W komentarzu 1 grudnia na drugiej stronie Gazety Wyborczej („Dlaczego warto umierać za Trybunał”) red. Katarzyna Kolenda-Zaleska, gościnnie tu występująca, nachyliła się z troską nad losem Trybunału Konstytucyjnego, którego rolę i znaczenie próbują osłabić ostatnie produkty legislacyjne sejmowej większości i propagandowy atak mediów związanych z PiS.
Autorka przywołuje – i słusznie – liczne rozstrzygnięcia TK, które miały bezpośredni wpływ na życie i samopoczucie, w tym – bezpieczeństwo – obywateli. Także na stan ich portfeli.
Jednak słowa wstępne komentarza wymagają polemiki. Pisze redaktorka:
„Trybunał Konstytucyjny sam jest sobie winien. Przez lata nie zrobił nic, żeby ludzie wiedzieli, czym się zajmuje i kogo broni. Dlatego gdy Marcelina Zawisza z Partii Razem mówi, że Trybunał nikogo nie obchodzi, ma rację.”
I dalej:
„Przeciętny Polak w ogóle nie interesuje się orzeczeniami kilkunastu sędziów, których nazwisk nie zna, a pracy nie rozumie. No gdzieś tam sobie „leśni dziadkowie” obradują, coś w tych togach opowiadają. Swoje obowiązki traktują śmiertelnie poważnie – konstytucja to w końcu poważna sprawa – więc jakikolwiek ukłon w stronę nowoczesności, gdzie rządzi wszechobecny PR, jest im obcy. Bo przecież to o konstytucji mówimy!”
Może redaktorka nie wie, że współczesny PR, rzeczywiście wszechobecny, i Trybunału nie ominął. Każda rozprawa jest transmitowana w Internecie od dzwonka do dzwonka. TK organizuje tematyczne konferencje prasowe dla dziennikarzy, na które przychodzi zazwyczaj ledwie 2 – 3 dziennikarzy – z PAP, serwisu lex.pl; czasem zabłąka się tam red. Ewa Siedlecka.
Trybunał 4 lata temu uruchomił dodatkowy internetowy serwis informacyjno-publicystyczny Obserwator Konstytucyjny (obserwatorkonstytucyjny.pl), który nie prezentując oficjalnego stanowiska TK daje publiczności możliwość poznania szerszej problematyki, niż tylko konstytucyjna, a niekiedy pozwala zajrzeć za kulisy tej instytucji.
TK stwarza więc możliwość, daje szansę poznać i zagadnienia orzecznictwa, i opinie prawne, w tym – nie jest to częste – sędziów Trybunału, i wyjaśnienia rozstrzygnięć i ich konsekwencji dla codziennego życia Polaków.
Rzecz w tym, że codzienność Trybunału nie jest tak atrakcyjna, by znajdowała zainteresowanie szukających sensacji mediów. Nudni „leśni dziadkowie” (babcie chyba też?) nie siądą przecież przed kamerą, by obrzucać się inwektywami, co niewątpliwe mogłoby rozgrzać publiczność i wywołać lawinę komentarzy. Analiza uzasadnień wyroków i ich konsekwencji wymaga wiedzy i pracy. Proszę wskazać mi dziennikarzy, obdarzonych takimi przymiotami, którym wydawca da czas na pracę nad rozstrzygnięciami. Do policzenia ich starczą palce jednej ręki.
Pęknięcie w tekście red,. Kolendy-Zaleskiej wynika, być może, z niedostatecznej jej wiedzy o Trybunale. Może za rzadko w nim bywa. Chyba, że oczekuje, by prezes TK dzielił się z nią – i z tysiącami ćwierkaczy – swoimi myślami na Twitterze. Wtedy i on, i Trybunał byliby przez media, a za ich pośrednictwem przez publiczność częściej dostrzegani. Jednak czym wtedy różniłby się prestiż sądu konstytucyjnego od pozycji byle miśka, którego cenne przemyślenia rzucane są garściami w przestrzeń wirtualną z nadzieją, że te perły trafią do świata realnego?
Myślę, że czas skończyć z pisaniem o tym, „co mi się wydaję” i poznać fakty, zanim się je zacznie komentować. Za Trybunał nie ma sensu umierać. Lepiej go lepiej poznać.
Wszystko, co napisałem nie zmienia istoty rzeczy: zmasowanemu atakowi polityków rządzącej partii, licznych komentatorów z mediów im sprzyjających, hejterów i trolli trudno nieco konserwatywnej i solennej instytucji, jaką jest Trybunał Konstytucyjny, przeciwstawić zwykłe narzędzia PR. Prestiż i autorytet buduje się zresztą latami, zniszczyć je można w kilka dni. Rozumiem więc troskę Katarzyny Kolendy-Zaleskiej, która pewnie w Trybunale właśnie lokuje swoje nadzieje na zbudowanie jakiejś koalicji oporu wobec wojny, wytoczonej m. in. konstytucji przez zaciętych jej przeciwników. Autorka musi jednak pamiętać, że bronią sędziów nie jest PR, Twitter czy Facebook, tylko prawo, zapisane właśnie w Konstytucji RP. I ono najskuteczniej niezależność i niezawisłość sądu konstytucyjnego osłoni i ugruntuje.
A poza tym lubię, szanuję i pozdrawiam red. Katarzynę Kolendę-Zaleską.
Piotr Rachtan



W zasadzie Cię Piotrze popieram, z wyjątkiem tym, że nie jestem fanem tej publicystki. Ale nie nazywaj procederu „misianiem”. To za szlachetne słowo dla mnie.
Misiu drogi, widzimisianie nie ma z Twoją zacną osobą NIC wspólnego. KKZ jest, jak na pospolite standardy, rzeczywiście niezłą dziennikarką, zwykle dobrze przygotowaną do rozmowy. Nie ma w niej tej dokuczliwej pseudozadziorności i nibyobiektywizmu. Nie judzi. To dziś rzadki przymiot. Jeśli jest w niej czegoś za dużo, to religijnego zapału.
Mnie właśnie ten zapał i w ogóle obnoszenie się z religią mierzi. A poza tym masz racje: są gorsze damy, i w GW i innych (skądinąd do czytania i oglądania) mediach.
@BM. Oczywiste przejęzyczenie. To z pewnością miało być „mizianie”. Kiziu miziu, itp.
Jasne. Ale mam takie uczulenie. Idiotyczne? Z pewnością. Ale moje.
Pani red Kolenda-Zaleska próbuje szukać przyczyn obecnego stanu rzeczy tam gdzie ich nie ma.
Plan osłabienia TK przez PiS bezprzykładnymi atakami na jego werdykty, skład, niezawisłość sędziów, niezależność TK jest realizowany konsekwentnie, używając winy PO jako kiepskiego pretekstu. Prominentni politycy PiS oraz prezydent zgłaszają liczne wątpliwości konstytucyjne oraz zarzucają niekonstytucyjność różnym aktom prawnym, zachowaniom posłów, partii politycznych, także zachowaniom sędziów TK. Celowe działania PiS w koordynacji z prezydentem doprowadziły do kryzysu. Kryzys konstytucyjny przekształca się lub już się przekształcił w kryzys parlamentarny, a stąd już blisko do kryzysu państwa. Z ostrości sporu politycznego wynika, że żadne postanowienia TK nie będą wiążące dla PiS i dla prezydenta, bo oni wiedzą lepiej. Wyjątkiem byłaby kapitulacja TK z wypełniania swoich funkcji, czego TK nie może uczynić. PiS osiągnął swój cel ale to zwycięstwo jest pyrrusowe. Jawny i widoczny zamach na demokrację uruchomi siły społeczne, które będą dla PiS poważna przeszkodą na drodze do realizacji celów. Scenariusz konfliktu społecznego będzie dla PiS alibi dla braku realizacji obietnic społecznych, na które budżetu nie stać. Zamiast chleba PiS oferuje swoja dyktaturę. Obawiam się, że czeka nas długotrwały konflikt społeczny, który przerwać mogą przedterminowe wybory.
@slawek: wybory? Co to somm wybory? to one rzeczywiście kiedyś były? Ale po co? (2023). Przecież mamy sondaże. To wygodniej. Przychodzą do domu, pytają za kim jesteś. To mówisz, że za nimi i nic ci nie zrobią.
http://ruslan.pecado.pl/upload2/readfile.php?file=ruslan/ucha1.jpg
Wynurzenia pani Kolendy przypomniały mi pana Wacka. Rok był 1987 jechałem z panem Wackiem tirem przez Europę z pomocą medyczną z Anglii. Pan Wacek uwielbiał BBC, ale jak zaczęła się audycja o kulturze westchnął i powiedział, że to nie jest radio dla kierowców. Pan Wacek był postacią barwną, zachwycił mnie opowieścią o tym, co ksiądz w jego parafii w kazaniach wygaduje zakończoną gorącym okrzykiem: „Panie Andrzeju, ja do kościoła chodzę, ale ja w Boga wierzę!” Pani Kolenda nie pomyślała nawet, że dziennikarstwo nie polega na dostosowywaniu się do wiedzy i zainteresowań odbiorców, ale na umiejętności przekazywania informacji o tym co ważne w taki sposób, żeby przekonać czytelnika, że to ważne i interesujące. No chyba, że sama Pani Kolenda uważa, że nadzór nad tym, czy władza działa zgodnie z prawem, to już nie jest radio dla kierowców. A może ona chciała, żeby jej pracę wykonywali sędziowie. Sam już nie wiem.
Wynurzenia p.Kolendy zawsze przypominają mi p.Wacka. Jedyna dobra rzecz, którą tej dziennikarce można przypisać jest, moim zdaniem, reportaż z Panią Szymborską. Natomiast jej artykułem/felietonem w GW byłam wprost oburzona. W ogóle sytuacja TK jest też taka, gdyż dziennikarze ( czy naprawdę nimi są ?) nie rozumieją istoty demokracji, toteż na nią gwiżdżą, rzekomo w naszym imieniu. Rezultaty już są, ale to dopiero początek.
A najgorsze jest to, że jak pani Kolendzie-Zaleskiej utrudnią jej pracę przez ograniczenie wolności słowa, to ani pomyśli, że sama też (i jej środowisko) się do tego przyczyniła. Gotowa by wtedy napisać – Trybunale Konstytucyjny, gdzie byłeś jak trzeba mnie było bronić? To twoja wina!