Dobiegła końca kadencja prezydenta Bronisława Komorowskiego. Muszę szczerze wyznać, że żałuję, iż skończył na jednej. Przez pięć lat miałem poczucie solidnego zakotwiczenia Polski w stabilnej demokracji z perspektywą na spokojny rozwój w przyszłości.
Tę pewność miałem właśnie dzięki B. Komorowskiemu, który nie jest może do końca człowiekiem z mojej bajki, ale różnice nie wywoływały u mnie niechęci, lecz zrozumienie, że odmienność jest cechą każdej wspólnoty; wiem, że nie ma bytów idealnych, że marzenie o polityku wyposażonym w same przymioty to dziecinada i naiwna utopia.
Polacy nie bardzo mogą sobie poradzić z tą usterką rzeczywistości, przez którą każdy polityk odbiega od wyidealizowanego wzorca. Komorowski też parę wad, dostrzegalnych gołym okiem, ma – czy to go jednak dyskwalifikowało, jako prezydenta?
Wielu jego przeciwników, a w szczególności jeden rywal i jego środowisko widzieli w polityce spokojnej nawigacji wyłącznie wady i słabości, a nawet – celowe szkodnictwo (że też ten termin nie odszedł z poprzednią epoką do lamusa historii!), lub jeszcze gorzej – zdradę.
Nie mogę zaakceptować takiej retoryki, za którą kryją się wyłącznie negatywne emocje. Niestety, niektórzy pożyteczni idioci znajdowali wyjaśnienie: trzeba zrozumieć drugą stronę, symetria obowiązuje, bo tu chodzi o walkę polityczną i tak dalej. Przytoczę na to świetną frazę pewnego uczonego, który powiedział, że nie ma symetrii między sensem i nonsensem, bo to nonsens.
Niezależni od rozumu i przyzwoitości szydercy wyśmiewali chętnie gafy i błędy ortograficzne prezydenta. Nie pojmuję takiej złości i złośliwości – Bronisław Komorowski w niczym im nie uchybił, pisząc „bul”. Ortografia polska jest trudna, wiedzą o tym ci wszyscy, którym sprawia kłopot. Dla mnie ten „bul” był sympatyczny, dowodził, że czasem niezgrabny prezydent nie wynosił się ponad ogół, nie udawał, że jest z tej lepszej, górnej półki, na której kiedyś – wielu Polaków to jeszcze pamięta – stał tylko ocet spirytusowy, kwaśny jak dowcipy wsieci, wpolityce czy we Frondzie.
Bronisław Komorowski nie angażował się w bieżącą politykę. Spokojnie sterował państwem, myślę, że mniej dbając o swój wizerunek i chyba jednak nie licząc się z kosztami politycznymi, które przyszło mu zapłacić. Był przewidywalny i – co zwłaszcza dla stosunków z zagranicznymi partnerami ma wartość szczególną – dawał pewność, że Polska płynie według wyznaczonego przed 25 laty kursu. I że nie ma zamiaru stawać bokiem do fal.
Prezydent nie był wygodnym partnerem dla własnego obozu politycznego właśnie z powodu swojej powściągliwości wobec doraźnego interesu swojej dawnej partii. Był jej partnerem, ale takim samym, jak dla innych podmiotów. Denerwowało to pewnie jego niedawnych kolegów z ław sejmowych i rządu, często zresztą dawali swojemu rozczarowaniu tą wstrzemięźliwością wyraz nie broniąc Komorowskiego przed niesprawiedliwymi atakami, nie reagując na obelgi i haniebne pomówienia, jakby mieli schadenfreude.
Mam do nich o to pretensję i żal, bo taka postawa rozzuchwaliła tylko środowiska nienawistników, zachęcając ich do większej aktywności w parlamencie, mediach, internecie i w kościołach. Co doprowadziło Bronisława Komorowskiego do przegranej.
Żegnam więc odchodzącego prezydenta, życząc mu spokojnego przejścia na polityczną emeryturę, a sobie – jego obecności w życiu publicznym mojego kraju.
Liczę, że w ważnych sprawach i trudnych chwilach, a zdaje się, że przyszłość nam ich nie oszczędzi, zechce wypowiedzieć swoje zdanie.
Piotr Rachtan



W dzisiejszej Polsce zdanie byłego prezydenta nie ma żadnego znaczenia dla masowej widowni – a ta decyduje o wynikach kolejnych wyborów.
Większość tej widowni ma niestety upodobanie do dalszego kopania „przegranego”, zgodnie z antropologicznym mechanizmem „kozła ofiarnego”.
Przegrywając, Komorowski zapłacił cenę – obok swych ewidentnych taktycznych potknięć w kampanii wyborczej, które mu nie pomogły (choćby demonstracyjna nonszalancja wobec konkurentów) – za tragiczne i nazbyt liczne w ostatnich latach, ekscesy wysokich funcjonariuszy partyjnych PO, piastujących nieudolnie i nieodpowiedzialnie funkcje rządowe i samorządowe.
Wiele wskazuje na to, że PO nie odrobiła lekcji i dalej brnie ku kolejnej porażce – vide proces ustalania list wyborczych i prawdopodobne „lokomotywy” kampanii wyborczej.
Bez wyrazistych postaci, w typie dawnego Kazimierza Kutza, czujących puls regionu – znanych i szanowanych – i dających autentyczną alternatywę dla wyborców, będzie krucho.
Podobnie jak Autor oceniam prezydenturę Bronisława Komorowskiego. Sterował nawą państwową dając nam poczucie „solidnego zakotwiczenia Polski w stabilnej demokracji z perspektywą na spokojny rozwój w przyszłości”. Szkoda, że przegrał wybory. Zapłacił cenę częściowo nie za swoje „zasługi”.
Przegrał bo na jego rachunek pracowała arogancka PO nie licząc sie w II kadencji z nikim i z niczym. Przegrał, bo w PO wizerunek apartyjnego prezydenta budził irytację różnych „Biernatów”. Wreszcie przegrał bo on sam i jego sztab nie docenił skali kłamstwa, nienawiści i pustych obietnic jego kontrkandydata i popierającego go obozu. Czeka nas teraz 5 lat szaleństwa pobożnych życzeń dyplomatołków i miotania sie od ściany do ściany, chyba że z jakichs powodów kadencja prezydenta na cztery litery zostanie skrócona.
@Sławek.
Nieczysto pan gra,kopie pan PO poniżej kostki.A tak dobrze pan się zapowiadał…
—
To nie „Biernaty” przyczyniły się do wyborczej porażki Pana Komorowskiego.Celnie pisze o tym Pani Alina Kwapisz-Kulinska /poniżej/.
Od pierwszego dnia swojej kadencji Pan Komorowski był nazywany przez opozycję i RM „prezydentem z przypadku,ruskim agentem”,prezes nie uczestniczył w obradach BBN,a pod koniec kadencji nazwano Komorowskiego Hitlerem i chyba pozbawiono prawa do przyjmowania komunii.A te buczenia wydawane przez PiSowski motłoch,a te miesięcznice z podtekstem politycznym,a ta nienawiść wobec głowy państwa sącząca się z tak zwanych niezależnych mediów z RM na czele.O nich pan Sławek zapomniał i wali w PO.Brzydko,bardzo brzydko pan robi.
Potem dołączył Kukiz,który zabrał tych,którzy wdzieli źdźbła w oczach Tuska i Kopacz a nie dostrzegali belek we własnych.
—
Pan prezydent Komorowski przegrał.Dla mnie był to najlepszy prezydent czasów III RP.
@Marian. w metodologii pracy umysłowej istnieje obszar: czytanie tekstu ze zrozumieniem. Proponuję uważne studia na ten temat, bo wyraźnie komentuje pan nie moje wpisy. Jeśli sie panu zdaje, że chamstwo, grubiaństwo, głupie uwagi o Marsie i brak argumentów, protekcjonalny ton i durne „recenzowanie” moich wpisów coś spowodują to jest pan w błędzie. Proponuje aby sie pan ode mnie zwyczajnie od…!
@Sławek.
Wypowiedział się Pan ad hominem a teraz proszę odnieść się do moich argumentów.
Dziękuję za ocenę wyrażoną w tekście.
Przegrana pokazała dobitnie, do jakiego stopnia w polityce są ważne chwyty rodem z rynku reklam. Niestety. Towar gorszy, zręcznie zareklamowany (kiedyś nazywano to propagandą; czytam właśnie „Dzienniki” Goebbelsa…), sprzeda się lepiej niż lepszy. Z różnych powodów. Bo to nie tylko wina niskiego budżetu. Ale także stopień skłonności do wyrafinowanej socjotechniki i grania nieczysto; po prostu do gry oszustwem. Można to asekurancko nazwać ładniej. Ale chyba szkoda słów.
Pan BM jest tak wyczulony, ze trudno przewidziec co sie czlowiekowi ostanie z jego pisania. Wasze pisamie o PBK jest podobne to tego o ksiezniczce Diana. Wszyscy ja lubili, tylko nikt nie wie za co.
1. Prezydent przegrał przez PO w takim stopniu w jakim był uznawany za prezydenta PO.
2. Dla ludu pisowskiego pozostał obcym ciałem. Nawet jeśli z czasem uznano, że nie jest taki zły jak malowała go partyjna propaganda, to przy urnie i tak nie dostał głosów PiS, na co zdaje się po cichu liczył.
3. Mnie jako zadeklarowanego gendera niczym do siebie nie przyciągnął. Naprawdę dobitnie starał się okazać, że decyzje w sprawach światopoglądowych podejmuje w wyniku zimnej kalkulacji politycznej, a nie z jakiegokolwiek przekonania i ten właśnie przekaz udało mu się wysłać.
4. Na pewno nie był prezydentem bliskim ludziom, aktywnie rozmawiającym z elektoratem. Na bliskim mi Śląsku w imię „tradycji pisłsudczykowskiej” patronował tępieniu oddolnego ruchu walczącego o język regionalny, bo dopatrzył się w tym zagrożenia dla integralności państwa Polskiego. Jeśli tak ma wyglądać proponowana przez PO obywatelskość (wybierz twój ulubiony kolor pod warunkiem, że jest to czarny), to ja dziękuję i mego głosu na to nie dam.
Przypomnę jeszcze tylko, że prez. Komorowski przegrał stosunkowo niewielką ilością głosów. Prawie na każdego kto na niego nie głosował przypada ten, kto głos na tę prezydenturę oddał.
Był to najsensowniejszy Prezydent III RP, był.
A może nie chciał już być prezydentem i kolejne lat pięć znosić permanentne opluwanie przez polityczne i medialne gałgaństwo?
A może posiada coś co nazywa się honor, poczucie własnej godności? Miał dość..
Wszyscy zakładają, że chciał koniecznie wygrać wybory a tak naprawdę to nikt nie wie dlaczego przegrał. Gdyby mu zależało to by wygrał w cuglach.
Tak sądzę.
@tuciu o język regionalny nie trzeba walczyć, trzeba go stworzyć. Są wymogi formalne, nie takie wcale trudne do spełnienia i wszystko będzie ok. Ale Śląsk zaczął nie wiedzieć czemu od wojenki politycznej, idiotycznej, nieskutecznej i w gruncie rzeczy szkodliwej dla siebie.
I proszę nie mówić, że nie wiem co piszę. Ja jestem z Kaszub, gdzie język funkcjonuje w przestrzeni publicznej, jest na tablicach urzędów, na drogowskazach, w bibliotekach, szkołach, w domu i w zagrodzie.
To naprawdę nie takie trudne, tylko trzeba się za to wziąć.
zaczął beznadziejnie, to prawda, ale ciąg dalszy jest moim zdaniem zachęcający: autorzy piszący w tym języku i stworzone od podstaw wydawnictwo, które promuje pisanie po śląsku i o Śląsku.
Dlaczego stowarzyszenie osób narodowości Śląskiej (zdefiniowanej w Ustawie o Spisie powszechnym) zagraża zdaniem Sądu Najwyższego integralności terytorialnej państwa Polskiego, a „obywatelska” partia rządząca mówi w tej sprawie jednym głosem z najbardziej nawiedzonymi narodowcami, to już wielka tajemnica wiary, którą będzie musiał wyjaśnić chyba trybunał w Strasburgu, bo u nas nie ma chętnych.