2012-10-26. Rosół w kuchni Żydów polskich pełni szczególną rolę. Jest tradycyjnie podawany podczas kolacji szabasowej. Chętnie się go stawia i na stole świątecznym. Także podczas jednego z największych świąt religijnych, czyli wiosennego Pesach. Do niego jeszcze daleko. Ale dlaczego nie skorzystać z odświętnego przepisu i nie podać rosołu nieco inaczej niż robimy to zazwyczaj? Czyli – no cóż, nie ukrywajmy tego – z kupnym makaronem. Nawiasem, robienie domowego makaronu nie jest tak trudne, jak się wydaje!
Ale wróćmy do kuchni żydowskiej. Kocha ona zwłaszcza rosół z kury. Gotowany jak zwykle. Rebeka Wolff, autorka przywoływanej tu już kilka razy „Kuchni koszernej” z przełomu wieków XIX i XX, przepisu na rosół właściwie nie podaje, uważa widocznie, że każdy potrafi go ugotować. Mięso, jarzyny (wymienia przy okazji opisywania mięsa rosołowego „pietruszki, selery i także marchewkę”) i przyprawy korzenne, oczywiście plus woda, nic szczególnego. Podaje natomiast kolejne przepisy na rosoły z różnymi dodatkami. Jest ich tyle, że już one są dowodem na szczególne miejsce, jakie ta zupa zajmuje w kuchni Żydów aszkenazyjskich.
Te liczne przepisy mają nazwy wzięte od dodatków: pierwszy jest „Buljon (Rosół przezroczysty)”, potem grupa rosołów: „z ciastem”, „z ciastem na inny sposób” i kolejne: „z makaronem” (w nim bardzo długi i zawiły sposób wyrobiania makaronu – można się zniechęcić do jego samodzielnego wykonania), „z grzybkiem z mąki”, „z pulpetami”, „ze stożkami z bułki” (bardzo ciekawy dodatek), „ze smażonym grzybkiem”, „z kluseczkami z ryżu”, „ze szparagami”, „z kluseczkami z mięsa”, „z krupą”, „z ryżem”, „z kaszą”, „z kaszą owsianą”, „z jaglaną kaszą”, „z gryczaną kaszą” (musi być niezwykły!), „z soczewicą”, „z białym bobem”, „z grochem”, „ze smażonemi kluseczkami z kaszy”, „z kluseczkami ze szpiku”, „z surowemi tartemi kartoflami”, „z kluseczkami ze szpiku na inny sposób”. A są jeszcze przecież „buljony” („z kluskami saskiemi”, „z jajecznemi krupami”, „z kartoflanemi kluseczkami”, „z mięsnemi pulpetami”, „z grzankami z mięsa (uszka)”. Moc oryginalnej inspiracji, prawda?
Ale wróćmy do żydowskiej Paschy (czyli Pesach). Podczas tego święta jest jeden szczególny kulinarny obowiązek: niepodawania chleba na zakwasie. Przed świętem dokładnie wymiata się dom, aby ani okruszek takiego chleba w nim nie pozostał. A do posiłków podaje się macę. Pieczywo wypiekane tylko z mąki, zarobionej wodą. Ponieważ mace (zresztą różnych rodzajów) można dostać (są znakomicie dietetyczne), wykorzystajmy je do przyrządzenia dodatku do rosołu. Jak wiemy, rosół z kury jest znakomitym lekiem przy przeziębieniach. Także żydowskie mamy i babcie tę naukę przekazywały córkom i wnuczkom. Skorzystajmy z niej w razie potrzeby. A do rosołu sporządźmy stylowy dodatek opisany przez Rebekę Wolff w rozdziale „Potrawy i napoje używane podczas świąt wielkanocnych” pod skromną nazwą:
Pulpety do zup
Na 4 osoby rozmiękczamy 2 mace, wyciskamy wodę albo kawałkiem płótna, albo też dajemy jej ściec na durszlaku. A teraz rozpuszczamy tłuszcz na żelaznej patelni i gdy już gorącym kładziemy weń macę i tak długo mieszamy je łyżką, aż zupełnie suche oddzielają się od patelni. Wtedy wkładamy wszystko w naczynie, mieszamy razem z solą, szczyptą pieprzu i 1 cienko pokrajaną albo na jasno usmażoną cebulką. Gdy mace już się ochłodziły, rozcieramy je dość długo z 2 jajkami i dodajemy świeżej tłuczonej macy tyle, by można było ręką uformować pulpety nie przyklejające się do dłoni. Pulpety powyższe służą głównie do rosołu, do którego muszą być włożone w mniej więcej na pół godziny przed podaniem.
Niebanalny dodatek do rosołu, prawda? Jeszcze bardziej oryginalne będą
Słodkie pulpety
Przyrządzają się zupełnie, jak poprzednie, tylko zamiast cebuli i pieprzu bierzemy mączkę [czyli cukier] , skórkę cytrynową, parę gorzkich migdałów i trochę tartej gałki muszkatułowej [tak w oryginale, naprawdę jest ona muszkatołowa].

Wyznam, że z tych przepisów nie w całości skorzystałam. Skrzyżowałam je z recepturą podaną w „Kuchni żydowskiej”, której edycję tu niegdyś krytykowałam (tzn. tłumaczenie i redakcję). Przepisy w książeczce są ciekawe, ten ma nazwę
Knedle – kulki macowe
(36 małych kulek)
3 jaja
85 g tłuszczu drobiowego lub oleju roślinnego
1 łyżeczka soli
150 ml zimnej wody
cała gałka muszkatołowa do starcia lub 1/2 łyżeczki mielonego imbiru lub cynamonu
175 g mąki macowej
rosół do podania
- W dużej misce ubić i dokładnie połączyć jaja, tłuszcz drobiowy i sól. Dodać wodę.
- W oddzielnej misce połączyć mąkę macową i trochę startej gałki muszkatołowej. Mąkę macową wsypać do jaj i mieszać, aż ciasto będzie miękkie. Trzymać w lodówce pod przykryciem przez 2 godziny.
- Mokrymi rękami formować kuleczki średnicy 2 cm i układać na blachę do pieczenia [? można także na deskę zwilżoną zimną wodą] . (…)
- W dużym rondlu zagotować zupę na średnio dużym ogniu. Delikatnie wrzucać kulki macowe; wypłyną na powierzchnię i zaczną pęcznieć. Gotować na wolnym ogniu 25 minut, do czasu do czasu mieszając. Dla uzyskania czystszej zupy gotujemy kulki w rondlu z posoloną wodą. Przełożyć do zupę tuż przed podaniem. (…)
Składniki nieco zmieniłam: zamiast mąki wzięłam mace i potraktowałam je sposobem Rebeki Wolff. Do masy dałam nieco pokrojonej natki. Uważałam z dodawaniem wody i soli (rosół jest przecież posolony) oraz przypraw (na pewno nie powinna to być „cała starta gałka muszkatołowa”!). Pulpety czy knedle ( kneidlach) można potem odsmażać. Stylowo – na tłuszczu drobiowym. Z kurczaka, kury, gęsi, kaczki warto go odcinać i zamrażać. Jest znakomity do smażenia nie tylko potraw z kuchni żydowskiej.
![]()
Alina Kwapisz-Kulińska


No i dodalbym, ze do naprawde wykwitnego bullionu z kury dodawano dawnymi czasy troche prawdziwego szafranu, ktory nie tylko poprawia smak, ale takze nadaje sliczny zlocisty kolor.
Wlasnie sie lecze z paskudnego przeziebienia rosolem z kury z drobnymi kluseczkami i duza iloscia pietruszki i plasterkami ugotoanej w rosole marchewki. .
W koncy takie rosoly slyna w calym swiecie jako „zydowska penicylina”.
Zdrowia życzę, a dla jego podtrzymania poleca uwadze polewkę, którą siedemnastowieczny mistrz Stanisław Czerniecki ugotować radził: „weźmij barana ćwierć poślednią, kapłona skubionego niepłokanego, kuropatw cztery skubionych niepłokanych, jelenią pieczeń świeżą niepłokaną […] piecz powoli. A gdy się dopieka, pozdejmuj na misy, pokol nożem […] a polewkę wypuść i wlej w śklane naczynie […]. Wóz pereł sznurek i czerwony złoty włóz, zawiąż bardzo dobrze […] wstaw w ogień. Warz mocno godzin cztery […]. Nie trzeba więcej tego sekretu zażywać w jednej chorobie, tylko raz, za łaską Bożą uzna chory melioracyją, jeżeli się pocić będzie”. Pewnie będzie, prawda?
Moja Stara po przeczytaniu tego przepisu zakazala mi nawet zblizac sie do swych perel.
Widac nie zyczy mi zdrowia.
Śpieszę doprecyzować: po zakończeniu gotowania „weźmij to z tym naczyniem […]. Odwinąwszy płótno, idź do chorego, który żeby był w ten czas na czczo, a tam […] nalej łyżek półtory choremu. Nakryć go, żeby się pocił, czerwony złoty i perły schowasz”.
Przepraszam, że opóźniam kurację z powodu obcięcia tak istotnego fragmentu przepisu.