nathan gurfinkiel: czterdzieści dziewięć3 min czytania

()

natan sepia2013-12-18. nasz znakomity autor, Andrzej Lubowski, w przytomności czytelników SO przetarł był oczy ze zdumienia po dwumiesięcznej nieobecności w łorsoł, poulend – jak mawia się w jego awaryjnym kraju. powodem tej melancholijnej zadumy jest porównanie zawartości mediów.

w dniu jego przyjazdu do warszawy najważniejsze światowe gazety dużo pisały o gospodarce. chiny zauważalnie przestają być tygrysem, który coraz bardziej wypierał osła i słonia z hegemonistycznej pozycji w świecie. rosja też musi spuścić z tonu i mniej pławić się w micie światowej potęgi, bo oto ropa staniała, a rosyjska pomyślność zależy niemal całkowicie od eksportu nośników energii.
moda na epatowanie bicepsami przemija w tym sezonie, bo amerykański słoń (republikanie) coraz bardziej rozumie, że ekstremizm partii herbacianej nie przywróci im władzy, mimo że owi herbaciani są jeszcze bardziej słoniowaci od innych republikanów. jak uczono mnie we wcześniejszej niż obecna fazie mej młodości, słoń jest co prawda ogromnym zwierzęciem, ale to jeszcze nie powód, by zaraz mianować go profesorem zoologii.

zdaje się, że umiarkowanie coraz bardziej jest prêt-à-porter, o czym najlepiej świadczy odbudowa wielkiej koalicji w niemczech.

a w polsce? a no, analiza sytuacji dana przez wyspiańskiego nadal jest aktualna mimo jej stuletniej dawności – chińczycy wciąż trzymają się mocno. jeszcze w czasach II rzeczypospolitej komuniści (niektóre jaczejki tej oficjalnie nieistniejącej partii były zdominowanie przez towarzyszy mówiących na co dzień w jidisz) nieśli na manifestacjach transparenty z hasłem: “wyjąć ręce z chinów!”.

nie wyjęli. dlaczego nie wyjęli okaże się na końcu tego felietonu (wiem, że nie dorównuje on żywością narracji sensacyjnym filmom, muszę więc wprowadzić ten głęboki suspense, co by mi mucha tse tse nie powytłukiwała czytelników.

póki co chciałbym zapewnić lubowskiego, że nie jest on osamotniony w swoich wrażeniach. zygmunt kałużyński opowiadał mi kiedyś o swym spotkaniu z polańskim, kiedy ten po wielu latach nieobecności przyjechał do warszawy, by zagrać mozarta w unieśmiertelnionej później przez film formana sztuce petera shaffera “amadeus” w teatrze na woli.

wydawało mi się – wspominał mój rozmówca – że tyle się dzieje, a tu przyjeżdża polański, bystry przecież obserwator i zapewnia mnie, że nic tak na prawdę się nie zmieniło.

moje własne doświadczenie potwierdza tę relację. kiedy po wielu latach na emigracji mogłem wreszcie przyjeżdżać do kraju, zauważyłem, że dom z zasyfioną elewacją w sąsiedztwie mego niegdysiejszego mieszkania na woli, który stał opleciony rusztowaniem nie zmienił niemal swego wyglądu przez te wszystkie lata i tylko syf stał się jeszcze bardziej widoczny. trwał też na posterunku nieodmienny menel z butelką. jedynie frasobliwy w ulicznej kapliczce był staranniej odpucowany, niż za mojej pamięci. na tym polega jak się , niepowtarzalny wdzięk stron rodzinnych. co bowiem zobaczył Andrzej Lubowski: „Otwieram telewizor i słyszę: bezlitosny Tusk dożyna Schetynę. Czy taki bezwzględny człowiek może rządzić Polską? Oczywiście ”nie” odpowiada chór opozycji, znanej z delikatności w obchodzeniu się ze swoimi. Na szczęście szef lewicy ma rewelacyjną receptę na wszystko: powrót do 49 województw. Oddycham z ulgą. Witaj Ojczyzno.”

ja też! umiarkowanie jest oznaką tchórzostwa, a nasi gladiatorzy, tusk, kaczyński i miller słyną z odwagi. tyle tylko, że walka jest coraz nudniejsza – więc: co tam panie chińczyki ? – a no. polityka trzyma się mocno…

 nathan gurfinkiel

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

3 komentarze

  1. Roman Strokosz 18.12.2013
    • andrzej Pokonos 19.12.2013
  2. angor 18.12.2013