Ernest Skalski: FUGU

2017-01-12.

„Obawiam się, że wraz z odejściem MK „owce się rozpierzchną”. MK to opcja pacyfistyczna. Inny lider to ryzyko radykalizacji. Proporcje członków grup SKOD i KOD PP (66 403 do 861) pokazują, że ludzie chcą pokoju. Radykałowie źle oceniają swoje szanse, mimo to „dokręcają śrubę”. W najlepszym wypadku skończy się tak jak z głodówką Miszka, w najgorszym wojną domową. W tej sytuacji bezpieczniejszy dla KOD-u wariant to MK. I tak jak podpowiada Frasyniuk > Jak będzie trzeba „pojawi się kolejny lider”, ale „powinniśmy poczekać”. Nie ma dobrego wyjścia. Trzeba czekać, „robić swoje”, „być przyzwoitym” i słuchać Krzysztofa Łozińskiego i Władysława Frasyniuka”.

Powyższe to fragment komentarza pani, ksywka: PAT, pod moim artykułem w SO, pt. „Szkoda” (2017-01-060).

Teraz się wytłumaczę z tytułu.

Fugu to znana w Japonii ryba, spożywana przez amatorów w postaci sashimi, którego w Polsce nie dostaniecie, bo ta obrzydliwa Unia zabroniła jej sprowadzania. Zawiera ona – ryba nie UE- substancję zwaną tetrodotoksyną, przy której cyjanek  może być uważany za kaszkę manną.  Spożycie nawet niewielkiej ilości powoduje w większości przypadków koszmarną śmierć przez powolne uduszenie, przy zachowaniu pełnej świadomości smakosza. Bo tylko amatorzy decydują się na wydanie kolosalnych pieniędzy za ten japoński wariant rosyjskiej ruletki, bez możliwości wygrania czegokolwiek. To sashimi o – ponoć – niebiańskim smaku, ma prawo przyrządzać elita kucharzy o specjalnych, nabywanych latami i potwierdzonych egzaminami kwalifikacjach.

Byłem w Tokio na tyle dawno, że zapomniałem jaki to aktor, ulubieniec Japonii zmarł po sashimi z fugo, a o kucharzu wiem, że rwał się by popełnić seppuku i długo go pilnowano, bo wiele w niego zainwestowano, a prawdopodobieństwo nowej fatalnej pomyłki było niewielkie.

W naszej kulturze nie oczekuje się seppuku, wystarczy oddanie się do dyspozycji. O tym właśnie dyskutujemy. A konkretnie o tym co dysponent powinien zadysponować. I to jest teraz najważniejszy aspekt tego co określamy jako sprawa Kijowskiego. Co z KOD-em? Ocena tego jak postąpił Mateusz Kijowski i jakie ON powinien ponieść konsekwencje — to także sprawa bardzo ważna, ale nie najważniejsza. Co o niej wiem i myślę napisałem w tej ”Szkodzie” i miałbym satysfakcję gdybym wiedział, że czytelnicy niniejszego przeczytali i tamten tekst.

Kto pierwszy podniesie kamień

Wiem, że muszę się zastanowić, jeśli ludzie, których cenię i znam, niezależnie od tego jako osądzają Kijowskiego — przeważnie źle — twierdzą, że dobro KOD-u wymaga, aby jego przewodniczący ustąpił i już więcej nie kandydował.

Rozważam więc i taką możliwość; jak i tę, gorszą, że będzie kandydował,  lecz nie zostanie wybrany. Ale też nie można wykluczyć, że z trudem bo trudem, lecz jednak wygra te wybory. Wtedy jakaś część członków KOD, sympatyków i okazjonalnych demonstrantów odmówi wyjścia na demonstracje z Kijowskim, nie wrzuci datku do puszki. Jaka to będzie część — tego nie wiemy.  Teraz trwa wytężona praca nad tym, aby tych odmawiających było jak najwięcej i to nie zwolennicy władzy są w tej kampanii najskuteczniejsi.

Licząc się z tym, że PT Czytelnicy nie pamiętają tego co pisałem w „Szkodzie”, cytuję:”W tej sprawie trzeba odróżnić delikt od skutków. Czasem jeden nieostrożny ruch powoduje straszną w skutkach lawinę. Mateusz Kijowski nikogo nie zabił, nie pobił. Niczego nie zawłaszczył, nie ukradł. Pobrał umiarkowaną sumę – NIE 91 tysięcy; spółka to także koszty – którą ruch powinien mu był jakoś zapewnić, żeby mógł funkcjonować.”

Sąd opinii nie kieruje się kodeksem postępowania karnego. Niekoniecznie liczy się w nim prawda materialna, fakty, ale wyobrażenie o nich. Emocje wywoływane przez fakty, albo i bez nich. Opinia  nie oczekuje wyjaśnień, dokumentów, rozliczeń. Technika damage control ma więc więcej wspólnego z praktyką kościoła niż z postępowaniem sądowym. Opinia czeka na przyznanie się do winy, żal za  grzechy, skruchę, obietnicę poprawy i zadośćuczynienia. Wtedy może się rozczulić i odpuścić. A Kijowski nie daje jej takiej szansy.  Wyjaśnia, tłumaczy się, wskazuje okoliczności, ogranicza swą winę, tak jakby stał przed zawodowym sądem.

Propaganda PIS nie przepuści takiej okazji. To dla  niej ogromny plus dodatni. Takoż dla tabloidów. Dawno jednak nie widziałem takiej histerycznej nagonki, takiego moralnego wzmożenia ze strony szlachetnych z natury opozycjonistów.

Znowu cytuję siebie: „Powtarzamy sobie, my — opozycja, że tamci, PIS, sekta smoleńska, prawdziwi Polacy, kierują się emocjami. My zaś podchodzimy racjonalnie do rzeczywistości. To prawda, ale daleko nie cała. U nas też kipi, choć może nie aż tak bardzo. Każdym kieruje i racja i emocja. W różnych proporcjach i różnie w różnych okolicznościach.”

To niekoniecznie są tylko dobre emocje. Wyczuwam też, po trochu — podkreślam – poczucie sadyzmu i satysfakcji z cudzego upadku, w ramach moralnego oburzenia. Okazji do zobaczenia siebie samego w lepszym świetle. Oraz strachliwej gorliwości w oczekiwaniu kary. To my już sami…

I oczywiście: racjonalny argument. My nie PiS. Nasz lider ma być — parę razy widziałem — nieskazitelny. I znów ta cholerna żona Cezara!

Więc prosiłbym o wskazanie chociaż jednego nieskazitelnego w polityce, teraz i w historii. Święci Kościoła też nie byli nieskazitelni skoro w procesie kanonizacyjnym ma zajęcie advocatus diaboli. A jeśli już mamy — my; opozycja — korzystnie się różnić od PiS, to może choć brakiem hejtu wobec, owszem, grzesznika, który wszakże, jak dotąd, zrobił najwięcej dla obrony demokracji. Wystarczy, że hejtuje go PiS.

Cnota moralistów może być nagrodzona. KOD będzie miał nowego lidera. Pana A., panią B, kolegę C. Ilu ludzi pójdzie z kimś takim na demonstrację? Czy marka KOD okaże się ważniejsza od osobowości lidera? Tego nie wiem, ale nie mam zaufania do tych, którzy wiedzą na pewno jak zareaguje czuła społeczna materia. A już zupełnie nie zgadzam się z tymi, którzy uważają, że lepsza nas choćby garstka, byle było czysto moralnie. PiS też tak uważa.

Kto pierwszy ten gorszy

Jaki jest taki jest, ale wszyscy go znają. W KOD-zie i w narodzie, a także poza granicami. To wielki kapitał, który MK pomniejszył, pomniejszając zarazem społeczny kapitał jakim jest KOD.  Nowy lider będzie musiał dopiero ten kapitał budować. Może mu się to udać, lecz niekoniecznie. A jeśli nawet, to kiedy? Jak będzie wybrany, na podstawie jakich kryteriów? Kandydaci — konkurenci będą się starali zwrócić na siebie uwagę. Najłatwiej radykalizmem, bojowością. Odsyłam do wstępnego akapitu, autorstwa pani PAT. Możemy mieć  niewielki bojowy KOD, konkurujący z Obywatelami RP, blokującymi miesięcznice smoleńskie, ale możemy nie mieć wielkiego masowego ruchu, jeśli poniesiemy straty większe niż te, które mu zadał MK i  które wciąż rozdymają jego krytycy.

Kijowski pozbywał się konkurentów w instancjach kierowniczych KOD — informują. Nie wiem jak to wyglądało. Wyrzucał? Tak jak Schetyna w PO? Odchodzili, bo nie zgadzali się? Ważne jest to co dawni kolejarze nazywali siłą na haku, gdy oceniali parowozy. To demonstracje KOD i jego powstające struktury. I zastanawia dlaczego w takiej Nowoczesnej widzimy drużynę Petru, a nie konkurentów. Świętych obcowanie?  Pełna zgoda, harmonia? Nikt tam nie krytykuje szefa za  narażenie na śmieszność tym wypadem do Portugalii? Najprawdopodobniej w tych ludziach istnieje przemożna świadomość wspólnoty celu, nadrzędnej w stosunku do wszystkiego innego, w tym czasie i w tym miejscu.

Pamiętam Stocznię Gdańską w sierpniu 1980, kiedy wicepremier Tadeusz Pyka  jeździł po  strajkujących zakładach Trójmiasta, obiecując złote góry za  odstąpienia od strajku i izolację jego centrum z Wałęsą. Wokół Lecha byli tacy, którzy go znali razem z jego, powiedzmy, niedoskonałościami — i potem stali się jego wrogami. I prawdopodobnie nie wiedzieli, że to Napoleon powiedział, że zwycięża ten kto ma przewagę w decydującym czasie i decydującym miejscu. Ale starczyło im rozumu, by wtedy i tam, działać w oparciu o tę zasadę.

Wróćmy do Nowoczesnej. Powiedzmy, że Petru odchodzi. Od razu możemy wymienić kilka posłanek, z których każda by mogła go zastąpić i firma by nadal funkcjonowała. Nikt ich nie znał rok temu, lecz dały się poznać, tworząc zgraną drużynę swego lidera. Kalkuluje się, widać. A czy są znani konkurenci Kijowskiego z pośród których wyłoni się jego zastępca?

Oczywiście, każdy mógł podjąć pomysł Krzysztofa Łozińskiego o powołaniu KOD, ale jakoś – przypadkiem? – nikt oprócz MK tego nie zrobił. Panowie M., P., S. czy pani F. , podejmując działanie w kierownictwie ruchu założonego przez Mateusza Kijowskiego uznali widocznie, że muszą udowodnić, iż nie są  od niego gorsi i zaczynali od forsowania własnych koncepcji. A gdyby,  nawet uważając je za słuszniejsze, pracowali ramię w ramię z Kijowskim, nie podgryzając go, to każdy miałby pozycją zdobytą własnym działaniem. I to byłoby lepszą legitymacją do starań o przywództwo niż żerowanie na błędach MK.

Mateusz Kijowski nie zyskał, zwracając uwagę na to, że  bombą stała się nie  treść tej informacji, ale jej podrzucenie. Ktoś jednak zyskał. Kosztem nie tylko MK, lecz także kosztem KOD, największej i najważniejszej siły opozycyjnego społeczeństwa. I obciążył tym całe jej kierownictwo, w tym konkurentów do władzy, bo każdy robi się podejrzany. Ten ktoś umiejętnie zastosował napoleońską zasadę wyboru czasu i miejsca.

Po zrobieniu wydmuszki z Trybunału Konstytucyjnego, PiS robi to samo z Sejmem. Przewaga oparta o pięć mandatów i chwiejne poparcie Kukiza może być niepewna przy dużej, silnej opozycji. Trzeba więc rządzić nie wbrew opozycji, lecz bez niej. Przy takim układzie zamach na konstytucję nie wygląda na niemożliwy. Ale można to zrobić inaczej

Już się zaczęły przymiarki do decydującego dla dobrej zmiany ataku. Na ordynację wyborczą! Jest jakiś niewydarzony projekt jakiejś około-pisowskiej struktury. Wkrótce mogą być inne. Zmiana ordynacji stanie na porządku dnia i PiS wybierze projekt. Nie skrajny — Boże uchowaj! Optymalny, ale taki by rządzić długo. Spacyfikowany Sejm uchwali, Senat — wiadomo, prezydent podpisze, lub ewentualnie pośle do Trybunału Konstytucyjnego dla zaklepania. Możemy mieć standard Rosji, Turcji czy Białorusi.

To co się teraz dzieje nie jest  pojedynkiem dżentelmenów, w którym przeciwnikowi daje się czas na podniesienie wytraconej mu szpady. I tak się jakoś dobrze składa dla naszych okupantów, że kiedy należałoby się spodziewać największych masowych protestów, które tylko KOD mógłby zorganizować, przeżywa on kryzys przywództwa i związane z tym kłopoty.

Przypadek?

Ernest Skalski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 8.9/10 (42 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +39 (from 55 votes)
Ernest Skalski: FUGU, 8.9 out of 10 based on 42 ratings

45 komentarzy

  1. PIRS 2017-01-12
  2. slawek 2017-01-12
    • Nela 2017-01-12
      • andrzej Pokonos 2017-01-12
      • slawek 2017-01-12
  3. j.Luk 2017-01-12
  4. PIRS 2017-01-12
  5. slawek 2017-01-12
  6. slawek 2017-01-12
    • Darek 2017-01-12
  7. hazelhard 2017-01-12
    • slawek 2017-01-12
  8. andrzej Pokonos 2017-01-12
  9. A. Goryński 2017-01-12
    • A. Goryński 2017-01-12
  10. Ernest Skalski 2017-01-13
    • j.Luk 2017-01-13
    • slawek 2017-01-13
    • Darek 2017-01-13
    • slawek 2017-01-13
  11. andrzej Pokonos 2017-01-13
  12. slawek 2017-01-13
    • andrzej Pokonos 2017-01-13
  13. Nela 2017-01-13
    • Darek 2017-01-13
  14. Darek 2017-01-13
  15. andrzej Pokonos 2017-01-13
    • Darek 2017-01-13
  16. Mr E 2017-01-13
  17. jwiertel 2017-01-13
  18. PK 2017-01-13
  19. wsikora62 2017-01-13
  20. slawek 2017-01-13
  21. Pat 2017-01-17
  22. Pat 2017-01-17
    • slawek 2017-01-19
      • Pat 2017-01-19
  23. Pat 2017-01-17
  24. slawek 2017-01-17
    • Sir Jarek 2017-01-18
      • slawek 2017-01-19
  25. slawek 2017-01-17
  26. Pat 2017-01-19
  27. slawek 2017-01-20
    • Pat 2017-01-28