Piotr Rachtan: Głuchota, przypadłość rządzących11 min czytania

()

2016-03-24.justice iustitia prawo

Trwa skoncentrowany atak na Trybunał Konstytucyjny. Atakują politycy obozu rządzącego, poczynając od prezydenta, przez marszałka Sejmu po ministra sprawiedliwości. Przejrzyjmy po kolei niektóre wypowiedzi, dalece nie wszystkie, bo ich liczba staje się już imponująca.

Przypomnijmy najpierw wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, on w końcu ustawia po swojemu podrzędne figury, które podejmują się wziąć na siebie odpowiedzialność, także konstytucyjną (dopóki coś takiego jeszcze w Polsce istnieje), a który przed kilku dniami mówił:

Przecież jest zupełnie jasne, że chodziło o coś, co nie ma nic wspólnego z konstytucyjnymi zadaniami Trybunału. Trzeba więc było bronić konstytucji, w tym bronić prawa większości parlamentarnej do realizowania swojego projektu dla Polski. Gdybyśmy nie zablokowali tej operacji, to przez cały okres naszych rządów Trybunał by nas zwalczał i nie moglibyśmy efektywnie sprawować władzy. Dziś mamy awantury, ale też posuwamy do przodu polskie sprawy. Gdybyśmy nie zareagowali, to awantury i tak by były, nawet w UE – o to, że uchwalamy ustawy, które TK hurtowo uznaje za niekonstytucyjne. Jeśli panowie uważają, że bez naszych działań wobec TK byłaby sielanka, to niczego nie rozumiecie.

By prezydent nie wyszedł z szoku

Prezydent do widzów TV Trwam i słuchaczy Radia Maryja, w wywiadzie 22 marca: (podajemy za Dziennikiem Gazetą Prawną):

W tej chwili ten spór jest sensu stricto prawnie nierozwiązywalny, ze względu na luki istniejące w polskim prawie i złamania prawa, do których już doszło, a których naprawić się już nie da. Jeżeli istnieje jakiekolwiek rozwiązanie tego sporu, to dzisiaj trzeba rozwiązań na drodze politycznej – powiedział. Podkreślił również, że opozycja „stawia kompletnie nierealne i sprzeczne z prawem warunki brzegowe”.

Jest sytuacja patowa. Niestety, dużą rolę żeby do tej sytuacji doprowadzić odegrał Trybunał Konstytucyjny, także jego prezes, który, niestety, w ewidentny sposób ustawia się po jednej stronie sceny politycznej – powiedział prezydent.

 – Jako prezydent dokonałem zaprzysiężenia pięciu sędziów wybranych przez parlament. W istocie dzisiaj w TK jest 15 sędziów. Oczekiwanie, że zaprzysięgnę teraz trzech sędziów, a więc będzie teraz de facto w Trybunale 18 sędziów, co byłoby ewidentnie sprzeczne z bezpośrednio brzmiącym artykułem konstytucji, jest po prostu absurdem. Ci wszyscy, którzy dzisiaj podnoszą takie postulaty, mówią krótko: niech prezydent w czytelny sposób złamie konstytucję. Takiej zgody z mojej strony nie będzie.

Nie widzę żadnych podstaw prawnych, i nie ma takich podstaw, dla których dzisiaj prezes Rzepliński może mówić: ci sędziowie mają prawo orzekania, a tamci nie mają, zwłaszcza, że wszystkim sędziom wypłaca uposażenie sędziowskie, które jest wyższe niż uposażenie prezydenta RP, wyznaczył im miejsca pracy w Trybunale Konstytucyjnym

– argumentował Duda.

Ostatnie obrady TK [tak nazwał prezydent rozprawę Trybunału Konstytucyjnego 8 i 9 marca w sprawie K 47/15– przyp. P. Rachtan] „przebiegały w kuriozalnej sytuacji”  [gdy w mediach był publikowany projekt wyroku].

To sytuacja dla mnie jako prezydenta szokująca. Mam nadzieję, że ta sprawa zostanie wyjaśniona – jak to się stało, że dochodzi do takiej sytuacji, podważającej wiarygodność wymiaru sprawiedliwości w Polsce.

Dla mnie jako prezydenta to kolejny dowód, że Trybunał funkcjonuje fatalnie. Do tego sytuacja, w której prezes Trybunału włącza się w polityczny spór po jednej z jego stron, choć powinien zachować bezstronność (…) Mało, okazuje się, że Trybunał kilkukrotnie łamie prawo, najpierw wzywając Sejm, żeby zaprzestał pracy (…) później prezes Trybunału dokonuje zmiany składu orzekającego, jeszcze w dodatku w konieczności stosuje procedurę cywilną, a taka zmiana jest ewidentnym naruszeniem przepisów procedury cywilnej

– mówił.

[Duda zaznaczył, że TK powinien stosować art. 7 konstytucji.] „Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”. – Tymczasem Trybunał nie stosuje ustawy, która została uchwalona przez polski parlament i weszła w życie, a więc jest obowiązującym prawem – powiedział prezydent.

Mnie, jako prezydentowi, zależy na jednym – chcę mieć w Polsce uczciwy, pluralistyczny, rzetelny Trybunał Konstytucyjny, który będzie faktycznie oceniał zgodność z rozwiązań konstytucją, (…) który będzie działał i prospołecznie i propaństwowo – mówił Duda.

To Trybunał łamie konstytucję

A zatem dla prezydenta działanie Trybunału na podstawie Konstytucji – nie jest działaniem na podstawie prawa. Gorzej – jest jego (kilkakrotnym) łamaniem. Konstytucja dla doktora nauk prawnych widać w ogóle nie jest prawem, to tylko zbiór jakiś nieokreślonych opinii, jak wyroki Trybunału.

Trybunał ma być pluralistyczny – politycznie. A więc ma być uzależniony od politycznego układu sił, nie od prawa. Pluralizm polityczny ma gwarantować orzekanie prospołeczne i propaństwowe (cokolwiek miałoby to znaczyć), ale widać nie musi on orzekać pro-prawnie, czy pro-konstytucyjnie. Wtedy bowiem mógłby znów stać się – jak to powiedział w swoim wywiadzie pan prezydent – „bokserską rękawicą” używaną przez opozycję do odzyskania utraconej władzy.

Marszałek idzie w sukurs

Brednie te można by pominąć, szczególnie w świetle wypowiedzi wielu znamienitych gremiów prawników akademickich i poszczególnych zgromadzeń judykatywy, gdyby nie wsparcie, które nadeszło z ulicy Wiejskiej. By prezydent łatwiej wyszedł z szoku, marszałek Sejmu Marek Kuchciński zaatakował z drugiej mańki, skarżąc się w wydanym 23 marca oświadczeniu, że oto Sejm został poszkodowany przez Trybunał, bo Trybunał nie chciał oprzeć się, rozstrzygając o konstytucyjności grudniowej nowelizacji ustawy o Trybunale, na tej właśnie nowelizacji. Napisał:

Ustawa ta określa organizację i tryb postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym i w myśl art. 197 Konstytucji powinna stanowić podstawę działania Trybunału. Sejm ma konstytucyjny obowiązek taką ustawę uchwalić, a Trybunał – ją stosować, także wówczas gdy bada konstytucyjność samej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Niedopuszczalne jest, by Trybunał przed wydaniem orzeczenia w tej kwestii przyjął, że obowiązującej ustawy stosować nie będzie. Tak niestety się stało, czego efektem jest narastanie napięcia politycznego wokół Trybunału Konstytucyjnego.

Pokrętna logika tego dowodu jest uderzająca. To logika Paragrafu 22, o którym pewnie hipis Penelopa musiał kiedyś słyszeć (powieść Hellera była jednym z utworów konstytuujących kontrkulturowe ruchy lat 60.), ale do dziś z pamięci wyparł, być może paradoks Yossariana zbyt dobrze opisuje pretensje obecnej władzy politycznej do Trybunału.

Ponadto M. Kuchciński oświadcza, że

„Stwierdzam, że prawa Sejmu zostały naruszone.
Stało się tak za sprawą zlekceważenia przez Trybunał Konstytucyjny obowiązującej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, uchwalonej, a następnie znowelizowanej przez Sejm.”

Zastanawiające jest w oświadczeniu marszałka całkowite niezrozumienie roli Trybunału, który nie ocenia ani Sejmu, ani ustawy, jako produktu pracy Sejmu, tylko bada konstytucyjność prawa powszechnie obowiązującego, a takim staje się ustawa po złożeniu pod nią podpisu przez prezydenta.

Może więc marszałek w głębi ducha przyznaje, że Sejm wypuścił knota i mocnymi słowami pokrywa zakłopotanie?

Ziobro zainspirowany będzie karał

Marszalek nie jest osamotniony, ton zaostrzył minister sprawiedliwości, który jeszcze przed rozprawą 8 i 9 marca sam wniósł do Trybunału wniosek o zwłokę gwoli zapoznania się z dokumentami. Jego wniosek dotyczył daty, a nie faktu – nie kwestionował wtedy Zbigniew Ziobro prawa Trybunału do rozpatrywania konstytucyjności ustawy o TK na podstawie przepisów konstytucji. Wystarczyło jednak wcześniejsze oświadczenie i prezesa Jarosława Kaczyńskiego i jego przedstawicieli – prezydenta i marszałka, by teraz minister zagroził Trybunałowi konsekwencjami prawnymi.

Najbardziej wzburzył ministra, w dwa tygodnie po ogłoszeniu wyroku, fakt, że Trybunał zlekceważył, jego zdaniem, ustawę „naprawczą”:

Trybunał jest zobowiązany do przestrzegania konstytucji, a art. 197 wyraźnie mówi, że TK działa tylko i wyłącznie w zakresie i na podstawie ustawy, która reguluje jego tryb pracy.

Minister nie doczytał Konstytucji, która ma także artykuł 8, mówiący w ustępie 2, że „Konstytucję stosuje się bezpośrednio, chyba że Konstytucja stanowi inaczej”. A konstytucja w art. 197 powiadamia nas, że ustawa może dotyczyć organizacji Trybunału i sposobu procedowania. A nie istoty działania Trybunału, która polega na rozstrzyganiu, co jest, a co nie jest z Konstytucją sprzeczne.

Potem przeszedł do gróźb: jeżeli Trybunał Konstytucyjny będzie chciał rozpatrywać ustawy zgodnie ze swoim poprzednim sposobem działania, to złamie prawo. Dodał, że sędziowie będą „musieli się liczyć z konsekwencjami prawnymi„. Słowa te pewnie zainspirował Jarosław Kaczyński, który w wywiadzie mówił:

Być może potrzebna będzie specjalna ustawa, która ureguluje skutki prawne działań przedstawicieli instytucji państwa działających niezgodnie z prawem.

Śmieszność wypowiedzi prezesa PiS można by, oczywiście, skwitować wzruszeniem ramion, gdyby nie dwa fakty: pierwszy, że J. Kaczyński, jakby się nie zarzekał, jest faktycznie hegemonem na scenie politycznej, co oznacza, że od jego osobistej decyzji zależą działania podporządkowanych mu polityków, i po wtóre, że jak dotąd jedynie Trybunał Konstytucyjny, chroniony przez ustawę zasadniczą, ale też przez osobiste przymioty charakterów jego sędziów, tej hegemonii nie uległ i jest ostatnią barierą przed hegemonią totalną władzy większości parlamentarnej. Irytację prezesa Kaczyńskiego pogłębia społeczne wsparcie, jakie ma Trybunał i w niekoncesjonowanych przez władzę spontanicznych ruchach społecznych, i w środowiskach akademickich i prawniczych, i wreszcie – w opinii publicznej, która sygnalizuje, że większość obywateli stanęła po stronie Trybunału i tych wartości, które on reprezentuje. Ale ta większość opinii reprezentacji parlamentarnej – nie ma.

Bezradność i determinacja

Tu mała dygresja: Jarosław Kaczyński zdaje się wiedzieć o wszystkim, co dzieje się wewnątrz Trybunału i ma odwagę do tego się przyznać, mówiąc np. „wewnątrz TK jest bardzo duża presja na sędziów, którzy mają inne zdanie. Dlatego zdania odrębne są rzadkie.”

Trybunał – trzeba to powtarzać w kółko – żeby „prawnicy” obozu rządzącego dosłyszeli, orzeka na podstawie konstytucji o ustawie, według której nie mógł rozstrzygać o niej. To nielogiczne, a przecież i prawo, i akty prawne, w tym – najważniejszy – są logiczne. I jeśli ktoś prawideł logiki nie słyszy, to głuchy pozostanie na wszystko.

Nie miejmy złudzeń. Obóz władzy nie chce ani słuchać, ani słyszeć. Mogą do niego mówić rady wydziałów prawa najlepszych uniwersytetów, sędziowie sądów apelacyjnych i okręgowych, konstytucjonaliści, a politycy PiS – ustami prezesa – odpowiedzą tak jak on (pytany praz dziennikarzy Rzeczpospolitej, którzy powiedzieli, że „wielu uznanych prawników, w tym pierwsza prezes SN Małgorzata Gersdorf, uważa, że sędziowie mieli prawo ocenić nowelizację ustawy o TK, nie stosując się do jej zapisów”):

Nie chcę podejmować dyskusji, na jakiej zasadzie zostaje się obecnie uznanym prawnikiem. Moje kryteria są pewnie inne niż tych, którzy decydują, kto jest autorytetem.

Ponieważ Jarosław Kaczyński i jego akolici, w tym – prezydent – mają inne kryteria, ich stanowisko nie zmieni się. Tak jak nie zmieniło się po debacie w Parlamencie Europejskim, po rozmowie ambasadora USA z Jarosławem Kaczyńskim, po opinii Komisji Weneckiej, po wizycie 5 senatorów USA w Polsce, po licznych głosach polityków europejskich i komentarzach mediów światowych.

Z kategorycznych wypowiedzi polityków PiS, z pogróżek wypowiadanych coraz częściej przebija wprawdzie pewna bezradność, którą pokrywają rosnącą determinacją, ale też płynie wniosek, że z pewnością będziemy mieć wkrótce w Polsce dwa porządki prawne: konstytucyjny, gdy sądy będą orzekać w oparciu o konstytucję oraz porządek „władzowy”, realizowany przez władzę wykonawczą, która nie przyjmie do wiadomości tamtych rozstrzygnięć. Stanie się to za chwilę faktem i nic tego nie zmieni, Jarosław Kaczyński zapowiedział przecież, że „Korzystne czy niekorzystne opinie przyjmowane przez to grono sędziów będą traktowane jako „non est” – nieistniejące…

Politycy PiS jak już sobie cos do głów wbiją, to wbiją na zawsze. Tymczasem głuchota – także na argumenty – ma dwa źródła: uszkodzenie aparatu słuchu, albo uszkodzenie mózgu.

Z czym mamy do czynienia – każdy widzi.

Piotr Rachtan

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

7 komentarzy

  1. j.Luk 24.03.2016
  2. narciarz2 24.03.2016
  3. j.Luk 24.03.2016
  4. A. Goryński 25.03.2016
  5. j.Luk 25.03.2016
  6. Marian. 25.03.2016
  7. Bogda1935 30.03.2016