Piotr Rachtan: Misianie red. Kolendy-Zaleskiej4 min czytania

()

kolenda2015-12-02.

W komentarzu 1 grudnia na drugiej stronie Gazety Wyborczej („Dlaczego warto umierać za Trybunał”) red. Katarzyna Kolenda-Zaleska, gościnnie tu występująca, nachyliła się z troską nad losem Trybunału Konstytucyjnego, którego rolę i znaczenie próbują osłabić ostatnie produkty legislacyjne sejmowej większości i propagandowy atak mediów związanych z PiS.

Autorka przywołuje – i słusznie – liczne rozstrzygnięcia TK, które miały bezpośredni wpływ na życie i samopoczucie, w tym – bezpieczeństwo – obywateli. Także na stan ich portfeli.

Jednak słowa wstępne komentarza wymagają polemiki. Pisze redaktorka:

„Trybunał Konstytucyjny sam jest sobie winien. Przez lata nie zrobił nic, żeby ludzie wiedzieli, czym się zajmuje i kogo broni. Dlatego gdy Marcelina Zawisza z Partii Razem mówi, że Trybunał nikogo nie obchodzi, ma rację.”

I dalej:

„Przeciętny Polak w ogóle nie interesuje się orzeczeniami kilkunastu sędziów, których nazwisk nie zna, a pracy nie rozumie. No gdzieś tam sobie „leśni dziadkowie” obradują, coś w tych togach opowiadają. Swoje obowiązki traktują śmiertelnie poważnie – konstytucja to w końcu poważna sprawa – więc jakikolwiek ukłon w stronę nowoczesności, gdzie rządzi wszechobecny PR, jest im obcy. Bo przecież to o konstytucji mówimy!”

Może redaktorka nie wie, że współczesny PR, rzeczywiście wszechobecny, i Trybunału nie ominął. Każda rozprawa jest transmitowana w Internecie od dzwonka do dzwonka. TK organizuje tematyczne konferencje prasowe dla dziennikarzy, na które przychodzi zazwyczaj ledwie 2 – 3 dziennikarzy – z PAP, serwisu lex.pl; czasem zabłąka się tam red. Ewa Siedlecka.

Trybunał 4 lata temu uruchomił dodatkowy internetowy serwis informacyjno-publicystyczny Obserwator Konstytucyjny (obserwatorkonstytucyjny.pl), który nie prezentując oficjalnego stanowiska TK daje publiczności możliwość poznania szerszej problematyki, niż tylko konstytucyjna, a niekiedy pozwala zajrzeć za kulisy tej instytucji.

TK stwarza więc możliwość, daje szansę poznać i zagadnienia orzecznictwa, i opinie prawne, w tym – nie jest to częste – sędziów Trybunału, i wyjaśnienia rozstrzygnięć i ich konsekwencji dla codziennego życia Polaków.

Rzecz w tym, że codzienność Trybunału nie jest tak atrakcyjna, by znajdowała zainteresowanie szukających sensacji mediów. Nudni „leśni dziadkowie” (babcie chyba też?) nie siądą przecież przed kamerą, by obrzucać się inwektywami, co niewątpliwe mogłoby rozgrzać publiczność i wywołać lawinę komentarzy. Analiza uzasadnień wyroków i ich konsekwencji wymaga wiedzy i pracy. Proszę wskazać mi dziennikarzy, obdarzonych takimi przymiotami, którym wydawca da czas na pracę nad rozstrzygnięciami. Do policzenia ich starczą palce jednej ręki.

 Taka jest prawidłowość, taka jest rzeczywistość – do okienka trafia Trybunał tylko wtedy, gdy ktoś wali w wielki dzwon. TK tego nie robi, bo nie jest agencją PR, tylko sądem zajmującym się nie konkretnymi skandalami czy zbrodniami, który nie wchodzi w sferę obyczajów i stosunków społecznych – zajmuje się bowiem badaniem prawa. To jest mało atrakcyjna działalność, do której pokazania trzeba talentu i zapału. I znów wracamy, niestety, do mediów, którym tego zapału chyba jednak brak.

Pęknięcie w tekście red,. Kolendy-Zaleskiej wynika, być może, z niedostatecznej jej wiedzy o Trybunale. Może za rzadko w nim bywa. Chyba, że oczekuje, by prezes TK dzielił się z nią – i z tysiącami ćwierkaczy – swoimi myślami na Twitterze. Wtedy i on, i Trybunał byliby przez media, a za ich pośrednictwem przez publiczność częściej dostrzegani. Jednak czym wtedy różniłby się prestiż sądu konstytucyjnego od pozycji byle miśka, którego cenne przemyślenia rzucane są garściami w przestrzeń wirtualną z nadzieją, że te perły trafią do świata realnego?

Myślę, że czas skończyć z pisaniem o tym, „co mi się wydaję” i poznać fakty, zanim się je zacznie komentować. Za Trybunał nie ma sensu umierać. Lepiej go lepiej poznać.

Wszystko, co napisałem nie zmienia istoty rzeczy: zmasowanemu atakowi polityków rządzącej partii, licznych komentatorów z mediów im sprzyjających, hejterów i trolli trudno nieco konserwatywnej i solennej instytucji, jaką jest Trybunał Konstytucyjny, przeciwstawić zwykłe narzędzia PR. Prestiż i autorytet buduje się zresztą latami, zniszczyć je można w kilka dni. Rozumiem więc troskę Katarzyny Kolendy-Zaleskiej, która pewnie w Trybunale właśnie lokuje swoje nadzieje na zbudowanie jakiejś koalicji oporu wobec wojny, wytoczonej m. in. konstytucji przez zaciętych jej przeciwników. Autorka musi jednak pamiętać, że bronią sędziów nie jest PR, Twitter czy Facebook, tylko prawo, zapisane właśnie w Konstytucji RP. I ono najskuteczniej niezależność i niezawisłość sądu konstytucyjnego osłoni i ugruntuje.

A poza tym lubię, szanuję i pozdrawiam red. Katarzynę Kolendę-Zaleską.

Piotr Rachtan

Obserwator Konstytucyjny

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

11 komentarzy

  1. BM 02.12.2015
    • Rachtan 02.12.2015
      • BM 02.12.2015
    • A. Goryński 02.12.2015
      • BM 03.12.2015
  2. slawek 02.12.2015
    • A. Goryński 02.12.2015
  3. koraszewski 03.12.2015
  4. mika 04.12.2015
  5. SAWA 04.12.2015