Piotr Rachtan: Łatwe kłamstwo, trudna prawda11 min czytania

()
Rachtan: Łatwe kłamstwo, trudna prawda

Ekran TV Republika

2016-11-23.
Można by nie przejmować się bredniami, które wypowiada posłanka Krystyna Pawłowiczówna, dr hab. nauk prawnych, gdyby mówiła do ograniczonej liczby zasiadających z nią w Sejmie posłów, gdzie można pleść, co ślina na język przyniesie, bo tam jest to zjawisko pospolite i nie budzi ani uwagi, ani sprzeciwu. Jednak brednie wypowiadane do tysięcy słuchaczy w telewizji (Republika), a za nią podejmowane w Internecie przez wielokrotnie liczniejszych użytkowników sieci są faktem publicznym, a więc o znacznie większym ciężarze. Także politycznym. I szkodliwość ich ma również charakter polityczny.

23 listopada Krystyna Pawłowiczówna mówiła w TV Republika o Trybunale Konstytucyjnym:

TK nie jest instytucją potrzebną, ponieważ narusza zasadę demokratyzmu, „podstawową zasadę współczesnych cywilizowanych państw. Jeśli reprezentantem narodu jest parlament, reprezentacja pochodząca z wyborów, to nie może mieć ostatniego słowa organ polityczny

No cóż, większość cywilizowanych państw wyposażyła się w instytucje, zwane najczęściej sądami konstytucyjnymi, niekiedy – trybunałami konstytucyjnymi; bywają też rady konstytucyjne, w niektórych krajach problemy konstytucyjności rozstrzygają albo sądy najwyższe, albo ich wyspecjalizowane izby. Zainteresowanych odsyłam do listy 55 linków prowadzących do poszczególnych sądów konstytucyjnych państw chyba cywilizowanych, zamieszczonej w oficjalnym serwisie internetowym naszego Trybunału Konstytucyjnego. W większości z tych cywilizowanych państw władzę ustawodawczą sprawują parlamenty, które choć są ograniczone przez konstytucje i konstytucyjne sądy, to nie uważają za konieczne tego stanu zmieniać. Chyba że są Turcją Erdogana, Węgrami Orbana – czy Polską Kaczyńskiego.

Zacznijmy jednak od kłamstw i banialuk, jakie Krystyna Pawłowiczówna w wywiadzie wypowiedziała wcześniej [cyt. za telewizjarepublika.pl]:

Idea Trybunału Konstytucyjnego powstała w Austro-Węgrzech, kiedy w końcu XIX wieku liberałowie, środowiska mieszczańskie, austriackie, uchwaliły nową konstytucję, która ustanowiła państwo prawa i przewidywało ono instytucje broniące praw obywateli. 10 lat później liberałowie przegrali tam wybory i do władzy doszli przedstawiciele mniejszości narodowych. W oparciu o te konstytucje zaczęły być realizowane interesy narodowe. Następnie znany profesor Georg Jellinek 1895 roku napisał broszurę „Trybunał Konstytucyjny dla Austrii” i tam opracował instytucję do walki z większością parlamentarną, którą nazwał większością „słowiańsko-feudalno-klerykalną”, którą trzeba było temperować

Idea Trybunału Konstytucyjnego istotnie powstała w Austrii. Jednak to nie Georg Jelinek był autorem pełnej koncepcji, lecz słuchacz jego seminarium w Heidelbergu – Hans Kelsen, jeden z największych teoretyków prawa XX wieku i faktyczny twórca prawa konstytucyjnego. Współtwórca konstytucji Austrii, uchwalonej w 1920 roku, a więc już po upadku CK Austro-Węgier, był głównym autorem katalogu praw podstawowych oraz najważniejszych instytucji ustrojowych, wśród nich zwłaszcza „austriackiego Trybunału Konstytucyjnego, pierwszego na świecie sądu powołanego do badania hierarchicznej zgodności prawa z konstytucją” (.B. Banaszkiewicz w H. Kelsen „Istota i rozwój sądownictwa konstytucyjnego”, Studia i materiały Trybunału Konstytucyjnego Tom XXXI, Warszawa 2009, tłum. Bolesław Banaszkiewicz). Hans Kelsen został zresztą sędzią tego trybunału.

Dla wyjaśnienia, jakie znaczenie w systemie demokratycznego państwa o systemie parlamentarnym, a taki system konstytuował i Austrię przed Anschlussem, i obowiązuje w dzisiejszej Rzeczypospolitej Polskiej, chciałbym przytoczyć uwagi Kelsena o tym,  jakie gwarancje dla wolności i praw stanowi sąd konstytucyjny. Cytat jest obszerny, ale niezwykle istotny:

„… sądownictwo [konstytucyjne – PR] ma w każdym porządku konstytucyjnym, […] do spełnienia rolę szczególną, związaną ze specyfiką danego ustroju. Dotyczy to przede wszystkim republiki demokratycznej. Do warunków jej istnienia należą instytucje kontrolne. Przed rozmaitymi, po części uzasadnionymi zarzu­tami, na które jest narażona ta forma państwa, zwłaszcza w naszych cza­sach, nie może ona bronić się lepiej, niż tworząc wszechstronne gwarancje zgodności funkcjonowania państwa z prawem. Postępującej demokratyza­cji działania państwa musi towarzyszyć rozbudowa instytucji powołanych do jego kontroli. Należy do nich także sądownictwo konstytucyjne. Gwa­rantując zgodne z konstytucją dojście do skutku ustaw, a zwłaszcza zgod­ną z konstytucją ich treść, zapewnia ono skuteczną ochronę mniejszości przed ekscesami większości, której panowanie staje się akceptowalne tyl­ko wtedy, gdy jest wykonywane zgodnie z prawem. Specyficzna forma konstytucji, której istota polega zwykle na tym, że zmiana konstytucji uza­leżniona jest od kwalifikowanej większości, oznacza, iż pewne fundamen­talne kwestie mogą być rozstrzygane tylko za zgodą mniejszości. Zwykła większość nie ma prawa – przynajmniej w pewnych sprawach – narzucać swej woli mniejszości. Ingerencja w sferę konstytucyjnie chronionych in­teresów mniejszości może wbrew jej woli nastąpić jedynie w postaci usta­wy niezgodnej z konstytucją, bo uchwalonej zwykłą większością głosów. W żywotnym interesie mniejszości leży zatem zgodność ustaw z konsty­tucją. Nie jest przy tym istotne, o jakiego rodzaju mniejszość chodzi – kla­sową, narodową czy religijną – jeżeli jej interesy są w jakikolwiek sposób chronione przez konstytucję.

Ma to znaczenie w szczególności w razie przesunięcia układu sił, kie­dy dotychczasowa większość staje się mniejszością, a przy tym pozostaje na tyle silna, że druga strona nie dysponuje kwalifikowaną większością głosów wymaganą do legalnej zmiany konstytucji. Jeśli istota demokracji nie polega na nieograniczonej władzy większości, lecz na ciągłym kom­promisie między siłami społecznymi reprezentowanymi przez parlamen­tarną większość i mniejszość, to sądownictwo konstytucyjne jest środkiem szczególnie przydatnym do urzeczywistnienia tej idei. Już samo zagroże­nie zaskarżeniem do sądu konstytucyjnego może być w rękach mniejszo­ści skutecznym instrumentem zapobiegania niezgodnym z konstytucją na­ruszeniom jej interesów przez większość, a w ostateczności – dyktaturze większości, która dla pokoju społecznego jest nie mniej niebezpieczna niż dyktatura mniejszości.” (ibidem, str. 65).

Cytowanie Kelsena w kontekście głupstw, które wypowiada bohaterka ostatniego występu w TV Republika może wydawać się bez sensu, bo z bredniami wszak się nie polemizuje, poważna debata tylko głupstwo nobilituje. Jednak występ pani posłanki jest ledwie jedną z szeregu od roku tłoczonych w przestrzeń publiczną wypowiedzi, mających pomniejszyć, zdyskredytować, ośmieszyć Trybunał Konstytucyjny, by na końcu zredukować go do mało ważnego, choć trochę kłopotliwego urzędu, którym można dowolnie manipulować, a w stateczności – pominąć.

Kelsen pokazał w bardzo jasny i przekonujący sposób, że sąd konstytucyjny jest tarczą chroniącą mniejszości przed rozpasaniem większości.

Fałsz brzmi w glosie Krystyny Pawłowiczówny, gdy stwierdza, że „TK nie jest instytucją potrzebną, ponieważ narusza zasadę demokratyzmu”. Fałsz dlatego, że jeszcze nie tak dawno, gdy starała się o fotel sędzi Trybunału Konstytucyjnego, odpowiadając na pytanie posła Grzegorza Karpińskiego w czasie przesłuchania przez Komisję Sprawiedliwości i Praw Człowieka mówiła, że

Trybunał Konstytucyjny nie jest organem tworzącym prawo, lecz ma oceniać jego zgodność. Jakikolwiek przepis zostanie wprowadzony, to zadaniem Trybunału nie jest modyfikowanie go w sposób aktywny, bo kłóciłoby się to z zasadą orzekania o zgodności ustaw z konstytucją. Sędzia nie jest tu kompetentny. Mogę oczywiście przedstawić tu prywatny pogląd, temat można naświetlić z różnych stron, ale nie jest generalnie zadaniem sędziego konstytucyjnego. Może on oceniać ewentualnie jego zgodność z konstytucją…
…ocenie Trybunału Konstytucyjnego trzeba się poddać…
…Wyrok Trybunału Konstytucyjnego trzeba szanować, jednak dyskutować na ten temat trzeba…
…Wyrok Trybunału jest oczywiście wiążący, co nie znaczy, że nie można dyskutować z tezami…
…Trybunał Konstytucyjny nie jest organem tworzącym prawo, lecz ma oceniać jego zgodność.

Te uwagi Krystyny Pawłowiczówny świadczą o jednym: w 2010 roku nie kwestionowała ani pozycji, ani roli Trybunału Konstytucyjnego w państwie. Akceptowała chyba fakt, że kandyduje do niezależnego od władz politycznych Trybunału.

Niestety, 140 głosów nie wystarczyło, kandydatka Pawłowiczówna przepadła. I z wolna, a może i z szybka, przeszła na pozycje krytyka Trybunału, przy czym zaciekłość jej ataków na sąd konstytucyjny, a osobliwie na prezesa Andrzeja Rzeplińskiego zaczęła się nasilać i przybierać formę emocjonalnych, a czasem idiotycznych wypowiedzi po przejęciu władzy przez Prawo i Sprawiedliwość. Które nie ponowiło próby wystawienia jej kandydatury na zwalniane fotele sędziowskie w Trybunale. Te stanowiska przewidziano dla innych prawników. Nie bardzo więc mogę zrozumieć, czemu swój zapał do objęcia urzędu sędzi Trybunału Konstytucyjnego dr hab. Krystyna Pawłowiczówna obraca w walkę z nim, zamiast z tymi, którzy nie wysunęli jej kandydatury.

To dziwne, nieprawdaż?

Na koniec jeszcze jeden fałsz, a właściwie cały ich zestaw. Mówi do telewidzów posłanka:

Trybunał Konstytucyjny obmyślany był jako środek przeciwko demokracji. Ludzie, którzy bronią Trybunału Konstytucyjnego mentalnie walczą z demokracją. Przecież Jaruzelski nie był demokratą. Ustanawiając Trybunał Konstytucyjny chciał zachować wpływy liberalne, postkomunistyczne. Gdy komuniści wiedzieli, że ich czas się kończy, wydali ustawę o działalności gospodarczej, którą przygotował w 1988 r. minister Wilczek, która miała pozwolić uwłaszczyć się nomenklaturze, zgodnie z zasadą, że co nie jest zakazane jest pozwolone. Ustawę o TK przygotowano, żeby zagwarantować nad większościami parlamentarnymi, które w przyszłości wygrają, to kadencje 9-letnie pozwalały nad tymi parlamentarnymi panować

Jak wiemy, kłamstwo jest krótkie, a prawda długa i męcząca. Potrudźmy się tedy, pomijając inwektywy i epitety, bo to będzie poniżej godności wyjaśniać, że broniąc Trybunału nie jest się mentalnie przeciwko demokracji, tylko wprost przeciwnie, broni się jej.

Zastanawia mnie, czemu K. Pawłowiczówna nie zauważa sprzeczności w stwierdzeniu, że gen. Jaruzelski nie będąc demokratą (komunista!), chciał zachować wpływy liberalne. A liberalne oznaczać mają – postkomunistyczne. Ludzie! Przecież to jest nie tylko bałagan faktyczny, logiczny i historyczny, To jest po prostu sieczka ze strzępów jakiś myśliczek, bo nawet nie refleksji.

Powiada do Doroty Kani pani posłanka, że „Trybunał Konstytucyjny obmyślany był jako środek przeciwko demokracji”. Znów wyrywa się okrzyk: Ludzie! Przypomnijcie sobie, kto w PRL wymyślił Trybunał Konstytucyjny! Przecież projekt powołania Trybunału Konstytucyjnego zgłosił Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność” w dokumencie programowym noszącym tytuł Program NSZZ „Solidarność” uchwalony przez I Krajowy Zjazd Delegatów, gdzie w Tezie 23 napisano:

TEZA 23 – System musi gwarantować podstawowe wolności obywatelskie, respektować zasady równości wobec prawa wszystkich obywateli i wszystkich instytucji życia publicznego.
Wymaga to:
1. Realizacji zasad i postanowień ratyfikowanych przez Polskę konwencji międzynarodowych, a w szczególności międzynarodowych paktów praw.
Gwarancji tego upatrujemy w ratyfikowaniu przez PRL Protokołu fakultatywnego do Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych, przewidującego międzynarodową kontrolę nad wykonaniem postanowień Paktu.
2. Wyraźnego stwierdzenia w Konstytucji zasady równości obywateli, także bez względu na ich przekonania, poglądy polityczne i przynależność organizacyjną.
3. Podporządkowania prawu wszystkich czynników życia publicznego, w tym również organizacji politycznych i społecznych. Jest zatem konieczna zmiana uregulowań konstytucyjnych dotyczących statusu prawnego tych organizacji oraz jednoznaczne określenie ich stosunku prawnego do Sejmu oraz innych organów władzy administracyjnej.
4. Powołanie niezawisłego Trybunału Konstytucyjnego (albo też odpowiedniej Izby Sądu Najwyższego), którego zadaniem będzie orzekanie o zgodności ustaw z Konstytucją oraz zgodności aktów niższego rzędu z ustawami. Badaniu powinna podlegać również zgodność prawa wewnętrznego z ratyfikowanymi konwencjami i Międzynarodowymi Paktami Praw.

Czy to koniec bałamuctw pani posłanki? Nie, gdyż mówiąc

Ustawę o TK przygotowano, żeby zagwarantować [chyba panowanie – PR] nad większościami parlamentarnymi, które w przyszłości wygrają, to kadencje 9-letnie pozwalały nad tymi parlamentarnymi panować

znów rozsiewa dezinformację. Pomińmy nieporządek stylistyczny i redakcyjny tego cytatu. Jeśli dobrze rozumiem głęboką myśl Krystyny Pawłowiczówny, to dowiaduję się od niej, że komunistyczni demiurdzy, dzięki profetycznym zdolnościom wyposażyli sąd konstytucyjny w umiejętność panowania mniejszości (pewnie platformianej) nad większością (narodową i patriotyczną Prawa i Sprawiedliwości) za lat 30!. No geniusze prawdziwi, ci komuniści! A wszystko to bzdura i nieuctwo. Sześcioro sędziów Trybunału Konstytucyjnego zostało powołanych na kadencje 8-letnie, zaś sześcioro – czteroletnie (TK pierwotnie liczył tuzin sędziów). Dzięki temu po upadku PRL można było do Trybunału wprowadzić sędziów związanych z opozycją, jak profesorowie Zoll, Zakrzewska czy Łączkowski.

I z taką wiedzą chciała pani dr hab. zostać sędzią Trybunału? Nie wiedząc, kiedy, jak i po co powstał? Ani czemu naprawdę służy?

No pani posłanko, niech pani choć Hansa Kelsena poczyta…

 Piotr Rachtan

Obserwator Konstytucyjny

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

2 komentarze

  1. wejszyc 23.11.2016
  2. otoosh 24.11.2016