W zeszłym roku wydaliśmy na alkohol 41 mld zł. Gdybyśmy zmniejszyli spożycie alkoholu o 1/10 i przeznaczyli te pieniądze na jakiś pożyteczny cel… To kupa forsy, więcej niż cały budżet Ministerstwa Zdrowia.
Prywatne: PIRS: Telewizja pokazała (93)
mam nadzieję, że minister kiesy państwowej tego nie czytał, bo miałbyś u niego krechę. z drugiej jednak strony dobrze że to ty piszesz o tej alkoholowej rozrzutności, a nie ktoś, kto z wyboru lub nadania reprezentuje państwo. gdyby bowiem tak się stało, byłaby to krystalicznie czysta hipokryzja, bo państwo musiałoby splajtować bez akcyzy i VAT-u na używki.
nie rozumiem przeto utyskiwań na pijaństwo szerzące się jakoby wśród chłopstwa, robotnictwa i inteligencji harującej.
czyż nie jest to przejaw patriotyzmu, że wszyscy ci ludzie, których tak lekkomyślnie wytyka SIȩ palcem rujnują sobie zdrowie, żeby państwo nasze mogło związać koniec z końcem? powinniśmy też mieć więcej wyrozumiałości, gdy jakaś młoda matka polska nie zapomina o dziecięciu swoim – powódź nie powódź, a orać trzeba, więc matka karmi dziecię piersią, bezpośrednio po zasileniu skarbu państwa. rozumiałbym jeszcze, gdyby odurzała się bimbrem, bo byłoby to wysoce niepatriotyczne, ale alkohol z obanderolowanej butelki. i wypominać jej z tego powodu jakieś promile we krwi, obsmarowywać w gazetach, nasyłać policję.?
albo temperamentni kierowcy. wcale mi się nie podoba, kiedy nazywani są piratami. wiem, że śmiertelne rozjeżdżanie przechodniów na pasach, lub taranowanie pasażerów czekających na przystankach jest naganne. ale nawet w takiej sytuacji trzeba by uwzględnić okoliczności łagodzące – patriotyczną motywację towarzyszącą chwilowej utracie poczytalności.
gdyby nie ofiarne zasilanie budżetu państwa przez pijane dróżniczki, nietrzeźwych obsługiwaczy semaforów na kolei, ubzdryngolonych kierowców autobusów, urżniętych w trzy dupy operatorów dźwigowych, a incydentalnie nawet stróżów porządku publicznego, to naszego niebogatego przecież państwa nie byłoby stać na nic.
mówi się ostatnio, że pozbawienie nas wszystkich emocjonującej transmisji z meczu w noc z niedzieli na poniedziałek wzięło się z zakupienia tandetnego systemu informatycznego dla PKW, bo państwo dało się nabrać na towar z promocji. a skąd miało brać, kiedy ulice roją się od trzeźwych i niepalących.
spoglądamy też z niepokojem w przyszłość, bo wskaźnik rozmnażalnictwa ludności jest pono pod kreską. trochę ratują sytuację wprowadzone niegdyś bodźce finansowe. nie zapominajmy jednak, że państwa nie byłoby stać nawet na becikowe, gdyby nie było bełcikowego…
apeluję więc do większej rozwagi w narzekaniu. jak za słusznie – to też niesłusznie.
natan gurfinkiel
Suplement redakcyjny:



Przypomniało mi się zwierzenie świetlanej, choć nieświętej pamięci Jasia H. „Denaturat – piłem. Wode brzoz0wą – piłem. A popacz! – hydrol mi szkodzi. I fakt, że jedyny poważny szlaban na publikacje (którym się zwykł chwalić) dostał Urban od Łysego Gnoma za obrazę krakowskiego, fanatycznego antyalkoholowego apostoła, Marcinkowskiego. (czym się nie chwali)
Faktycznie, nie pomyślałem i wyszedłem na niepatriotę. 🙂
andrzeju, wystaw sobie że w bohaterskich czasach, kiedy jasio h. jeszcze żył, a ja mieszkałem w warszawie, dwukrotnie udało mi się zobaczyć go całkiem trzeźwego…
to chyba z inspiracji duchowej naszego nieodżałowanego przyjaciela, michał urbaniak, zapytany w filmie „mój rower” czego się napije wypowiada uskrzydloną sentencję: wszystkie alkohole są bardzo dobre – z wyjątkiem denaturatu, który jest dobry.
„Przepraszam bardzo, pozwól na chwilę, muszę ci powiedzieć jedną rzecz: pożycz stówę!” Zwykle miałem w kieszeni 10 zł, co też relaksowało napięcie. Zwykle zwracał się do mnie per „Marcyś”, bo miałem wtedy sobowtóra. On z nim pijał częściej.
przecież cydr to polskie jabłka, ksiądz nie doczytał