźnie kierunek strategii postępowania. Zmasowana krytyka za wszystko, wzbudzanie poczucia wstydu za nasz kraj, forsowanie poglądu, że nie mamy z czego być dumni… PiS, wbrew zapewnieniom o swoim gorącym patriotyzmie przekonuje Polaków, że Polska to miejsce, gdzie porażka goni porażkę.
My tej taktyce przeciwstawiamy wizję Polski dumnej i pięknej. Polski, kraju atrakcyjnego, w którym bezpiecznie można inwestować. Polski, w której żyjemy, jako ludzie godni zaufania. Zamiast urojonych kompleksów, bądźmy dumni z osiągnięć i inwestycji, sieci autostrad z prawdziwego zdarzenia, czy udanej organizacji Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej EURO 2012. I tego, że to wszystko doceniły państwa UE, przyznając nam rekordową kwotę w nowym budżecie. W najbliższym czasie te dwie interpretacje rzeczywistości – dumna, silna i potrafiąca porozumiewać się z partnerami oraz ta cierpiętnicza, pesymistyczna, zawstydzona, zakompleksiona, staną znów naprzeciw siebie. Niech wygra nowoczesność, wolność i swoboda, niech zginie strach, małostkowość i chore urojenia.
Adam Szejnfeld
Poseł na Sejm RP



Niech sie sprawdzi – Dobry Człowieku !!!
Nie ma i nie może być wstecznictwa w tym biegu na wyrównanie szans w poziomie życia w UE. To co proponuje nam poseł Kaczyński wymaga dogłębnej analizy, przemyśleń i rzeczowej odpowiedzi. Jednym z największych błędów rządu premiera Tuska to brak natychmiastowej reakcji na bełkot ludzi ogarniętych żądzą zatrzymania przemian. Mówiąc wprost , brak polityki informacyjnej jest jedną z przyczyn rosnącej niechęci do rządzących.Informacja, wyjaśnianie zjawisk gospodarczych , społecznych zachodzącym w tych trudnych czasach powinno być postawione na najwyższym poziomie. Brak tamy dla kłamstw i przeinaczeń skutkuje fatalnymi następstwami, bliskiej i dalszej perspektywy rozwoju.
Minister informacji,elokwentny błyskotliwy o nietuzinkowym podejściu do swej pracy , na wagę złota dla tego Rządu aż się prosi.
Panie ministrze więcej takich notek.
@lessx, dokładnie tak. Nie wiem co robi min. Raś, ale jeśli w ogóle coś robi, to robi to źle. Czy nam się to podoba, czy nie, obywatel ma tyle rządu, ile go widzi w mediach. A jeśli opozycja jest jednym wielkim rzecznikiem prasowym, zaś rząd nie ma żadnego, to po jakimś czasie efekty są takie jakie są.
Premier Tusk podrapie się po głowie i już mamy ze 4 wywiady członków kierownictwa PiS na ten temat. PiS szkaluje i rząd i Polskę na arenie międzynarodowej, a rząd…milczy. No przecież to jakaś kpina jest. A obywatel ma informacje stamtąd skąd one idą.
Dziś nie wystarczy mieć rację. Trzeba do niej jeszcze przekonać obywateli. A chcąc przekonać, trzeba przekonywać. Stale i wciąż.
No i egzekwować prawo. W normalnych krajach (że zacytuję klasyka) PiS nie pozwoliłby sobie na 10% tego, co wyrabia u nas, bo zawsze ktoś ma obiekcje co do twardego powiedzenia „dość”. No to i nie ma na kogo narzekać.
Errata: miało być oczywiście: Graś.
A może Studio Opinii powinno przesyłać konspekty z naszych dyskusji do kancelarii premiera, bo mówimy o tym przynajmniej od trzech lat a rząd jak był hermetyczny i ponad zniżanie się do rozmowy z obywatelami a tym bardziej dyskutowanie z groźnymi fantazjami opozycji z prawej, tak nadal unika dyskusji i przeciwstawiania się chorym wymysłom „zbawicieli” Polski. Jak długo premier pozwoli aby ten taniec chocholi trwał nadal?
Już w pierwszej kadencji rządu wybitnie irytował mnie fakt, że rząd nie ma rzecznika z prawdziwego zdarzenia i nieraz dawałam temu wyraz.
Ponieważ pracuję w biurze rzeczniczki prasowej pewnej frakcji parlamentarnej w Niemczach, wiem na czym polega praca rzecznika partii/frakcji/rządu. To jest bardzo złożona sprawa – co i jak i komu rzecznik prasowy mówi. Oprócz codziennych meldunków prasowych i częstych konferencji prasowych niezbędne są też tzw. rozmowy niejawne z przedstawicielami mediów. Czy takie są prowadzone przez członków rządu, pana Grasia, czy posłów frakcji partii rządzącej, nie mogę z natury rzeczy wiedzieć, ale wątpię, bo to, co media wypluwają z siebie na temat rządu i Platformy (vide artykuł Stefana Bratkowskiego na ten temat przed krótkim czasem) świadczy o tym, że nie mają istotnych informacji. No, albo o tym, że celowo i świadomie (w celu zwiększenia oglądalności i klikalności) robią czarny PR rządowi i premierowi.
Takie zachowanie to nic nowego pod słońcem! Przed jakimś czasem ukazywały się masowo w „Der Spiegel” artykuły mające w jak najbardziej negatywnym świetle przedstawić Angelę Merkel. Po penym czasie ta nagonka ustała. Dowiedziałam się – sama bym jednak na to nie wpadła – że „Spiegel” tak właśnie postępuje, na przykład tak wykończył Schroedera i właśnie postanowił wykończyć Merkel. Nie będę się wypowiadała na temat etyki mediów, bo nie mam zamiaru ględzić po próżnicy, ale jak widać, media mają nienasyconą żądzę pokazania, kto tu tak naprawdę rządzi. Dodam tylko, że z Merkel ta zabawa się nie udała, „Spiegel” zaniechał szczytnej działalności, ponieważ notowania Merkel pozostały wysokie.
Ja tego naprawdę nie rozumiem, dlaczego premier w tak niebezpieczny sposób zaniedbuje sprawę przekazu do mediów! Przecież to prowadzi prostą drogą do katastrofy, tym bardziej, że PiS i jego rzecznicy – ten odrażający Hofman i takiż Brudziński, ale też wielu innych – tak doskonale i skutecznie prowadzą czarny PR dla rządu, Platformy, premiera i ministrów.