Presumpcja
Cofnęło nas na Wschód, ale wyobraźmy sobie, że nadal jesteśmy Europejczykami. Być Europejczykiem to odnajdować w sobie związki z Grecją, Rzymem, tradycją judeochrześcijańską. Korzenie rzymskie mówią o prawie i jego podstawowych regułach. Jest wśród nich reguła onus probandi incumbit actori (ciężar dowodu winy spoczywa na oskarżycielu). Jeśli masz dowód przestępstwa, powinieneś (to obowiązek!) iść do prokuratora. Jeżeli nie masz – siedź cicho. Wątpliwości czy podejrzenia powinny być także uzasadnione materialnie, a nie wyrażać tylko stan myślowy wątpiącego.
Kilka dni przed ogłoszeniem wspólnego przesłania prawosławnej Cerkwi i katolickiego Kościoła do narodów Polski i Rosji (17. 08. 2012), abp Józef Michalik pytany był o niepokoje i wątpliwości osób mówiących o smoleńskiej winie Rosjan, o polskiej krwi na rękach Putina itp. Odpowiedział tak: „[…] po pierwsze powiedziałbym, że człowiek mądry w takiej sytuacji opiera się na faktach a nie na teoriach, zaś człowiek sumienia rozważa każde słowo i troszczy się, aby nie naruszało prawdy. Żeby o kimkolwiek, największym nawet wrogu, powiedzieć tak mocne słowa, trzeba znać fakty, mieć pewność. Tymczasem tej pewności nie ma. Dlatego ci, którzy posługują się takimi teoriami i hasłami robią sobie i tragedii smoleńskiej największą szkodę! […] Trzeba też pamiętać, że w katastrofie smoleńskiej nie zginęli przedstawiciele jednego tylko nurtu politycznego, ale różnych środowisk. Pamięć ofiar Katynia chcieli uczcić wszyscy. W tej sprawie trzeba lać oliwę na wzburzone morze, nie zaś dolewać ją do ognia”.
Żałuję, że była to bodaj jednorazowa taka wypowiedź i że przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski nie powtarzał jej później, nie lał oliwy na wzburzone morze głupot wypowiadanych przez – pożal się Boże – ekspertów komisji Antoniego Macierewicza. Z pewnością ekscelencja ma za sobą lekturę Summa theologiae św. Tomasza z Akwinu, gdzie mógł przeczytać następujące zdania: „Lepiej jest często się mylić, zachowując dobrą opinię o jakimś złym człowieku, niż mylić się rzadko, przyjmując złą opinię o kimś dobrym. Bo w tym drugim przypadku, przeciwnie niż w pierwszym, zadaje się komuś krzywdę”. Nie będę już nawet wspominał o Dekalogu, o ósmym przykazaniu („Nie mów fałszywego świadectwa przeciw [przeciw! – acl] bliźniemu swemu”), czy też o rzymskiej zasadzie domniemania niewinności.
Można to ująć tak. Jeśli musisz oceniać, rób to życzliwie. Gdy nie wiesz, czy dać czwórkę, czy piątkę, bez wahania stawiaj piątkę. Zobacz kogoś raczej lepszym niż jest, niż gorszym niż jest, bo jaki rzeczywiście jest, tego do końca nie uchwycisz. Tak też radzi Leszek Kołakowski (Zakład Kołakowskiego): „Myślę – i jest to jedna z reguł, które wydają mi się w życiu ważne – że kiedy spotykamy ludzi nieznanych uprzednio, to powinniśmy mieć dobrą presumpcję w stosunku do nich. Oczywiście, że możemy być potem rozczarowani. Oczywiście, może się okazać, że postąpią z nami niegodnie, oszukają, zawiodą… Ale w sumie taki rodzaj postawy wobec ludzi jest zdrowy i pożyteczny. Coś ryzykujemy, ale w sumie świat robi się lepszy”. Zupełnie odmienne stanowisko prezentuje Annę Schaff: „Gdy poznaję kogoś nowego, myślę sobie: jeszcze jedna kanalia. Dzięki temu miewam czasem miłe zaskoczenia”.
Przeprowadzony niedawno Europejski Sondaż Społeczny (ESS 2014) pokazał, że zaledwie 24% polskich uczniów ufa ludziom. Mniej ufających można znaleźć tylko w Bułgarii, Słowacji i na Cyprze (najwięcej w Norwegii, Finlandii i Szwecji). Podejrzliwość stara się za wszelką cenę znaleźć potwierdzające ją konkretyzacje. I znajduje. Są nimi sączone prywatnie opowieści o tym, że wszystko jest inne, niż mówi się nam, że jest. Podawane z ust do ust, szeptane w zaufaniu prawdy o tym, że ktoś, że tamci, że oni, że Żydzi, postkomuniści, gejowskie lobby, że musieli źle nastawić do nas Baracka Obamę, że nakręcono „Idę” na zamówienie nowojorskich parchów, że Andrzeja Leppera powiesili, Gromosława Czempińskiego zastrzelili, samolot pod Smoleńskiem wysadzili, czy też (słyszałem!) otruli kota Prezesa.
Odpowiedzialność
Przeczytałem w Internecie sporo negatywnych opinii dotyczących Bogdana Klicha. Były związane przede wszystkim z jego niedawnymi wypowiedziami jako senatora RP. W kilku z tych opinii powracał wątek ministerialnej współodpowiedzialności za dramat smoleński. Nie będę ukrywał, że z powodów czysto estetycznych wolę patrzeć w telewizji na senatora Klicha niż, dajmy na to, na ministrów Ziobrę czy Błaszczaka. Nie ma to jednak wpływu na fakty, które chciałbym przypomnieć.Dowódcą Sił Powietrznych RP w czasie, gdy 23 stycznia 2008 roku rozbiła się pod Mierosławcem wojskowa CASA, był gen. Andrzej Błasik. Zginęli wtedy wszyscypasażerowie samolotu (16 osób, w tym gen. Andrzej Andrzejewski) oraz czteroosobowa załoga. Wśród wielu przyczyn katastrofy na pierwszym miejscu wskazano zły dobór załogi, złą współpracę w kabinie, dezorientację przestrzenną w czasie lotu bez widoczności ziemi, nieobserwowanie sygnalizatorów. Decyzja ministra obrony narodowej Bogdana Klicha o zdymisjonowaniu odpowiedzialnego za wojskowe lotnictwo gen. Błasika została zablokowana przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Szkoda. Może nowy dowódca wprowadziłby takie zmiany szkoleniowe, które zapobiegłyby powtórzeniu podobnych błędów dwa lata później, pod Smoleńskiem. Podobnych – bo w raporcie komisji Jerzego Millera, poza wskazaniem na warunki pogodowe i błędy rosyjskiej obsługi lotniska, jest także mowa o źle dobranej (bez aktualnych uprawnień!), nie potrafiącej współpracować ze sobą załodze TU-154, o niekorzystaniu z wysokościomierza barycznego i niereagowaniu na komendy systemu TAWS („Pull up”).
Po opublikowaniu (29.07.2011) tego kompromitującego dla 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa – zatem dla sił zbrojnych – raportu minister Bogdan Klich podał się natychmiast do dymisji. Tym razem nikt jej nie zablokował.
Na noże
Przeciwnik polityczny stał się dziś winowajcą odpowiedzialnym za wszelkie zjawiska negatywne, jakie miały dotychczas miejsce. Jest wrogiem, dla którego nie można mieć litości. Po sześćdziesięciu latach nabierają aktualności opinie Marii Ossowskiej o polityce rozumianej jako walka, w której nikną tradycyjne reguły i bariery etyczne. W pracy, która ukazała się w czasie postalinowskiej odwilży (O pewnych przemianach etyki walki, 1957), autorka wskazuje na takie tracące znaczenie cechy, jak motywacja współczująca, szacunek dla przeciwnika, szacunek dla siebie, motywacja zabawowa czy lęk przed odwzajemnieniem. Popatrzmy na te cechy z dzisiejszej perspektywy.Motywacja współczująca. O współczuciu mówi się dziś w polskim sejmie wyłącznie z intencją pogardliwą, z poczuciem wyższości wskazując na jakieś kompromitujące braki przeciwnika („Współczuję, że nie potrafi pan tego pojąć”).
Szacunek dla przeciwnika. O szacunku tego rodzaju wiele mówi wypowiedź prezesa Jarosława Kaczyńskiego z 2005 roku, w której – zupełnie jak niegdyś Włodzimierz Lenin, a jeszcze wcześniej Machiavelli – wyznaje, że umowy okrągłostołowe należało podpisać, lecz… nie należało ich dotrzymywać. Przeciw tak żałosnej szczerości można przytoczyć maksymę La Rochefoucaulda o obłudzie, która jest hołdem, jaki występek składa cnocie. Jeśli niegodziwe postępowanie (niedotrzymanie umowy) nie znajdzie dla siebie zaprzeczenia w niechby deklaratywnej tylko i brzmiącej obłudnie normie etycznej, samo staje się normą.
Szacunek dla siebie. Ten szacunek to honor, wierność danemu komuś słowu. A jeszcze bardziej – godność, wierność samemu sobie. Cóż można powiedzieć o godności posłów, którzy bez skrępowania rezygnują z prawa do własnego osądu, możliwego przecież do zachowania choćby w debatach wewnątrzpartyjnych, zamieniając się w bezmyślne maszynki do głosowania.
Motywacja zabawowa. Tak, tego chyba najbardziej brakuje namaszczonej, pełnej podniosłych min polskiej polityce. Mam teraz na uwadze przede wszystkim polityków prawicowo-narodowych. Kto z nich pamięta o zaleceniach twórcy skautingu, Roberta Baden-Powella, by traktować życie jak grę, a świat jako boisko? O konieczności uznania konsekwencji takiego „sportowego” podejścia – przestrzegania reguł gry, umiejętności przegrywania, uznania dla konkurenta, który osiągnął sukces bynajmniej nie „przez nieporozumienie” (użył tego zwrotu Jarosław Kaczyński komentując w sierpniu 2010 roku zwycięstwo Bronisława Komorowskiego)? To bardzo zdrowa postawa. Pozwala uniknąć zapatrzenia w siebie, nabrać dystansu, zobaczyć proporcje. Gra to zabawa: wyzwala z patosu, budzi oczyszczający śmiech, jest źródłem poczucia umowności wielu społecznych sytuacji. Humor, zwłaszcza podszyty autoironią, jest formą pojednawczą, czymś w rodzaju zawierania pokoju z rzeczywistością. Tymczasem zamiast śmiechu słychać zewsząd rechot, stadną reakcję na bezkarne poniżanie przeciwnika.
Lęk przed odwzajemnieniem. To oczywiście czynnik raczej pragmatyczny („obronny”) niż etyczny („bezinteresowny”), brany pod uwagę z powodów czysto racjonalnych. Cóż jednak, skoro i on zanika dziś w ideologicznym amoku. Ten amok to pewność, że nie będzie możliwości odwzajemnienia.
Wesoła piosenka
„Kaczuszko, wiesz, maki są tak duże, duże, duże,
a ty masz krótkie nóżki,
jak zwykle u kaczuszki.
Kaczuszko, wiesz, maki są czerwone tak jak róże,
kaczuszki są nieduże i tak już w życiu jest”.
Andrzej C. Leszczyński



Coś mi mówi, że nazwisko „Leszczyński” nie jest całkowicie przypadkowe. Gdybyśmy prześledzili nasze drzewa „ginekologiczne” (tak mówił Ferduś Kiepski), to byśmy doszli do wspólnego przodka.
Co do nieufności do innych, to dobrze byłoby zrobić badania w funkcji religijności. Polecam artykuł ze świątecznego Newsweeka.
Co do Smoleńska, to plamę nie tylko dał KK, ale i Polska Akademia Nauk, nie potrafiąca wesprzeć swoim autorytetem Komisji, która przyczyny wypadku badała.
@hazelhard: tych z PAN bym posłał na spacer do tego geja Akademosa. Może by im wtedy coś przeszło drogę i dało do myźlenia. (wymyśliłem akurat – to ma oznaczać myślenie „na brudno”). A na temat tego drzewa gine.. , jako bydlący (dawnopolskie) jeszcze, przyjaciel niebydlaczka Witka Leszczyńskiego („żywot Mateusza, Konopielka”) powiem tylko: było cymbalistów wielu. NicCinie ujmująC.
uznania dla konkurenta, który osiągnął sukces bynajmniej nie „przez nieporozumienie” (użył tego zwrotu Jarosław Kaczyński komentując w sierpniu 2010 roku zwycięstwo Bronisława Komorowskiego)
.
A co mozna powiedziec o Kaczynskim oraz o PiSie, ktorzy osiągneli sukces nie „przez nieporozumienie”, tylko przez oszustwo?
Gromosława Czempińskiego zastrzelili,
.
Zapewne Autor nie tego generała miał na myśli.
Przzepraszam, dla ścisłości: nie TU-154, ale Tu-154. Rosyjskie samoloty nazywane są od nazwiska konstruktora, tu: Tupolew, inne MiG (Mikojan i Guriewicz), An (Antonow), Mi (Mil) itd.
I już na koniec, wraz z podziękowaniami za przypomnienie wartości, prawdziwych humanistycznych wartości i wskazanie cechy wyróżniającej tych nienawistników: „Tymczasem zamiast śmiechu słychać zewsząd rechot, stadną reakcję na bezkarne poniżanie przeciwnika.” Tak, wyróżnikiem jest RECHOT, bo widział kto pisowca uśmiechającego się (publicznie, czy tylko publicznie?) do innego? Taka konstrukcja psychiczna, niestety, przykrywana deklarowanym chrześcijaństwem.
.
Czekam na nową Pomarańczową Alternatywę, najskuteczniejszą broń przeciwko NADĘCIU. „Wolny chodnik!” – spontanicznie skandowany pod Sejmem 19 grudnia.