2013-09-20. pisawka (piszączka) dolegliwość psychiczna, ujawniająca się swędzeniem palców u rąk i świerzbieniem mózgu – takie ADHD wyładowywane na bogu ducha winnym papierze, bądź komputerowym dysku, który, jeszcze bardziej od papieru, wchłania dowolną bzdurę, nie wyłączając bluzgu i gróźb teoretycznie karalnych.
w epoce cywilizacji komputerowej psychiatrzy odnotowali eksplozywny wzrost zapadania na pisawkę, jednocześnie z zanikiem nawyku czytania, słuchania muzyki klasycznej, jazzu, world music i klasyki rocka. zjawisko to dotyczy także oglądania filmów i przedstawień teatralnych, wymagających minimalnego bodaj natężania zwojów mózgowych – tych, które jeszcze nie zdążyły się zasklepić z powodu przeciągłego nieużywania.
opisane tu zjawiska zadają kłam pokutującej po dziś dzień gloryfikacji istniejącego jakoby ciągłego postępu we wszystkich dziedzinach życia.
ryjo grande – koryto największej polskiej rzeki – strumienia alkoholu wartko płynącego przez kraj. wpadają do niej nagminnie kierowcy pojazdów, wciągając za sobą pasażerów lub przechodniów uważających, że przejście na pasach jest całkowicie bezpieczne, z niewiadomych powodów wśród polskich decydentów pokutuje pogląd, że ta nieuregulowana i wciąż wzbierająca rzeka jest bezpieczniejsza od palenia marii iwanowny, zwalczanego z rzadko praktykowaną w świecie surowością.
(prywatna dotąd) tajemnica państwowa
teodor, zmarły kilka lat temu malarz i rzeźbiarz, przyjaciel układywacza niniejszego słownika, przyjechał do danii o kilka lat później niż większość jego współtowarzyszy emigracyjnej niedoli. został on najdosłowniej wyrzucony z polski. władze państwowe zachowały się wobec niego jak nauczyciel, który wyprasza niesfornego ucznia za drzwi, by nie przeszkadzał w prowadzeniu lekcji.
po marcu 1968 rodzice teodora wyemigrowali do szwecji. ich syn, dopiero co zwolniony z wojska, dosłużył się rangi starszego szeregowca i był z tego powodu depozytariuszem doniosłych tajemnic, nie pozwolono mu więc wyjechać razem z ojcem i matką. bardzo do nich przywiązany, wielokrotnie ponawiał prośby o zezwolenie na wyjazd, ale za każdym razem władze powoływały się na sekrety obronne, które, w razie ich wyjawienia za granicą, zachwiałyby potęgą układu warszawskiego. – jakie znów tajemnice? – awanturował się – przecież pod względem zwrotności i siły ognia jesteśmy kilkanaście lat do tyłu za armiami NATO! – i to jest właśnie nasza największa tajemnica, powiedział wysoki urzędnik, u którego teodor uzyskał audiencję.
po tej rozmowie teodor dał za wygraną i tak jak tylko potrafił, próbował umeblować swoje życie w polsce. rodzice nie ustawali wszelako w wysiłkach i kiedy w szwecji zapowiedziano wizytę polskiego premiera jaroszewicza, napisali do olofa palmego. sposobność interwencji nadarzyła się, gdy obydwaj premierzy omawiali przewidziane w programie wizyty problemy humanitarne. wkrótce potem teodora pośpiesznie wezwano do biura paszportów i oznajmiono, że jego ostatnie podanie zostało uwzględnione. przy okazji nadmieniono, że ma trzy dni na opuszczenie kraju.
kilka dni temu poseł macierewicz złożył doniesienie do (niezmundurowanej) prokuratury o możliwości popełnienie przestępstwa przez prokuratorów wojskowych. ujawnili oni bowiem wobec „GW” tajne materiały śledztwa w sprawie zamachu smoleńskiego. decydując się na ten krok, zachował się jak wspomniany wysoki funkcjonariusz MSW, największą bowiem tajemnicą tego śledztwa, była całkowita niekompetencja ekspertów macierewicza.
zanikadze – coraz bardziej osamotniony i powszechnie wyszydzany miłośnik dobrej literatury, nawykły do sięgania po książkę, która to czynność coraz bardziej zakrawa na bohaterstwo.
nathan gurfinkiel


Kiedyś wymyśliłem hasło do takiego słownika. Antyk wariat, czyli osobnik hołdujący nawykom nie przystającym do współczesnego świata, nie cool, nie trendy i nie dżezi.
A potem przypomniałem sobie, że mam już swoje lata….
Bo niby czyje miałbym mieć?
Do pańskiego słownika proponuję dodać „czytawkę”, czynność imitującą czytanie, charakteryzującą się całkowitą odpornością na sens przyswajanego tekstu.
pomysł przedni, ale bardziej by mi się podobała
nazwa:czytawica.
Kocham Gurfinkiela, proszę częściej, bo wzmaga we mnie głód lektury, jak nie przymierzając uzależnionemu tęsknota za marią iwanowną… A propos: idę sobie uliczką Palazzolo Acreide, proszę się nie wyzwierzać, to dziedzictwo kulturalne ludzkości, widzę: jadą carabba (jak tutaj mówią na karabinierów). No jadą, tylko czemu na sygnale? Mija 10 minut i wiem: wracają, a z ona wystaje im potężnych rozmiarów roślinka, szalenie aromatyczna. Za szybko jechali, jedną gałązkę uronili. Stop, wyskakuje funkcjonariusz w cywilu i galopuje po gałązkę, a placyk wypełnia niezapomniany, miły nozdrzom aromat. To wszystko przed moją kamerą. Już się namierzam, a jakiś bałwan starym tipo zasłania mi widok. Lecę bliżej, wtedy dostrzegają mnie obaj funkcjonariusze, jeden w środku, drugi na zewnątrz i unisono: nie! Nie wolno, nie wolno! No to ja: litości, ja to do prywatnego użytku – kłamię. Nie i już i klepią się po kaburze. No to co mi zostaje, jak to opisać?