2015-12-29.

Zbigniew Ziobro jest człowiekiem nadzwyczaj dowcipnym. W poświąteczny poranek, rozmawiając z Moniką Olejnik w Radio Zet nieustannie żartował, opowiadając przezabawne witze.
– To nie tylko brzydko pachnie. To moim zdaniem pachnie prokuraturą. To jest poza kompetencjami Trybunału, żeby jechać do Chin, gdzie jest jedynowładztwo partyjne i są łamane prawa człowieka – tak o wizycie sędziów Trybunału Konstytucyjnego w Chinach mówił w Radiu ZET Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości i prawdopodobnie przyszły prokurator generalny.
– Pojechali na koszt podatnika! Ile to kosztowało? Niech zwrócą te pieniądze. Mur chiński oglądali, rikszą się przejechali w Szanghaju czy w Pekinie? Po co oni tam jechali? Uczyć się praworządności chińskiej? – kpił i chichotał niezwykle zadowolony ze swoich żartów Ziobro w programie Moniki Olejnik. Dziennikarka przypomniała, że niedawno w Chinach był także Andrzej Duda.
– Jest różnica między prezydentem, który ma za zadanie dbać o interesy gospodarcze i polityczne, a Trybunałem Konstytucyjnym, który ma dbać o standardy praw człowieka – odpowiedział Ziobro.
Kontekst tej prześmiesznej wizyty jest jeszcze zabawniejszy, niż to mgr prawa Ziobro sobie wyobraża. Oto nasi sędziowie, którzy zamiast siedzieć na tyłku w Trybunale i rozstrzygać najważniejsze dla państwa sprawy rozbijają się gdzieś na krańcu świata pojechali tam, o czym naszego żartownisia pewnie nikt nie poinformował, bo któżby zresztą śmiał spalić dowcip tego błyskotliwego artysty stand-up, z rewizytą. Jak stwierdza Biuro Trybunału Konstytucyjnego „wizyta delegacji sędziów TK w Chinach w dniach 30 sierpnia – 4 września 2015 r. na zaproszenie Komisji Spraw Prawnych Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych stanowiła kontynuację debaty rozpoczętej w 2014 roku w Warszawie między stroną polską a delegacją członków Komisji Spraw Prawnych OZPL. W dniach 8 – 11 października 2014 r. wizytę Trybunale Konstytucyjnym i w Sejmie RP złożyła bowiem delegacja członków Komisji Spraw Prawnych OZPL w związku z rozważaną w Chinach reformą procesów legislacyjnych oraz kompleksową regulacją prawa żywnościowego opracowywaną m.in. w kontekście importu polskich produktów żywnościowych (…) spotkanie delegacji chińskiej w Warszawie w 2014 roku zapoczątkowało rozmowy po pierwsze na temat roli, pozycji ustrojowej oraz zakresu kompetencji Trybunału Konstytucyjnego jako sądu prawa w polskim porządku konstytucyjnym, zwłaszcza w kontekście procesów stanowienia i kontroli konstytucyjności prawa. (…) Napięty program rozmów delegacji chińskiej w Trybunale i w Sejmie RP w 2014 roku uniemożliwiał zorganizowanie dodatkowych spotkań z przedstawicielami innych organów władzy, w tym poza Warszawą. Program rozmów zaproponowany delegacji polskiej w 2015 roku kształtował się podobnie, lecz trwał o jeden dzień dłużej, ponieważ obejmował dwie dodatkowe debaty powodujące konieczność przemieszczenia się do dwóch innych, odległych miast.”
Ponieważ kawalarz chciał bardzo dowiedzieć się, jak kosztowna była podróż sędziów TK do Chin, sięgnijmy znów do informacji Biura Trybunału, według której „W porozumieniu ze stroną chińską i zgodnie z ogólnie praktykowanymi regułami, w trakcie przygotowań do pierwszego spotkania polsko-chińskiego w 2014 roku w Warszawie przyjęto ustalenie, że strona odwiedzająca poniesie koszt przejazdu do Polski i we własnym zakresie dopełni w odpowiednim trybie wszelkich formalności związanych z odbyciem podróży, w tym z ewentualnym uzyskaniem wiz wjazdowych przez członków delegacji, od których są one wymagane. Strona odwiedzana zobowiązała się zaś do zapewnienia noclegów w hotelu w ustalonym terminie oraz wyżywienia w przerwach między obradami według uzgodnionego harmonogramu. W 2014 roku gospodarzem programu i koordynatorem wizyty delegacji Komisji Spraw Prawnych OZPL w Warszawie było Biuro Trybunału Konstytucyjnego. W sposób analogiczny zaplanowana została rewizyta sędziów TK w Chinach w 2015 roku, której gospodarzem została Komisja Spraw Prawnych OZPL ponosząca w całości finansowy i organizacyjny ciężar związany z pobytem delegacji polskiej na terytorium Chin i jej udziałem w przewidzianych debatach.”
Mógł też nasz dowcipny figlarz nie wiedzieć, że np. w Sejmie działa Grupa polsko-chińska, w której zarządzie zasiadali m.in. Bartosz Kownacki – wiceprzewodniczący (dziś – sekretarz stanu w MON), Tomasz Latos (jw.), Lech Kołakowski (jw.) a członkami byli Maks Kraczkowski, Izabela Kloc (do wygaśnięcia mandatu) a nawet Witold Waszczykowski, aktualny szef MSZ. O efektach działalności Grupy polsko-chińskiej też mało kto słyszał. Może słyszał nasz pogodny dowcipniś?
W rozmowie z Moniką Olejnik pan minister sprawiedliwości, który według planów PiS ma być też prokuratorem generalnym, kpił również z protestów organizacji pozarządowych, które krytykują zmiany w Trybunale:
– Ojej! ojej! Co jeszcze? Dopiszmy tam jeszcze pięćdziesiąt organizacji, które dostawały granty od poprzedniego rządu! – Wołał wesoło minister Ziobro. – Chodzi o grę interesów. Prawda jest taka, że ten rząd jest niewygodny dla wielu środowisk. Stracili na tym i nie chcą się pogodzić z przegraną. Konfiturki już nie będą takie, chichotał, bo my chcemy dać te pieniądze dla biednych dzieci i rodzin. – wdzięczył się do dziennikarki, i słusznie – dzieciom należą się koniecznie konfiturki, a nie na przykład dania z baru mlecznego, któremu rząd zamierza ograniczyć dopłaty.
– Trybunał broni interesów tych tłustych kotów. – zabawiał rozmówczynię bajeczkami o zwierzętach z przykładem wziętym z życia: – Przykład: nie mam cienia wątpliwości, że wypowiedź pana Stępnia, który mówi, że 500 złotych na każde dziecko w Polsce to jest jakiś horror, to jest wypowiedź właśnie człowieka oderwanego od rzeczywistości.
Dlaczego Zbigniew Ziobro przywołał Jerzego Stępnia, który jest sędzią w stanie spoczynku?
– Jest emanacją myślenia kolegów i koleżanek z Trybunału! Jest byłym prezesem. Dostaje 15 tysięcy co miesiąc, pensję, może sobie leżeć do góry brzuchem i czytać gazetki. Ma w nosie to, że jedna trzecia rodzin polskich wielodzietnych żyje poniżej skrajnego poziomu ubóstwa, sześćset tysięcy dzieci… – mówił Ziobro, który widać zbadał stan organu węchu prezesa Stępnia. Według niego Trybunał mógłby chcieć zablokować podatek od banków i hipermarketów i uniemożliwić program „500 plus” uprzedzał ewentualne wyroki pan minister, który zarabiając mniej od sędziego Stępnia pewnie dlatego setek tysięcy ubogich dzieci w nosie nie ma.
Prawdę mówiąc nie wiem, czy na konfiturki dla wszystkich dzieci starczyłyby pobory samego Jerzego Stępnia, sędziego TK w stanie spoczynku, czy może należałoby dorzucić jeszcze comiesięczną wypłatę na przykład dla przedstawiciela prezydenta w Krajowej Radzie Sądownictwa, byłego sędziego TK, a więc też leżącego na kozetce do góry brzuchem z jakąś polską gazetką codzienną w ręce.
Zakończmy jednak te żarciki na temat brzucha, gazety i leżenia, bo minister sprawiedliwości odpowiedział na oświadczenie Biura Trybunału Konstytucyjnego, który kwestię wynagrodzenia dla czynnych i byłych sędziów poruszył, prostując kłamstwa, jakie w przestrzeni publicznej pojawiały się na temat Trybunału i sędziów.
„Wiceprezesowi i prezesowi TK przysługuje ponadto dodatek funkcyjny (w wysokości powyższej podstawy pomnożonej przez odpowiednio – 0,8 i 1,2). Kwotowo sędzia TK zarabia miesięcznie brutto 22 439,80 zł. Kwota ta powinna być porównywana nie z płacą minimalną czy też „średnią krajową”, lecz z „rynkowymi” wynagrodzeniami doświadczonych prawników. Ustawowo określona wysokość uposażenia Sędziego TK w stanie spoczynku wynosi 75 proc. ostatnio pobieranego wynagrodzenia i procentowo jest taka sama jak w przypadku ogółu polskich sędziów” – czytamy w oświadczeniu TK.
Minister sprawiedliwości był pytany również o niedawny list Fransa Timmermansa, wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej.
„Ta nowelizacja, jak wynika z informacji, którymi dysponujemy, dotyczy funkcjonowania Trybunału, a także niezawisłości jego sędziów. Oczekiwałbym, że ta ustawa nie zostanie ostatecznie przyjęta albo przynajmniej, że nie zostanie wdrożona, dopóki wszelkie kwestie dotyczące wpływu tej ustawy na niezawisłość i funkcjonowanie TK nie zostaną w pełni i adekwatnie ocenione” – napisał Timmermans do polskiego MSZ i MSW.
Z. Ziobro twierdzi, że listu jeszcze nie otrzymał. – To nieładnie świadczy o protekcjonalnym traktowaniu Polski. Tu nie chodzi o ministra Waszczykowskiego lub o mnie, ale o Polaków. Komisja Europejska nie powinna tak traktować Polaków, bo zasługujemy na poważne traktowanie, tak jak wszystkie kraje Unii Europejskiej – mówił Ziobro. I wyjaśnił, jak rozumie unijną krytykę.
– My chcemy dać 500 złotych na dziecko. Im się to nie podoba, bo co urzędników europejskich obchodzą polskie dzieci? Ich interesuje to, żebyśmy współfinansowali w rozwiązaniu problemu uchodźców, który oni sobie nawarzyli i przyjęli do Polski kilkaset tysięcy uchodźców islamskich i płacili za to. Jeżeli my byśmy się na to zgodzili, to nie byłoby 500 złotych na każde dziecko, bo musielibyśmy część środków przekazać właśnie na utrzymanie uchodźców. Jeden uchodźca to jest 1300 złotych miesięcznie – mówił Ziobro.
Wolałbym, prawdę mówiąc, żeby minister nadal żartował, w konwencji stand up jest lepszy, niż gdy stara się mówić z najwyższą powagą i troską o dobre i słuszne traktowanie Polaków przez polityków unijnych. Jako minister od sprawiedliwości, rejestrów sądowych, anzli i rozwiązanych komisji kodyfikacyjnych, który aspiruje do zarządzania nie tylko 10 tysiącami sędziów, ale i 6 tysiącami prokuratorów, nie musi on wiedzieć, że Polska miała przyjąć tylko 7 tysięcy uchodźców i że część kosztów miała być refundowana przez Brukselę.
Nasz pocieszny wesołek, jak się rzekło, zamierza stać się jak wash&go, czyli jak dwa w jednym. Zapewne już w marcu otrzyma olbrzymią władzę, której zakres został przez poprzedni rząd i parlament znacznie okrojony. Właściwie już przywykliśmy do tego, że kto inny jest prokuratorem generalnym niż ministrem sprawiedliwości. Zresztą, jak mi się wydaje, prokuratorzy też w większej części nawykli do niezależności prokuratury od administracji państwowej i polityków. Tylko Prawo i Sprawiedliwość nie mogło się przez ostatnie blisko 6 lat pogodzić z tym stanem rzeczy. Partia, która ufundowana jest na nieufności zarówno do instytucji państwa demokratycznego – jak niezawisłość sędziowska czy niezależne sądy i Trybunały, samorządność i obywatelskie swobody – nie wyobraża sobie państwa, w którym jej władza byłaby okrojona. Przywraca więc stan z lat 2005 – 2007. Równocześnie zamierza rozszerzyć możliwości inwigilacji bez praktycznie żadnej kontroli sądowej, zlikwidować służbę cywilną i podporządkować sobie media, nie tylko publiczne, ale i prywatne. Wyposażona w te narzędzia, obiecuje uczynić Polaków szczęśliwymi. A jeśli nie będą, to władza mieć będzie dość środków perswazji, by ich przekonać.
Tu jednak żarty się kończą, gdyż nasz dowcipny minister będzie w tym systemie, w najlepszym wypadku autorytarnej „demokratury”, w najgorszym – tyranii, spełniał rolę nadzorcy olbrzymiego obszaru państwa. Sądy, prokuratura, rejestry, służba więzienna, notariat, prawodawstwo – to pewnie jeszcze nie wszystko. Nie wszystko da się też pokryć dowcipem i redukcją przeciwnika.
Do sprawowania nadzoru nad tak ogromnym agregatem konieczne są szczególne przymioty, których trzeba dowieść. Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego kierowca autobusu czy 70-letni sędzia, jeśli chcą pracować, muszą poddać się bardzo starannym badaniom psychologicznym. A gość, który nadzoruje tylu prawników, ale i więźniów, nie musi udowodnić, że nie ma przeszkód natury nie tylko prawnej, ale i osobowościowej.
Ale to już inna bajka, trochę odbiegliśmy od tematu, którym wszak był nadzwyczaj wrażliwy węch ministra Ziobry oraz jego dowcipna natura. Liczę, że swoje witze opowiada też na posiedzeniach rządu oraz koalicyjnych naradach, wprawiając w doskonały nastrój uczestników tych konwentykli, tak potrzebny, gdy na ulice wychodzą wprowadzeni w błąd przez wrogie siły i rewizjonistów zachodnioniemieckich tłumy naiwnych i nieświadomych swojej prawdziwej roli młodych i starych obrońców dawnego porządku.
Stand-up to solidny zawód.
Piotr Rachtan


Jestem ciekaw, czy prowadząca rozmowę dziennikarka znała te fakty, o których napisał autor i czy próbowała polemizować z panem Zbyszkiem? Domyślam się, że nie. Dwoje ślepców gadało o kolorach. Ilustracja stanu polityki i dziennikarstwa w Polsce.
„My chcemy dać 500 złotych na dziecko. Im się to nie podoba, bo co urzędników europejskich obchodzą polskie dzieci.”
.
Nie do wiary, że takie brednie wygaduje ktoś, kto podobno stoi na czele MS.
.
Ale po co w ogóle komentuję? Mój komentarz prawdopodobnie przepadnie jak poprzednie (pewnie za „nieuctwo” albo za bycie „pisowskim trollem”).
@wejszyc no właśnie. A na tym buduje się u nas świadomość obywatelska, bo stamtąd większość rodaków czerpie wiedzę o czymkolwiek. Kukiz ostatnio nawet o Sorosu.
Najsmutniejsze w tym całym wesołym przedstawieniu jest to, że przeciętny słuchacz – oglądacz telewizji zapamięta jedynie to, że panowie sędziowie pojechali do Chin za JEGO pieniądze!!! zamiast pracować 8/24 h przez pięć dni w tygodniu. I to woła o pomstę do nieba i natychmiastowe ukrócenie samowoli tych tłustych kotów – sędziów TK.
I pan Zbyszek to dobrze wie zaś pani interwiewująca pana Zbyszka ie dorosła do roli.
http://polska.newsweek.pl/zbigniew-ziobro-i-lekarze-zemsta-ziobry,artykuly,376398,1.html
Zaczyna się?
Bardzo przepraszam zawiedzionych komentatorów zawiedzionych niekompetencją pani MO, ale czy naprawdę Panstwo nie wiecie że pani MO zatrudniona jest w TVN24 nie na etacie dziennikarskim, ale na etacie SuperBlondynki ?
http://polska.newsweek.pl/zbigniew-ziobro-i-lekarze-zemsta-ziobry,artykuly,376398,1.html
I jak się dziś czuje pani Kopacz, której nie chciało się przyjść do sejmu gdy głosowano nad postawieniem Ziobry przed Trybunałem stanu?
Od lat kilku nie oglądam programu pani MO…
To żałosna kalka z dawnej PRL-owskiej gwiazdy TVP Ireny Dziedzic, ale tamta jednak przygotowywała się do rozmowy z zaproszonymi gośćmi…
Pani MO myśli, że kolekcja butów i wygadanie wystarczą…
Moim zdaniem to porównanie jest chybione.
Pani Irena Dziedzic pozwalała się wypowiadać swoim rozmówcom, była znakomicie przygotowana, do wywiadów z ciekawymi ludźmi, elegancka tak w wypowiedziach, jak i ubiorze; jej program może stanowić kanon dobrego telewizyjnego dziennikarstwa.
Jak wobec takiego wzorca prezentuje się wyzywająco wyfiokowana, sztucznie odmłodzona, agresywna pani redaktor, która pozwala swoim rozmówcom na mówienie równoległe, na wdechu i wydechu, kiedy nie sposób usłyszeć, co oni mówią a pani redaktor jeszcze ich usiłuje przekrzyczeć…
To całkiem inny gatunek wywiadu… Jakiego wywiadu???
Żadna kalka. Programy Ireny były profesjonalnie przygotowywane tygodniami i nie padało w nich jedno nieuzgodnione słowo; nie dotyczyły też polityki, ale kultury, nauki i tp. Każdy kadr był zaplanowany. U MO jest tzw. pełny spontan, pyskówy i polityka. I nie jest to lepiej. Wręcz przeciwnie.
@kolarz @ otoosh
Nie o to chodzi, że ona ma związki rodzinne z MO, a kto inny z PZPR. Chodzi o to, że „to głupia kobieta jest”. Tak najzwyczajniej w świecie głupia, przygłupia, durna, może umiejąca się zachować na jakiejś ściance, odróżnić wino słodkie od wytrawnego i opowiedzieć o pobycie w Paryżu, a to w tym kraju wystarcza, jak słusznie pisze @j. Luk, do kształtowania świadomości obywatelskiej. A jeszcze durniejszy jest jej pracodawca.
Ziobro jak Ziobro, nic się nie zmieniło…
http://polska.newsweek.pl/zbigniew-ziobro-i-lekarze-zemsta-ziobry,artykuly,376398,1.html
Proponuję poświęcić czas na „Nie ma żartów” Elizy Michalik w Superstacji. Rozmowa tam jest prawdziwa i nikt się nie przekrzykuje.
Zgadzam się z przedmówcami co do pani MO. Od siebie dodam, że pani ta odpowiada popytowi współczesnych telewizji – napastliwość, wścibstwo, bezczelność, arogancja i stosunek do rzeczywistości na siłę szukający sensacji lub co najmniej sensacyjek. Porównanie do Ireny Dziedzic jest ze wszech miar nie na miejscu.
*
Kiedy mowa o wybitnym satyryku Ziobro mój stosunek do tegoż humorysty jest pełen podziwu i szacunku. I z tego szacunku i podziwu, ilekroć pojawia się w telewizorze tylekroć nie śmiem go oglądać i przełączam pilotem na program mniej mnie onieśmielający. W ten sposób moja skromna osoba nie zaśmieca wybitnego audytorium tego demiurga sprawiedliwości. Strategia taka jest dobra dla zdrowia psychicznego. Mam nadzieję, że wielu telewidzów w trosce o swoją mizerną kondycję, by nie poraziła jej błyskotliwa inteligencja satyryka również nie śmie oglądać jako niegodna taskich zaszczytów.
W tym ugrupowaniu są lepsi satyrycy:
https://www.facebook.com/sokzburaka/photos/a.1452029521697738.1073741828.1452015088365848/1710490852518269/?type=3&theater
Z kolei inny, tym razem niezależny satyryk prognozuje:
https://www.facebook.com/sokzburaka/photos/a.1452029521697738.1073741828.1452015088365848/1710490225851665/?type=3&theater