ECHA WYDARZEŃ: Poniedziałek. 60 długości basenu na początek pracowitego tygodnia. Niestety – pogoda kapryśna, na jezioro nie czas…
…W Wimbledonie dopiero zaczynają kolejny dzień rywalizacji. Z jakże dużymi naszymi nadziejami!
Dotychczas granie jak z nut. A już to, co wyprawia pan Jerzy Janowicz – wprawia w stan ekscytacji. Toż to jeden wielki ładunek wybuchowy. Eksplodowanie ma jakby w naturze!
Komentatorzy tak podnieśli temperaturę odbioru emocji, że… aż strach, gdy coś się sypnie. Lepiej – nie, ale przecież turniej trwa, a poza pokonanymi rywalami jest jeszcze wielu, którzy „mają ochotę” wygrać… Co było – raduj. W dokonaniach jest już coś z historycznego wymiaru, ale z przymiotnikiem „legendarny”, ukochanym przez portalowych redaktorów to bym poczekał…
… Zaczął się Tour de France. Tu „legendarny” – na miejscu, bo wyścig już setny. Długo będziemy się podniecali. Także tym, jak się powiedzie 23-latkowi, Michałowi Kwiatkowskiemu. Na początku dostał się na etapowe podium, to już osiągnięcie…
W tle wciąż pulsuje jednak pytanie o doping. Ten – z przeszłości. Spaskudził przecież kronikę Touru Lance Armstrong. Wielokrotny zwycięzca, triumfator walki z nowotworem. Teraz przyznaje się Ulrich, rywal Lance’a; też wielka postać imprezy… A ponieważ żadnego nie złapało dociekliwe ponoć laboratorium, lecz… gadulstwo, trudno nie stawiać znaków zapytania nad każdą edycją zasłużonej imprezy…
Nawiasem: doping znalazł się ostatnio i u nas. Jeden z czołówki musiał już ponieść karę. Przykrość bardziej niż indywidualna…
…Piłka. O losowaniu pucharów – ani słowa. Że – dobre dla naszych drużyn, albo średnie… Życie nauczyło, by po kibicowsku nie bawić się w analizy. Za często – „średni” brali nad naszymi górę, a rzadziutko wygrywaliśmy z „wyższą półką”. Wróżenia z fusów tu więc nie będzie.
Czyli, co ma być – będzie… Ważniejsze – co jest…
Piłkarki, 17-latki zostały mistrzyniami Europy. Ileż radości, jakże zasłużonej!
Pan Janusz Walewski, jeden z czytelników i komentatorów moich felietonów tak napisał:
„Nasze dziewczyny do lat 17 zostały mistrzyniami Europy (!!!) w piłce nożnej, między innymi dzięki wielkiemu zaangażowaniu i poświęceniu. Mecz obowiązkowo, codziennie powinna oglądać nasza męska, dorosła kadra. Niech „wielcy” uczą się od dziewczynek jak należy grać, by wygrać. Za słabe, jak sądzę, pieniądze…”
Święte słowa, panie dziejku, święte…
Margines, ale nutka ta sama. Czytam, że piłkarze zabrzańskiego Górnika oklaskami nagrodzili pannę Justynę Kowalczyk, gdy biegła ciągnąc za sobą oponę samochodową. „Obie strony” spotkały się… podczas treningu…
…Na słowa był czas później. Wklejam: „Najśmieszniejsze jest to, że biegaczka w ogóle nie zauważyła piłkarzy, koncentrując się na morderczym treningu! – Pewnie gdyby na tym etapie treningu na poboczu stali moi rodzice, to bym ich nie poznała. Ćwiczenia z oponą robi się na granicy świadomości i wytrzymałości. Jedyne, co się widzi, to pot cieknący ciurkiem z czoła. Zresztą żaden trening to nie czas na rozmowy, zdjęcia czy autografy. Przepraszam, taki mój zawód. Jeśli chcę dalej prezentować podobny poziom, nie mogę sobie pozwolić na ustępstwa – powiedziała Kowalczyk”. A kiedyś Hubert Wagner to kazał siatkarzom trenować w pasach obciążonych ołowiem… Doszli do tytułów najlepszych w świecie…
…Właśnie, siatkarze. Po początkowych niepowodzeniach mają jednak ochotę awansować w Lidze Światowej. Grają coraz lepiej, a ich włoski trener mi się podoba. Bo przegranych nie zgania na pecha, sędziów, „niewykorzystaną pierwszą połowę” – jak w futbolu, lecz jasno mówi, że wygrali mocniejsi. W zeszłym sezonie podopieczni grali lepiej. Coś więc poszło „nie tak”, teraz trzeba podgonić trening… I on też za to wziął odpowiedzialność… W kontrakcie, i w dniu powszednim pracy szkoleniowej.
… ”Jadąca Toyotą Hilux załoga Adam Małysz-Rafał Marton wygrała rozegrany na Podkarpaciu rajd Baja Carpathia. Była to trzecia runda Pucharu Strefy Europy Centralnej.”
Nie wiem, jakiej to rangi impreza, jaka klasa rywali, ale widać, że wciąż jest w panu Adamie ów gen zwyciężania. Jak na skoczni… Wielbi sport, i siebie w nim. A że szansę nadal potrafi sobie zorganizować… Nie wada, to lecz też chyba zaleta. A istnienie podobnego „genu wygrywania” widzę w tenisiście z Łodzi, który na wimbledońskim korcie robi taką karierę…
Andrzej Lewandowski



Wimbledon. Najnowszy żart w stylu polsko-pesymistycznym: i znowu Polak odpadnie w ćwierćfinale…
Na szczęście na łamach SO możana zwyczajnie powiedzieć, a teraz czas na Polaka w półfinałach:) a za Agnieszkę też trzymam kciuki!