Jerzy Dzięciołowski: Ściana płaczu4 min czytania

()

Ludzkość idzie na całość. Nowa Zelandia będzie zabiegać o wprowadzenie do programu igrzysk olimpijskich strzyżenia owiec. Są plemiona, które strzelają zatrutymi strzałami wydmuchiwanymi z trzcinowych tutek. Konkurencja jak każda inna. Też mogliby się ubiegać się o igrzyska. Na naszej planecie istnieje między 250 a 300 państw (zależnie od sposobu liczenia). Jak się nie pomieszczą w Wimbledonie ze swoimi konkurencjami wymyślonymi przez zakręconych inaczej, zawsze można zorganizować igrzyska w wirtualnej przestrzeni.

Zresztą po co wymyślać!?

Igrzyska mamy na okrągło. Wystarczy chcieć konsumować. Polacy, na  przykład, z upodobaniem mordują się na drogach. W Iraku w ciągu dziewięciu lat wojny zginęło prawie 4500 żołnierzy amerykańskich. A my, w jednym tylko 2011 roku wymordowaliśmy na drogach więcej rodaków.

Spece od zabawiania publiki (i sponsorów) wymyślili, że najlepiej ścigać się na biegówkach pod górkę, z której strach zjechać;  żeby więc napatrzyć się na cierpienie z bliska, trzeba zakładać na buty raki. Justyna Kowalczyk, która zalicza jazdę pod Alpe Cermis bodaj szósty raz, zauważyła, że jak się trochę pochylić, to można zahaczyć nosem o ścianę. I żeby się nie stresować, nie należy patrzeć w górę. Tętno biegaczki przed metą sięga 200 uderzeń na minutę. Zdrowy osobnik rodzaju ludzkiego, nieprzekształcony w nadczłowieka, przy takim tętnie oddala się w zaświaty, czyli schodzi. Ale Aleksander Wierietielny, trener Justyny Kowalczyk, też nie był pewny, co się z nią stanie 200 metrów przed metą, kiedy Marit Bjoergen już była 20 sekund za Justyną i dlatego nie ogłaszał jeszcze zwycięstwa.

Do jakiegoś czasu w igrzyskach panował porządek. Gdy Jerzy Kulej przyłożył czterem kolegom z milicyjnego klubu, którzy przez niedopatrzenie rozpoczęli z nim bójkę, to szef wezwał go na dywanik i wyjaśnił: – albo zdobywasz złoty medal w Meksyku albo idziesz do kicia! I Kulej złoto zdobył.

Można powiedzieć, że ładne kilka lat w igrzyskach brali udział zawodnicy. Obecnie do igrzysk przystąpiły też agencje ratingowe. Standard & Poor’s ogłosiła że Francja nie zasługuje na AAA i jej wiarygodność ogólna i do inwestowania wynosi AA+. W dwa dni potem konkurencja z Moody’s przywróciła najwyższą wiarygodność „żabojadom”. Nie podano, kto zarobił, a kto stracił. Pewne jest tylko, że w tej konkurencji nie ma w ogóle mety.

Dla nas, z naszym A-, problemy tych z trzema A są jakby mniej dolegliwe. Dr Andrej Iwanow, ekonomista, doradca agendy ONZ ds. rozwoju, uważa nawet, że Polacy są bogaci (chociaż nie są na najwyższej ratingowej półce), tylko o tym nie wiedzą. Wiele krajów – zauważa Iwanow – rozwija się np. tylko w stolicy, a my rozwijamy się także w Gdańsku, Poznaniu, Wrocławiu, Krakowie, Białymstoku i Szczecinie. Różnice w poziomie życia w Polsce, ze względu na terytorium, są w porównaniu z innymi krajami – niewielkie. To jest sukces, powinniśmy się z tego cieszyć. Poza tym, jak na razie, jesteśmy krajem stabilnym. Tyle że stabilność podlega różnym interpretacjom.  Nassim Nicholas Taleb, finansista, matematyk i filozof, wykładowca na Uniwersytecie Nowego Yorku, w wydanej przed kliku laty książce „Czarny łabędź” zawarł pogląd, że „w gruncie rzeczy lepszy jest chaos niż stabilność przerywana niespodziewanymi zdarzeniami”. Włochy były na przykład w stanie przetrwać, a nawet się rozwijać, mimo że rządy zmieniały się tam co roku.

W książce „Superfreaekonomia” (freak po angielsku to dziwak, maniak) napisanej przez spółkę Steven Lewitt i Stephen J. Dubner (pierwszy jest profesorem na Uniwersytecie Chicagowskim, drugi publicystą z „New York Times”), autorzy zastanawiają się, dlaczego nie udaje się zwalczyć plagi narkotyków? I odpowiadają (przytaczam za „Gazetą Wyborczą”): „Ponieważ państwo walczy z podażą, tym samym podnosząc cenę narkotyków i zyski gangsterów, którzy rekompensują sobie straty wywołane działaniem władz”. Konsekwentnie, panowie Levitt i Dubner wyciągają wniosek, że należy karać konsumentów, przez co popyt spadnie, a gangi pójdą z torbami.

Autorzy bestselleru są fanami motoryzacji. Samochody są znacznie bezpieczniejsze i bardziej przyjazne dla środowiska, piszą, niż konie, które w końcu XIX wieku produkowały ogromne ilości nawozu, co wywoływało epidemie, plagę szczurów i zatrucie atmosfery. Pecha ma Korwin-Mikke, że nie urodził się za wielką wodą. Robiłby za światową gwiazdę. „Rząd rżnie głupa” to wypisz wymaluj jak z freakonomii.

Á propos rządu, Mirosław Czech, publicysta „Gazety Wyborczej”: „W batalii wokół sposobów zażegnania kryzysu w strefie euro rząd rozciągnął się w szpagacie pomiędzy Londynem, Paryżem a Berlinem”.

Jest wesoło i bez strzyżenia owiec.

Jerzy Dzięciołowski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

źródła obrazu

  • dzieciol: BM