Po opisie tego incydentu Nawaz przechodzi do refleksji nad populizmem, nad naszym nieustającym oburzeniem moralnym i nadętym poczuciem wyższości. Populizm – zauważa Nawaz – nie jest specyficzną cechą prawicy, jest specyficzną cechą naszych czasów. (Oczywiście moglibyśmy w tym miejscu dodać, że jest specyficzną cechą polityki wszystkich czasów, że dokumentowany był co najmniej od czasów Arystofanesa, ale media elektroniczne dodały mu skrzydeł.)
Lewica – pisze Nawaz – jest wściekła, wystraszona i coraz bardziej zieje jadem. W swoich zachowaniach okazuje cechy, które z takim zapałem krytykuje u swoich prawicowych przeciwników. To wszystko nakręca strach po obu stronach, a wystraszeni ludzie mogą robić rzeczy straszne, co widzieliśmy, kiedy nakręcono spiralę strachu w latach trzydziestych ubiegłego wieku.
Wrzaski i obelgi nie zmieniają niczyjej opinii, problemy pozostają i tylko nabrzmiewają. Czeka nas wielka zmiana, a to oznacza wzrost niepokoju. Nawaz pisze, że często mówi się, że globalizacja pozbawia ludzi kontroli nad własnym losem, ale widać wyraźnie, że wyzwala zaściankowość.
„Muzułmańscy ekstremiści nienawidzą ‘niewiernych’, neonaziści i ich populistyczni prawicowi towarzysze nienawidzą multikulturowej lewicy, skrajna lewica nienawidzi ‘neoliberalnych globalistów’, i, jak się wydaje, wszyscy nienawidzą Żydów”.
Muzułmanie – pisze Nawaz – często odczuwają silniejszą więź religijną niż wspólnotę z innymi obywatelami kraju zamieszkania, antyglobaliści tworzą nową międzynarodówkę, populistyczna prawica łączy się w nienawiści do „liberalnych elit”. Furczy nienawiść do „neoliberalnego kapitalizmu” nagłaśniana przez medialną infrastrukturę wytworzoną przez ten neoliberalny kapitalizm.
Maajid Nawaz nazywa to „zglobalizowaną zaściankowością”.
W tych jaskiniowych gettach środowiskowych echo populistycznych wrzasków wzmaga się, wywołując coraz silniejszy strach. Oczywiście ten strach nie kieruje się żadną logiką. Powtarzają się środowiskowe hasła bez rzetelnej analizy problemów. Populizm bazuje na pustosłowiu i negowaniu rzeczywistości.
Reakcją lewicy na populizm prawicy jest odwołanie się do typowo autorytarnych metod zamykania przeciwnikom ust i zmuszania do konformizmu we własnych szeregach. Rzeczowa dyskusja o problemach islamu, rasizmu czy imigracji stała się niemal niemożliwa – pisze Nawaz.
Populizm żeruje na narcyzmie. Wszystko musi się kręcić wokół nas, My jesteśmy biednymi ofiarami. Problemy innych nie mają znaczenia, no chyba, że możemy je wykorzystać, żeby podkreślić naszą martyrologię.
Oczywiście, że mniejszości, czy to Afro-Amerykanie, czy Latynosi borykają się z problemami, wielu muzułmanów również, co nie znaczy, że biała ludność z klasy robotniczej nie ma problemów. Oczywiście, że jest rasizmem – pisze Nawaz – twierdzenie, że wszyscy kolorowi mężczyźni, tacy jak ja, są gwałcicielami, że popierają usprawiedliwianie gwałtów przez religię, że wszyscy imigranci są tacy sami. Ale karmimy rasizm, ksenofobię i bigoterię odmawiając dyskutowania o problemach, które są wyzwaniami dla kultury, liberalizmu, dla globalizacji i wielokulturowości. Tłumienie dyskusji wzmacnia populizm.
Zdaniem Nawaza, wygrana Trumpa spowodowana była po części tym, że lewica, podobnie jak prawica, porzuciła fakty.
Hałaśliwie i pospiesznie domagamy się naszych praw, ale ociągamy się z przyznaniem praw innym. „Jeśli nie wszyscy czarni są oprychami, jeśli nie wszyscy muzułmanie są terrorystami, podobnie nie może być tak, że wszyscy policjanci są morderczymi rasistami, ani wszyscy heterogeniczni biali mężczyźni nie mogą być wcielonymi diabłami, którzy nie mają nam nic do zaoferowania.”
W tabloidalnych uproszczeniach zgubiliśmy rozsądek. Liberalizm zapewnia wolność religii i wolność od religi. Wolność słowa zezwala na obronę teokracji, ale również na kpiny z religii.
„Niestety, ani Brexit, ani zwycięstwo Trumpa nie zatrzymało nas i nie skłoniło do refleksji – pisze dalej Nawaz – i to, pozwolę sobie pokornie zauważyć, powoduje, że jesteśmy częścią problemu.”
Intrygującym uzupełnieniem tego głosu muzułmańskiego liberała jest artykuł pochodzącego z Indii badacza, Sumantry Maitra, który pisze:
„Nie lubię Trumpa. Nigdy go nie lubiłem. Jestem agnostykiem, z bengalskich braminów z Kalkuty, który pracował przez kilka lat w Nowej Zelandii i przeniósł się do Wielkiej Brytanii gdzie dostałem stypendium doktoranckie. Jest absolutnie niemożliwe, żeby Trump stał się dla mnie chociaż trochę interesujący. Pisałem krytycznie o jego ideologii, niespójnej, nierealistycznej i pełnej wzajemnie sprzecznych propozycji i o jego staroświeckiej retoryce. Nie ryzykowałem jednak przewidywania, ani tym bardziej zakładania się, że przegra, podobnie jak nie próbowałem przewidywać wyników Brexitu. Jest dla mnie dość oczywiste, że masy nie chcą roztropnie rozważać o ekonomicznych korzyściach, o tym, co racjonalne, kiedy odczuwają, że samo przetrwanie plemienia, z którym się identyfikują, jest zagrożone.”
Oczywiście możemy długo dyskutować o ekonomicznej racjonalności. Niedawno czytelnik „Listów” zwrócił uwagę w komentarzu na fakt, że giełdy przewidują przyszłość nieco lepiej niż ekonomiści (o futurologach nie wspominając). Nie w tym rzecz, Maitra podkreśla, że w gniewnych ludzkich reakcjach może być jądro racjonalności, uzasadniona niechęć do nadmiernego interwencjonizmu, czy wobec niekontrolowanej imigracji. To nie musi być ani ksenofobia, ani rasizm. Nie nazywajmy londyńskiego sklepikarza z Pendżabu rasistą, bo się boi zalewu imigrantów z Erytrei.
„Na nieszczęście żyjemy w świecie paranoicznej histerii – kończy swój artykuł Sumantra Maitra – w którym stoicka, racjonalna dedukcja zdarza się rzadko. Pamiętam memy ludzi z Tea Party, w których po zwycięstwie Obamy w 2012 roku, nazywano go Hitlerem. Domyślam się, że pewne rzeczy nigdy się nie zmieniają.”
Polskie doniesienia z konieczności przeglądam pobieżnie, często ograniczam się do tytułów, wiedząc doskonale, że w tabloidalnych umysłach dziennikarzy sprzeczność między tytułem i treścią doniesienia nie jest żadnym grzechem. Podobnie jak w przypadku Brexitu, tak i teraz z okazji wygranej Trumpa, opiniotwórcze dzienniki, takie jak „Gazeta Wyborcze” , „Newsweek” czy „Rzeczpospolita”, kształtują opinie przez asocjacje. W „Wyborczej” Trumpa popiera Szydło, Kaczyński, Kukiz i Ku Klux Klan. Ludzie, z którymi w żadnym przypadku i pod żadnym pozorem nie chciałbym być kojarzony. Gdybym czytał tylko „Wyborczą” nawet nie domyśliłbym się, że sprawa nie jest aż tak prosta. Kilka dni temu młody dziennikarz CNN zapytał czarnego wyborcę Trumpa, co sądzi o tym, że głosowali na niego zwolennicy supremacji białych.
Na to pytany odpowiedział:
To nie ma znaczenia. To jest prawo wolności słowa. Rzygać mi się chce, na to [gadanie] o rasie i dzielenie. A wy, w CNN jesteście w tym świetni. Ciągle dziel i rządź. Ludzie mają prawo wybierać kogo chcą. Co do diabła ma to wspólnego z Donaldem Trumpem? On nie jest rasistą! Rzygać się chce na to! To łajdactwo i wiem, że tego nie puścicie w CNN. Mamy was dość!
Ta rozmowa sfilmowana przez obserwujących warta jest obejrzenia. Dziennikarz odchodzi wyraźnie zażenowany, nam pozostaje tylko pytanie, ilu polskich dziennikarzy liberalnej prasy zrozumiałoby powód tego zażenowania.
Ludzie są wściekli, reagują gniewem i wrzaskiem, bo nikt już nie rozmawia normalnie, a intelektualna uczciwość wyparowała. Nawet nie wiadomo, kto mógłby lać oliwę na wzburzone fale. Reagujemy prymitywnym gniewem nie tylko na przeciwników. Mateusz Kijowski po marszu w Dniu Niepodległości w rozmowie z Jackiem Gądkiem w pewnym momencie powiedział:
„Mam nadzieję, że następnym razem albo za dwa lata pójdziemy razem z narodowcami. Mam nadzieję, że zobaczymy, jak wiele mamy wspólnego i będziemy się starać działać razem.”
Te słowa wywołały straszliwe oburzenie. Kijowski nie powiedział, że następnym razem założy kominiarkę i będzie z narodowcami palił ukraińskie flagi. Delikatnie wyraził swoje marzenie, że zmieni się sposób świętowania naszej niepodległości, że zamiast pozbawionego wszelkiej logiki gniewu i strachu nauczymy się rozmawiać. Chwilowo na takie próby nie ma chętnych.
Andrzej Koraszewski



Pomijając pana Kijowskiego (jest mi obojętny) i jego marzenia, nie wiem, co mogłoby mnie skłonić do wspólnego marszu z narodowcami, ONR-em, kibolami, widzami TV Trwam, Międlarami, prawnikami z Ordo Iuris, Wszechpolakami, Braunami, Bosakami, Dziwiszami, Rydzykami, Misiewiczami. Jakie jest to absolutne minimum, pod którym wszyscy moglibyśmy się podpisać. Historia Polski? Postrzegamy ją odmiennie, cenimy innych bohaterów, odmiennie oceniamy wydarzenia, kogo innego uważamy za zdrajcę. Wyznawane wartości? Różnica całkowita, nic nas nie łączy. Priorytety rozwoju i przyszłości? Czyli co? Wielka Polska Katolicka? Albo hasło „Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej”? Rojenia o polskim Wilnie i Lwowie? Dla mnie takim minimum jest Konstytucja. I ona jest właśnie kontestowana przez prawą stronę. Nie widzę żadnych dobrych powodów do wspólnego marszu czy świętowania. Codzienne, osobiste kontakty z prawicowymi patriotami umacniają mnie w tym przekonaniu.
Jedyne co nas wszystkich łączy to niezrozumienie fizyki kwantowej (czyli jak kot Schroedingera może być jednocześnie żywy i martwy). Proponuję, aby wszyscy Polacy zjednoczyli się pod hasłem: „Polska krajem, w którym rozumiemy dlaczego nie rozumiemy podstaw fizyki kwantowej”.
A ja poważnie.
Nie muszę rozumieć fizyki kwantowej, by podlegać jej prawom. Nie muszę rozumować logicznie, by żyć i/lub mieć władzę. O naszym życiu decydują, ci którzy czegoś chcą (dążą do tego), a nie ci, którzy myślą logicznie. Narodowcy czy prawnicy z Ordo Iuris mają cel.
Oceniamy ich. Wciąż słyszę „to bez sensu”, „to nielogiczne”, „to niezgodne z praw …”. I co z tego, jeśli „TO” jest możliwe?
„Nie widzę żadnych dobrych powodów do wspólnego marszu czy świętowania.”
Ja też (dziś) nie widzę, ale z tego, że nie widzę (żywego kota), nie wynika, że nie jest martwy. Nie ma powodów by iść razem (martwy kot), i są (żywy kot). Historycznie wszystko nas dzieli. Powodem (i szansą) by iść w jednym marszu powinna być troska o dobro Polski, o jej przyszłość.
Głupie pytanie: co to jest, to dobro Polski? I dlaczego ma nas interesować? Bo dotyczy przyszłych pokoleń, naszych potomnych ? A co oni nas obchodzą?
No właśnie. I jeszcze jedno – skąd pewność, że to co ja uważam za dobre, jest dobre?
Dla mnie Polska=świat. Ma być miejscem gdzie ludzie mają szansę realizować własny potencjał (nie krzywdząc innych). Miejscem gdzie czują się bezpiecznie, bez względu na pochodzenie, kolor skóry, wyznanie, orientację seksualną, płeć i wiek.
Ogólnie zgadzam się z Wejszycem, choć to nie wynika z moich komentarzy.
Broniąc przeciwnika sama sprawdzam własne argumenty. Czy są podatne na kompromis i na jaki? To pozwala widzieć problem szerzej.
Czy powinnam się tym dzielić? A dlaczego nie?
W ten sposób sprawdzam też innych uczestników rozmowy. Każda ich reakcja jest informacją (kontekstem dla moich obserwacji).
@Autor: Jak zwykle świetna analiza. Dziękuję.
https://www.youtube.com/watch?v=nPVdHdYNvSA
Nie obejrzałam filmu, nie mogę w trosce o własne zdrowie, ale domyślam się przesłania.
MK „wraził marzenie, ale … brak chętnych do rozmowy”…
Teraz zaprzeczę temu co pisałam wcześniej.
To nie jest czas na rozmowy. Nasza strona nie ma żadnych kart przetargowych. Nasze wartości były wdrażane „biurokratycznie”, a nie „empatycznie”. Dopiero teraz czujemy, jakie to przynosi efekty. Wcześniej każdy miał swoje „biurko”.
Ortodoksja to „wszystko albo nic”. Narodowcy są głęboko przekonani o własnym patriotyzmie, ale są też rzecznikami antyhumanizmu. Ich wartości są zaprzeczeniem naszych. Żadna ortodoksja NIGDY nie będzie negocjowała.
A my nie powinniśmy, bo wtedy „sprzedajemy” własne wartości, i siebie. Wartości humanistyczne są strażnikiem praw jednostki. KK jest największym z graczy, któremu doskwiera humanizm. Posłuży się każdym, w każdy sposób, aby go pokonać. To się dzieje w Polsce.
MK jako pozbawiony genu agresji, nie rozumie motywacji narodowców.
A, może się mylę? Może to taktyka? cdn
Chorągiewka?
Pana zdaniem, jeśli wypowiadamy jakiś sąd, a potem go zmieniamy, to chorągiewka? Teraz rozumiem dlaczego tak trudno nam się porozumieć.
>> Coś wydumam i bronię jak fortecy, żeby nie podpaść pod paragraf „chorągiewka”.
Tylko, że jest coś takiego jak kontrargumenty, i są własne przemyślenia, które obalają wcześniejszy sąd.
Konteksty – a nie myślałaś kiedyś aby przemyśleć przed napisaniem…. – a nie po? Bo coś mi się wydaje, że jesteś gotowa z zapałem bronić obu stron barykady………
Nie musimy zgadzać się z narodowcami, żeby iść w jednym marszu. Możemy kwestionować ich przekonania, ale mają do nich prawo. Prawem i obowiązkiem patrioty jest stać na straży Konstytucji i dobra kraju. Tak się składa, że oni są głęboko przekonani o tym, że to właśnie robią, że to my jesteśmy szkodnikami. Inaczej definiują dobro kraju, ale nie rozmawiamy z nimi o tym. Traktujemy ich przekonania protekcjonalnie.
„Hałaśliwie i pospiesznie domagamy się naszych praw, ale ociągamy się z przyznaniem praw innym.”
„Tłumienie dyskusji wzmacnia populizm.”
Myślę, że MK próbuje się temu przeciwstawić. Niestety zamiast sensownej debaty jest medialna pyskówka, alternatywnie ze szczuciem i polityczną poprawnością.
Wszystko dlatego, że „lewica, podobnie jak prawica, porzuciła fakty”, że „żyjemy w świecie paranoicznej histerii”, że „w tabloidalnych umysłach dziennikarzy sprzeczność między tytułem i treścią doniesienia nie jest żadnym grzechem”.
A zwykli ludzie „rzygają” półprawdami i eufemizmami. „Ludzie są wściekli, reagują gniewem i wrzaskiem, bo nikt już nie rozmawia normalnie, a intelektualna uczciwość wyparowała”.
Bo wszystko stało się towarem. Uczciwość też.
„Money makes the world go round”.
https://youtu.be/PIAXG_QcQNU
Konteksty – wybacz, ale bredzisz. ….”Inaczej definiują dobro kraju, ale nie rozmawiamy z nimi o tym. Traktujemy ich przekonania protekcjonalnie.”……Chłopaki od Adolfa też inaczej definiowali. Aż w końcu trzeba było ich definicję zakopać razem z nimi. Teraz się rozkopali i dokazują. Mahatma Gandhi mógłby Kijowskiemu buty czyścić „biernym oporem”. A skoro już przytoczyłaś „Kabaret” – sądzę, że nie powinnaś przemęczać rozumku i wrócić do „poczytaj mi Mamo”. Podpieranie takiego wpisu jak Twój „Kabaretem” to totalne niezrozumienie przesłania tego filmu. Rzekłbym – kabaret.
„Chłopaki od Adolfa też inaczej definiowali. Aż w końcu trzeba było ich definicję zakopać razem z nimi. Teraz się rozkopali i dokazują.”
No, a co myśmy zrobili, żeby się nie rozkopali …? Nie powie mi Pan chyba, że coś robił, że miał na uwadze taką możliwość?
Przesłanie. Z mojego okna widzę las, a Pan ze swojego może widzieć morze.
Kabaret jest wielopoziomowy. Każdy widzi inny film.
BM napisał: „Głupie pytanie: co to jest, to dobro Polski? I dlaczego ma nas interesować? Bo dotyczy przyszłych pokoleń, naszych potomnych ? A co oni nas obchodzą?”.
Well, jak mówią Anglicy. Czuję sympatię do mojego Taty, że bił Niemca pod Monte Cassino, potem pracował po 14 godzin na dobę, żeby nasza czwórka dzieci miała co jeść i mogła mieć jako takie dzieciństwo. Nie czułbym do Niego sympatii, gdyby wszystkie pieniądze przepuszczał na dziwki, wódę i papierosy, a ja bym teraz zamiatał podłogi będąc wrakiem człowieka zamiast wieść dość wygodne i szczęśliwe życie. Oczywiście mój Ojciec postępował tak, a nie inaczej, z czystego egoizmu, bo Jego neurony lustrzane dostarczały Mu więcej przyjemności, niż gdyby się łajdaczył, a ja bym wstrzykiwał sobie coś w żyłę. Podobnie ja jestem egoistą do kwadratu i cieszę się wtedy, jak widzę, że moim Dzieciom, Wnukom, Prawnukom stwarzamy więcej dobrostanu, a nie przysparzamy cierpienia. Co ciekawe, 99% tekstów, które piszesz i udostępniasz świadczą, że jesteś takim samym egoistą jak ja, tylko… nie chcesz się do tego przyznać. 🙂
Otóż chodzi mi o to, że niektórzy rozumieją dobro Polski jako dobro i interes aktualnego rządu. Wywodzą stąd na przykład zarzut zdrady wobec tych, którzy krytykują ten rząd (czy jakikolwiek inny) przed „obcymi”. Taki patriotyzm mnie brzydzi maksymalnie i odrzucam go.
Nieco łagodniejsze jest stanowisko „popieram i kupuję polskie”. Też idiotyzm, moim zdaniem. Popieram i kupuję to co lepsze i tańsze – a jeśli od tego PKB Polski zmaleje, to mnie to nic a nic nie obchodzi.
Podejście genetyczne… Co robił mój ojciec czy dziadek – nic mnie nie obchodzi. Obaj są dla mnie wyłącznie mniej lub bardziej barwnymi anegdotami. Ani nie jestem dumny z ich dokonań, ani mnie nie frustrują ich klęski. One są (raczej: były, bo oni już nie istnieją) ich, nie moje. Jedno co zrobił ojciec dość na pewno z mojego punktu widzenia fajnie – to syn, czyli ja. Ale czy za to należy mu się wdzięczność? Miał swoje pięć minut satysfakcji, i OK. Nie innego stosunku oczekuję od potomków – choć będzie mi miło, jeśli będą się do mnie odnosić sympatycznie; ale zgoła nie muszą. Nie będę miał pretensji. Ogólniej: niby dlaczego miałbym się czuć mocniej związany z kimś, kto ma więcej wspólnych genów ze mną, niż z kim innym? Wielokrotnie powtarzam: sympatyczniejszy mi czarnoskóry matematyk czy żółty poeta, niż polski włościanin.
Moja mam przed laty zarzucała mi, że jestem „nierodzinny”; odpowiedziałem jej na to: przyjaciół dobieram sobie sam, rodzina to czysty przypadek. Wszytko to razem prowadzi mnie do wniosku, że nic takiego jak dobro Polski (Anglii, Rosji czy czarnej rasy itp.) nie istnieje. To pojęcie puste.
Ale to nie egoizm. Co najwyżej bezideowy nihilizm kosmopolity z urodzenia i przekonania.
Proste pytanie: „Dlaczego wk…ia Cię Prezes?”
Bo proponowane przez niego (i, niestety, wdrażane) reformy obrażają moje poczucie smaku oraz inteligencję – swoją jawną bredniowatością i zupełnym brakiem logiki. Poza tym (przyznaję się szczerze, choć to teoretycznie nie powinno być argumentem – ale u mnie jest, cóż poradzić) on sam jest skrajnie nieestetyczny. Gdyby brednie proponowała np. pani Nowacka lub Michelle Obama – zniósłbym to mężniej. Choć z drugiej strony pomysły pani Ogórek są do zakiszenia. Powiem przy okazji, że głupstwa Gierka znosiłem dużo lepiej od głupstw Gomułki. Nosił lepiej skrojone garnitury…
🙂
Estetyka faktycznie wymiotna.
Temat ciekawy- napiszę o tym osobną notkę, żeby nie zaśmiecać dyskusji o innym temacie.
Dwa dni temu dostałem zaproszenie na dyskusję w Fundacji Batorego, o tym jaka polska tożsamość tworzyła się w ostatnim ćwierćwieczu. Ne pojechałem, bo od dawna nigdzie nie jeżdżę, ale idąc z psem na spacer zastanawiałem się, czy właściwe jest pytanie – ile można dyskutować o PCK, czy też raczy należałoby to pytanie sformułować inaczej – czas zacząć dyskusję o PCK? Łączy się to z pytaniem Bogdana – co to jest dobro Polski i odpowiedzią Hazelharda z echem przyziemnego pozytywizmu. O co chodzi z tym PCK? A no, o hierarchię różnych tożsamości PKC, KPC, CP(K), CP bez K i kilka innych. P to oczywiście Polak, K – katolik, C – człowiek. Przypadek zrządził, że urodziłem się właśnie tu, przypadek zrządził, że jest to kraj katolicki, zagrożenie życia może mnie skłonić do obrony (siebie, rodziny, sąsiadów), ale bez tego zagrożenia stawianie P na pierwszym miejscu jest dość niebezpieczne. Z religią sprawa podobna, ja akurat jestem ateistą, ale ci ludzie religijni, których szanuję, nie stawiają swojej tożsamości religijnej ponad tożsamością ludzką. Kiedy C jest na pierwszym miejscu i jesteśmy pozytywistami, jest rzeczą naturalną, że zabiegamy o poprawę dobrostanu wokół nas, z nadzieją, że dzieciom naszym i naszych sąsiadów będzie się tu żyło lepiej a nie gorzej. Nie jest to patriotyzm żołnierza wyklętego, a raczej kogoś skłonnego do naprawienia płotu i załatania dziury w drodze. Nieszczęście takie, że w naprawie płotu przeszkadzają czasem wielkie słowa, więc doskonale pytanie Bogdana rozumiem.
Patrząc wstecz, na przykład na czas wojny, to filozofią Churchila było to, że życie jednego żołnierza angielskiego było więcej warte od życia tysiąca Greków, czy Polaków. Dla nas teraz też życie miliona Syryjczyków jest całkowicie nieistotne, a wzbudzamy się mało istotnymi sprawami w Polsce (patrz ekshumacje). Czyli to C jest dla wszystkich czymś bardzo odległym. W moim przypadku jest na pierwszym miejscu, ale pewnie dlatego, że zwiedziłem niemal cały świat i mam Przyjaciół w wielu krajach świata. Co do religii, to jednak myślę, że jest ona wspaniałym instrumentem łączenia jednych ludzi, żeby zniszczyli innych ludzi. Dlatego to K jest dla mnie czymś, co niszczy C. Natomiast sympatyzuję z P, bo pewnego rodzaju rywalizacja pozwala na szybsze osiągnięcie dobrostanu. Na przykład, jeżeli w Lesznowoli (moja gmina!!!) powstaje wspaniale działająca Szkoła Tenisa, to gminy sąsiednie mogą się od Lesznowoli uczyć. Jeżeli w Niemczech nie uda się eksperyment z fotovoltaiką, to my już nie będziemy musieli w taką technologię inwestować (ale może się uda!). Niestety, jak na początku napisałem, P często prowadzi do zabijania i okradania innych, dlatego to C powinno być absolutnie nadrzędne.
Łoj, łoj…. Proletariacka furia, rrrrrrobociarrrrrski język…. Czy zamiast „bredzisz” bardziej elegancko nie byłoby „Z pełnym szacunkiem, ale uważam, że zupełnie nie masz racji”? Czy elegancja nad Wisłą stała sie juz przeżytkiem? Czy duch Albina Siwaka zdołał już na dobre rozpanoszyć się w umysłach?
(nawiasem mówiąc, Albin Siwak jeszcze żyje, jak właśnie sprawdziłem).
z pełnym szacunkiem – Corvallis – czyżbym miał się poczuć zadraśnięty na honorze tym proletariatem i robociarskością?????? Widzisz – w MOJEJ firmie (takiej normalnej – co płaci podatki i nie zalega z pensjami ) pracuje od 8 do 15 takich Albinów Siwaków. Wyobraź sobie, że te chamy jak grzmotną sie młotkiem w palec – to potrafią wrzasnąc jak prawdziwi piloci w Smoleńsku tuż przed „lądowaniem”. Jakoś nigdy nie wpadłem na pomysł, żeby traktować Ich per noga – tylko z powodu rrrrrrrobociarrrskości – Mój Ty umysłowy Hrabio z małego miasteczka. Łoj łoj ………odginasz mały palec trzymając szklaneczkę ?
@ SIR JAREK,
Jak się Pan uderzysz młotkiem w palec, to się Pan nie krępuj. Używaj Pan sobie…
Jednak proszę o nie psucie dyskusji takim językiem. Budzi niepotrzebne emocje i przede wszystkim świadczy o słabości własnej argumentcji. Zupełnie jak wyzywanie od idiotów tych, którzy osmielają się mieć inne zdanie – co zresztą sam Pan krytykował w innym miejscu.