nathan gurfinkiel: nawet dzieci na pustyni wiedzą

natan 12013-10-08.

tę błękitną gandurę, w którą jestem odziany i zawiązany na głowie szal kupiłem na suqu w fezie za namową mego marokańskiego przyjaciela mohammada. poznałem go kilkanaście lat temu w położonym w górach niewielkim mieście azrou, jakieś 30 kilometrów do fezu.

mohammad jest tuaregiem i razem ze swym klanem rodzinnym wędrował po pustyni na samym południu maroka, w algerii, mali i mauretanii.

niezwykle uzdolniony, dzięki staraniom swego nauczyciela ze szkoły w oazie, otrzymał stypendium i studiował historię. kiedy go poznaliśmy, był już po dyplomie.

razem z randi – moją naonczas duńską przyjaciółką odbyliśmy następnego roku kilkudniową wędrówkę na wielbłądach po marokańskim skrawku sahary. zapuszczanie się na terytorium algerii mogło być dla nas niebezpieczne. spaliśmy w namiocie razem z całą rodziną naszego przyjaciela, strasznie bojąc się skorpionów. kiedy randi zwierzyła się z tego dziadkowi muhammada, patriarcha klanu odsłonił w rozbrajającym uśmiechu dwa ocalałe zęby.

– mes enfats, powiedział – gdyby wszystkie skorpiony były niebezpieczne, od dawna nie byłoby już na świecie ani jednego tuarega…

gdy muhammad obronił już dyplom, kiedy zebrał wszelkie możliwe pochwały i zachęty do kariery naukowej, wrócił na stałe do swego klanu, by – tak jak dawniej – wieść życie nomada, a później, po zaistnieniu wakatu zostać nauczycielem w oazie, wędrując tylko w czasie wakacji. cywilizacja miejska nigdy mnie nie pociągała – powiedział, gdy zagadnąłem go o powody decyzji. chciałem tylko zobaczyć czy potrafię sobie poradzić na uniwersytecie. teraz już wiem i mam błogi spokój w duszy…

próbowałem tutaj w kopenhadze wytłumaczyć kilku zaprzyjaźnionym skandynawskim aborygenom fenomen warszawskiego referendum. ani rusz nie mogli zrozumieć co warszawiakom zawiniła kantinedame – jak nazywałaby się po duńsku bufetowa, skoro nie była uwikłana w korupcję, nikogo nie rozjechała samochodem, nie stała się bohaterką żadnego skandalu obyczajowego. a gdyby nawet coś takiego miało się zdarzyć, to powinna podać się do dymisji, jak nakazuje tradycja, zamiast stawać się powodem całego tego rwetesu ze zbieraniem podpisów pod apelem. przecież gdyby wyborcy mieli być niezadowoleni ze swej kantinedame mogliby na nią nie głosować już za rok. polacy jak już coś sobie ubrdają, to zawsze pędzą na złamanie karku i wychodzą na tym jak…

– zabłocki na mydle – dokończyłem błyskawicznie.

moi duńscy awaryjni rodacy nie wiedzą co prawda nic o zabłockim, ale o mydle słyszeli – przynajmniej niektórzy, mogłem więc im podsunąć właściwe porównanie.

w sumie jednak nie za co ich chwalić, bo nie wykazali się szczególną lotnością umysłu.

sądzę. że mali uczniowie muhammada z marokańskiej oazy na pustynnym południu kraju lepiej by wiedzieli dlaczego w warszawie odbywa się referendum.

mój przyjaciel mmuhammad  powiedziałby – natan, qui est danois d’origine polonais,  napisał mi na sieci, że mieszkańcy polskiej stolicy varsovie chcą odwołać swoją panią mer na rok przed wyborami. jak myślicie, dlaczego?

– sprzeniewierzyła pieniądze z kasy miasta.

– nie. nikt jej o to nie oskarża.

– maltretuje pracowników.

– też nie.

– jest winna wypadku samochodowego.

– nic takiego się nie stało. natan poinformował mnie, że nie jest uwikłana w żadne naruszenie prawa, a odkąd jest merem zrobiła dużo dla miasta. czy więc ktoś wie dlaczego ogłoszono referendum?

– ja wiem – wykrzyknął triumfująco jeden z uczniów

– tek samir, powiedz nam wszystkim! – odezwał się nauczyciel.

– pani mer kibicuje innej drużynie piłkarskiej, niż większość ludzi w varsovie

– ty masz rację – powiedziałby nauczyciel. – jest to jedyne logiczne wytłumaczenie…

nathan gurfinkiel

Print Friendly, PDF & Email

4 komentarze

  1. Jerzy Łukaszewski 2013-10-08
  2. kuba 2013-10-09
    • Tomasz Dziuba 2013-10-09
  3. nathan gurfinkiel 2013-10-09
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com