Kandydat na prezydenta USA Donald Trump oświadczył, że jak wygra wybory, wsadzi do więzienia kontrkandydatkę, Hillary Clinton. The New York Times International Edition z 12 października pisze, że Trump wchodzi w rolę sądu, którego zadaniem jest dbałość o to, żeby tego nie robił.
Jarosławowi Kaczyńskiemu bliżej do zrealizowania mrzonki, że Donald Tusk uzyska status świadka koronnego.
Trump postępuje jak Jarosław Kaczyński, choć nie ma takich możliwości, bo w USA nie da się wprowadzić PRL Bis. Eksperyment w Polsce polega na sprzeczności. Kaczyński dokonuje rewolucji w kraju oraz kontrrewolucji w Europie. Rewolucja polega na tym, że jego postępowanie ma być źródłem prawa. Kontrrewolucja natomiast na cofaniu kontynentu do stanu, który będzie odpowiadał sojuszowi Kościoła, kiboli, półmózgów z Jarocina i twardego elektoratu smoleńskiego.
Trump liczy na poparcie amerykańskiego odpowiednika tego elektoratu. Doskonale wie, że jego część, czyli Polonia w Chicago będzie głosowała na Republikanów, jak głosowała na PiS.
Tu analogie się kończą. W Polsce obecnej rządzi oligarchia, która jest władzą mniejszości wbrew interesowi ogółu. W USA władza mniejszości nie wchodzi w grę.
Krzysztof Mroziewicz



Panie Krzysztofie, stąpa Pan po cienkiej linie twierdząc, że tylko w Polsce może rządzić mniejszość. Amerykanie głosują dość podobnie do Polaków, jeśli chodzi o frekwencję wyborczą. System w Stanach wręcz sprzyja ograniczeniom liczby głosujących, ponieważ wymaga od wyborców rejestrowania się a same wybory odbywają się w pierwszy wtorek listopada, bo tak amerykański kongres zadecydował w połowie XIX wieku, kiedy większość społeczeństwa stanowili farmerzy, którzy musieli udać się w podróż aby dotrzeć do urn wyborczych, jednocześnie świętując w soboty, stąd niedziela odpadała… Frekwencja wyborcza w 2012 roku wynosiła blisko 60% ale w tym roku szacunki są o wiele niższe, z uwagi na zbliżoną popularność obojga kandydatów i bezprecedensowy efekt pana Trumpa, który podobnie do Kaczyńskiego w Polsce, bardzo polaryzuje amerykańskie społeczeństwo. I tak wg niektórych analiz probnozy na ten rok w Stanach szacują spadek liczby głosujących do ok 40% wyborców. Mówi o tym niniejszy artykół: https://www.minnpost.com/eric-black-ink/2014/10/why-turnout-so-low-us-elections-we-make-it-more-difficult-vote-other-democrac
.
Nawet jeśli przyjmiemy, że zagłosuje 60% lub więcej wyborców, to przy tak spolaryzowanej scenie politycznej będziemy mieli podobny efekt wyborów jak w Polsce: zagłosuje mniejszość…
dlatego myślę, że lepiej skupić się na fakcie, dlaczego w Polsce tylu ludzi nie odczuwało potrzeby udania się do urn wyborczych, oraz dlaczego świat zaczyna znowu głosować na populistów i hucpę. To zaczyna być widoczne w skali globalnej.
.
Mnie osobiście ciekawi tu jeden aspekt. Co się stanie, gdy glosowanie zacznie się odbywać elektronicznie, np za pomocą telefonu komórkowego? Czy to poprawi notowania i będzie sprzyjać wybieraniu lepszych kandydatów, czy wręcz pogorszy wyniki i będzie sprzyjać populistom i wszelkiej maści hochsztaplerom…
@Andrzej Pokonos
Nie czepiam się ale ta fraza jest jak kij, ma dwa końce..
„Czy to poprawi notowania i będzie sprzyjać wybieraniu lepszych kandydatów, czy wręcz pogorszy wyniki i będzie sprzyjać populistom i wszelkiej maści hochsztaplerom…”
Niby skąd mamy brać tych lepszych kandydatów?
Kiedyś było prosto, tata rządził i przekazywał władzę i majątek synowi.
Syn majątek marnotrawił bądź nie, a ludowi doskwierała jedynie dziesięcina i szarwarki.
Dziś do władzy rwie sie byle parobas. Jak ma luż pieniądze i poparcie własnej sitwy władzę otrzymuje a to co o nim pisze prasa to jak widać nie ma znaczenia, choć internet jest już nie do okiełznania.
Demokracja jest jedną z iluzji, to wszystko.