Umysłowe pomieszanie z poplątaniem nastąpiło przy okazji sprawy uboju rytualnego. Tak się stać musiało, bo ilekroć usiłuje się materialny interes pokryć słowami o uczuciach, moralności itp., zaraz pachnie fałszem. Nie wiadomo o co chodzi? To wiadomo, że chodzi o pieniądze. Chociaż w tym wypadku nie wszystkim o własne pieniądze, bardzo wielu za to o własny wizerunek.
Kto stoi po stronie obrońców szlachetnej sprawy, czyli przeciwko cierpieniu zwierząt, jest postępowym humanistą, usadowił się po stronie nowoczesnej myśli i cywilizacyjnego postępu. Kto próbuje wysuwać argumenty za utrzymaniem w Polsce uboju rytualnego, staje po czarnej stronie mocy, jest nie tylko człowiekiem ciemnym i zacofanym, także nieczułym draniem bo popiera cierpienie i zabijanie. Tak więc przeciw tym nieszczęsnym religijnym rytuałom stanęli wrażliwi inteligenci, aktorzy i poeci, no i politycy rzecz jasna, zwłaszcza ci którym wyszło z wyliczenia że bardziej warto ogłosić się czułym humanistą niż zimnym materialistą.
Fałsz polega przede wszystkim na tym, że z cierpieniem zwierząt wiąże się każdy ubój. Podobnie zresztą jak każde zabijanie. Jeśli więc jest ktoś przeciwko cierpieniu i zabijaniu – nie powinien jeść mięsa i takich konsekwentnych przeciwników zabijania zwierząt jest już na świecie sporo. Warto by zapytać kurczaki czy nie cierpią kiedy są zarzynane, krów przewożonych w ciasnocie bez wody i jedzenia, a potem stojących w kolejce po śmierć, ryb duszących się na statkach rybackich, świń zatłukiwanych domowym sposobem na domowy użytek i tak dalej.
Zgadzam się, że nakaz rytualnego uboju wywodzi się z ciemnoty religijnej i brzydzi mnie, podobnie jak inne ciemnoty religijne. Ale nie udawajmy, że zwalczymy czyjąś religijną ciemnotę za pomocą naszej świeckiej ustawy sejmowej. Ani żydzi ani muzułmanie nie przestaną jeść koszernego, ani inne kraje nie przestaną go produkować i eksportować. Nasz Sejm przyjął ustawę szkodliwą dla interesów kraju, a w dodatku nieracjonalną, bo można było poszukać drogi pośredniej. Czyli cierpienie postarać się zmniejszyć, a eksport uratować.
Zacznę od wyjścia racjonalnego. Na kompromis idą gminy muzułmańskie, które w większości akceptują już ubój z t.zw. odwracalnym ogłuszaniem, czyli pomniejszonym cierpieniem zwierzęcia. I w wielu krajach europejskich – w Niemczech, Wielkiej Brytanii czy Danii zdołano opracować takie metody ogłuszania bydła, które muzułmanie zaakceptowali. Czy nie byłoby zatem bardziej racjonalnie przejąć od tych krajów ich technologie zamiast wylewać beztrosko całe dziecko z kąpielą? A do krajów muzułmańskich właśnie ilościowo nasz eksport jest największy.
Jeśli zaś chodzi o żydowskie preferencje uboju rytualnego, to obecnie przegłosowana ustawa sejmowa zakazująca całkowicie takiego uboju, pozostaje w sprzeczności z inną, ciągle aktualną w Polsce ustawą z 1997 roku o stosunku państwa do gmin wyznaniowych żydowskich, gdzie napisano, że gminy „dbają o zaopatrzenie w koszerną żywność”. Podobnie jest w UE. Unijne rozporządzenie ubojowe przewiduje wprawdzie całkowity zakaz uboju rytualnego, jest jednak sprzeczne z Kartą Praw Podstawowych gdzie mówi się o „prawie do uprawiania kultu i uczestnictwa w obrzędach”. Minister administracji Michał Boni szuka w tej zawiłej sprawie kompromisu i proponuje by zezwolić na ubój bez ogłuszania wyłącznie dla potrzeb lokalnych wspólnot wyznaniowych, ale nie na eksport!
Jest to typowa próba kompromisu nazywanego zgniłym kompromisem. Jeśli jesteśmy tak bardzo pryncypialni i odrzucamy cierpienie zwierząt zwiększane przez religijne przesądy, to jak wytłumaczyć fakt, że nie wszystkim zwierzętom dajemy taką samą szansę umierania w łagodniejszy sposób? W majestacie prawa państwowego mamy uznać, że jajeczko może być nieświeże częściowo? Co i tak zapewne nie uchroni naszego kraju przed zarzutem antysemityzmu, który to zarzut już się zresztą po głosowaniu w Sejmie pojawił. Jest absurdalny, ale przywykliśmy że pojawia się na zawołanie.
Teraz o szkodliwości ustawy dla interesu ekonomicznego kraju. Celebryci, wrażliwi humaniści oraz politycy, którym zakaz uboju się kalkulował, próbują teraz minimalizować straty. Mówią, że nikt przecież pracy z tego powodu nie stracił, a eksport będzie jak był itp. Krystyna Naszkowska, autorka kompetentna w sprawach rolnych jak mało kto, podaje w „Gazecie Wyborczej” fakty odmienne od propagandowego chciejstwa. Po pierwsze już po pierwszych ustaleniach rządowych na temat uboju zamarł eksport do Turcji, krajów arabskich i Izraela. Po drugie już nasze zakłady mięsne, w których dzieliło się sztuki bydła na poszczególne elementy – polędwicę, antrykot czy zad, teraz sprzedają na Zachód całe ćwierci wołowe. I teraz tam, a nie u nas rozbierają „naszą” wołowinę na części co znaczy że pracownikom tej gałęzi gospodarki odebrano część zajęcia. I jeśli nawet jeszcze te zakłady nie zwalniały ludzi bo czekały na ustalenia sejmowe, to teraz będą zwalniać bo cudów tu nie ma.
Inne kraje Unii skorzystały na naszej wrażliwości dla zwierząt. Tylko w pierwszym kwartale tego roku Francja zwiększyła swój eksport mięsa do Turcji o 20 procent. U nas obrońcy zwierząt cieszą się, że humanizm zwyciężył, a bardziej na Zachód, ten wrażliwy i cywilizowany, cieszą się eksporterzy że wypadł im z rynku groźny konkurent.
W 80 polskich zakładach mięsnych zaczną teraz zwalniać pracowników, a z eksportu zacznie płynąć mniej pieniędzy. I to akurat kiedy ekonomiści szacują że w kasie państwa zabraknie w tym roku 15-25 mld. złotych ponad już zapisane 35,6 mld deficytu.
Wrażliwi humaniści bardzo lubią powtarzać, że „pieniądze nie są najważniejsze”, ale zachowują się tak, jakby pieniądze w ogóle nie były ważne. Oczywiście póki nie zabraknie na finansowanie kolejnego muzeum czy teatru. Wtedy tupią nogami i krzyczą, że skąpi się środków na to co najważniejsze, czyli na duchowy rozwój narodu. Przy okazji takiej jak forsowanie omawianej tu ustawy zaczynam wątpić czy aby ten „duchowy rozwój” nie pozostaje czasem w sprzeczności z rozwojem w ogóle.
Agnieszka Wróblewska



Karta Praw Podstawowych zapewnia „prawo do uprawiania kultu i uczestnictwa w obrzędach”, ale tutaj nie ma to zastosowania. Spożywanie mięsa nie należy bowiem do kanonów kultu religijnego czy to judaizmu czy islamu. Fakt ten stanowił podstawę wyroku szwajcarskiego Trybunału Federalnego, który odrzucił żądanie zmiany ustawy zabraniającej uboju rytualnego. Trudno, w tych krajach gdzie ten zakaz obowiązuje trzeba przejść na wegetarianizm.
Nie łudźmy się, wśród przeciwników zakazu uboju rytualnego ogromną większość stanowią pewnie posłowie , którym cierpienie np. kaczki wykrwawianej na czerninę, nie spędza snu z powiek. Jak zawsze w naszym cyrku. Najgorętsze emocje wywołują tematy, na których nie potrzeba się znać. Wystarczyło, że dyskutowano nad rządowym projektem, by wszyscy chcący coś zyskać byli przeciwni. Wystarczyło by sprawa biła w PSL by wsadzić swój kij w mrowisko.
A jeśli jeszcze na dodatek można było zyskać opinię „dobrego człowieka” (Kaczyński: Dobrzy ludzie są za tym, żeby tego rodzaju praktyk nie stosować. W ten sposób sam dołączył do tego grona; Ha! Ha! Ha! – Dobry Człowiek!).
Jest to też próba pozyskania sympatii młodych ludzi, wśród których wegetarianizm stał się swoistą religią, podobnie jak inne proekologiczne zachowania, np. kultowa już jazda na rowerze jako manifest swojej odmienności. Gorzej, że tę swoją odmienność zaznaczają przez wyrażanie agresywnych opinii o reszcie „niewiernych” i równie agresywnym ich nawracaniu.
Dużo mamy takich histerycznych zachowań, choćby debata nad poprzedzającą te ustawę, uchwalą o takim, a nie innym nazwaniu zbrodni wołyńskiej. Licytowanie się na patriotyzm i ani jednego głosu próbującego dojść przyczyny tych wydarzeń i naszych późniejszych odwetowych działań. Każdy na tej sali był wspaniały, jeden gorętszy od drugiego. Słusznie moim zdaniem Żakowski stwierdził, że nasz Sejm nie powinien podejmować uchwał historycznych, pisać na sali swojej wersji historii.
A rezultat? Trochę na tym stracą ubojnie ale zyskają sprzedawcy bydła rzeźnego. Tyle, że to w jaki sposób będą zabijane krowy w miejscu przeznaczenia, nikogo z naszych Dobrych Ludzi nie będzie obchodzić.
Ja też zupełnie nie rozumiem zawiłości tego tematu. Po pierwsze, jeśli ktoś wyznaje religię, która nakazuje w okrutny sposób zabijać zwierzęta, to powinniśmy taką religię ograniczyć. W końcu przestaliśmy ludzi palić na stosach tylko dlatego, że opętał ich szatan, a przynajmniej tak się komuś wydawało.
Jeśli w Polsce jest wolność wyznania religii to dlaczego nie zarejestrowano kościoła Latającego Potwora Spaghetti? BO jest parodią religii?
Ktoś straci pracę przez ten zakaz? Stajenni tracili pracę przez samochody, robotnicy przez maszyny, górnicy przez wiatraki, maszynistki przez komputery. Czy to oznacza, że mamy zaprzestać rozwoju? Nie. Nie możemy ulegać argumentom, że religia tak każe, że tak każe tradycja. Jeśli zarzynanie zwierząt jest fajne, to proszę sobie zarżnąć parę zwierzątek u siebie w domu.
A mnie zastanawia jedno. Dlaczego żydzi czy muzułmanie mając potrzebę spożywania mięsa związanego z ich tradycją religijną sami nie wezmą się za hodowlę i zabijanie zwierząt zgodnie z zasadami swojej wiary? Są u siebie i nikt im nie postawi żadnego zarzutu. A może wolą aby okrucieństwa na zwierzętach były popełniane rękami niewiernych?
Łatwiej zapłacić niż zaopatrzyć się samemu?
Problem jest sztuczny. W Polsce mogą to robić na swoje potrzeby bez manifestacji swojej wiary, nikt tego nie zauważy. Gdzieś tam napisano że mięso zwierząt poddanych cierpieniu jest toksyczne, źle wpływa na funkcjonowanie ludzkiego organizmu i umysłu. Może coś jest na rzeczy?
Tak naprawdę chodzi tu o nie małe pieniądze jakie rabini pobierają za przystawienie stempelka „koszer”. Gdy klientami pozostaną tylko lokalne gminy żydowskie, ich dochody dramatycznie spadną.
Przypomniał mi się skecz z Cyrku Monty Pythona:
Sala sądowa. Podsądny wygłasza płomienną mowę w obronie sprawiedliwości, dla której jest gotów oddać życie. Sędzia mu przypomina że jest oskarżony o nieprawidłowe parkowanie i grozi mu grzywna 6 szylingów.
Teraz w Sejmie i w mediach nagle mamy moralne wzmożenie, pochylanie się nad losem (niektórych) zwierząt i pouczanie mniejszości religijnych, jak powinny zreformować swoje obyczaje. Inne zwierzęta, o których losie wspomina Autorka, już mało kogo obchodzą.
To wzmożenie moralne jest tym bardziej obrzydliwe, że Polska, jako jeden z kilku tylko krajów, przez lata nie podpisywała konwencji o produkcji i zakazie stosowania mion przeciwpiechotnych. Widocznie cierpienia zabijanych ludzi nie są tak dojmujące jak cierpienia zwierząt.
„Nasz Sejm przyjął ustawę szkodliwą dla interesów kraju, a w dodatku nieracjonalną”. To sformułowanie mi się podoba, ale czy nie takie jest podsumowanie całej działalności tego szacownego grona wybrańców i pomazańców?
no ale przecież nie spadli z nieba, ktoś na nich głosował
Ja się nie dziwę, że Naczelny Rabin Michael Schudrich stracił rozum i ogłosił, że wyjeżdża, no bo po co on ma tu być? Przecież już nie będzie mógł przybijać pieczątek, które w magiczny sposób zamieniają zwykłą wołowinę po 5$ za kilo w magiczną po 10$ za kilo i eksportowaną do ortodoksyjnych spożywców w Izraelu i USA – z magiczną pieczątką.
Tam, w USA i Izraelu znajdziecie przecież wołowinę pochodzącą ze zwykłego uboju ale liczy się pieczątka zaświadczająca o odpowiednim i zgodnym z nakazami religijnymi trybie przygotowaniu produktu – wystarczy do krowy podejść na opak i już cena rośnie…
Możemy domyślać się tylko, jak silne jest lobby przeciwko zmianom barbarzyńskich zwyczajów, bo tu nie o nie chodzi.
Chodzi o kasę.
Organizacje żydowskie nadające certyfikat koszerności i pobierające za ten akt opłaty to system, który można różnie nazywać, w zależności od poglądów.
To samo dotyczy muzułmanów.
Kasa…
Ja mam inne pytanie.
Czy śmierć przez wykrwawienie faktycznie jest bardziej bolesna od ogłuszenia pałką czy elektrycznością?
.
Przy okazji przypominam filmy, na których pokazywano rzeź zwierząt formalnie ogłuszonych, ale w rzeczywistości półprzytomnych. Jakoś to nikomu nie przeszkadza.