dzięki wiadomości, którą dziś przeczytałem, ożyła we mnie historia pewnego radzieckiego żyda, który cudem jakimś zdołał dostać paszport i wyjechać do nowego jorku. tam obstąpila go rodzina i przyjaciele, chcący dowiedzieć się z pierwszych ust jak się żyje w ZSRR.
– jak by wam to opowiedzieć w największym skrócie, żebyście zrozumieli sytuację? nie będę się rozwodził… wiecie, w rosji była kiedyś rewolucja październikowa i rocznica tego wydarzenia jest bardzo uroczyście obchodzona. święto trwa całe dwa dni, wódka leje się strumieniami. tak się jednak dziwnie składa, że tę październikową rewolucję świętuje się w listopadzie – i podobnie dzieje się ze wszystkim innym…
ten opis życia rozbłysł mi w zakamarkach pamięci, kiedy poznałem najnowsze utrapienia szefa polskiego”newsweeka”, tomasza lisa.
został on – jak pisze w swoim tygodniku – oskarżony o antysemityzm, co dla niego. który uważa się za filosemitę jest szczególnie przykre, bo oskarżenie zostało sformułowane ze strony prawicowych mediów, które nigdy przedtem nie wahały się z udzielaniem poparcia jawnym antysemitom.
dalej następuje opis, przypominający pyskówkę z magla, kto jest większym antysemitą. nie będę cytował tej wzajemnej połajanki, mającej związek z kampanią prezydencką. zainteresowani mogą poznać szczegóły ze źródła.
dla kogoś, który, podobnie jak ja jest, według celnego określenia marka hłaski, polakiem religii żydowskiej – cała ta zabawa może być jeszcze bardziej przykra niż dla tomasza lisa. nie uśmiecha mi się w żaden sposób rola maczugi, którą uczestnicy pyskówki walą się po łbach. z naturalnych powodów nie lubię antysemitów, ale nie darzę też szczególną sympatią głośnych deklaracji na temat filosemityzmu, bo obnoszenie się z czymś takim działa na mnie podobnie stygmatyzująco.
przypomina mi się rozmowa sprzed lat z moją tutejszą amerykańską przyjaciółką annie. któregoś dnia powiedziała mi: rasiści są straszni, ale biali liberałowie, obnoszący się z sympatią do nas, są prawie tak samo okropni. są oni zapatrzeni we j własny pępek (patrzcie, jacy jesteśmy szlachetni), a my w gruncie rzeczy gówno ich obchodzimy.
gdybym zatem był na miejscu wspomnianego radzieckiego żyda i miał w lapidarnym skrócie opisać polską codzienność powiedziałbym: w polsce zaroiło się od zwalczaczy antysemityzmu, tak tylko się tylko dziwnie zdarza. że prym w tym widowisku wiodą antysemici.
natan gurfinkiel


„…w polsce zaroiło się od zwalczaczy antysemityzmu, tak tylko się tylko dziwnie zdarza. że prym w tym widowisku wiodą antysemici…”
To byłoby zbyt piękne i proste. Prym to u mas wiodą (jak zawsze)ci, którzy wiedzą kiedy i komu trzeba trzymać palec prosto…itd. Wybitne talenty gimnastyczne na poziomie olimpijskim. Nazwisk nie podam, bo się obrażą 🙂
To mówiłem ja – antysemita honoris causa.
Filosemitów pochodzeniowych nie lubię tak samo jak „gentiles”. Najmniej ich pewnie w Izraelu. Nikt nie przecenia tego co ma gęsto i w nadmiarze. Na korzyść tych polskich: nie spotkałem jeszcze żadnego, co by aż tak zgłupiał, żeby dać się obrzezać.