Przed 35 laty podział był jasny i oczywisty, tak się „nam” wydawało: byli „oni” i byliśmy „my”. O onych nie będę pisać, kompleks partyjno-wojskowo-bezpieczniacki w tysiącach artykułów, wspomnień, książek, badań ipeenowskich itd. został zbadany, policzony i udokumentowany.
A „my”?
O „nas” dowiedziałem się właśnie ciekawych rzeczy, krótko je zrelacjonuję, bo na poniższym przykładzie świetnie można analizować przyczyny dzisiejszego stanu rzeczy: bezwzględnej, skutecznej polityki obecnego obozu rządzącego i niepewnego, miękkiego sposobu reagowania opozycji.
A było tak:
Jakiś miesiąc temu z kilkoma kolegami z dawnej „pierwszej” redakcji Tygodnika Solidarność, tej która trwała do 13 grudnia 1981 roku, po niedawnych hucznych i teatralnych obchodach 35 rocznicy tygodnika (choć 1 numer nosił datę kwietniową, ale mniejsza o szczegóły) z udziałem władz politycznych, na które nas nie zaproszono, ustaliliśmy, że spotkamy się w naszym niewielki gronie 13 grudnia w Klubokawiarni Pożyteczna na Nowym Świecie w Warszawie. Naturalnie – wieczorem, żeby każdy miał szansę po pracy (część z nas jeszcze pracuje) dojechać na spotkanie. Planowaliśmy zebranie otwarte dla publiczności, na którym chcieliśmy pokazać parę odnalezionych niedawno dokumentów.
Rozwój wydarzeń ogólnych zaskoczył nas jednak: oto w dwa tygodnie później w świat poszły informacje o dwóch manifestacjach, organizowanych przez opozycję — jednej zwołanej przez niektórych działaczy Komitetu Obrony Demokracji pod siedzibą partii PiS i drugiej, zwołanej też przez KOD i inne środowiska opozycyjne, reprezentowane przez sygnatariuszy Apelu z 3 grudnia (o głupstwach płk. Mazguły nie będę tu pisać, zresztą głupstw nie warto nawet komentować).
Po krótkiej wymianie sms, maili i telefonów doszliśmy do wniosku, iż spora grupa byłych członków redakcji TS pójdzie pewnie na jedną bądź drugą manifestację, przedkładając potrzebę wypowiedzenia się „dzisiaj” nad miłe wspominki. Niektórzy zaś może zechcą wesprzeć Jarosława Kaczyńskiego na „jego” demonstracji na Pl. Trzech Krzyży.
Uzgodniliśmy nową datę – 19 grudnia, w tej samej Klubokawiarni Pożytecznej.
I oto wczoraj otrzymałem rozesłany przez Piotra Wójcickiego (Dział Listów Tygodnika Solidarność) mail tej treści [tekst wytłuszczony przez nadawcę]:
„Wojtek Brojer, Krzysztof Czabański i Piotr Wójcicki informują, że 13 grudnia o g.20tej rozpocznie się w restauracji La Cantina przy ul.Nowy Świat w Warszawie spotkanie członków redakcji pierwszego Tysola. Oczywiście tych, którzy nie wybierają się na demonstrację kodowsko-sbecką. Każdy przybyły będzie mile widziany i witany”
Poczułem się dotknięty. Mniejsza o to, że proponują spotkanie już po znanych sobie uzgodnieniach, usiłując w ten sposób przejąć inicjatywę. To zwykła zagrywka taktyczna. Ale pisząc o „kodowsko-sbeckiej” demonstracji, w której planuję uczestniczyć, rzucają na mnie, a może i na inne osoby – nie tylko z redakcji Tygodnika Solidarność – podejrzenie o esbeckie filiacje.
Odpowiedziałem na to krótko:
„Jako kodowsko-sbecki demonstrant nie będę miał czasu. Natomiast 19 o 18 spotkam koleżanki i kolegów z Tygodnika Solidarność w klubokawiarni „Pożyteczna”, Nowy Świat 58. Tych, co będą mogli przyjść.
Piotr Rachtan”
Jarosław J. Szczepański, współorganizator naszego spotkania udostępnił mi wcześniej pisany mail od Krzysztofa Czabańskiego (to za nim chyba Piotr powtórzył tę paskudną inwektywę):
„Witam,
przesuwanie spotkania dlatego, że jest jakaś kodowsko-sbecka manifestacja uważam za skandal. Dlatego też nie wezmę udziału w spotkaniu Tysola.
Pozdrawiam Koleżanki i Kolegów serdecznie!
k.cz.”
Osobno zarzucił Szczepańskiemu… zawłaszczenie historii Tygodnika Solidarność, bo to Jarosław rozesłał mail z informacją o przesunięciu terminu.
Ostatecznie więc zaliczony jestem – niech Czabański nie tłumaczy się, że to metafora — do kodowsko-sbeckiego zespołu. Na szczęście nie przypisano mnie do żadnej egzekutywy! O niej Krzysztof Czabański coś wie, przypominają mu o tym spotkania z klubowym kolegą prokuratorem Stanisławem Piotrowiczem, który uzyskał grzechów odpuszczenie od prezesa partii.
Nawiasem mówiąc, zawsze sądziłem, że grzechów odpuszczanie to wyłączny przywilej Boga (św. Augustyn pisał, że odpuszczenie grzechów jest „większym cudem niż stworzenie świata”). Widać prezes nabrał już boskiej mocy; znajdą się może usłużni teolodzy, którzy to udatnie uzasadnią.
Wracając do głównego wątku: na chamstwo uwagi napisanej przez kolegę Czabańskiego, a powtórzonej przez Piotra Wójcickiego, nie potrafimy odpowiadać z równie chamską werwą. W tej drobnej, środowiskowej sprawie jak w kropli wody widać zjawisko ogólniejsze. Piszemy czy mówimy grzecznie, zapraszamy do dialogu, przedstawiamy ofertę debaty, staramy się zrozumieć i racjonalnie wytłumaczyć niechęć, nienawiść, brutalność i pogardę. W zamian, zazwyczaj, znów dostajemy po pysku.
Już po napisaniu powyższego trafiłem na stronie TV Republika na inny apel – Tomasza Sakiewicza. Jest to ciekawa lektura:
„We wtorek,13 grudnia, o godz. 18.00 na Placu Trzech Krzyży odbędzie się, organizowana m.in. przez Prawo i Sprawiedliwość, wielka manifestacja z udziałem Jarosława Kaczyńskiego. (…)
Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej”, zachęca do przeciwstawienia się próbie zagarnięcia stolicy przez tzw. obrońców demokracji. – Zwolennicy SB, ZOMO i KOD-u chcą nam odebrać Warszawę 13 grudnia. Nie pozwólmy im na to, stawmy się solidarnie. Wszystkie Kluby „Gazety Polskiej”, czytelnicy, organizacje społeczne, wszyscy, którzy kochają solidarność, wolność i niepodległą Polskę
– apeluje redaktor naczelny „Gazety Polskiej”.
Zwraca się również z prośba, aby na manifestacji stawić się wcześniej. — Główne uroczystości gromadzą nas o godzinie 18.00 przed pomnikiem Wincentego Witosa. Bądźmy jednak wcześniej, od godziny 15.00, żeby przeciwstawić się zagarnięciu Warszawy przez łobuzów, którzy wprowadzali stan wojenny i resortowe dzieci – podkreśla Tomasz Sakiewicz.” [pisownia oryginalna – PR]
Będąc więc zwolennikiem ZOMO, SB, KOD-u, resortowym dzieckiem i łobuzem, który nie dość, że wprowadził stan wojenny, że jest przeciwko tym, co kochają solidarność, wolność i niepodległą Polskę, to jeszcze próbuje zagarnąć ulice Warszawy — stwierdzam z żalem, że nasza strona, opozycyjna wobec PiS, ONR i Klubów „Gazety Polskiej”, reprezentowana przez wcale licznych publicystów, a i polityków, nie potrafi się ogarnąć i odwinąć. Tacy ludzie jak Tomasz Sakiewicz, Krzysztof Czabański i ich bóg Jarosław Kaczyński nie patyczkują się z nami. Walą nas pomówieniem, kłamstwem i chamstwem na odlew.
Z niechęcią stwierdzam, że musimy się nauczyć, że białe rękawiczki potrzebne są tylko do noszenia sztandarów. Do politycznej nawalanki trzeba zakładać rękawice bokserskie.
Wet musi być adekwatny.
Rzeczy nazywać musimy po imieniu: kłamstwo – kłamstwem, chamstwo – chamstwem.
A spotkawszy chama i kłamcę — w kuluarach Sejmu czy na oficjalnym obiedzie u arcybiskupa – powinniśmy umknąć mu ręki, bo może w niej trzymać mojkę.
Piotr Rachtan



Rękawice bokserskie? Piotrze: szpadrynę, czyli kastet. Od dawna to mówię. Bo inaczej „oni” wszystkich umieszczą w szpitalu. Albo w czymś podobnym.
Modlitwa Na Miesięcznicę.
Wielki Jarosławie i Lechu, któryś jest w niebie,
święć się imię Twoje!
Bądź władza Twoja jako w niebie tak i na ziemi.
Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj, Jarosławie,
i zabierz chleb i sen naszym nieprzyjaciołom!
Odpuść nam nasze własne winy,
i pozwól nam wyłapać wszystkich winowajców.
I nie mów nam o przebaczeniu,
ale uwolnij nas od pojednania.
Bo Twoja jest Polska, potęga, i władza!
I Dobra Zmiana na wieki wieków.
Amen.
Mało znam historie. Ale widziałem przedstawienie z Pszoniakiem w roli głównej p.t. Sprawa Dantona. Widziałem także film. Opowieść jest o tym, ze jeden chciał się porozumieć, a drugi to wykorzystał i obciął mu głowę, po czym przejął władzę i wprowadził terror.
.
Czy historia i literatura czegoś nas nauczyły? Czy może nauczymy się już po obcięciu głów?
Biblijne „nadstawianie drugiego policzka” zostało zaniechane przede wszystkim przez KK w Polsce. Zostało zastąpione dyrektywą praktyczną: „bij bliźniego swego aż koszula spadnie z niego”. Przyłączam się do głosów o konieczności dawania stanowczego odporu przeciwnikom. Perswadować można mędrcom. Głupców batożyć na gumnie.
no to wesołych Świąt
Gen. Clay od początku stawiał sprawę jasno: „Najmniejsze ustępstwo natychmiast wykorzystają komuniści”, i szykował się do konfrontacji.”
http://wyborcza.pl/alehistoria/7,121681,20958034,berlin-1961-czolgi-przy-checkpoint-charlie-historia-z-czasu.html
.
Tak to było, jest, i będzie. Najmniejsze ustępstwo natychmiast wykorzystają gangsterzy prezesa.
Nie negocjuje się z ludźmi nie mającymi zdolności honorowej.
A tacy są właśnie wyznawcy prezia…
no i błąd tworzący wyznawców; swoją drogą taka zdolność to aksjologicznie ciekawe, zdolność lecz nie właściwość..