Wyobraź sobie, Drogi Czytelniku, że w Wielkiej Brytanii wygrywają wybory konserwatyści pod wodzą Davida Camerona, a premierem zostaje jakiś John Brown albo Jimmy Smith. Śmieszne? A w takiej dokładnie sytuacji znalazła się dziś Polska.
PiS wygrało wybory i zabiera się do rządzenia. Trzeba przyznać, że robi to w przedziwny – jak na demokrację – sposób. Jak na demokrację, bo w rzeczywistości taki model rządzenia znamy bardzo dobrze z czasów, które pamiętają już tylko najstarsi publicyści, blogerzy i krasnoludki.
Prezes wygrywającego PiS nie chce zostać premierem, nie chce przyjąć na siebie odpowiedzialności i wyznacza na to miejsce panią, która z pewnością jest sprawną organizatorką festynów ludowych, ale nie ma najmniejszych kompetencji potrzebnych szefowi rządu. Dlaczego tak się dzieje? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy się cofnąć o kilkadziesiąt lat – do zamierzchłych i zapomnianych czasów komuny i porównać je z obecnymi działaniami Prawa i Sprawiedliwości.
W PRL był następujący podział władzy: rządząca PZPR, wyłoniony przez nią rząd oraz wybieralny sejm. Ten ostatni służył do przyklepywania decyzji podjętych przez PZPR i rząd. Sejm także wyłaniał Radę Państwa, której przewodniczący pełnił rolę „prezydenta”. Czy nie przypomina to struktury, którą PiS właśnie buduje? Już wyjaśniam, skąd takie skojarzenie.
Zaraz po wygranych wyborach, gdy media zaczęły się interesować, jaki będzie skład nowego rządu, nie zobaczyliśmy przyszłej premier Szydło, która opowiedziałaby o swoich planach dotyczących nowego rządu, ale za to zobaczyliśmy całą rzeszę polityków komitetu politycznego partii. Tłumaczyli oni, jak to kolektywnie (ładne i też zapomniane słowo) ustalany jest skład nowego gabinetu. Czyli de facto to nie premier dobierze sobie współpracowników i obsadzi stołki ministerialne, ale KP PiS. Zupełnie, jak w zamierzchłej przeszłości robiło to KC PZPR.
Teraz przyjrzyjmy się nowej pozycji prezesa. Jak już wspominałem, nie zamierza on zostać premierem, ale chce pozostać szefem partii rządzącej. Identyczną pozycję miał kiedyś pierwszy sekretarz KC PZPR. Nie kierował rządem, a wyłącznie partią, ale było to jednoznacznie z rządzeniem Polska Rzeczpospolitą Ludową. Dlaczego? Bo to pierwszy sekretarz i KC PZPR decydowali o wszystkim, co się wówczas działo w Polsce.
Pierwszy sekretarz był potężny, miał właściwie władzę nieograniczoną, a w razie problemów razem z KC mógł wymienić premiera i udawać, że coś się zmieniło. Zmiany na stanowisku pierwszego sekretarza był rzadkie, wystarczy powiedzieć, że w ciągu 44 lat było ich zaledwie siedmiu, a premierów dziesięciu. Do dziś mówi się o erze Gomułki lub erze Gierka.
Najwyraźniej dzisiaj nadeszła era nowego pierwszego sekretarza, czyli prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który chociaż kilka razy z rzędu przegrał wybory, nadal pozostaje na stanowisku szefa partii. Dla przypomnienia: kiedyś pierwszy sekretarz KC także był nieusuwalny, jeśli sam nie zrezygnował ze stanowiska (lub nie usunięto go siłą).
Nowy partyjny prezydent Andrzej Duda, inaczej niż kiedyś przewodniczący rady państwa, wygrał wybory i został na to stanowisko niejako mianowany przez wyborców, a nie przez sejm. Ale jaka jest w tej chwili pozycja nowego prezydenta? Przecież został na to stanowisko namaszczony przez prezesa PiS.
Bardzo podobnie kiedyś pierwszy sekretarz KC namaszczał kandydata na przewodniczącego rady państwa. Gdyby PiS przegrało wybory, prezydent z pewnością byłby ich języczkiem u wagi, ale dziś? Przypadnie mu dokładnie taka sama rola, jaką miał przewodniczący rady państwa w czasach PRL, czyli ozdobnika. Kompetencje, które miał jeszcze do niedawna, nagle straciły na znaczeniu i on sam nie będzie chciał z nich korzystać.
Dokąd to wszystko zmierza, skąd takie analogie? Bardzo wielu działaczy dzisiejszego PiS oraz ich medialnych orędowników jest – mówiąc kolokwialnie – „umoczonych” w dawnym systemie. Ich osobowość ukształtowała się w okrasie PRL, więc trudno się dziwić, że dziś partia dąży do odtworzenia tamtego stylu zarządzania Polską.
System, który wkrótce zmaterializuje się na naszych oczach. będzie centralistyczny, oparty na silnym przywództwie partii na czele z jej pierwszym sekretarzem, podległym mu parlamentem oraz prezydentem pełniącym funkcje reprezentacyjne. Taki podział, sztuczny i sprzeczny z wszelkimi regułami demokracji utrzymywał się w Polsce przez kilkadziesiąt lat. Czy sprawdzi się i dziś?
Smutny Krasnoludek



Prawda,Panie Autorze,prawda.
To co było onegdaj powróciło.Na to „co było” można było przynajmniej ponarzekać do woli,no bo komunę-niechciany ustrój -ucieleśniony w PRL przyniosła nam Krasnaja Armija na bagnetach a dzisiaj?
A dzisiaj lud sam sobie wybrał PRL PiS.Jak lud chciał tak ma…i zamknąć się,nie narzekać…KC PiS czuwa.
Ano. Co prawda to prawda. Choć nie do końca. mamy Internet (to najważniejsze!), Mamy UE, to też ważne. No i nie mamy wsparcia Wielkiego Brata. Wtedy mieliśmy i to sprawiało, że PRL się trzymał. Dziś jest inaczej i my jesteśmy inni. Na przykład sobie czytamy i piszemy w SO. Wtedy takiej i podobnych witryn nie było!
Oj, jacyż panowie naiwni.
Nie MY mieliśmy wsparcie Wielkiego Brata, a tamten rząd. I nie inaczej dzisiaj – Jarosław ma wsparcie Wielkiego Brata (im więcej bałaganu, tym Brat bardziej się cieszy) i to na dodatek dzięki …. Internetowi.
Różnicę to ja widzę w tym, że tamci chyba jednak zdawali sobie sprawę, że robią jak Brat zagra, a Jarek myśli, że to on gra – naiwny.
Nie mamy Wielkiego Brata?
Faktycznie, ale mamy czarnych ojców.
Wynik wyborów udowodnił, że w Polsce żeby uzyskać sukces to nie można zwracać się do człowieka, jego rozumu i wiedzy, tylko wrzeszczeć do tłumu i grać na jego emocjach…
Zupełnie jak jeden taki z wąsikiem, który zaczynał od piwiarni w Monachium…
Od dawna twierdzę, że PiS (Przyjaciele i Sowa) to partia nacjonalistyczno-bolszewicka… Jak Żyrinowski w Rosji…
A słowo ciałem się staje.
Niejaki Płaszczak-czy jak mu tam- zapowiedział,że skład tworzonego rządu nie będzie ustalony przez p.Szydło ale przez biuro polityczne PiS w składzie:Jarosław,Jarosław,Jarosław -prezes i podprezesi:Lipiński,Brudziński,Błaszczak.
—
Przyszło stare nowe:_
-Partia kieruje.
-Rząd rządzi.
-Sejm przyklaskuje.
-P.rezydent udaje,że jest głową państwa.
Czego można oczekiwać od człowieczka, który dorastał w pogardzanym PRL-u i poza niego nosa nie wychylił? Wzory z PZPR przeniósł do PiS-u, bo tylko to miał (pisklę – kaczątko) wdrukowane w mózgu. No i te upajające słowa: walczyć, zwyciężyć itp. Lenin byłby dumny z takiego bolszewika.
Niestety, wynik wyborów dowiódł, że to samo udało się wdrukować milionom innych ludzi, którzy też przeżyli PRL i nawet nie marzyli o czymś innym. Ich marzeniem była wówczas – permanentnie obrzydzana przez PiS – ciepła woda w kranie. Później osaczeni w nowym, nieznanym i obcym świecie stali się środowiskiem moherowych beretów i okazali się łatwym łupem prezesa PiS-u, który nie nazywając rzeczy po imieniu sączył w nich obrazy z minionej PRL-owskiej młodości (która we wspomnieniach zawsze wydaje się piękniejsza), mówiąc że to IV RP.
Kiedyś, w przypływie cynicznej szczerości, L. Dorn o takich ludziach powiedział, że oni też są w PiS-ie, tylko jeszcze o tym nie wiedzą. To są osoby z mojego pokolenia, i łatwiej mi zrozumieć, dlaczego dają się uwieść agitacji i propagandzie uprawianej – według dawno sprawdzonych i skutecznych wzorców – przez J. Kaczyńskiego.
Gorzej z pokoleniem 40-latków, czy młodzieżą wchodzącą w dorosłe życie. Co ich skłania do opowiedzenia się za Kaczyńskim? Czy to oni są owymi lemingami, w wyniku prawie ośmioletniego prania mózgów bezrefleksyjnie podążającymi za swoim guru? Gdzie są „pralnie”, widać gołym okiem.
Ale gdzie podziała się zdolność krytycznej analizy wpajanych „prawd”? Czyżby ujawniał się brak nabytej elementarnej wiedzy, pozwalającej odróżnić prawdę od propagandowego fałszu?
Jeśli tak, to najwyższy czas, by tę wiedzę zacząć upowszechniać. Bo inaczej PRL-bis nie tyle znów się sprawdzi, co zagnieździ na stałe.
A ja nie mam zamiaru się smucić choć Krasnoludek to delikatnie sugeruje.
Nie boję się PRL II bo mam doświadczenia z pierwszego.
Przetrwałem minione 45 lat więc przetrwam czas obecny..
Widać nadszedł czas dla PiS, ile to potrwa zadecyduje społeczeństwo.
A z pewnością nie moja pisanina w sieci..
a co Pan na to?:
http://zenjk.salon24.pl/676969,inna-ekonomia-jest-mozliwa-obecnie
@zenjk : Nie wiem co „Pan” na to. Ja się zachwycam. To będzie z pewnością nowy Wielki SKOK, jak u Mao/Kaczyńskiego. Rozumiem, że tylko patriotyzm powstrzymuje Waszecia od wysłania zgłoszenia do MIT, gdzie przyjęlibyCię niewątpliwie na profesora Ekonomii Zdroworossądkowej. Słowem kluczowym jest tu niewątpliwie „obecnie”. Bo przedtem nie chcieli się (Cię) słuchać. Otóż obecnie wasze portale zdechną, prędzej czy później, jako (nareszcie) zbędne – więc po co je finansować. Utrzymają się tylko najlepsi, więc kup sobie duży krzyżyk, albo jakiś ryngraf
, bo ten wyścig szczurów już się rozpoczął.
@ A. Goryński,
Żal, że niegłupi pomysł oceniasz według portalu, na którym piszę!
A ten pomysł jest bezpośrednim nawiązaniem do myśli patriotyczno-ekonomicznej II RP, która starała się własnymi środkami unowocześnić Polskę – niestety brakło czasu (II wś.).
Uprościł pan, Panie Krasnoludku.
Komitet Centralny PZPR to było zbiorowisko de facto mianowanych aktywistów partyjnych.A Plenum KC to była dekoracja jak Sejm. Pierwszy sekretarz wygłaszał na nim wielogodzinny referat, a potem były inne elementy obrządku i uchwały.
Może dwa-trzy razy za całą Polskę Ludową było coś w rodzaju prawdziwej dyskusji na Plenum.
Formalnie najwyższą władzą partii był Zjazd. Też szopka.
Między Plenami KC kierownictwo sprawowało Biuro Polityczne,w którym było kilku członków-robotników w charakterze dekoracji i prawdziwi bonzowie partyjni. Był jeszcze Sekretariat i tu już byli faktyczni paladyni, na czele z Pierwszym.
Członek BP i jednocześnie sekretarz to było dopiero najwyższe gremium rządzące. A najściślejszą kamarylę tworzyli ci towarzysze z kierownictwa, którzy spotykali się z Pierwszym prywatnie.
W Polsce Pierwszy był faktycznie pierwszym a nie samowładcą jak Stalin. Tylko jeden, Bierut, umarł na stanowisku. Inni musieli odchodzić w wyniku przesileń politycznych.
Tyle gwoli jasności.
Przypomnę jeszcze, że partia zawłaszczyła i splugawiła piękne polskie słowo ”towarzysz”. Doszedłem wiele lat temu, że jak do kogoś nikt nie mówił ”towarzyszu” i on tak nie mówił do nikogo, to nie miał nic wspólnego z władzą. A jeśli ktoś do wszystkich się tak zwracał i wszyscy nie inaczej do niego, to ten ktoś musiał być Pierwszym Sekretarzem PZPR
Od lat twierdzę, że najważniejszą sprawą w Polsce, tyle że niemożliwą do przeprowadzenia jest desowietyzacja Kaczyńskiego, w gŁębi serca, „pod torfem” bolszewika. Bolszewizm to nie jest doktryna, lecz taktyka wprowadzania doktryny. Komuniści wprowadzali komunizm przy pomocy bolszewizmu, teraz mamy wprowadzanie rodzaju narodowego socjalizmu.
„System, który wkrótce zmaterializuje się na naszych oczach. będzie centralistyczny, oparty na silnym przywództwie partii na czele z jej pierwszym sekretarzem, podległym mu parlamentem oraz prezydentem pełniącym funkcje reprezentacyjne. Taki podział, sztuczny i sprzeczny z wszelkimi regułami demokracji utrzymywał się w Polsce przez kilkadziesiąt lat. Czy sprawdzi się i dziś?”
* * *
Nic takiego sie nie zmaterializuje. JK nie będzie polską wersją Stalina czy Hitlera, owszem moze być jak Bierut, pieszczotliwie nazywany przez Polaków: „kieszonkowy Stalin”. Będzie naturalnie próba takiego przewrotu niekonstytucyjnego, ale przewroty wymagają kadr a tych JK nie ma. Wielu wokół niego ręka drgnie nie raz, bo on jest stary i prędzej czy później umrze a oni mogliby odsiadywać za niego wieloletnie wyroki więzienia.
O losie tych wywrotowców zdecyduje albo urna wyborcza albo kryterium uliczne. Próba budowy w Polsce narodowego socjalizmu mogła powstać wyłącznie w głowach szaleńców. I tych szaleńców będzie trzeba spokojnie odsunąć od takich możliwości. Damy radę – kopniakiem wpewną część ciała.
Przeżyliśmy PRL przeżyjemy, z trudem bo z trudem, i Pis. Byle nie tracić humoru.
Wy moje kochane wykształciuchy..
A któż to jak nie Wy używał zwrotów typu, zwierzę polityczne, niezwykła inteligencja, urodzony do polityki i pozostałe brednie bo ktoś musiał mnie , nas, reprezentować w kontaktach z masą ludzką która nie posiada zasadniczo innych potrzeb jak napić się, zagryźć i zabawić. Ta masa decyduje o być albo nie być polityka który nie do końca deprecjonuje rywala z przeciwnej strony stołu bo może dostać w odwecie piąchą w nos i straci niezłą finansowa fuchę.
Walesa – zwierze polityczne, Mazowiecki żółw nieruchawy, Kwaśniewski – ynteligientny i młody, Kaczyńscy to inteligentne potwory polityczne z naciskiem na inteligentne,
Geremek – lisek cwany a szpieg w LWP to bohater narodowy itd.
Mamy jako wykształciuchy zasługi w kreowaniu przeciętniaków na mężów stanu, prawda? Ale ktoś to musi robić!!
Teraz biadolenie i strach czy Macierewicz dostanie fuzję do ręki i razem z przeciętniakiem Ziobro wystrzelają swoich krytyków, nie przeciwników lecz krytyków. Jak my będziemy żyli teraz? Identycznie, będziemy za a nawet przeciw, co czytałem przed wyborami prezydenckimi tutaj na SO.
Chcieliśmy demokracji to ją mamy, brakowało odpowiednich polityków to ich wykreowaliśmy. Politycy zazwyczaj mają gdzieś narodowy interes? ot takie czasy! Polska jest miejscem gdzie można fajnie pożyć i popolitykować. Staruchy mojego pokolenia jak dzieci we mgle szukają wsparcia i przewodników którzy oświecą ich co czynić należy.. tu KK służy za przewodnika.
Moi Drodzy, co czynić?!
Proste, pisać prawdę o wszystkim, prawdę!!
Tylko tyle..
Pozdrawiam