Telewizja pokazała (377)

Print Friendly, PDF & Email

2017-09-30.

Kilka tygodni temu, gdy na północy szalała nawałnica i były ogromne straty i zniszczenia, zakonnice zwróciły uwagę na fakt, że choć wokół zniszczenia, to kapliczki i figury świętych wyszły bez szwanku. Widać w tym było rękę bożą (ale zginęły dwie harcerki przywalone drzewem).

Ryszard Kapuściński w książce „Imperium” pisze, że w 1948 r. w Turkmenii miało miejsce silne trzęsienie ziemi. W ciągu 15 sekund Aszchabad zniknął z powierzchni ziemi. Z całego miasta pozostał nie ruszony pomnik Lenina.

* * *

Jan Rokita dostał już za swoje cierpienia w stanie wojennym 25 tys. zł, ale ocenił, że należy mu się więcej i wystąpił o 500 tys. Żona Nelly mówiła, że powinien zawalczyć o okrągły milion. Przed wyborami prezydenckimi poszła na pielgrzymkę do Santiago de Compostela w intencji zwycięstwa Dudy, być może wtedy ją natchnęło że mężowi należy się więcej za walkę z komuną. Sąd przyznał Rokicie 125 tys. zł.

Kto z nas nie cierpiał w stanie wojennym?

W naszym bloku mąż dozorczyni był hydraulikiem. Nie pracował, bo trudno było mu pogodzić picie i pracę, ale nieźle dorabiał na fuchach. Dzięki niemu w czasie zimy stulecia, kiedy Polska marzła, mieliśmy tak ciepło, że otwieraliśmy okna, bo zdjął kryzy w kaloryferach, które ograniczały przepływ ciepłej wody.

Kiedy nastał stan wojenny spotkaliśmy się przed blokiem i powiedział mi:

– No i co to się porobiło panie PIRS, pan nie ma benzyny a ja muszę chodzić do roboty.

Młodszym przybliżę te dolegliwości: władze wtedy nakazały wszystkim luzakom iść do pracy, a z benzyną były prawdziwe kłopoty.

Właściwie należą mi się chyba jakieś odszkodowania za te krzywdy?

* * *

W dniu 7 października na granice Polski ma się udać milion osób odmawiać różaniec, aby – jak to określił ks. Mirosław Sołtysek – wybłagać ratunek dla Polski i świata całego. Dlaczego modlitwa na granicach ma być skuteczniejsza od tej wewnątrz kraju – nie wiadomo.

Jest to akcja „Różaniec Do Granic”. Wierni będą mogli się też modlić na lotniskach. Inicjatorem tej imprezy jest fundacja Solo Dios Basta, która powstała dwa lata temu z inicjatywy świeckich ewangelizatorów, rekolekcjonistów i filmowców. Modlitwa na granicach jest odpowiedzią na prośbę którą miała wyrazić Matka Boska 140 lat temu w Gietrzwałdzie i 100 lat temu w Fatimie – żeby codziennie odmawiać różaniec, to wtedy świat ocaleje. Matka Boska nie mówiła nic o modlitwie na granicach, to jest inicjatywa fundacji.

Ponad 20 lat temu Jaser Arafat powiedział, że jak milion ludzi pomodli się o pokój na Bliskim Wschodzie, to pokój nastąpi. Wiele osób podeszło do tego pozytywnie. Podchwycili to nawet niektórzy buddyści z Europy i zaczęli zachęcać wyznawców z całego świata żeby pojechali do Palestyny i tam na miejscu wszyscy się modlili. Znowu jest niejasne, dlaczego modły w tym miejscu miały by być bardziej skuteczne. No i co? Zadziałała siła modlitwy – na Bliskim Wschodzie panuje pokój.

* * *

Gala wręczenia nagród 42 Festiwalu Polskich Filmów fabularnych w Gdyni. Pokazano krótkie fragmenty nagrodzonych filmów. Pod pewnym względem zachowano polską tradycję – niewyraźna mowa aktorów, którą zagłuszały hałasy i muzyka.

Już Kałużyński postulował żeby na polskich filmach dawać napisy. Jednak z tego co można było się zorientować z tych fragmentów, zagłuszanie działo się z korzyścią dla fabuły.

* * *

Prof. Bronisław Łagowski (Przegląd):

W sprawach, na których PiS zależy – a nie są to żywotne interesy narodowe – opozycja z Platformą na czele podporządkowuje się hegemonistycznej sile III RP. Ostatni przykład: Sejm jednomyślnie uchwalił pochwałę faszystowskiej organizacji zbrojnej z czasów wojny. Rozumiem, że Polska naśladuje swego najbliższego sojusznika Ukrainę – która jest tym sojusznikiem na mocy polskiego postanowienia, a nie obiektywnie – bo ma naturę naśladowczą. Tam wywindowali na najwyższe postumenty swoich faszystów, więc i Polacy chcieliby mieć do czczenia swoją UPA i swoich szczerze polskich banderowców. Polskie Stronnictwo Ludowe, czyli nasza chrześcijańska demokracja – jak sama siebie definiuje – raczej rzadko, jeśli w ogóle, daje się porwać jakiemuś bezinteresownemu, szlachetnemu uczuciu i tym razem zapomniało, że owi świętokrzyscy bohaterowie zabijali partyzantów Batalionów Chłopskich i działaczy ludowych, bo martwych nikt już nie wskrzesi, a koalicja z PiS może przynieść wymierne korzyści.

Platformersi postanowili zaznaczyć swoją samodzielność w sprawie wysuniętych przez partię rządzącą żądań reparacji wojennych od państwa niemieckiego. Na czym polega ta ich odrębność? Lider sejmowy tej partii poseł Neumann chodzi po telewizjach i pomstuje, dlaczego rząd domaga się reparacji tylko od Niemiec, a nie żąda odszkodowań wojennych od Rosji! (…)

Najśmielej reparacji od Rosji domagają się dziennikarze. Czytamy w „Gazecie Polskiej Codziennie”: Polska była okupowana przez Sowietów do 1989 r. Należałoby więc wziąć pod uwagę cały ten okres. To ciąg zbrodni, niegodziwości likwidacji i rozkradania polskiego majątku, kradzież dóbr kultury. W momencie kiedy domagamy się reparacji od Niemiec, o to samo powinniśmy wystąpić do Rosji. Co więcej, rachunek wobec Rosji byłby dużo wyższy niż w stosunku do Niemiec. Ze względu na czas okupacji oraz intensywność zła, które nam wyrządzała.

Nie jest to odosobniony pogląd, całe media „narodowe” w tym duchu przemawiają, „liberalne” też się od tego stanowczo nie dystansują. Kładą nacisk na nieskuteczność takich żądań, a nie na ich absurdalność. (…)

Ryszard Terlecki, wicemarszałek Sejmu, mówi, że Gowin swego projektu reformy nie konsultował ani z rządem, ani z klubem sejmowym. Minister natomiast twierdzi, że ma akceptację prezesa PiS. Myślę, że rację ma i Terlecki i Gowin. Prezesa mało zapewne interesuje ustrój szkół akademickich, natomiast od dawna ma on w stosunku do nich jedno wymaganie: lustracja. I to mu Gowin zagwarantował. „Uczelnie to wspólnoty ludzi, którzy poświęcają się poszukiwaniu prawdy. Jeżeli tak jest to wszyscy musimy stawić czoła prawdzie”, czyli badać, kto „pracował dla organów bezpieczeństwa państwa między lipcem 1944 r. a lipcem 1990 r.” („Gazeta Wyborcza”, 20 września 2017). Przy tak głębokim potraktowaniu badania prawdy, po reformie Jarosława Gowina polskie szkolnictwo wyższe niechybnie przesunie się na czołowe miejsce światowego rankingu uniwersytetów.

* * *

Mamy wyobrażenia na temat naszych wielkich sąsiadów – Niemiec i Rosji. Wyobrażenia na temat typowego Niemca i typowego Rosjanina. Nie mają one nic wspólnego z rzeczywistością, choć chętnie są utrwalane przez Kaczyńskiego i akolitów.

Klaus Bachmann opisuje zmiany jakie dokonały się w Niemczech, na podstawie małego miasteczka koło Szwarcwaldu, gdzie się wychował. Była to twierdza CDU i wszelkie zmiany zachodziły tam powoli i z opóźnieniem. Odwiedził je obecnie po latach i pisze:

Nazwisko na wizytówce dziewczyny w banku brzmiało dziwnie, zapytana o to wyjaśniła, że urodziła się w Homlu na Białorusi. Na miejskim deptaku bawią się dzieci, które między sobą mówią po niemiecku, ale z dziadkami po chorwacku. A dziadkowie między sobą po francusku. Młoda matka z dziećmi do jednego mówi po hiszpańsku, do drugiego po rosyjsku, bo rodzina po części pochodzi z Rosji, po części z Niemiec, a ktoś w rodzinie ożenił się z Kubanką.

Odkąd pamiętam, wszystko w moim miasteczku było podporządkowane ruchowi samochodowemu. Dziś jest w nim sieć autobusów łączących dzielnice. Kierowcy, wszyscy koło pięćdziesiątki, są obywatelami niemieckimi, ale niektórzy mają trochę ciężkawy akcent zdradzający, że kiedyś przybyli z Bułgarii, Turcji czy Grecji. (…)

Każda kolejna fala migracyjna, która trafiła do Niemiec, odcisnęła swoje piętno na moim miasteczku. Ale odbywało się to o wiele mniej dramatycznie, niż to się przedstawia w Polsce.

[Bachmann wymienia kolejno wysiedleńców ze Wschodu, tureckich gastarbeiterów, przesiedleńców z Warmii i Mazur oraz Górnego Śląska, wietnamskich „boat people”, enerdowców, Niemców nadwołżańskich, uchodźców z dawnej Jugosławii, Albańczyków z Kosowa.]

Przez wszystkie te lata Niemcy miały sporo wspólnego z dzisiejszą Polską. Były de facto krajem, który przyciągał imigrantów, ale udawał, że jest „czysto niemiecki”. Imigrantów przyjmowano z zastrzeżeniem, że po kilku latach powinni wracać do siebie, uchodźców zaś z naiwnym przekonaniem, że po ustaniu konfliktów, które ich wygnały, wrócą do swoich krajów. Jednocześnie werbowano wysoko kwalifikowanych pracowników IT z Indii, którzy przytłoczeni niemiecką biurokracją woleli emigrować do Stanów i Kanady.

Dziś w każdej rodzinie w Niemczech jest przynajmniej jedna osoba, która albo urodziła się poza Niemcami, albo pochodzi od rodziców urodzonych za granicą, albo ma obce obywatelstwo. Można się spierać, czy historycznie islam, buddyzm i prawosławie należą do niemieckiego dziedzictwa, ale jakakolwiek próba zakwestionowania praw obywatelskich wyznawców tych religii musiałaby prowadzić do podziałów w społeczeństwie i w niemal każdej rodzinie.

Kpić z poprawności politycznej, z nieustannych prób znajdowania kompromisów dotyczących np. udziału muzułmańskich dziewcząt w lekcjach pływania, demonstrowania symboli religijnych w urzędach i szkołach można tylko w krajach etnicznie, religijnie i kulturowo jednolitych albo takich, które zamykają oczy na to, że już nimi nie są. Na tym tle widać, dlaczego każda próba narzucenia obecnym Niemcom jakiejkolwiek definicji etnicznej musiałaby się skończyć katastrofą.

Wówczas bowiem ci wszyscy ludzie z „imigracyjnym zapleczem” (jak niemiecka poprawność polityczna każe nazywać tych, których w Polsce określa się po prostu jako „obcych”) natychmiast zorganizowaliby się również według kryteriów etnicznych. I zamiast dobrze zintegrowanych obywateli niemieckich różnego pochodzenia mielibyśmy członków zwartych i roszczeniowych mniejszości etnicznych i religijnych, które definiowałyby się w opozycji do Niemców.

Ryszard Kapuściński w książce „Imperium” opisał swoje wrażenia ze Związku Radzieckiego (obecną Rosję przedstawia się u nas jako bezpośrednich spadkobierców ZSRR, a każdy Rosjanin to odwieczny „genetyczny” wróg Polaka, który tylko czyha na to, żeby znowu mógł nas gnębić). Pisze:

Jak chłopi na całym świecie zaczynają rozmowę od rozważań na temat plonów, a Anglicy wszelką wymianę zdań od dyskusji na temat pogody, tak w Imperium pierwszym krokiem w nawiązaniu kontaktu między ludźmi jest wzajemne ustalenie swojej narodowości. Od tego bowiem będzie bardzo wiele zależało.

W większości wypadków kryteria są jasne i czytelne. Oto Rosjanin, oto Kazach, oto Tatar, oto Uzbek. Ale jest duży procent obywateli tego państwa, którym autoidentyfikacja sprawia poważne trudności, którzy – inaczej mówiąc – nie czują się cząstką żadnego narodu. Oto przykład mojego znajomego, Rusłana, inżyniera z Czelabińska. Jego dziadek był Rosjaninem, babka – Gruzinką. Ich syn, a ojciec Rusłana, zdecydował, że będzie Gruzinem. Ożenił się z Tatarką. Z miłości do matki Rusłan uznał się za Tatara. W czasie studiów w Omsku ożenił się z koleżanką – Uzbeczką. Mają teraz syna – Mutara. Jakiej narodowości jest Mutar?

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\mąż muzułmanin.jpg

„Sztuczne fiołki”

* * *

27 września mija 28 rocznica (która to by była miesięcznica?) od chwili kiedy Lech Wałęsa mianował naczelnym redaktorem „Tygodnika Solidarność” Jarosława Kaczyńskiego. W ciągu dwóch lat nakład tygodnika spadł z 400 tys. do 100 tys. egzemplarzy.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\kaczyński.png

* * *

W Ameryce trwałoby to dwa dni, u nas tylko trzy lata.

Zapadł wyrok w procesie Krystyna Pawłowicz kontra Monika Olejnik. Ta ostatnia napisała w „Gazecie Wyborczej”, że Pawłowicz w grudniu 2014 r. zachowywała się wulgarnie wobec posłów i marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego. Wołała „Ty chamie, stul pysk!” i „Zamknij ryj!”. Być może tak się teraz zachowują profesorowie prawa.

Pawłowicz zaprzeczyła, bo w stenogramie z obrad nie zapisano tych słów, i pozwała Olejnik. Ale kilku posłów (Palikot, Rozenek) potwierdziło że te słowa słyszeli. A na nagraniu wideo widać było posła Jońskiego, który żądał przerwy w związku z zachowaniem Pawłowicz i jej „nieparlamentarnymi słowami”.

Trzy posłanki PiS chciały zeznawać na korzyść pani Pawłowicz. Byłoby jak w tym przedwojennym dowcipie, gdzie obrońca zwraca się do sądu: „Wysoki sądzie, adwokat strony skarżącej przedstawił świadka który widział jak mój klient popełnił zarzucany mu czyn. Ja mogę przedstawić trzech świadków, którzy tego zdarzenia nie widzieli!”.

Sąd, jeszcze niezreformowany, przyznał rację Monice Olejnik, a Sąd Apelacyjny podtrzymał wyrok. Ale jeszcze będzie kasacja.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Pawłowicz 6.jpg

„Sztuczne fiołki”

PIRS

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.8/10 (18 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +20 (from 20 votes)
Telewizja pokazała (377), 9.8 out of 10 based on 18 ratings