2013-12-18. nasz znakomity autor, Andrzej Lubowski, w przytomności czytelników SO przetarł był oczy ze zdumienia po dwumiesięcznej nieobecności w łorsoł, poulend – jak mawia się w jego awaryjnym kraju. powodem tej melancholijnej zadumy jest porównanie zawartości mediów.
w dniu jego przyjazdu do warszawy najważniejsze światowe gazety dużo pisały o gospodarce. chiny zauważalnie przestają być tygrysem, który coraz bardziej wypierał osła i słonia z hegemonistycznej pozycji w świecie. rosja też musi spuścić z tonu i mniej pławić się w micie światowej potęgi, bo oto ropa staniała, a rosyjska pomyślność zależy niemal całkowicie od eksportu nośników energii.
moda na epatowanie bicepsami przemija w tym sezonie, bo amerykański słoń (republikanie) coraz bardziej rozumie, że ekstremizm partii herbacianej nie przywróci im władzy, mimo że owi herbaciani są jeszcze bardziej słoniowaci od innych republikanów. jak uczono mnie we wcześniejszej niż obecna fazie mej młodości, słoń jest co prawda ogromnym zwierzęciem, ale to jeszcze nie powód, by zaraz mianować go profesorem zoologii.
zdaje się, że umiarkowanie coraz bardziej jest prêt-à-porter, o czym najlepiej świadczy odbudowa wielkiej koalicji w niemczech.
a w polsce? a no, analiza sytuacji dana przez wyspiańskiego nadal jest aktualna mimo jej stuletniej dawności – chińczycy wciąż trzymają się mocno. jeszcze w czasach II rzeczypospolitej komuniści (niektóre jaczejki tej oficjalnie nieistniejącej partii były zdominowanie przez towarzyszy mówiących na co dzień w jidisz) nieśli na manifestacjach transparenty z hasłem: “wyjąć ręce z chinów!”.
nie wyjęli. dlaczego nie wyjęli okaże się na końcu tego felietonu (wiem, że nie dorównuje on żywością narracji sensacyjnym filmom, muszę więc wprowadzić ten głęboki suspense, co by mi mucha tse tse nie powytłukiwała czytelników.
póki co chciałbym zapewnić lubowskiego, że nie jest on osamotniony w swoich wrażeniach. zygmunt kałużyński opowiadał mi kiedyś o swym spotkaniu z polańskim, kiedy ten po wielu latach nieobecności przyjechał do warszawy, by zagrać mozarta w unieśmiertelnionej później przez film formana sztuce petera shaffera “amadeus” w teatrze na woli.
wydawało mi się – wspominał mój rozmówca – że tyle się dzieje, a tu przyjeżdża polański, bystry przecież obserwator i zapewnia mnie, że nic tak na prawdę się nie zmieniło.
moje własne doświadczenie potwierdza tę relację. kiedy po wielu latach na emigracji mogłem wreszcie przyjeżdżać do kraju, zauważyłem, że dom z zasyfioną elewacją w sąsiedztwie mego niegdysiejszego mieszkania na woli, który stał opleciony rusztowaniem nie zmienił niemal swego wyglądu przez te wszystkie lata i tylko syf stał się jeszcze bardziej widoczny. trwał też na posterunku nieodmienny menel z butelką. jedynie frasobliwy w ulicznej kapliczce był staranniej odpucowany, niż za mojej pamięci. na tym polega jak się , niepowtarzalny wdzięk stron rodzinnych. co bowiem zobaczył Andrzej Lubowski: „Otwieram telewizor i słyszę: bezlitosny Tusk dożyna Schetynę. Czy taki bezwzględny człowiek może rządzić Polską? Oczywiście ”nie” odpowiada chór opozycji, znanej z delikatności w obchodzeniu się ze swoimi. Na szczęście szef lewicy ma rewelacyjną receptę na wszystko: powrót do 49 województw. Oddycham z ulgą. Witaj Ojczyzno.”
ja też! umiarkowanie jest oznaką tchórzostwa, a nasi gladiatorzy, tusk, kaczyński i miller słyną z odwagi. tyle tylko, że walka jest coraz nudniejsza – więc: co tam panie chińczyki ? – a no. polityka trzyma się mocno…
nathan gurfinkiel


Dziwny jest ten swiat! Szokuje na kazdym kroku I wszedzie poczynajac od Chin I lecac w kierunku wschodnim konczac w Soczi – bo to Olimpiada niebawem.Chiny troche na zapas zaczely myslec o swiatowym liderowaniu I gospodarczym I finansowym a nawet I militarnym. Okazuje sie, ze swiat morze stworzyc dostatecznie silna koalicje I Chinski koala pada delikatnie mowiac na pysk.
Amerykanski Slon jednak ma sie coraz lepiej, bo nawet dzisiaj posiedzenie Senatu dalo nadzieje na to, ze prowizorium budzteowe oddali mozliwe I zapowiadane na 40go Lutego 2014 kolejne burze Kongresu w sprawie I dlugu publicznego I zadluzenia Ameryki I niezwyklych przygow w swiecie MAerykanskich Obligacji Panstwowych, a Bank Rezerw Gospodarczych tzw. FED na wzor I podobienstwo Polski zmienia swego lidera na duzo mlodszego – choc nie majacego nic wspolnego ze szczurkiem I drukuje do woli zielne papierki o roznych nominalach no bo przecie nikt nie powiedzial ze nie mozna w Ameryce zrobic przykladowo za jakis okres czasu denominacji dolarka na nowego Dolara?
Polska szamocze sie w sieci glupoty, hipokryzji, cynizmu I chamstwa zarzuconej przez tzw. konstruktywna propaganda ktora to niby przestrzega przed faszyzmem I komunizmem szalejacym w Polsce a ich samym to nikt nie rusza nie aresztuje a nawet delikatniej internuje ( nie myslic z interenetowaniem) Ot swoista wolnosci w zniewolonym kraju. Och Paranojo! Zmierzamy ku Soczi, gdzie Prezydentowi RP obecnosc na ceremonii otwarcia wcale do potrzebnych nie nalezy ani tez nie jest z rzedu prestizowych. Czyzby to reakcja na pojawienie rakietek Iskander w Kaliningradzie I Migow 31 z czerwona gwiazda w Bialorusi? No pewnie! Ktos musi trzymac reke na pulsie.
OSMIELAM SIE JEDNAK ZLOZYC ZYCZENIA POGODNEGO OKRESU SWIATECZNEGO A TAKZE RADOSCI, ZDROWECZKA, CIERPLIWOSCI I WIELU POZYTYWNYCH OBFITOSCI W NADCHODZACYM 2014 ROKU!
Panie Romanie, to Cinole zagarnęli już Australię?
A Panu Garfinkelowi życzę wzajemnie Do Siego no i tych ciekawych tekstów!
Gurfinkel, Ty: dziecko się miwi, bo ojciec kiwi, żeby aptekiwi nie byli w biwi. Na sto % pamiętasz: „dziecko się maże, bo ojciec każe, żeby aptekarze nie byli w barze.” Więc znowu ta „dożyna”? Szlag mnie trafi!