„Twardoch (Szczepan Twardoch. pisarz, laureat „Nike”2013 za powieść „Morfina”), który często wypowiada się w sprawach Śląska i Ślązaków, napisał wtedy (po orzeczeniu SN z 5.grudnia 2013, że nie można zarejestrować Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej pod tą nazwą – n.g.) na Facebooku: „Kilkaset tysięcy ludzi zasadniczo myli się w kwestii własnej tożsamości etnicznej; sędzia z Warszawy wie lepiej, bo tak go w szkole nauczyli. (…) Pierdol się, Polsko”.
jak donosi gazeta, poznański prawnik michał boruczkowski złożył doniesienie do prokuratury o obrazę narodu polskiego, a ta wszczęła dochodzenie. publiczne znieważenie rzeczypospolitej zagrożone jest karą do 3 lat pozbawienia wolności.
kochany panie boruczkowski, droga i szanowna prokuraturo,
pragnę serdecznie podziękować za wzięcie mnie w obronę przed osobnikiem, który jakoby mnie obraził przy okazji krytyki orzeczenia Sądu Najmilszego. nie zgadzanie się z orzeczeniem SN uważam za niezbywalne prawo obywateli i dociekanie czy p. twardoch nie popełnił przestępstwa znieważenia mnie dodając do swej krytyki słowo, którego tu nie zacytuję, jest nadmiarem rewerencji. chciałabym, żeby pan, panie michale borczukowski i ty, droga pani prokuraturo – żebyście państwo zdali sobie sprawę, że p. twardoch nie jest w stanie mnie obrazić, bo ciskając we mnie „klejnotami polszczyzny” uwłacza tylko samemu sobie.
kiedy ma się tak liczną gromadę dzieci, jaką pan bóg mnie obdarzył, bywa że nie wszystkie one odrobiły na czas lekcję dobrych manier i trzeba zdobyć się na odrobinę wyrozumiałości. weźmy też pod uwagę, że domniemana zniewaga padła na twarzoksiągu, który jest ulubioną zabawką moich dzieci. wtrącanie się do tego, co one tam sobie bazgrzą byłoby małostkowością, jaka mi w żaden sposób nie przystoi.
jak powiedziałam, każdemu wolno krytykować orzeczenie Sądu Najmilszego. przysługuje od niego odwołanie do europejskiego trybunału i jeżeli orzeczenie SM zostanie obalone, podporządkuję się wyrokowi bez wahania i bez poczucia krzywdy. bo nawet najmilszemu sądowi zdarzają się mniej rozważne wyroki.
ostateczenie katalończycy, choć deklarują swą odrębność i mimo że szyldy w publicznych miejscach w katalonii są dwujęzyczne, z katalońskim na pierwszym miejscu, mieszkańcy regionu mają w rubryce narodowość napisane w swoich paszportach: nacionalidad española, bo hiszpanem może zostać każdy, ale katalończykiem trzeba się urodzić – podobnie jak ślązakiem lub kaszubem w naszej ziemi.
troska o mą godność jest wzruszająca w swej nadgorliwości, ale trochę więcej realizmu, drogie moje dzieci. żyjemy w pokojowo nastawionej europie i nawet z niegdysiejszymi zażartymi wrogami łączą mnie dziś całkiem przyjazne relacje.
z miłością,
POLSKA
nathan gurfinkiel



Jako Kot narodowosci Kociej, choc obrzezany w kociectwie, jestem obrazony juz samym faktem, ze nalezy sie zwracac do Sadu Najmilszego aby zezwolil mi czuc sie Kotem i tak to swiatu glosic. Ale moja obraza jest moja sprawa prywatna, czego i Panu Boruczkowskiemu zycze. Niechaj nie zawraca glowy Prokuraturze swoimi fochami, tylko zrobi cos naprawde pozytecznego, np dla bezdomnych Kotow.
Chyba Kot Mordechaj udaje całkiem głupiego kota, albo to już skleroza kocia robi swoje.
Nie zna czasem Kot Mordechaj pojęcia „antykocięctwa”?
Na pewno zna, tylko zapomniał. A to takie popularne i ważne słowo, że nawet w kodeksie karnym figuruje.
Nie trzeba wiele, a czasem zupełnie nic, aby sobie zasłużyć na ten epitet (i stosowny wyrok).
Niektóre uczone Koty uznały, że są nawet całe narodowości, które w genach mają „antykocięctwo”.
Zgadzam się z p. Natanem co do obrazy i brania w obronę mojej kaszubsko polskiej wrażliwości 🙂 Zwalniam pana prokuratora z tego obowiązku, świetnie radzę sobie sam.
@Kot Mordechaj, to akurat nie takie proste. Nie chodzi o to, kto się kim czuje, tylko o zapis prawny, a ten, jak zapewne Kot wie, musi się opierać na prawdach zdefiniowanych, nie na odczuciach. Wiem, że czasem to idiotyczne, ale tak jest i tego się ad hoc nie zmieni.
Ze Ślązakami , a ściślej – paru śląskimi działaczami jest ten problem, że oni nie przyjmują do wiadomości rzeczy oczywistych i mają pretensje do pana Boga, że na niebiesiech jest.
U nas są np. napisy dwujęzyczne, ale zanim to nastąpiło, musiano ujednolicić kaszubska pisownię, bo do lat 90 tych mieliśmy kilka grup mówiących i piszących nieco odmiennie. Mamy tradycje językowe od średniowiecza, a i tak nikt nie twierdzi, że jesteśmy odrębna narodowością, bo to by przeczyło sensowi walki naszych ojców o utrzymanie polskości.
Ślązacy dopiero wzięli się za swój język i jeszcze nie wiadomo, czy sobie z tym poradzą. To wszystko może być mniej ważne dla człowieka, dla sądu owszem, ma znaczenie. Może to i zachowawcze, ale prawo musi się na czymś opierać, zwłaszcza gdy za tym idą przepisy dające jakieś szczególne przywileje grupie. A idą. Nikt nikomu nie jest w stanie zabronić czuć się Kaszubem, Ślązakiem czy Pilipstończykiem. Co innego jednak rejestracja organizacji. Niestety.
http://ruslan.pecado.pl/upload2/readfile.php?file=ruslan/kart.jpg
Cóż ja mogę na to powiedzieć? Powiem za Twardochem. Pie.dol się Polsko z tym twoim tuskiem udającym premiera i z tym twoim kaczyńskim udającym opozycję.
.
Wiem, że my Ślązacy i Polacy możemy tym haziajom z Warszawy ino naskocyć. Ale oni niech nos polizają w żyć. Pie.dol się Polsko. Nie chadzam na pieruńsko haziajskie wybory.
@jerzy łukaszewski
jak zapewne wiesz, bo wszyscy na wybrzeżu o tym wiedzą, ulica partyzantów we wrzeszczu nazywana jest banditenstraße. teoretycznie można każdego takiego nazwcę ulicznego z hanzeatyckiego miasta gdańskzig (© n.g. – moj skromny wkład w polsko-niemieckie pojednanie. szkoda że p. senator arciszewska-mielewczyk tego nie zna) można skazać za spotwarzanie bohaterskich walczków, osobliwie jeżeli doniesienie o przestępstwie złożyłaby jakaś bohaterowa narodowa, a media rozpętały kampanię.
wiem, że coś innego zapisy prawne, a coś innego praktyka sądowa, ale istnienie niektórych zapisów jest groźne (choćby art 212 KK, który w moim przekonaniu jest reliktem osławionego małego kodeksu karnego.) państwo polskie jest zakompleksione, nadęte i przeczulone na punkcie swej reputacji, więc usiłuje wymusić autorytet za pomocą kryminalizowania wypowiedzi i nieszczęsny obrażacz ma przeciw sobie groźny aparat wymiaru sprawiedliwości. jesteśmy nacją pieniaczy,więc cecha ta udziela się również sferze publicznej.
osobiście uważam, że twardzioch mógł mieć nawet dobre intencje, a obscenizmem posłużył się dla większej siły przebicia swego przesłania, jest więc(być powinno) kwestią gustu jak na to reagujemy.
p.s. przydomek pan, p. w skróconej wersji, ominąłem świadomie. jeżeli chcesz, to mogę bien sûre złożyć tę daninę, ale po tylu latach spędzonych w skandynawii miły ten skąd inąd nawyk jest już tylko śmieszny
Na drugi raz niech Twardoch założy SS-manski mundur, opaskę ze swastyką na ramię i z rzymskim pozdrowieniem krzyknie Heil. Prokatura nie będzie się czepiać, bo jak wiadomo dla prokuratury są to oznaki pogody ducha i szczęśliwości. Może też zamiar zamawiania piwa.
.
Ale Śląskim dywersantom i warchołom mówimy RAUS. Upss. Znaczy się PRECZ. Zaraz przyjdzie Protasiewić i mnie pobije.
@nathan gurfinkiel , to od końca: kazałem swoim kotom mówić sobie „proszę pana”. Ostatecznie dzieli nas duża różnica wieku. Popatrzały na mnie, jak na przedostatniego głupka 🙂 Z ludźmi wolę nie ryzykować, bo człowiek ma większe zdolności mimiczne, więc kto wie, jak by spojrzał 🙂
Odzywkę tego pana odbieram jako wybryk gówniarza, nawet jeśli chciał poprzez zwiększoną ekspresję osiągnąć jakiś skutek. A co osiągnął? Wybacz, ja jestem bardzo przyziemny człowiek, zwracam uwagę na konkrety. A konkrety to przyjdą, kiedy zamiast fochów doczekamy się ze strony tych działaczy rzetelnej pracy. Tymczasem smarkacz nie dostał zabaweczki i rżnie skrzywdzonego przez świat. Trochę go rozumiem, zabaweczka fajna, bo to i fundusze unijne i stołek może się trafić. Akurat sprawy mniejszości etnicznych nieco znam z własnego podwórka. „Normalna droga” do takiej rejestracji jest możliwa, ale dość długa. A tym panom się spieszy.
Z wywodem na temat „obrażania państwa” zgadzam się. Nie można latać z paragrafami za każdym głupkiem, bo wtedy, odwrotnie do intencji, państwo traci powagę, a nie zyskuje ją.
@bisnetus
*
Dno.
Wszystko.
„Odzywkę tego pana odbieram jako wybryk gówniarza, nawet jeśli chciał poprzez zwiększoną ekspresję osiągnąć jakiś skutek. A co osiągnął? Wybacz, ja jestem bardzo przyziemny człowiek, zwracam uwagę na konkrety…”
wiele zależy od tego co uważa siȩ za konkret. rozbiór semantyczny tego wyrazu (od łacińskiego concretus: twardy, mocny – stąd beton po angielsku to concrete) prowadzi nas do rezultatu, że jest to krzyżówka konia z kretem, a więc chyżość idąca w parze ze ślepotą i może jest to trafna charakterystyka naszego dzisiejszego bohatera. tyle tylko, że twardoch nie jest politykiem, ani dzialaczem społecznym, choć często wypowiada się w sprawach śląskich. mówi mniej więcej to samo co kutz, z którym wielu ludzi w polsce się ne zgadza, ale nikt nie donosi na niego do prokuratury, a ta nie dybie na jego swobodę. chodzi o maleńki konkrecik – kutz nie ozdabia swych wywodów klejnotami mowy ludowej. wychodzi więc na to, że za wyartykułowanie jednego z najczęściej używanych w ojczyźnie wyrazów, ta grozi obywatelowi zamknięciem w ostrogu na trzy lata. wystarczy zagłębić się w KK – ulubionej lekturze kryminalistów, by przekonać się że groźba może łatwo zostać zmaterializowana. a więc konkret – nieprawdaż?…
naprawdę konkretni są realiści, bo jednoczy ich haslo: bądź realistą – żądaj rzeczy niemożliwych…
obawiam się, że nie grasz mocną kartą. polska nie ma
czystego sumienia w sprawie śląska. jeżeli zatem śląscy działacze wydają się wielu spośród nas nadmiernie zapalczywi, to wina nie spada wyłacznie na nich. antagonizowanie dużej grupy obywateli nie leży w niczyim interesie, a już zwászcza nie służy dobrze pojętemu interesowi państwa polskiego, które z niewiadomych powodów wzdraga się przed uznaniem jakiejkolwiek odrębności.
a przecież sèvre nie leży w polsce i nie przechowuje się w nim wzoru polaka.
Przez konkret rozumiem posunięcie sprawy do przodu. A takie wybryki ją cofają. Nie żyjemy wśród świętych i chyba nie łudzisz się, że to nie będzie miało znaczenia dla postrzegania całej sprawy. No, ale jedni chcą sobie pohukać, a inni woleliby załatwić rzecz zgodnie z zamiarami.
Nie wiem, dlaczego państwo się wzbrania, ale wiem, że to nie polska specyfika. Z narodowościami i ich uznawaniem zawsze były problemy. Prawnicy tworzyli różne definicje od połowy XIX wieku i nie udało się stworzyć ani jednej doskonałej, bo … chyba się nie da takiej stworzyć. A definicja prawnikom jest potrzebna, gdy, jak już mówiłem, za tym uznaniem coś ma iść.
Dziś na szczęście nie wysuwa się już takich argumentów, jak swego czasu przeciw Serbom, że „nie posiadają struktury społecznej”. A zarzucali im to wszyscy. I Austriacy i Węgrzy I Chorwaci.
Znam tę drogę z Kaszub, wiem ile trzeba się było natrudzić, by język kaszubski uznano za język, a nie gwarę. Bo język też ma swoją naukową definicję i nie da się jej przeskoczyć. To się udało, ale to była echt robota, a nie pokrzykiwanie.
Ślązacy najwyraźniej chcieliby iść na skróty. No i polityczne akcenty, które diabli wiedzą po co w to wplątują też nie pomagają sprawie. Jak dla mnie to oni wszystko robią nie w tej kolejności, co trzeba.
Pan Jerzy Łukaszewski napisał:
„Jak dla mnie to oni wszystko robią nie w tej kolejności, co trzeba.”
*
Nie, dlaczego? Kolejność jest jak najbardziej prawidłowa. Jeśli Putin uwzględni ich prośbę to mają jedną (dość ważną) rzecz z głowy – nas.
kiedy wczytuję się w twoje słowa, mam natrętne déjà vu. to tak jakby czytało się jaroslava haška z jego „partią umiarkowanego postępu w granicach prawa”.
@nathan gurfinkiel , nic na to nie poradzę. Najpierw wkłada się kluczyk do stacyjki, a potem rusza. Odwrotnie się nie da.
Ale, oczywiście, próbować można, czemu nie? Jeśli ktoś ma czas…
Panie Łukaszewski! Kaszubi i Ślązacy równo uważani są za „ciekawostki przyrodnicze”. Wam, ze względu na mniejszą szkodliwość dla zdrowia słusznych i właściwych Polaków, pozwolono wiele lat temu chlipać z własnej kolorowej miseczki i to jest piękne! Nie wiem kiedy i jak długo przebywał Pan ze Ślązakami – Pańska znajomość naszych problemów wydaje mi się dość wątła…
Panie bisnetusie ! miłe dla Ślązaków poparcie okrasił Pan słowem „żyć” – i tu problem: żyć – to my chcymy , ale całuje sie nos w rzić.
P.S. ciekawe o co by winiono spolonizowanego językowo p. Twardocha gdyby kazał się Pani Polsce łõnaczyć 🙂
Coś Ci jeszcze dodam. Moja postawa bierze się z przekonania, że wszystko można załatwić. Od lat załatwiam po urzędach różne zezwolenia dla ludzi, z którymi urząd „normalnie” nie chciałby nawet gadać. Nauczyłem się, że urzędnik to człowiek, który nie chce stracić roboty i ja go rozumiem. Więcej – ja już od wejścia pokazuję, że to rozumiem 🙂 I załatwiam mu „podkładkę”, dzięki której on przestaje się bać. Efekt jest taki, że i wilk cały i owca syta.
Widzisz, gdyby rzecz polegała na tym, że chcesz czuć się Pilipstończykiem, to 99% państw na świecie powiedziałoby: ok, Nathan, my też uważamy cię za Pilipstończyka.
Ale kiedy mówisz: ponieważ jestem Pilipstończykiem, to od dziś dawajcie mi to, to i tamto, aaaa… to wybacz, to już liczba tych chętnych zmniejszyłaby się nieco, nie uważasz?
@Ewa Rotter-Płóciennikowa , no to się pani myli. Nikt nam niczego nie dawał. Wręcz przeciwnie. Opracowania naukowe języka kaszubskiego, literatury, opracowania etnograficzne itd. mają ponad 150 lat. Zrzeszenie Kaszubsko Pomorskie, które „drążyło skałę” ma za sobą kilkadziesiąt lat działalności, setki fachowych wydawnictw itd. Jest lektorat na uniwersytecie, są prace magisterskie i doktorskie w tym języku. Proszę mi wierzyć, urzędnik zupełnie inaczej na to patrzy, niż na kogoś kto tej drogi nie przeszedł.
Ale jeśli pani uważa, że najlepszym sposobem na rozmowę jest obrażanie partnera i to takiego, od którego coś zależy, to życzę powodzenia.
A gorolowi niech się pani nie dziwi. Skądka uen mo wiedzac, ceż te je rzëc? Zdrzadła ni mo.
Niewiele wiem o Ślązakach, więc się na ich temat w ogóle nie wypowiadam, nie wiem, czy pani zauważyła. Mówię jedynie o paru „działaczach”, którzy wg mnie robią dosłownie wszystko, by sprawa się nie powiodła. Jeśli jest inaczej, proszę nam to wyjaśnić. Przydałoby się, bo to co dociera, nie wygląda najlepiej.
Panie Łukaszewski! zbyt wiele emocji!- tym sposobem każdą czyjąś wypowiedź czyta Pan jak atak na siebie – bez obrazy!
Nie licytujmy się na literaturę w języku ojczystym ;)) my też nie gęsi… Zauważa się „paru działaczy”- sam Pan pisze: „…to co dociera”… – no właśnie. Tych paru zauważanych przez media działaczy to niekoniecznie pupile wszystkich 800 tys. i więcej Ślązaków. Jest wielu pracujących dla Śląska, którzy z racji niewywoływania skandali nie są dostrzegani. Może i dobrze… a Lubemu Gorolowi „się nie dziwię”. Ślaską „rzić” przedstawiłam jedynie dla poprawnej śląskiej pisowni 🙂
@Ewa Rotter-Płóciennikowa, nie wiem, w którym momencie dostrzegła pani moje emocje, bo ja nie zauważyłem. Niczego nie odebrałem jako atak na siebie, bo nie widzę powodu do ataku. Wręcz przeciwnie, staram się na spokojnie wyjaśnić, że wszystko jest do załatwienia, ale skoro jeden sposób zawodzi, to trzeba się wziąć za inny. Życzę Wam, by się wszystko udało, ale jeśli nie zmienicie metod, to guzik z tego wyjdzie. Akurat ja nie mam powodów do emocji, bo niby z jakiego powodu?
Skoro jednak pani odebrała to co piszę, jako sprzeciw wobec istnienia narodowości śląskiej, to znaczy, że się zupełnie nie rozumiemy. Tak bywa i nie ma tu winnych. Ludzka rzecz.
Powiem pani co ja bym zrobił.
Zarejestrowałbym Związek Śląski, którego celem byłoby kultywowanie tradycji i wspieranie rozwoju kultury śląskiej. Nic więcej, bo ani narodowość, ani język nie są prawnie uznane. Sąd nie miałby powodu do odmowy rejestracji.
W tym Związku skupiłbym ludzi walczących o to, o czym jest mowa.
Podzieliłbym drogę do celu na etapy. Po pierwsze język.
Wiem, że wy nie gęsi, ale macie ten sam problem, jaki my mieliśmy jeszcze 20 lat temu. Nie wierzę, że nie znajdzie się na Śląsku paru językoznawców, którzy by pomogli. Ujednolicenie i opracowanie go tak, by spełniał definicję języka. To już sporo, bo pozwala na starania o uznanie Ślązaków za mniejszość etniczną.
Po drugie stworzenie ośrodków kulturalnych i naukowych stosujących język śląski.
Itd.itd.
Mówi pani, że słyszymy tylko krzykaczy. To prawda, ich zawsze najbardziej słychać. A co zrobiliście, by słychać było też innych? Ja naprawdę chętnie dowiedziałbym się, jak to ze Ślązakami jest naprawdę.
Tymczasem słyszę albo wulgaryzmy godne laureata NIKE, albo paru nawiedzonych krzyczących o autonomii, chyba nie do końca zdających sobie sprawę o czym mówią.
Moja ocena tych ludzi bierze się stąd, że my tu też mamy paru takich. Tyle, że nasi nie są tak słyszalni. Co daj Boże, Amen.
P.Jerzy Łukaszewski.
„Zarejestrowałbym Związek Śląski, którego celem byłoby kultywowanie tradycji i wspieranie rozwoju kultury śląskiej. Nic więcej, bo ani narodowość, ani język nie są prawnie uznane. Sąd nie miałby powodu do odmowy rejestracji.
W tym Związku skupiłbym ludzi walczących o to, o czym jest mowa”.
„Podzieliłbym drogę do celu na etapy. Po pierwsze język.
Wiem, że wy nie gęsi, ale macie ten sam problem, jaki my mieliśmy jeszcze 20 lat temu. Nie wierzę, że nie znajdzie się na Śląsku paru językoznawców, którzy by pomogli. Ujednolicenie i opracowanie go tak, by spełniał definicję języka. To już sporo, bo pozwala na starania o uznanie Ślązaków za mniejszość etniczną.
Po drugie stworzenie ośrodków kulturalnych i naukowych stosujących język śląski.
Itd.itd.” mądry pan i mądre rady – dla jasności- to wyrazy uznania nie przytyk – wszystko to już u nas funkcjonuje 🙂 i był spokój dopóty, dopóki,jak pisze Natan, Sąd Najmilszy się z lekka nie przestraszył i orzekł , że NAS NIE MA .
Prosta do bólu Wikipedia głosi, iż „Naród – wspólnota o podłożu etnicznym, gospodarczym, politycznym, społecznym i kulturowym wytworzona w procesie dziejowym, przejawiająca się w świadomości swych członków. Chociaż naród wyróżnia się na tle innych zbiorowości, to jednak nie jest możliwe precyzyjne zdefiniowanie tego pojęcia”.- widać i tego nie doczytali. Proszę zajrzeć na stronę Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej czy wdać się w lekturę „Ślabikŏrza niy dlŏ bajtli abo lekcyje ślōnskij gŏdki” wyd. PRO LOQUELA SILESIANA. – jestem ciekawa Pana zdania . Więcej już nie napiszę, bo zaraz usłyszę, że cierpię na piszączkę – sza Natanie!
@Ewa Rotter-Płóciennikowa
Szanowna Pani. Ortografia nie jest moją najmocniejszą stroną. Nawet w języku polskim. A co dopiero w języku obcym ślunkim. Bardzo przepraszam. Nie chicałem urazić.
.
Gdy wyostrzę ucho, to rzeczywiści. Ta śląska „rzyć” to powinno być przez „rz” a nie przez „Z”. To wielu ludziom w Polscse często unika, ale jest subtelna brzmieniowa różnica między „rz” i „ż”.
.
Diękuję za tę pouczającą uwagę. Zapamiętam to sobie do końca rzycia. Upsss. Miało być życia. Te cholerne literówki.
@Ewa Rotter-Płóciennikowa, no to ja raczej nie umiem czytać.
„Wszystko to mamy”. Gdzie? Szukam po całym necie i nie mogę znaleźć. Dotąd miałem wrażenie, że problemy biorą się stąd, że nie macie, a zamiast tego jest Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej. Dla mnie to nie to samo, co organizacja, o której piszę.
Definicję Wiki i parę innych znam, ten brak precyzji działa w obie strony, niestety.
Ślabikŏrz chętnie obejrzę, to ciekawe także z historycznego punktu widzenia. U nas w XIX w. było dwóch takich ojców literatury, z których każdy pisał inaczej. Dwa następne pokolenia kłóciły się, który pisze prawidłowo 🙂 Niewiarygodne, ale skończyło się to dopiero na początku lat 90tych XXw. 🙂 Teraz jest łatwiej, bo dzieciaki w szkołach się kaszubskiego uczą, ale ja będąc z Beloków, czyli tych północnych, nadmorskich Kaszub jak jadę do Kościerzyny, to w rozmowie ze starszymi muszę uważać, bo niektóre słówka inaczej tam rozumiane, mogą wręcz urazić.
Co do sądu, to nie bardzo rozumiem. Sąd sam z siebie interweniował? Dotąd byłem przekonany, że odmówił rejestracji osób narodowości śląskiej i stąd cała dyskusja.
Żeby Nathan się nie wkurzył i nas z wątku nie wyrzucił, mam propozycję: czy mogłaby pani przygotować tekst dla SO o tym wszystkim, o czym tu rozmawiamy? Myślę, że wiele osób chętnie przeczyta coś rzeczowego, zamiast tych medialnych krzykaczy, którzy (i tu się jak najbardziej zgadzam) zaciemniają obraz, wykoślawiają go i w sumie tylko szkodzą sprawie? Trochę edukacji zawsze się przyda 🙂
miałam już nie pisać. Pod koniec ub. roku opolski sąd zgodził się zarejestrować Stowarzyszenie Osób Narodowości Śląskiej, mimo że dotąd opolskie sądy ( od 1998 r.), z Sądem Najwyższym włącznie tego odmawiały.
W styczniu opolska prokuratura zaskarżyła to postanowienie. – „W polskim prawie nie występuje pojęcie narodowości śląskiej. Decyzja o rejestracji SONŚ stoi w sprzeczności z ustawą o mniejszościach narodowych i etnicznych, gdzie śląska narodowość nie występuje”…
jak mój bóg- Natan da, może kiedyś napiszę
@Ewa Rotter-Płóciennikowa , a co tam będziemy Nathana oszczędzać. Zrobił wpis, to niech teraz cierpi 🙂
„W polskim prawie nie występuje pojęcie narodowości śląskiej. Decyzja o rejestracji SONŚ stoi w sprzeczności z ustawą o mniejszościach narodowych i etnicznych, gdzie śląska narodowość nie występuje”…
No. To znaczy, że jest droga. Przygotować projekt zmiany ustawy i starać się go wcisnąć kandydatom w 2015 r. Ew. zebrać odpowiednią ilość podpisów pod obywatelskim projektem.
I nie mówić” eeee…. to nic nie da” 🙂 Trzeba spróbować, bo to w przyszłości też może być argument.
A może doczekamy się normalnych sądów? Świat jest taki dziwny, że niczego nie można wykluczyć 🙂
Łączę pozdrowienia.
uporczywie, tak jak Pan radzi, to wszystko robimy bez rozgłosu z przekonaniem, że będzie skutecznie – proszę trzymać kciuki :)pozdrawiam
Dobra, to ja jeszcze raz (słowo zucha, że ostatni).
Obejrzałem dziś w „Drugim śniadaniu mistrzów” pana Twardocha. Matkoboskoczęstochowsko….
Gdybym wiedział, wcześniej, co to za facet, w życiu bym się nie odezwał. Spodziewałem się sfrustrowanego, ale jednak wojownika, a zobaczyłem takie bezjajeczne coś, co teraz kombinuje, jak koń pod górę, jak się wyplątać z sytuacji, w którą wpędziło go własne chamstwo i głupota. I oczywiście nie on tylko inni są winni, bo upublicznili to co on owszem – chciał, ale tak jakby nie chciał…Żenada.
Dziwię się prokuratorowi, że marnuje czas na coś takiego.
Mam nauczkę, żeby się nie wyrywać 🙂