Zarzekałem się, że nie będę się zajmował Kościołem i księżmi. A tu co jakiś czas okazja sama na klawiaturę wyskakuje.
Tak jest właśnie dzisiaj gdy czytam na różnych portalach o tym, co ks. prof. Paweł Bortkiewicz myśli o opozycji politycznej i jak wyraziste ma przekonania na temat tego gdzie jest jej miejsce.
Koledzy z uniwersytetu Adama Mickiewicza już zaprotestowali, więc właściwie nie bardzo jest sens do tej żałosnej w gruncie rzeczy sprawy wracać. No ale przypomnijmy. Ten filar katolickich mediów był łaskaw się wypowiedzieć w Telewizji TRWAM, na temat polityków opozycji w sposób następujący: „Ich właściwym miejscem aktywności powinny być kabarety, najlepiej zakładane za więziennym murem”.
Dostało się też protestującym przed Sejmem, których Bortkiewicz nazwał „pseudobojownikami” i „bandą przygłupów”. No, no, ostro sobie ksiądz profesor poczyna. Nie ma względu na osoby. Ale to nie pierwszy raz. Przed kilku laty dał się poznać, wraz z innym luminarzem nadwiślańskiej teologii ks. Dariuszem Oko, jako znawca gender i związanych z nim niebezpieczeństw: „gender nie jest nauką, lecz ideologią, która prowadzi do dewastacji człowieka i rodziny. – Wiąże się z radykalnym feminizmem, który opowiada się za aborcją, zatrudnianiem kobiet, przetrzymywaniem dzieci w żłobkach”.
Miałem okazję poznać ks. Bortkowskiego przed laty, kiedy ściśle współpracował z innym księdzem poznańskim Tomaszem Węcławskim. To Węcławski doprowadził do wejście teologii na UAM, wydawało się, że to będzie dobry ruch by podnieść poziom nauczania teologii i włączenia jej we współczesną refleksję humanistyczną.
Stało się inaczej. Ks. Bortkiewicz jest źródłem zgorszenia. Za Gazetą Wyborczą podaję, co o ostatnich wybrykach teologa napisał prof. Piotra A. Dybczyńskiego z Wydziału Fizyki UAM. „Jestem do głębi poruszony, zawstydzony, poniżony i obrażony Pańskimi słowami”. Prof. Dybczyński dodał też: „Jest dla mnie ksiądz powodem głębokiego zgorszenia. Jest mi boleśnie wstyd, że mój uniwersytet ma takiego profesora, a mój Kościół takiego kapłana”.
Ks. Bortkiewicz tak o sobie pisze na własnej stronie: „Jestem księdzem katolickim, teologiem, członkiem Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej, profesorem nadzwyczajnym”. Oprócz licznych miejsc gdzie wykładu podaje tez do jakich stowarzyszeń i organizacji należy: „Jestem członkiem Komitetu Nauk Teologicznych PAN (trzecią kadencję), członkiem Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. prezydenta Lecha Kaczyńskiego (i jego kapelanem), członkiem Społecznego Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Tragedii Narodowej pod Smoleńskiem. Wymieniam ten społeczny komitet i klub akademicki by zarazem określić w ten sposób swoje poglądy polityczne”.
Ale to nie wszystko. Dodaje tytułem autoprezentacji: „Fascynuje mnie osoba i myśl Jana Pawła II. Jestem zaszczycony tym, że dane mi było wzrastać w Pokoleniu JPII. Jestem członkiem Rady Patronów Centrum Jana Pawła II w Krakowie”.
Skromnie nie napisał w jakich mediach jest aktywny. Więc już od siebie dodam, jest wszędzie gdzie tylko dociera głos katolicki do naszych domów (do mojego na szczęście nie!).
Stanisław Obirek


Ale władze uniwersytetu nie zaprotestowały (że już nie będę wymagał więcej). I potem mamy szanować uczelnie. Za co? Za trzymanie takich wykładowców?
Co do KK to idźmy dalej, nie krępujmy się, jesteśmy wreszcie we własnym domu, nie?
http://www.newsweek.pl/polska/ludzie/arcybiskup-glodz-do-fotografa-spierdalaj-,artykuly,404430,1.html
@J.LUK – właśnie temu, pożal się boże, kapłanowi należałoby zadedykować piękne, ekumeniczne przesłanie arb. Głódzia: „Spierda.aj!”
A ja ciągle liczę na to, że racjonalna część Kościoła katolickiego się obudzi i zdystansuje się do tego nienawistnego stylu „głoszenia w porę i nie w porę” upolitycznionego katolicyzmu pamiętającego czasy kontrreformacji.
Nie. Business is business.
Z jednej strony jest to bardzo przykre, gdy liderzy z kościelnego świecznika zachowują się w taki sposób. Są to wypowiedzi ludzi, dla których bieżąca polityka i jej rynsztokowy język stały się ich codzienną ewangelią… Ale jak to powiadał pewien mądry Żyd wiele lat temu (chyba jakić „lewak”), skoro „faryzeusze zasiedli na mojżeszowych katedrach” (por. Mt. 23:2) – to chyba można było się tego spodziewać. Ale tak to bywa, gdy księża (nawet ci z profesorskimi tytułami!) nie czytają i nie biorą na serio słów ewangelii…
Z drugiej jednak strony, język zaprezentowany przez wielebnego profesora jak i też słynnego purpurata gdańskiego (wspomnianego w powyższych komentarzach), jest tylko konsekwencją obecnego klimatu politycznego „dobrej zmiany.” Skoro bowiem te przeminay były (i nadal są!) inspirowane z kościelnych ambon, to cóż oczekiwać? Niestety zaangażowanie licznych duchownych w brutalny język polskiej polityki, wciągęło ich samych w bagno wypowiedzi poniżej sedesowej klapy.
Dla porządku, grafika otwierająca jest autorstwa Marty Frej, a jej motto to „O kobietach wiemy wszystko”.
Do wypowiedzi w stylu tego bęcwała Bortkiewicza zdążyłem się przyzwyczaić. Nie oczekuję niczego innego od polskiego księdza rzymskokatolickiego. Dlatego zdumiewają mnie głosy księży takich, jak ks. Lemański czy ks. Luter.
Nie przyzwyczaiłem się natomiast do katechezy w szkołach, wydziałów teologii na uniwersytetach. A teraz dowiedziałem się, że istnieje w PAN Komitet Nauk Teologicznych. Nauk Teologicznych. Nauk! To jest dopiero skandal.
Świetnie zareagował prof. Przemysław Czapliński, Wydział Filologii Polskiej i Klasycznej UAM http://krytykapolityczna.pl/kraj/czaplinski-ksiadz-konrad-wallenrod/
Czy istnieje strona internetowa dla dokumentowania Hanby Kościoła? Wszystkie takie wydarzenia, wypowiedzi, publikacje powinny być dokumentowane. Gdyby istniała dokumentacja, to można by pisać do kurii, rządu, i Watykanu petycje i posyłać opracowania pokazujące patologie tej instytucji. Mozna by dokumentować tezę, ze „ksiądz – łajdak” to nie wyjątek, tylko reguła. Obecnie Kościół za każdym razem twierdzi, ze złe zachowania to wyjątki. A wiemy, ze tak nie jest. Sa niezwykle rozpowszechnione. Uwaga: machlojki finansowe tez nalezą do tej kategorii. Istnienie bogatej i publicznej dokumentacji mogłoby pomoc przełamać milczenie otaczające Kościół. Głowna silą Kościoła jest milczenie ofiar, oraz budzenie w ofiarach poczucia winy po to, żeby milczały. Bogata publiczna dokumentacja niegodziwości mogłaby temu zapobiec.
.
Jeden warunek: takie archiwum powinno wystrzegać się propagandy. Fakty i liczby, a nie oceny. Oceny powinni pisać ci, którzy pobierają informacje, a nie samo archiwum. Chodzi o wiarygodność.
Juz wszyscy wiemy o Australii. Oto, co może porządna dokumentacja.
Na obrazku jest przystępne wytłumaczenie dla pana arcybiskupa, do czego może się przydać edukacja, gdyby w Polsce próbowały się osiedlić jakieś kangury. Właśnie się dowiedzieliśmy, ze kangury są niebezpieczne dla dzieci.
Oczywiście Narciarz2 ma rację, że solidna dokumentacja i szeroko rozpowszechniona informacja na temat niegodziwości ludzi kościoła jest bardzo ważnym narzędziem walki z nadużyciami tej instytucji w sferze publicznej. Jednak ze względu na specyfikę polską wydaje mi się, że o wiele skuteczniejsze jest pozyskiwanie sprzymierzeńców w samym kościele. Dlatego proponuję elastyczną strategię. Ganić gdy trzeba, ale i nie skąpic pochwał gdy są ku temu powody. O tym pierwszym właśnie napisałem komentowany tekst, o tym drugim przemyśliwuję. Ale przychodzi mi do głowy nieśmiała, ale jednak coraz bardziej otwarta niezgoda niezgoda biskupów na opór rządu wobec gotowości pomocy dzieciom z Aleppo.