Czy na pewno? Tyle już nasłuchaliśmy się o tym jak ważna dla naszej kondycji gospodarczej jest edukacja społeczeństwa, że ani przysłowia, ani powyższej tezy nikt nawet nie próbuje poddawać w wątpliwość. Nasze dotychczasowe doświadczenia indywidualne też zdawały się to potwierdzać – ktoś, kto dążył do coraz lepszego wykształcenia uzyskiwał lepiej płatną pracę, a jego status majątkowy i społeczny wzrastał.
Z analizy danych z różnorodnych raportów dotyczących stanu edukacji młodzieży PISA i dorosłych PIAAC, można wyczytać, że stan rozumienia czytanych tekstów jak i umiejętności matematyczne w poszczególnych krajach wcale nie pozostają w zgodzie z zamożnością ich obywateli. W takim razie, albo zamożność ta wcale nie jest determinowana ogólnym poziomem intelektualnym obywateli, albo może wyniki raportów wieszczą w najbliższej przyszłości jakąś katastrofę cywilizacyjną takich krajów zamożniejszych od nas jak Francja, Włochy, Hiszpania, a także USA. Chyba się jednak na to nie zanosi.
Jednak na str. 88 polskiej wersji Raportu PIAAC (tu do pobrania) widać wyraźnie zdrową zależność dochodów od uzyskanych wyników zarówno w części rozumienia tekstu, jak i rozumowania matematycznego. Różnice między pierwszym a trzecim kwartylem bardzo niewielkie, w porównaniu ze znacznymi w USA, Niemczech, Holandii, a nawet Irlandii. Ale śledząc te wyniki można się co nieco dowiedzieć nie tylko o tym jak jest, ale jakie są nasze odczucia. Trudno przejść obojętnie wobec tabeli (str. 92) pokazującej, że pomimo tak zdrowo wyglądającej korelacji uzyskanych w badaniu wyników z uzyskiwanymi zarobkami, to Polacy jednak czują się w dużym stopniu niedocenieni – w ich własnym odczuciu często oceniają siebie jako posiadających zbyt wysoki poziom umiejętności do wykonywanej pracy. Co ciekawe, a chyba i oczywiste w punktu widzenia oglądanej rzeczywistości, ten rozdźwięk jest mniejszy wśród osób starczych, zaś znaczny wśród najmłodszych pracujących. Najciekawsze jest jednak to zestawienie w skali zależności od posiadanego wykształcenia – najmniej takich zdań o zbyt wysokich umiejętnościach mają ludzie z wykształceniem wyższym, a najwięcej z gimnazjalnym i zasadniczym zawodowym! Nasi absolwenci gimnazjów i zawodówek chyba noszą jakieś buławy w plecakach! Wraz z wykształceniem rośnie też krytyczna ocena swoich umiejętności i przydatności, stąd coraz to większe poczucie, że w jednym jestem za dobry, ale w innym odstaję. Dobrze by było wiedzieć, w czym to poczucie braku umiejętności i czy prawidłowo przez te osoby zdiagnozowane.
Gdy patrzy się na dobór próby statystycznej (na ponad 9 tys. prawie 4 tys. ze wsi, ok. 400 z Warszawy, 4,5 tys. z mniejszych miejscowości) i uwzględni stopień realizacji, który dla wsi wynosił prawie 70%, a dla W-wy np. tylko 34% to wynikom nie należy się dziwić. Mieszczuchy i tzw. wykształciuchy mają nieco wypaczony obraz rzeczywistości przez pryzmat własnego otoczenia i wyniki, jakie oglądają na pierwszy rzut oka kłócą się z ich codziennością. A wystarczy popatrzeć na porównanie szczegółowe wyników w poszczególnych środowiskach i ogląd już przestaje być zaskakujący (wykres 7.8 str. 87): wyniki Polaków pracujących w zdrowiu wyższe niż średnia OECD, edukacji, administracji publicznej, usługach nowoczesnych i tradycyjnych – zbliżone lub nieznacznie tylko niższe od średniej, nieco niższe zatrudnionych w przemyśle i dopiero w tej ostatniej grupie – na wsi zdecydowanie niższe od średniej. Nasza wieś i rolnictwo ma najwięcej do podgonienia.
Z punktu widzenia moich zainteresowań (pola edukacji) zastanawiam się, po jakie licho pchaliśmy się w zapożyczenia z modelu brytyjskiego i amerykańskiego systemu edukacji oraz ich modelu nadzoru nad nią, skoro widać, że to im się w praktyce nie sprawdza. Dlaczego (jeśli się już w ogóle na kimś wzorować) nie zapatrzyliśmy się na model fiński, bo jest rzeczą oczywistą, że przyjęcie modelu koreańskiego w rachubą w ogóle nie wchodzi – to nie tylko model, ale styl życia i całkowicie innej kultury. Model brytyjski krytykowany jest przez samych Brytyjczyków, a przecież Holandia niedaleko i wcale nie tęskni za tym, co na wyspach i na tym braku tęsknoty wychodzi całkiem dobrze.
Właśnie siadając do komputera natknęłam się na chyba ciekawą lekturę – „23 rzeczy, których nie mówią ci o kapitalizmie”. O! Jaka to frajda w tych naszych czasach nie wychodząc z domu mieć ją kupioną już w 2 minuty (właśnie w trakcie pisania przyszła już w formie e-booka). Wiele tytułów rozdziałów brzmi bardzo zachęcająco. W rozdziale pt. „Więcej edukacji nie wystarczy by kraj się wzbogacił”, autor pisze – „Międzynarodowe analizy statystyczne nie wykazały znaczącego związku między wynikami z matematyki w danym kraju a jego osiągnięciami gospodarczymi” i dalej „Ilość wiedzy pozostająca obecnie w dyspozycji ludzkości jest oczywiście znacznie większa niż kiedyś, ale to nie oznacza, że dzisiaj wszyscy ludzie, czy nawet większość, muszą być lepiej wykształceni niż w przeszłości. Jeśli już, to zasób wiedzy związanej z wydajnością, jaką dysponować powinien przeciętny pracownik, w przypadku wielu zawodów zmniejszył się, zwłaszcza w bogatych krajach.”
Zaciekawiła mnie recenzja tej książki napisana przez Piotra Kuczyńskiego: „Książka jest swoistym vademecum, które powinno stać się orężem w dyskusji myślącego czytelnika z wyznawcami neoliberalnej wersji turbo-kapitalizmu. Przez główny nurt będzie czytana z wypiekami na twarzy w poszukiwaniu luk w rozumowaniu, których tam nie ma. Pozycja dla każdego – potrzebne jest tylko logiczne myślenie.” A „The Guardian” napisał – Wyrazista, odważna i coraz bardziej wpływowa książka, która w świecie finansjery wywołuje nieżyt żołądka.
Zabieram się więc za lekturę, bo zapowiada się bardzo ciekawie. Przeczytawszy kilka wstępów do rozdziałów zaczynam się trochę bać, by nie zabrali się za wcielanie jej w życie ci, co z logiką są na bakier, a takich wśród naszych doktrynerów różnej maści nie brakuje. Podsumowując temat zależności między głupotą i biedą, często w dyskusjach pojawia się widzenie korelacji pomiędzy kształceniem i szeroko pojętą edukacją, a przydatnością tejże edukacji do wykonywanych później zawodów i ogólnie rzecz ujmując podnoszenia dobrobytu w kraju. Górnolotne to, chyba coraz trudniej uchwytne, bo czego uczyć, gdy nie wiemy co za lat 5 czy 10 będzie najbardziej potrzebne. Chyba tego, co najistotniejsze: rzetelności, pracowitości, odpowiedzialności, umiejętności współpracy i tego byś jako dorosły chciał i umiał uczyć się przez całe życie. Zmieniłabym więc tytułowe hasło na:
[border width=”2″ color=”#000000″]Czemuś biedny? – Boś leniwy. Czemuś leniwy? – Boś głupi.[/border]Danuta Adamczewska-Królikowska
____________________________________________________________________
*) Ha-Joon Chang – „23 rzeczy, których nie mówią ci o kapitalizmie”, 2013, Open Society Foundations



Znowu wyszedł Pani majstersztyk, który sprawia, że ma się do czynienia z smakowitą ucztą intelektualną.
.
Właśnie jakieś poważne dane, wyniki wszechstronnych badań plus do tego uważne oko praktyka i zawodowca to jest właśnie to. To stanowi prawdziwą wartość dodaną, tutaj w zakresie wiedzy.
.
Więc gratuluję i dziękuję.
(Tym razem) 😉
Dziękuję bisnetusie. Zaczynamy się różnić coraz piękniej – a to chyba największy sukces. Nie podlizywać się i walić (choć grzecznie ) prosto z mostu, gdy żółć się nam ulewa, a przyznać rację, gdy z adwersarzem się jednak zgadzamy w innych sprawach. Gdyby tak jeszcze udało się wzajemnie przekonywać do swoich racji, to już by była pełnia szczęścia. Ale w życiu tak nie ma. 😉 -to nie takie proste. Zawsze jednak wolę takiego oponenta, bo nie muszę podejrzewać go o to, że zgadza się ze mną tylko dla konwenansów i zrobienia mi przyjemności.
„Czemuś biedny? – Boś leniwy. Czemuś leniwy? – Boś głupi”.
To „słuszne i prawdziwe” hasło propagandowe należy uzupełnić równie „słusznym i prawdziwym” hasłem propagandowym:
„ARBEIT MACHT FREI”,
oraz „JEDEN DAS SEINE”.
Dzisiaj, po 25 latach wprowadzania przez „transformację” tych i podobnie „prawdziwych” haseł konstatuję że ŻYJĘ WŚRÓD IDIOTÓW, W KRAINIE DEBILI, którzy uwierzyli w te brednie. Nawet niewolnik rzymski wiedział że jest biedny na tyle na ile pozwala mu jego pan, niezależnie od głupoty czy lenistwa.
Aleksy, spokojnie. Przeczytaj całość, a nie tylko tytuł i hasło. Pracowitość, to najcenniejsza cecha człowieka. A co do reszty uwarunkowań gospodarczych przeczytaj jeszcze proponowaną przeze mnie lekturę – nie pożałujesz, jak cię zdołałam poznać z twojej tu aktywności.
Droga SAWO, ze smutkiem muszę Ci donieść że pracowitość była najcenniejszą cechą człowieka do czasu Rewolucji Przemysłowej, kiedy to zaczęła dominować kreatywność umysłowa, skierowana na postęp techniczny. Dzisiaj, „pracowitość inteligentnych maszyn” – robotów przemysłowych określa cywilizacyjny poziom świata.
Jeśli myślisz, że kreatywni geniusze w dzieciństwie i młodości leżeli tylko na tapczanie i patrzyli w sufit, to każdy z tych geniuszy powie ci jak ciężko na ten stan pracowali.
Droga SAWO, pracowali ciężko nauczyciele i profesorowie „geniuszy”, za co pobierali wynagrodzenie, natomiast „geniusze”, będący przedmiotem „obróbki”nie tylko nie dostawali za swoją „ciężką pracę” wynagrodzenia ale często musieli za nią płacić, określanie procesu psychicznego jakim jest uczenie się, jako ciężkiej pracy uważam za błąd.
Stosując taką metodę klasyfikacji „ciężkiej pracy” dojdziemy do wniosku że najciężej pracują pacjenci zakładów psychiatrycznych.
A, chyba, że tak – to fakt, nie tylko uczniowie nie pracują wg tej definicji, kobiety w domu też nie – przecież im się za to nie płaci.
Wg jakich kryteriów mówi się o jednych i drugich, że mogą być pracowite lub bardziej leniwe? Czy to kategoria wyciągniętych z mężowskich/rodzicielskich kieszeni większej sumy pieniędzy?
@SAWA.W kontekście „podnoszenia dobrobytu kraju” praca „kobiety w domu”nie ma żadnego znaczenia; gdybyśmy sprowadzili z Chin czterdzieści milionów „kobiet do pracy w domu”za darmo, to pomimo ich 300% pracowitości, PKB per capita spadnie o 50%.Natomiast gdy 1 leniwy operator kurka gazowego (gazu łupkowego)odkręci ten kurek raz na rok i popłynie gaz do odbiorców, za czterdzieści milionów złotych polskich, to PKB per capita wzrośnie o 1 złp . Jeśli każdy z nas miałby taki kurek, to bez wysiłku prześcignęlibyśmy Kuwejt – „Takiż to świat! Niedobry świat! Czemuż innego nie ma świata?”. Po raz kolejny możemy przeczytać w SO idiotyczny artykuł propagandowy w którym Autorka nie próbuje zrozumieć przesłania książki, której używa jako protezy dla podtrzymania fałszywych tez. Hasło „Czemuś biedny? – Boś leniwy. Czemuś leniwy? – Boś głupi” ma uzasadnić funkcjonowanie nieudolnej władzy, zrzucającej odpowiedzialność za porażki na obywateli, wcześniej, wysokie bezrobocie tłumaczono niskim wykształceniem społeczeństwa – stary, ideologiczny trik – „ System jest dobry – tylko ludzie do niego nie dorośli”.
Model amerykański im się nie sprawdza.
Bardzo kontrowersyjna teza. Oczywiście musi ona wynikać z pewnych założeń. Jeżeli zakładamy, że średnie wyniki w kraju o liczbie ludności 313 milionów i wielkim zróżnicowaniu wypływającym nie tylko z samej wielkości, ale jeszcze z historii, w tym z tej najnowszej czyli np. imigracji, są wszystkim co chcemy wiedzieć, to pewnie, że takie rzeczy można mówić.
Amerykański system edukacyjny – mówię tu o szkole pulicznej – polega na pozytywnym sprzężeniu zwrotnym. Wzmacnia dany czynnik bez zmiany jego znaku, pozytywny czy negatywny. Co oznacza, że dzieci dobrze wykształconych i zamożnych rodziców, a już z pewnością te żyjące w dobrych dzielnicach osiągną świetne wyniki w nauce. Proszę sobie odsiać wyniki uczniów czarnych i latynoskich, np. niedawnych imigrantów z Ameryki Łacińskiej a zostawić w populacji dzieci dobrze wykształconych imigrantów z Azji oraz dzieci białe a zobaczy pani zupełnie inne rezultaty. Poprawność polityczna nie pozwala wybrać jakiegoś małego (na warunki amerykańskie) stanu np. z Nowej Anglii, albo iluśtam powiatów w jakimś większym stanie, o sumarycznej liczbie ludności porównywalnej z populacją państwa w Europie i te europejskie czy azjatyckie cudowne systemy edukacyjne mogą się schować.
Proszę porównać wyniki dzieci emigrantów z poszczególnych krajów europejskich czy azjatyckich z wynikami ich rówieśników w krajach pochodzenia. W obu wypadkach normalizując ze względu na dzieci imigrantów w danym kraju (USA, Szwecji, Niemczech, Wielkiej Brytanii czy Francji) lokalny poziom nauki. Zobaczy pani, jak w amerykańskiej szkole ten sam „materiał ludzki” uczy sie lepiej. Czynnik rodzinny mając porównywalny, w tych przypadkach rzeczywiście można sukces przypisać szkole.
Generalnie śmieszą mnie porównania Polski z USA. Finlandii z Niemcami. Nie ta skala, nie te problemy. Podczas igrzysk olimpijskich przekaziory wywalają na pierwszych stronach tabele medalowe. Ile medali Monako a ile Chiny. Taaa jest. Niech się ścigają. Australia z Austrią, najpierw w pływaniu a potem w skokach narciarskich. Jak się bawić statystyką to się bawić.
„O! Jaka to frajda w tych naszych czasach nie wychodząc z domu mieć ją kupioną już w 2 minuty (właśnie w trakcie pisania przyszła już w formie e-booka).”
Na całe szczęście ta cudowna możliwość została od samego początku przewidziana i zaplanowana przez Komitet Planowania Internet 2000. W rzeczywistości wpadła do pani rączki w efekcie działania wielu mechanizmów będących POŁĄCZENIEM elementów zaplanowanych ORAZ turbo-kapitalizmu właśnie.
Książkom trzeba nadawać „onetowe” czy „faktyczne” tytuły aby się sprzedawały. Prawda jak zwykle leży pośrodku.
@Zakałużyński
Nawet, gdy w treści napisze się czym czytelnik kierował się w wyborze pozycji, to zaczadzony spiskowymi teoriami dziejów wie swoje i głosi.
Czy pan potrafi być zadowolony z czegokolwiek? Czy pana już nic cieszyć nie potrafi? I jeszcze jedno pytanie – czy pan tylko tytuły czyta? Ostatnio to jakaś epidemia.
” … czego uczyć, gdy nie wiemy co za lat 5 czy 10 będzie najbardziej potrzebne. Chyba tego, co najistotniejsze: rzetelności, pracowitości, odpowiedzialności, umiejętności współpracy i tego byś jako dorosły chciał i umiał uczyć się przez całe życie.”
……………………………..
i o to chodzi….
Żołądki mamy podobne ale mózgi i załadowane do nich oprogramowanie już nie….
SAWA pisze: 14 października 2013 o 14:58
„I jeszcze jedno pytanie – czy pan tylko tytuły czyta? Ostatnio to jakaś epidemia.”
Pomijając fakt, że ten zarzut jest bez sensu, dziękuję za zwrócenie uwagi, iż powinienem. Ograniczyć się do czytania tytułu właśnie.