Ano właśnie. Istotę problemu uświadomił mi tak naprawdę dopiero niedawny czarny protest niosek, ratujący honor ogółu, a i tak potrzebowałem kilku dni i paru kopniaków, by dotarło gdzie trzeba.
O facetach więc dziś rzecz bez pardonu
Przede wszystkim typowo męskie służby mundurowe. Chociaż za mundurem panny sznurem, to jednak nie ten wziętym kogutem, kto knuje cichaczem w kuluarach lub pierś po medale wypina i pieje wniebogłosy, chociażby w najlepiej skrojonej szacie, tylko ten, kto rozumną karnością panuje nad stadem, a kury z przyjemnością te jego jaja znoszą.
Wojsko. Wszelkie te komisje stetryczałych sztabowców zajmujących się sortowaniem mięsa armatniego, rzucające pobieżnie okiem na krzywiznę kręgosłupa i płaskostopie – powinny baczniejszą uwagę poświęcać lustrowanym jedynie z należytą atencją przez członkinie komisji głównym atrybutom herosów, pod kątem nie tylko ich świeżości, ale i czym skorupka za młodu nasiąkła, by nie zachodziło ryzyko szybkiego zdzbuczenia. Co wyjątkowo możliwe pod wodzą głównego oszołoma, który wojakom z krwi i kości kozakiewiczem machnął szykując konkurencję – ledwo co poczęte chore dziecko, ale mające duże szanse donoszenia i ochrzczenia w niegasnącym świetle łaski boskiej.
Wyselekcjonowany substytucik, wierny aż do bólu (trzewi ze śmiechu piszącego), kawaleria opancerzonych na modłę średniowiecznego rycerstwa łysych kijów bejsbolowych, poruszających się na zasadzie odrzutu własnych gazów w kooperacji pono ze wschodnim sąsiadem. Aż dziw również, że wojsko nie odczytuje jeszcze na codziennych rozprowadzeniach w jednostkach najnowszej litanii. Co słabszy zwróciłby beznadziejną śniadaniowość, ale na poligonie byłoby krócej. Koń by tego nie przeżył, a św. Antoni u Pana Boga za piecem zapadł się ze wstydu pod chmurę.
Policja nigdy nie miała dobrej prasy, ochraniając nie zawsze tych, co by wypadało, a waląc (znowu nie tych) pozostałych. Teraz, wydaje się, zajęta jest wyłącznie ochroną własnego nowofalowego wizerunku.
Straż pożarna. Nie ma siły przebicia. Jako „partner” resortowy policji, na szczęście nie jest już chyba ciągana do zabezpieczania protestów robotniczych i innych nie po linii zgromadzeń, jak w pamiętnym ’76 w Radomiu, zapaskudzając sobie tym niezasłużenie opinię. Ma bez liku zadań statutowych i cicho siedzi przeczekując.
A mundur, proszę panów mundurowych, to kiedyś znaczyło Honor i bezprzykładną służbę Ojczyźnie. Aż do kuli w potylicę. A teraz?
Nie, żeby zaraz kabaretowy pucz na wzór turecki. Ale to widać przecież, że mundury mając wspólny kaczyński mianownik, nie mają płaszczyzny porozumienia w sprawie niezgody na szarganie epoletów.
Dziennikarze? Paru mądrych z – ikrą to nie wiosenna odwilż. Reszta to swołocz jakaś żerująca na żoliborskiej taniej jatce i toruńskim bacutilu. Ochłapy stamtąd mielą jęzorami i przetwarzają na papkę, z papki wypiekają rumianą medialną babkę i fiu… bezmyślnie, bezwstydnie w eter. Wypieków można dostać, gdy to w człeka chlapnie.
A kabareciarze, satyrycy, z niewielkimi wyjątkami? Jedni zmienili front, inni popiskują żałośnie a mało słyszalnie, jeszcze inni doprowadzają pospólstwo do rechotu. Toast sokiem z buraka za ich wenę.
Medycy poczęli rozpaczać nad poczęciem albo wręcz brutalnie chazanują utykając w pakamerze Primum non nocere – straceni dla życia i zdrowia. Natomiast o lekarzach dusz wszelkiej maści szkoda nawet wspominać. Albo dokonują błędnej diagnozy, albo stosują szkodliwą terapię.
Prawnicy. Dziś wstyd być prawnikiem, takie zatrzęsienie prawych inaczej. Odcinają się od nich nawet macierzyste uczelnie. A co będzie gdy niedługo padnie swoista reduta Ordona? Sępy już się czają.
Renciści i emeryci — poza nawiasem, mogą sobie życzyć i protestować. I czekać. Jeśli dożyją.
A dzieci, przyszłość narodu? Dzieci jak ryby, bez głosu. Ale już kadra od narybku, ta rozumniejsza (lub gorsza według aktualnych norm) – jak najbardziej, głos ważny. Bunt, bodaj pod hasłem „nie będzie nam tu głupia gęś rządzić”, wskazany.
Czy kogoś istotnego dla sprawy pominąłem w rankingu?
No tak, ludzie kultury, sztuki. Giganty pióra, palety, partytury, kamery. Zażenowani… Występami swego naczelnego, dla którego nieosiągalną sztuką jest kultura. Pozbawieni wsparcia duchowego i dotacji kosztem ładowania kasy w różne opaczności boże i przekłamane kicze po linii.
Ech… Długo by tu jeszcze wymieniać.
Oto Rzeczpospolita Polska najnowsza. Rzeczpospolita męska. Bez obrazy za uogólnienia – bezjajeczna na pierwszy rzut oka.
I dopóki wydmuszkowatość misiewiczów i innych tam jakich jest słodką tajemnicą ich zagrody czy kurnika, jest to ich problem. Gdy zaczynają się z tym obnosić publicznie mając namaszczenie i prerogatywy głównych kukiełek szopki, czas na prawdziwe jaja. Tylko gdzie ich szukać? Kiedy jedyne, jaja jakie nam się teraz serwuje, to te pod postacią rozbełtanej jajecznicy przez nadjajogłowych pichconej nawet po nocach, z udziwnionymi i ciężkostrawnymi dodatkami, w ilości do zatopienia Mount Everestu. Danuta Rinn nieustannie się kłania: „Gdzie te chłopy?”
A kura jak to kura, nie zastanawiając się co było pierwsze i co jest ważniejsze – ona czy jajo, i czyje to ono jest, beznamiętnie znosi jaja pełnowartościowe od poczęcia, nieświadoma dwóch spraw: że czasami one uważają się za mądrzejsze od niej, i że tak łatwo z nich zrobić wydmuszki. Ta to ma dobrze.
Przepraszam Państwa, czy z zagranicy inaczej tę Polskę widać niż Ona jest?
WaszeR Londynski



Przepraszam Państwa, czy z zagranicy inaczej tę Polskę widać niż Ona jest?
Cholera, tu na miejscu widzę podobnie…
„Renciści i emeryci — poza nawiasem, mogą sobie życzyć i protestować. I czekać. Jeśli dożyją.”
Słuszne choć z lekka dołujące..