Jerzy Łukaszewski:  Zagadka polityki9 min czytania

()

2015-01-23. bazenskiTo co polityka robi z ludźmi i co ludzie robią z polityką każe czasem wątpić w wyższość rodzaju ludzkiego nad światem zwierząt. Z obserwacji przedstawicieli tego drugiego ganiających po moim mieszkaniu wynika, że są to stworzenia rozsądne, które z własnej nieprzymuszonej woli nie robią głupstw nieleżących w ich dobrze pojętym interesie.

Historia świata dostarcza nam dowodów, że jedynie człowiek potrafi postąpić inaczej. Jeśli to ma być wyróżnik homo sapiens, to może niech on sobie sapie tylko na własny rachunek zostawiając politykę zwierzętom? Zaryzykowałbym taki eksperyment.

Do takich niewesołych wniosków dochodziłem grzebiąc się w rzadko omawianym na lekcjach okresie historycznym, a mianowicie czasie jaki upłynął od bitwy pod Grunwaldem do wojny trzynastoletniej.

W podręcznikach traktowany niemal jak „lata puste”, niczym szczególnym się nie wyróżniające, okazał się pełen przykładów przydatnych do zrozumienia także dzisiejszego świata, do udowodnienia, że nie my pierwsi popełniamy błędy i że opowieści o nadzwyczajnych właściwościach ludzkiego rozumu należą raczej do międzygatunkowego marketingu politycznego, niż obiektywnej opowieści o faktach.

Nie przedłużając: pierwsza informacja może z lekka zadziwić.

A mówi ona o tym, że Zakon Krzyżacki stworzył na północy dzisiejszej Polski ewenement na skalę europejską – państwo rządzone przez zakonników. Na dodatek zaprowadził w tym państwie najlepszy z możliwych wariantów ustroju feudalnego, z sensownym prawem, z dobrym pieniądzem, z niezwykłymi możliwościami gospodarczymi, z najnowocześniejszą techniką w wielu dziedzinach, co wszystkim niemal poddanym przynosić powinno odpowiednie korzyści.

Powinno. Ale nie przynosiło. Dlaczego? Pies pogrzebany, jak zwykle – w szczegółach.

Czego brakowało krzyżackiemu państwu do pełni szczęścia?

Po zastanowieniu się, doszedłem do wniosku, że jednej, ale za to bardzo ważnej rzeczy – perspektywy czasowej.

Krzyżacy byli zakonnikami, a więc przynajmniej oficjalnie się nie multyplikowali, nie zakładali rodzin, nie mieli więc problemów ze spadkobiercami, nie tworzyli dynastii. Wbrew pozorom, na dłuższą metę grało to przeciw nim i przeciw interesom ich poddanych.

Granicą ich perspektywy politycznej było życie pojedynczego człowieka, a czasem nawet i nie to, bo tylko życie jednego Wielkiego Mistrza. Przychodził następny, który mógł (i bywało, że korzystał z tej możliwości) pozmieniać urzędników pracujących dla Zakonu. Taki urzędnik, człowiek świecki, wiedział więc, że jego dobrostan trwa tylko chwilę, że w każdej chwili może zostać na lodzie. Urzędnicy miewali rodziny, o które musieli zadbać. No to dbali, jak umieli.

Skarg na nadużycia krzyżackich urzędników było co niemiara.

A to zawyżone podatki, a to odmowa respektowania przywilejów (w średniowieczu to był rodzaj współczesnych licencji) na dokonywanie jakichś transakcji zapisanych w księdze rejestrów komturstwa, oszustwa na miarach i wagach, klasyka rabunkowej gospodarki i wiele jeszcze równie odwiecznych ludzkich pomysłów mających na celu szybkie wzbogacenie się urzędnika.

Plus polityka, która mogła zmienić się z dnia na dzień, jak świadczy o tym przykład braci von Jungingenów, z których pierwszy prowadził szeroko zakrojoną politykę bałtycką i z tegoż powodu chciał mieć spokój na zapleczu (czytaj: dobre stosunki z Polską), drugi zaś objąwszy po starszym stołek odwrócił wszystko o 180 stopni, co dla poddanych, prowadzących działalność gospodarczą nie było bez znaczenia.

Wojny celne z Polską, blokada Wisły, niemożność korzystania przez nią z portu w Gdańsku nie szkodziły tylko jej. Kupcy gdańscy zarabiali wielkie pieniądze na reeksporcie polskich towarów drogą morską. Polityczne zawirowania pustoszyły ich kieszenie, czego nikt  nigdy nie lubił.

Podobne wojenki gospodarcze prowadził Zakon z Holendrami, z Anglią i in. Potrafił zadrzeć z Hanzą – jednym z podstawowych źródeł gdańskiego dobrobytu.

W 1443 roku komtur gdański protestował przeciw rozbudowie gdańskiego żurawia – technologicznego bajeru swoich czasów. Zrozumie ktoś dlaczego?

Jednym słowem bywały okresy, że polityka wyraźnie górowała nad rozumem.

Summa summarum poddani zbuntowali się, co samo w sobie nie jest dziwne. To co wyróżnia pomorski rok 1454 to to, że zbuntowali się ludzie będący i tak w o niebo lepszej sytuacji (teoretycznie), niż ich odpowiednicy w Polsce, w Niemczech czy we Włoszech.

Już pod koniec XIV wieku powstała pierwsza organizacja samoobronna – Towarzystwo Jaszczurcze, jak najbardziej legalna, z własnym wikariatem u św. Jakuba w Toruniu, na co dał przywilej sam Ulryk von Jungingen, zrzeszająca mieszczan i rycerstwo Pomorza.

To kolejna ciekawostka – tutejsze rycerstwo i wówczas i później nie separowało się tak od stanu mieszczańskiego, jak w Polsce. Taki np. Kopernik, mieszczanin z dziada pradziada, był krewnym kilku znaczących przedstawicieli stanu szlacheckiego i przyjaźnił się z nimi całe życie, mieszczki wychodziły za rycerzy itd. Wspólne interesy wiązały ludzi różnych stanów i nikt nie widział w tym niczego dziwnego.

Nieznane były też problemy narodowościowe. Mało kto zdaje sobie sprawę, że przywódca konspiracji pomorskiej Jan Bażyński, który przewodząc późniejszemu Związkowi Pruskiemu (w oryginale nazywał się on Preussische Bund von Gewalt) posłował do Kazimierza Jagiellończyka, i którego imię noszą dziś nasze ulice, naprawdę nazywał się Johannes von Bayssen i wywodził się z rodziny przybyłej z Lubeki (piękny herb z Murzynem i białą wiewiórką). Takich było więcej – Mikołaj Ryński ze Szwabii (Nicolas von Renis), Gűnter Dylewski i wiele innych nazwisk. Wśród gdańskich mieszczan było kilkadziesiąt rodzin angielskich, byli kapitanowie szkockich statków pirackich, którzy przełożyli życie w Gdańsku nad swój dawny zawód, byli od końca XIII wieku osadnicy holenderscy itd. Niemcy przeważali wśród rycerstwa dzierżącego posiadłości ziemskie.

Jak widać, nie przeszkadzało to, by wystąpili zbrojnie przeciw – było nie było – niemieckim zakonnikom.

Legalna organizacja z czasem przekształciła się w półlegalny Związek Pruski mający w swej strukturze Tajną Radę, jej praca trwała całe pokolenie zanim objęła i przekonała do siebie większość poddanych Zakonu.

Czas na to poświęcony nie został zmarnowany, bo kiedy w lutym 1454 roku oficjalnie wypowiedzieli Krzyżakom posłuszeństwo – w ciągu kilku dosłownie dni wymietli Zakon z Pomorza, na co niestety nie była przygotowana strona polska i w efekcie wojna trwała te pechowe trzynaście lat.

To też ewenement na skalę europejską. Zorganizowani w związek przedstawiciele społeczeństwa jakiejś ziemi wypowiadają posłuszeństwo suzerenowi i zgłaszają gotowość zmiany przynależności państwowej w komplecie.

Najciekawsze były jednak negocjacje z królem. Polscy wielmoże zżymali się nieraz w ich trakcie, bo Pomorcy stawiali ciężkie warunki. Tak – stawiali królowi warunki. W końcu to oni wyszli z inicjatywą inkorporacji, a na dodatek brali na siebie zobowiązania finansowe związane z wojną w stopniu równym z państwem polskim (w praktyce wyglądało to tak, że król by wypełnić swoją część zobowiązań zadłużył się w… Gdańsku). Czuli się więc równoprawnym partnerem rozmów.

Ciężkie warunki, jakie stawiali królowi polegały na… dokładnej kopii prawa krzyżackiego sprzed rebelii. Zero nowości. Dla polskich wielmożów były one jednak ciężkie, nawet bezczelne. Dla Pomorzan było to tylko realne wprowadzenie w życie tego, co już mieli zapisane w krzyżackim państwie, a co z powodów wymienionych wyżej nie w pełni było praktykowane.

Różnice były znaczne. Walcząca o swoją pozycję polska szlachta coraz bardziej ograniczała prawa mieszczan, np. do posiadania przez nich posiadłości ziemskich (co na Pomorzu było normą), ubezwłasnowolniała chłopów (co Pomorzanie uważali za bezsens z ekonomicznego punktu widzenia).

Związkowcy Pruscy chcieli więc należeć do państwa polskiego, ale z zachowaniem swoich zwyczajów i swojego prawa. Inna opcja nie wchodziła w grę.

I to jest właśnie w tym najciekawsze.

PRL nie był państwem zamkniętym na głucho. Ludzie wyjeżdżali, przyjeżdżali, opowiadali jak jest gdzie indziej. Z obcym marynarzem można było iść na piwo i pogawędzić. Człowiek porównywał i złość go brała bo – wiedział, że może być lepiej. Bez tej wiedzy nastroje społeczne z pewnością byłyby inne, nie tak radykalne. Wystarczy porównać z krajami nieco mniej na świat otwartymi, do których choć oficjalnie zaprzyjaźnione, Polak nie mógł sobie jeździć kiedy chciał. Tam nie było buntów, nie było prób zmiany rzeczywistości. Nie było wzoru, nie było punktu odniesienia.

Dokładnie tak samo wyglądało to na Pomorzu w 1454 roku. Ludzie zdawali sobie sprawę, że może być lepiej. Wiedzieli nawet jak to zrobić – wystarczy przestrzegać prawa, które jest. Mądrzej skonstruowane, niż w większości europejskich państw dawało teoretyczne możliwości niedostępne dla poddanych innych władców. Ergo: należy znaleźć takiego, który zobowiąże się do jego przestrzegania.

Kazimierz Jagiellończyk przyjął te warunki, bo dla Polski to też był duży interes. A na dodatek rzeczywiście je wypełnił.

W XVI wieku w pierwszej dziesiątce największych królewskich wierzycieli figuruje aż siedem pomorskich nazwisk. Przypadek? W żadnym razie. To był tylko efekt tych negocjacji sprzed stu lat.

By czytelnika nie zanudzić – co zrobić, gdy wiadomo, że może być lepiej?

Może po prostu zrobić?

Zacznijmy od poszukiwania ochotników, którzy przyjmą nasze warunki. Wybory władców już tak niedługo…

Ale…

Czy czteroletnia kadencja to wystarczająca perspektywa czasowa? Wydaje się, że nawet trzecie z kolei zwycięstwo PO nie zmieni w niej poczucia tymczasowości u steru. Czy brak korpusu służby cywilnej nie powoduje tego samego zjawiska, jakie miało miejsce w państwie krzyżackim?

Czy jeśli już się zdarzy skonstruować sensowne prawo, będzie ono obowiązywało, a nie ulegało okolicznościom, nie będzie naciągane dla obrony czyichś „uczuć”, czy jego litera nie będzie walczyła z „duchem”?

Czy historia może nas czegoś nauczyć? Przecież wszystko już było.

Jerzy Łukaszewski

 

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

24 komentarze

  1. Magog 23.01.2015
  2. W. Bujak 23.01.2015
    • bogda35 04.02.2015
  3. PIRS 23.01.2015
  4. Jerzy Łukaszewski 23.01.2015
    • Magog 24.01.2015
      • Jerzy Łukaszewski 24.01.2015
      • Marian. 24.01.2015
  5. PIRS 23.01.2015
  6. P.J. Dąbrowski 24.01.2015
  7. Szafrański 24.01.2015
  8. Jerzy Łukaszewski 24.01.2015
    • P.J. Dąbrowski 25.01.2015
      • Jerzy Łukaszewski 25.01.2015
        • Jerzy Łukaszewski 25.01.2015
  9. MaSZ 24.01.2015
  10. andrzej Pokonos 24.01.2015
  11. wiesiek59 24.01.2015
    • pablobodek 25.01.2015
  12. Jerzy Łukaszewski 24.01.2015
    • Jerzy Łukaszewski 24.01.2015
  13. W. Bujak 24.01.2015
  14. Szafrański 24.01.2015
  15. Jaruta 24.01.2015