Andrzej C. Leszczyński: Reguły9 min czytania

()

liberte2016-10-17.

Siergiej Uwarow, minister oświaty za cara Mikołaja I, sformułował triadę będącą fundamentem ideowym Imperium: prawosławie, samodzierżawie, lud. Do tych samych wyznaczników odwołuje się od kilku lat Włodzimierz Putin. Chyba bardzo podobnie pojmuje politykę Jarosław Kaczyński, o czym myślę nie bez związku z gdańskimi obchodami 30–lecia Trybunału Konstytucyjnego.

Etyka przekonań

O Uwarowie i Putinie mówi w wywiadzie („Znak”, nr 737) Maria Sniegowaja, politolog i publicystka („Wiedomosti”, „The Washington Post” i in.). Próbuje wyjaśnić narastający w Rosji tradycjonalizm (to jej zdaniem lepsze określenie od konserwatyzmu) jako pragnienie odzyskania rzeczywistości utraconej trzydzieści kilka lat temu. Czyli – Związku Radzieckiego. „Ludzie nie chcą wolności, chcą, aby wszystko było proste, jak w czasach radzieckich. Obywatele Rosji chcą być częścią większej struktury”. Tęsknią za Imperium i silną władzą.

(Dygresja: Nie używam zwrotu „Związek Sowiecki” już choćby z powodów czysto językowych, gdyż łączy wyrazy różnojęzyczne. To tak, jakby mówić „Wielka Britain”, „Republika Française” czy „Stany United”. Jan Nowak Jeziorański pisze o rozmowie z generałem Władysławem Andersem, który wspominał spotkanie z kardynałem Stefanem Wyszyńskim i jego pretensje do Radia Wolna Europa, że używa takiego właśnie, przedwojennego określenia. Dziś w Polsce – wyjaśnił Kardynał – używa się polskiej, a nie częściowo rosyjskiej nazwy, mówi się „Związek Radziecki”. Zręczniejsze językowo byłoby określenie „Sowiety”, zniechęca mnie jednak mocnym nacechowaniem perswazyjnym wykorzystywanym w wypowiedziach ideologicznych).

Triada Siergieja Uwarowa w wersji PiS-owskiej zawiera jedną tylko korektę: katolicyzm zamiast prawosławia. W obu wypadkach mają to być religie politycznie zinstrumentalizowane i obdarzone państwowymi przywilejami (inna sprawa, ze rosyjska Cerkiew pozostaje pod pełną kontrolą Putina, zaś Kościół katolicki w Polsce potrafi narzucać swe normy nie tak mocnemu, jak widać, suwerenowi). Wielu cerkiewnych hierarchów, mówi Sniegowaja, to ludzie niewierzący, powiązani ze służbami specjalnymi. O stanie wiary polskich hierarchów wolę nawet nie myśleć (ks. Jan Kaczkowski w ostatnim przed śmiercią wywiadzie mówił, że gdyby przybyli dziś do Polski Maria i Józef z Jezusem, natychmiast by ich przegnano). Bez zmian pozostają pozostałe dwa elementy triady: autorytaryzm (czyli samodzierżawie) i naród (lud u Uwarowa to narodnost`).

Inna jest, jak wciąż chcę wierzyć, społeczna recepcja powyższych pojęć. Rosyjskiej tęsknocie do knuta odpowiada w Polsce coś zupełnie odmiennego – bunt przeciw autorytaryzmowi i potrzeba wolności manifestowana przez znaczną część obywateli.

Dzisiejsza praktyka polityczna PiS-u ujawnia innych jeszcze antenatów. Zwracano wielokrotnie uwagę na związki tej polityki z doktryną Carla Schmitta, mówiącą, że ład zbiorowy wymuszony ma być przez suwerena. W rozumieniu prawa stanowionego Kaczyński bliski jest (nie ma znaczenia, czy świadomie) leninowskiemu z ducha taktycyzmowi. Zdaniem Włodzimierza Iljicza prawo obowiązujące w zachodnich demokracjach jest instrumentem ucisku klasowego, zaś Jarosław Kaczyński mówi o prawie utrwalającym korzyści obecnych elit społecznych. Obaj nie mają wątpliwości, że dla osiągnięcia zamierzonych celów należy pozbyć się wszelkich gorsetów utrudniających swobodę legislacyjną.

Zamierzone cele polityczne mają charakter absolutny i nienaruszalny, co oznacza, że władza traktowana jest nieomal jak posłannictwo religijne i opiera się na trwałych imperatywach zwanych zazwyczaj przekonaniami. O etyce przekonań (gesinnungsethisch) pisał Max Weber w pracy pt.„Polityka jako zawód i powołanie”, przeciwstawiając ją etyce odpowiedzialności.

Kierowanie się w sprawowaniu władzy przekonaniami (są to nierzadko rojenia niespełnionych ambicjonerów) ma w sobie coś żałośnie megalomańskiego. Oznacza podporządkowanie społecznej rzeczywistości sobie, własnym zasadom i bezwzględne dążenie do powziętego przez siebie celu. Max Weber: „Jeśli skutki działania płynącego z czystych przekonań są złe, to dla niego [wyznawcy etyki przekonań – acl] nie ten, kto działa, jest za to odpowiedzialny, lecz świat, głupota innych ludzi lub wola Boga, który ich takimi stworzył. […] Wyznawca etyki przekonań czuje się »odpowiedzialny« jedynie za to, by nie zgasł ogień czystych przekonań”. Być rzeczywiście odpowiedzialnym, to wyzwolić się z niewoli własnych wyobrażeń, liczyć się z realną sytuacją i rzeczywistymi możliwościami uwikłanych w nią ludzi. Co najważniejsze – przyjmować odpowiedzialność za skutki podjętych działań, zwłaszcza wtedy, gdy można je było przewidzieć.

 

„Są jeszcze sędziowie…”

Etyka przekonań, gdy staje się źródłem praktyki politycznej, przeczy wolności wszystkich poza suwerenem – podmiotem przekonań. Jako karykatura Mickiewiczowskiego Kordiana dąży on do rządu dusz, pełniąc funkcję zarządcy masy upadłościowej, czyli państwa sprzed rewolucji.

Wolność oznacza, że [a] coś wolno (jest dozwolone) i [b] jest możliwe (może zaistnieć). Pojęcie to odnosi się zasadniczo do jednostek ludzkich – naród może być niepodległy, rząd suwerenny itp. Osobowym wyrazem wolności jest, wypowiadane bez poczucia daremności i niestosowności, słowo „chcę”. Co znaczy, że mam taką wolę – rodzaj wewnętrznej energii będącej źródłem działania. (O tym, że wola wyraża niezależność, mówią nazwy miejscowości takich jak Żelazowa Wola, Zduńska Wola itp. Związane są z dawniejszymi osadami uwalnianymi na kilka bądź kilkanaście lat od obowiązku składania danin). Tak właśnie rozumieli wolność Rzymianie, gdy odnosili ją do statusu społecznego. Osoba wolna, liber homo, to ktoś podległy jedynie sobie. (Pomijam szczególną „wykwintność” tej idei, widoczną chociażby w zestawieniu jej z rozmiarem ówczesnego niewolnictwa).

Wolność jednostki, która żyje wśród innych ludzi, ograniczona jest normami kultury – przede wszystkim prawnymi i moralnymi. Władysław Witwicki w swych „Pogadankach obyczajowych” pisał o moralności rozumianej jako oliwa w maszynie społecznej. „Zmniejsza nieuniknione tarcia i umożliwia bieg życia społecznego, nie psując machiny społecznej: etyka normatywna to racjonalny zbiór przepisów na ten smar i przepisy jego użycia”. Wcześniej do podobnej metafory odwoływał się Ludwik Krzywicki: „Moralność jest jak ów smar, którym smarujemy części odpowiednie maszyny, ażeby poruszały się z mniejszym tarciem” („Rozwój moralności”).

Myślę o kulturze jako czynniku wiążącym, czymś, co można by porównać do reguł gry w życie zbiorowe. Reguła jest zasadą ogólną i względnie trwałą – w tej samej mierze obowiązuje uczestników określonej rzeczywistości społecznej. Reguły prawne budują rzeczywistość państwa prawa i chronią przed arbitralnością sezonowych kacyków marzących o politycznej nieśmiertelności. Pisał Montesquieu („O duchu praw”): „Wolność jest to prawo czynienia wszystkiego tego, na co ustawy pozwalają”.

Wartość reguł prawnych dostrzegają i respektują politycy z prawdziwego zdarzenia, mający na uwadze coś więcej, niż własne ambicje. – Są jeszcze sędziowie w Berlinie – miał z uznaniem stwierdzić cesarz Fryderyk Wielki po przegranym procesie z młynarzem z Sans Souci. Nie da się tego powiedzieć o niektórych sędziach w Warszawie, choćby o Romanie Kryże, który pod naciskiem Władysława Gomułki orzekł karę śmierci w aferze mięsnej (1964, wyrok uchylony za rażące naruszenie prawa w 2004 r.).

Dzisiaj tamto zdanie o niezawisłych sądach berlińskich brzmi szczególnie aktualnie.

 

Wolność, czyli fundament

Maurice Blondel i Édouard Le Roy odróżniali wolę chcianą (volonté voulue) i wolę chcącą (volonté volante). Pierwsza wyraża rozumny wybór celów, druga jest ślepą samowolą, kaprysem. Edward Burke w „Rozważaniach o rewolucji we Francji” przestrzega przed tym drugim rozumieniem wolności: „Wolność dla jednostek oznacza, że mogą one robić, co zechcą, dlatego zanim zaryzykujemy gratulacje, powinniśmy się upewnić, co zrobić zechcą, bo owe gratulacje mogą rychło zamienić się w skargi”. Bywa najczęściej tak, że suweren-rewolucjonista miesza jedno rozumienie z drugim. Uzasadnia swe decyzje racjami społecznymi i moralnymi, kierując się w rzeczywistości pobudkami mającymi zaspokoić jego najbardziej osobiste namiętności. Mówi o potrzebie respektowania reguł, choć sam złamał te, które obowiązywały. Chcąc Mickiewiczowskiego „rządu dusz” pomija przestrogę z „Pana Tadeusza”: „Dopóki wiara kwitła, szanowano prawa/ Była wolność z porządkiem i z dostatkiem sława”.

Wolność, ograniczana przez reguły gry w życie zbiorowe, pozostaje wartością prymarną w tym sensie, że warunkuje wszelkie inne wartości. Tyczy to także wartości podporządkowania, czyli wyrzeczenia się wolności. „Mam–wolę–nie–posiadania–woli” – tak sformułowała to Hanna Arend (mając na uwadze możliwość samego myślenia). Gdy mówię, że nie chcę być wolny, to coś innego, niż gdybym stał się podporządkowany bez udziału woli. Mówi się czasami o małżeństwie, że jest słodką niewolą. Niezależnie od jej smaku jest faktycznym ograniczeniem wolności (żegnanej podczas wieczorów kawalerskich bądź panieńskich). Może stanowić wyraz woli osób wiążących się ze sobą, lub – co trudno dziś sobie wyobrazić – być efektem przymusu (środowiskowego, rodzinnego itp.).

Dąży do rezygnacji z wolności ktoś, kto głosuje na partię zapowiadającą likwidację praw demokratycznych. Jednak oszukany i zniewolony będzie ten, kogo tych praw pozbawi partia nie głosząca takich zamiarów.

Marcin Król pisze rozsądnie, że wolność jednostki ma w demokracji charakter ograniczony – przez prawo, ale i przez przyzwoitość bądź dobre obyczaje. Przede wszystkim przez wolę współpracy. „Każde członkostwo we wspólnocie sprawia, że oddajemy część naszej wolności. Jest tak od poziomu wspólnoty rodzinnej czy przyjacielskiej po polityczną. […] godzimy się na samoograniczenie naszej wolności. Podkreślam – samoograniczenie, a nie ograniczenia narzucone przez władze, bo one są niedopuszczalne”.

Andrzej C. Leszczyński

PS.

W związku z argumentacją stowarzyszenia Ordo Iuris dotyczącą aborcji, chciałbym przytoczyć opinię znanego moralisty katolickiego i badacza logiki matematycznej, prof. Andrzeja Grzegorczyka. W pracy „Schematy i człowiek” pisze: „Z religijnego punktu widzenia bardziej konsekwentne byłoby zabijanie ludzi dobrych, w chwili, gdy jest duże prawdopodobieństwo, że są bez grzechu, a nie zabijanie złych, którzy powinni się zmienić, żeby uzyskać zbawienie”.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

4 komentarze

  1. JNowak 17.10.2016
  2. PK 17.10.2016
  3. Ernest Skalski 18.10.2016
  4. acleszcz 18.10.2016