2017-04-18.
Już dwóch Donaldów T. ma u mnie plusy dodatnie. Ten nasz DT ma mego plusa, acz nie bez paru minusików, przez całą swoją karierę. Od czasów Kongresu Liberalno-Demokratycznego – kto to jeszcze pamięta? – do chwili obecnej. Ten amerykański to dla mnie – Szanowni Komentatorzy – wciąż zakazany typ, ale już nie jednolita czarna plama. Zaskoczył mnie bowiem mile w jednym, lecz chyba najważniejszym dla świata, zakresie. Rąbnął z okrętów US Navy pięćdziesiąt dziewięć tomahawków, po półtora miliona baksów za sztukę, w bazę lotniczą prezydenta Syrii, Asada. I co mu kto zrobi?
Asad już raz był użył gazu przeciw swej własnej ludności. Zlekceważył ostrzeżenie prezydenta Obamy, który zagroził poważnymi konsekwencjami. Ale gdy doszło do ataku gazowego, nie było tych konsekwencji. Obama –u mnie także w sumie na plusie, choć „głosowałem” na McCaina w 2008 – naruszył podstawową zasadę w polityce i nie tylko. Grozić tylko tym co się naprawdę zrobi, jeśli groźba nie poskutkuje.
Trump nie groził, tylko od razu zrealizował zapowiedź swojego poprzednika. Dał po łapach Asadowi, ale nie to jest w tej sprawie najistotniejsze. Asad to człowiek Putina. Realizuje interesy Rosji, która go popiera i chroni. Uderzenie w Asada to pośrednie uderzenie w Putina i bezpośrednie pogrożenie mu palcem. Kreml się oburzył, lecz takie oburzenie nie notuje się nazbyt wysoko.
To Russia with love
Jeśli na Kremlu wybór Trumpa uczczono szampanem, to teraz bąble muszą nosem uchodzić. Nasz człowiek w Waszyngtonie nie wywiązuje się z oczekiwań.Ściemniał? Oszukiwał, naciągając na udzielane mu poparcie? Mało prawdopodobne. Przejrzał na oczy, zasiadając w Owalnym Gabinecie? Mądrzy ludzie w otoczeniu odkryli mu prawdziwy charakter Putina, zrozumiał na czym polega prawdziwy interes Stanów Zjednoczonych?
Nie można całkiem wykluczyć czegoś takiego. Lecz przede wszystkim takie posunięcia Trumpa biorą się stąd, że robi mu się gorąco wokół tyłka. I to właśnie z powodu Putina. Śledztwo w sprawie wpływu Rosji na wynik zeszłorocznych wyborów prezydenckich trwa. Dla instancji, które się tym zajmują prawo jest ważniejsze od prezydenta, któremu mogą bezpośrednio podlegać. Podobnie więc, jak było przy aferze Watergate za Nixona, gromadzą się przesłanki na impeachment. Tym razem chyba poważniejsze, bo chodzi nie o postępowanie prezydenta, lecz o jego legitymację do bycia tym prezydentem.
Oczywiście nikt się jeszcze nie kwapi. To trudna procedura, może i ozdrowieńcza, ale obciążająca państwo, a w tym przypadku bardzo dzieliłaby społeczeństwo. Dla obozu Trumpa – kolejna zmowa elit przeciw Ameryce. Tym niemniej taka możliwość istnieje i cały czas mu zagraża. Czy więc może on sobie pozwolić na kolejny reset z Putinem, na dbanie o własne interesy w Rosji kosztem uwzględniania jej interesów przed interesami własnego państwa?
Safety first, a do tego Trumpowi chyba się podoba jego image ostrego szeryfa. I nie przejmuje go zapewne jego własny brak konsekwencji. W sumie zaczyna więc prowadzić politykę właściwą dla Republikanów.
Jedna bomba atomowa?
Nie zdążyło się nabrać powietrza po tomahawkach, gdy „matka wszystkich bomb”, najsilniejsza jak dotąd bomba konwencjonalna, równowartość jedenastu ton trotylu i szesnastu milionów dolarów, spadła z samolotu US Air Force na skaliste kryjówki Państwa Islamskiego w Afganistanie. Jedna z baz ISIS w ruinie, około stu bojowników zabitych. Bez spektakularnego powodu. Jest z nimi wojna, a oni tam byli. Chodziło o owo „tam”, system wykutych w skałach bądź naturalnych jaskiń i korytarzy.Nie kalkulowałoby się gdyby chodziło tylko o to. To była pokazówka dla Kim Dzong Una, który ma wiedzieć, że nie jest bezpieczny jego kolosalny potencjał wojskowy, ukryty w skalnych grotach . Ma on Północy zapewnić błyskawiczne uderzenie na Południe, bez widocznych przegrupowań, koncentracji, a być chroniony przed rozpoznaniem i uderzeniem npla. Teraz już nie jest. Ma być wiadomo, że cały ten bagaż Ameryka jest w stanie zlikwidować Unowi kiedy uzna to za wskazane. Bez dawania mu czasu na uporczywą obronę i bez sięgania po ładunki nuklearne, co ważne.
Do tego eskadra z lotniskowcem, USS Carl Vinson, płynie w kierunku KRLD celem wzmożenia nacisku. Chodzi o to, żeby Kim Dzong Un zaczął się bać o życie swoje i bliskich mu ludzi, jeśli tacy istnieją. I żeby zareagował logicznie.
Stany Zjednoczone są w stanie tolerować koszmarny reżim Kimów w Korei Północnej, ale nie mogą tolerować coraz większego zagrożenia atakiem nuklearnym szaleńca, teraz na sojuszników, a z czasem na swoje terytorium. Dogadanie się z nim nie wchodzi w rachubę. A uderzenie prewencyjne może spowodować kontruderzenie nuklearne. Wyglądało, że sytuacja jest bez wyjścia. Może więc teraz Waszyngton uznał, że już trzeba sprawę jakoś rozstrzygnąć. Zanim KRLD udoskonali rakiety i naprodukuje zapas ładunków nuklearnych. Teraz to jest duże ryzyko, lecz zapowiada się coraz większe.
Wygląda na to, że Trump zdecydował rozstrzygnąć to siłą lub wiarygodną groźbą jej użycia. Taką, że przestraszony Un, w zamian za wiarygodne (z udziałem USA, Chin, Japonii i innych) gwarancje dla swego reżimu zgodzi się na rakietowe i atomowe rozbrojenie. Nie na jego słowo, które nie ma żadnej wartości, ale pod skuteczną międzynarodową kontrolą.
Czy uda się taki plan – nie wiadomo. Czy jest jakiś lepszy? Nikt go jak dotąd nie wymyślił. Czy Trump to naprawdę zrealizuje czy tylko blefuje – też nie wiadomo. I czy siłowe rozstrzygnięcie z ewentualnym użyciem przez Una broni jądrowej – a może nie zdążyć, może mu nie wyjść – rozpęta konflikt nuklearny na dużą skalę? Mało prawdopodobne. Jakie państwo zechce bronić Una przed USA?
Miejsce w antyszambrze
Izolacjonizm Trumpa trwał tyle ile jego kampania wyborcza. Z jakichś powodów nawet uaktywnia Stany w roli światowego żandarma. Lepsze to dla świata niż bezkarne rozgrywki zbójeckich państw. Kima, Asada, ISIS, Putina.Ten ostatni interesuje nas bardziej od pozostałych, ale dla Ameryki najważniejszym krajem są Chiny. Układ ChRL – USA, przy pewnym niedowładzie Unii Europejskiej dominuje w gospodarce świata i może z czasem podobną rolę odgrywać w międzynarodowej polityce. Trump to docenia i proponuje Chinom wspólne rozstrzygnięcie problemu Korei Północnej, lecz zapowiada, że może to zrobić i bez nich. Jeszcze może, bo polityczna i militarna pozycja Chin nie jeszcze na takim poziomie jak gospodarcza.
Układ Chiny – Ameryka, ich rywalizacja, ale i współdziałanie jest w stadium rozwoju. Układ USA – ZSR, szerzej; NATO – Układ Warszawski to już historia. Podobnego układu Rosji z Ameryką nie ma i być nie może. Jeśli Putin liczył, że wpływając na wybór Trumpa, zbuduje coś podobnego, to właśnie się rozczarowuje. Podobnie nie ma i nie może być trójkąta Chiny – Rosja – Ameryka. Rosja jest potencją innego rzędu, mocarstwem regionalnym i to nie we wszystkich regionach, które ją otaczają. Jej własny Daleki Wschód stopniowo zagospodarowują Chińczycy. A światowe mocarstwa, USA i ChRL, prowadzą politykę globalną na poziomie już niedostępnym dla Rosji. Nie ten potencjał, nie ta skala interesów, nie ten zasięg i możliwości.
Jest to kraj zwijający się; szybciej – wolniej, czasem z przejściową poprawą, wszystko zależnie od ceny baryłki ropy. Sprawia to system społeczny i polityczny Rosji, nastawiony na ochronę elity i aparatu władzy oraz zblatowanej z nią sfery gospodarki. Rozwój wymagałby innego porządku, niedostępnego dla obecnie rządzących.
Putin gra powyżej swych możliwości. Agresywna polityka manu militari; Krym, Donbas, Syria, zaczepki na morzach i w powietrzu, chwyty wojny hybrydowej na terenie USA i Europy. I jak zazwyczaj w dyktaturze służy to jej utrzymaniu się we własnym kraju. Legitymuje się ona wzbudzaniem poczucia zagrożenia, wrogości wobec kogo się da, rozdymaniem nie tyle dumy ile pychy narodowej. Stara się też Putin wpływać na pogłębianie różnic w Unii Europejskiej, bo nie chce jej jako równorzędnego gracza w trójkącie, w którym nie ma miejsca dla niego.
…a sprawa polska…
…wygląda nieco lepiej niż parę miesięcy temu, kiedy wygrywał wybory Trump.
Ernest Skalski


Pierwszą ofiarą każdej wojny jest prawda. Można przypominać, ze przed Pustynną Burzą wstrząsające świadectwo mordowania wcześniaków po aneksji Kuwejtu zostało wygłoszone w ONZ przez pielęgniarkę, która potem okazała się córką ambasadora Kuwejtu, a nie pielęgniarką. Można przypominać, ze drugi atak na Irak był uzasadniony sfabrykowanymi dowodami na posiadanie broni masowego rażenia przez Irak, której potem nie znaleziono. Sekretarz stanu Colin Powell wymachiwał fiolką z wąglikiem, w której żadnego wąglika być nie mogło, co powinien mówić elementarny zdrowy rozsądek. To wszystko można przypominać Redaktorowi Skalskiemu. Ale po co, skoro Pan Redaktor dal się przekonać i wie lepiej.
.
Poniższy artykuł polecam inteligentnym inaczej. Okazuje się, ze są poważne wątpliwości na temat autorstwa ataku chemicznego. Te wątpliwości nie dowodzą, ze Asad jest niewinny. Może to on, a może to nie on. Moim zdaniem te wątpliwości pokazują, ze nie należy się aż tak spieszyć do wygłaszania zdecydowanych opinii, jak to się zdarzyło panu redaktorowi Skalskiemu.
http://www.globalresearch.ca/assessment-of-white-house-intelligence-report-about-nerve-agent-attack-in-khan-shaykhun-syria/5584867
Oj Narciarzu2, wojna to cudowna sprawa.
Ta technika zabijania na odległość to jest cudo.
Patrzymy w TV oglądamy niezbite dowody przestępstwa i odpalamy coś tam za naciśnięciem jednego guziczka.
I bezpiecznie i skutecznie… lać dziada po pysku aby nie nabrał siły i nie oddał.
Trochę to kosztuje gotówki ale zachowanie właściwego porządku na świecie tanie nigdy nie było.
Drzewiej to było cudownie, patriotycznie jak cholera, każdy co strzelał do przeciwnika był patriotą.
Raduje sie serce, raduje sie dusza… to były czasy!
https://www.youtube.com/watch?v=laPkLMUiGHw
A dzisiaj?
Wszędzie wrogowie, i co gorsze bronią się skurczysyny jak np. ci z KRLD
https://pracownia4.wordpress.com/2017/04/14/porozmawiajmy-o-korei/#more-10018
ehheehhe – Narciarzu – właśnie francuski wywiad i wywiad wojskowy prowadzą śledztwo, które ma bezspornie wykazać, że to jednak Asad postanowił podtruć swoich obywateli. Wariat z marchewkową grzywką wiedział o tym już w godzinę po ataku lotniczym. W całej tej tragedii są jednak elementy komiczne. Otóż – Juesej powiadomiło stronę atakowaną (Rosję), że nadciągają. I te 50-parę Tomahawk’ów zniszczyło raptem (chyba) sześć Migów 21. No klęska Panie. Jednocześnie cały ten pokaz siły rozpirzył w drobny mak lotnisko, którego używano do ataków na siły tych od „allah akbar”. Zaturbanieni powinni wysłać list gratulacyjny do Pana Prezydenta Trumpa. Bo to Geniusz Strategiczny Atlantyku i przyległości. A swoją drogą- Daesz zaczęło zbierać w doopę dopiero jak Rosjanie narobili zamieszania. Nawet chyba syn „Sułtana” Turcji przestał robić kokosy na handlu ropą z ISIS – bo mu ci cholerni Rosjanie zdokumentowali i poprzecinali szlaki przerzutowe. Generalnie – USA dość wygodnie weszło w buty CCCP – bo „Imperium Dobra” będzie walczyło o demokrację póki nie zostanie nawet kamień na kamieniu. Ciekawe, kto tę demokrację będzie praktykował jak już wygra.
Mnie najbardziej wzruszyło użycie GBU 43/ B MOAB w Afganistanie – mam bombkę i nie zawaham się jej użyć. Te cholerne Ruski mają swoją AWBPM – ciekawe kiedy postraszą nią Geniusza. Najgorsze jest to, że amerykanie zaczynają otwierać tyle nowych frontów, że za moment od rakiet możemy się zacząć oganiać jak od komarów.
Ale w/g Pana Redaktora …(cyt.)….:…A SPRAWA POLSKA……wygląda nieco lepiej niż parę miesięcy temu, kiedy wygrywał wybory Trump.”
No i zrób coś Takiemu…..
Pozdrawiam
Co do użycia MOAB – czytałem, że głównym powodem użycia było ostrzeżenie pod adresem Kima w Korei Płn., która też ma korytarze do sąsiada.
@BM: Wszystkie wróble o tym ćwierkają, ze MOAB to był pokaz dla Kima. To było przedstawienie z setką zabitych na oczach świata. Trudno ich pewnie nazwać niewinnymi, ale zabicie ich dla pokazu było dosyć obrzydliwe. Zdemolowanie lotniska to z kolei był pokaz, ze Trump jednak nie jest przyjacielem Putina. W USA toczy się śledztwo, wiec Trump pokazał społeczeństwu, ze ależ skąd, nic podobnego. Nie wiem, czy już czas porównywać Trumpa z Macierewiczem, ale pachnie jakby podobnie.
BM i Narciarz
Ależ oczywiście, że MOAB’em bezpośrednio straszona była KRLD. Natomiast o wiele ważniejszym i głównym straszonym były Chiny i Rosja. KRLD samo w sobie jest zupełnie nic nie znaczącym pionkiem. Nie od parady jest fakt, że w amerykańskiej doktrynie odstraszania Północ zajmuje poczesne miejsce jako cel broni jądrowej. Użytej natychmiastowo. Z drugiej strony Koreańczycy to wariaci. Jedni i drudzy. W przypadku jakiegokolwiek konfliktu – wszystkie trzy mocarstwa zaangażowane w popierania obu Korei – wspólnie i w porozumieniu „odparują” półwysep koreański bez żadnych skrupułów. Proszę zauważyć, że status quo jest dla tychże mocarstw stanem nad wyraz pożądanym. Ewentualne zjednoczenie obu państw zachwiałoby – i tak kruchą – równowagą w rejonie. Technologicznie i ludnościowo zjednoczona Korea byłaby graczem pierwszej światowej ligi. Nooo – chyba, że posiadacz grzywki wpadnie na pomysł przebicia Dablju w głupocie i zdestabilizowania kolejnego kawałka świata. Ale to skończy się masakrą na globalną skalę. Co prawda – Kim jest dużo większym paranoikiem niż Geniusz Atlantyku – i może sam wpaść na pomysł wybicia swoich obywateli rękoma zainteresowanej Trójki. (Japonii nie liczę – bo ona sama się tutaj zupełnie nie liczy….:-) )
Podsumowując – jestem umiarkowanym optymistą. Wymachiwanie szabelką (chyba) tylko wymachiwaniem pozostanie. Choć układ jest tak skomplikowany i jednocześnie inercyjny, że pozostaje nam wróżenie z fusów i czytanie horoskopów.
Pozdrawiam serdecznie