motto:
Z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie
Mikołaj Gogol
W latach 1945- 1989 państwo i życie organizowała nam partia PZPR. To byli „oni”. Struktura państwa, obowiązujące prawo, ekonomia, a nawet miejsca gdzie mogliśmy spędzać wakacje – to wszystko było określone przez kogoś innego. Z nadejściem roku 1989 Polska zaczęła przekształcać się w kraj demokratyczny, w państwo prawa.
I znowu ktoś ustalił jakieś zasady, ustrój, prawo, ktoś powiedział, że od jutra będą wolnorynkowe zasady gry, pluralizm polityczny, wolność i prawdziwa demokracja. Ponownie pojawili się „oni” kształtujący naszą rzeczywistość, zostały stworzone jakieś struktury, zupełnie nowe, w które wrzucono nas, niewinnych i dobrych przecież ludzi, obywateli.
To nie nowość w polskim myśleniu. To przecież „oni” na nas napadali, „oni” dokonywali rozbiorów, „oni” mordowali itd. itp. My – byliśmy i jesteśmy skrzywdzeni.
Gdzie przez ten czas byliśmy? Otóż żyliśmy pracując, budując domy, prowadząc firmy, kupując nowe mieszkania, ubrania i samochody; żyjąc swoim, naszym życiem prywatnym, tworząc swój majątek w błogim przekonaniu, że nasze dobro to dobro kraju.
Nasz świat – to była praca, rodzina, wakacje, nasze choroby i nasze zdrowie.
Często słychać skargi, że młodzi nic nie robią, a my w PRL-u rzucaliśmy cegłami, walczyli z ZOMO… A ja wtedy pytam: co robiliśmy przez czas wolnej Polski, co zrobiliśmy od 1989 r. dla wspólnoty? Czy naszym jedynym obowiązkiem obywatelskim był udział w manifestacjach i to tylko tych przed rokiem 1989? Czy przypadkiem nie zwolniliśmy się z myślenia o działaniu na rzecz dobra wspólnego, a teraz próbujemy zrzucić odpowiedzialność za obecną sytuację na pokolenie młodsze? I czy obowiązki obywatela są w jakimś stopniu ograniczone wiekiem? Młody musi, a starszy może; a może na odwrót, to starszy musi, a młodszy może?
Jesienią 2015 roku zorientowaliśmy się, że dostaliśmy wolność „na kredyt” i właśnie nadeszła pora spłaty. Nagle znaleźliśmy się w sytuacji, w której wierzyciel przychodzi z wypełnionym wekslem i żąda jego realizacji. A niestety wystawiliśmy weksel in blanco, bez wskazania kwoty. Wybór jest prosty: płaćcie albo oddajcie wolność.
Ale jak to możliwe, zapytamy? Co robić? I najważniejsze z pytań stawianych Polsce – kto jest temu winien, kto za to odpowiada? Otóż zalecam skorzystanie z wypracowanej przez religię katolicką reguły, która nakazuje spojrzeć w lustro i powiedzieć: Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Czy mam rację?
Należy do wiedzy powszechnej stanowiącej skarbnicę narodowych mitów przekonanie, że Polacy pracują lepiej, wydajniej i ogólnie uczciwiej za granicą, na tzw. (do niedawna) Zachodzie. Tłumaczymy to tym, że kraje zachodnie są lepiej zorganizowane, od dawna kapitalistyczne, pracodawcy mają inne podejście do ludzi, pracowników itd.
Ale jest jeszcze jeden fakt, najczęściej pomijany, a wydaje się, że kluczowy dla opisania obecnej rzeczywistości.
Chodzi o cechę tożsamości polskiej, która sprawia, że zmierzamy do państwa autorytarnego, a Polska jawi się nam jako samolot bez pilota. Jaka to cecha? Otóż wszędzie gdzie Polacy emigrując, osiedlają się masowo, zamykają się w swoich narodowych gettach (Podkreślam, że chodzi o wyjazdy masowe, bo oczywiście wspomniane zachowanie nie dotyczy osób pojedynczych, wyjątkowych). Mieszkańcy tych gett pracują, wypoczywają, grillują (najczęściej w swoim towarzystwie), znowu pracują, i. co charakterystyczne, nie interesują się życiem lokalnych wspólnot, w żaden sposób w to życie się nie angażując.
Usłyszę zarzut, że to przez obcy język, inną kulturę. A ja odpowiem, że nie, to nie kwestia wyobcowania. Polacy za granicą robią po prostu to, co robili w kraju. Powielają znany sobie wzór zachowania, stają z boku. To styl zajmowania się wyłącznie swoimi sprawami.
Wniosek z tego należy wysnuć prosty: we własnym kraju zachowujemy się jak gastarbeiterzy. Nie dostrzegamy, że przestrzeń publiczna i życie publiczne – to również nasza sprawa, i to o wiele bardziej niż nam się wydaje. I że działanie w tej przestrzeni to nie tylko prawo obywatela, ale nade wszystko tego obywatela obowiązek.
A przecież to od każdego z nas zależy, jaka jest Polska i Europa.
Decydujemy o tym każdego dnia, pracując, odpoczywając, czy głosując, na co dzień i od święta. Jednak zamiast świadomości osobistej odpowiedzialności za losy kraju i kontynentu, posługujemy się dziecinnym zupełnie obwinianiem innych. I tak zwolennicy PO obwiniają PiS. Wyznawcy PiS „orzą” PO. Wyborcy Razem winią tych, tamtych i wszystkich innych „onych”. Elektorat Kukiz’15 w zależności od uwarunkowań raz mówi tak, a raz inaczej, a narodowcy wiedzą najlepiej, kto jest winien.
Wspólnym mianownikiem tych wszystkich ugrupowań i nas, polskich obywateli jest dziecięca skłonność do obwiniania, szukania odpowiedzialnych. Czynienie politykom zarzutu z przerzucania się odpowiedzialnością, to tak jakby mieć pretensje do grzechotnika, że ugryzł. Możemy jednak stwierdzić, że naszą cechą wspólną, naszym najboleśniejszym brakiem jest brak dojrzałości.
To właśnie ta niedojrzałość sprawia, że nie będąc w stanie udźwignąć osobistej odpowiedzialności, zrzucamy ją na innych. Czas najwyższy wyrosnąć z krótkich spodenek i powiedzieć jasno, mocno i wyraźnie, jak człowiek dorosły: to ja ponoszę odpowiedzialność za swoje życie i mój kraj, ja odpowiadam za moją Europę. Są rzeczy, które należy zrobić ale nie boję się przyjąć za nie odpowiedzialności, bo jestem dorosły.
Chciałoby się zawołać: dorośnij, Polaku!
To w rzeczywistości powinno być wyznanie wiary nie tylko Polaka, ale i Europejczyka. I dopiero dostrzeżenie tych prostych faktów i wzięcie na siebie odpowiedzialności za swój kraj i kontynent, zauważenie ścisłego związku pomiędzy naszym brakiem zaangażowania a obecną sytuacją, pozwoli na wypuszczenie powietrza z balonu nienawiści, który sami (a tak!) pompujemy; na użytek rozmaitych polityków, krajowych i zagranicznych.
Tylko zrozumienie tej prostej zależności pozwoli nam na budowanie wspólnoty o jakiej marzymy, tej lokalnej, nam najbliższej i tych międzynarodowych, których jesteśmy przecież częścią.
Zapyta ktoś, jak długo trzeba działać i kiedy zobaczymy efekty, jeśli w ogóle się pojawią?
Myślę, że w życiu społecznym musi nastąpić przesilenie. A więc pojawić się musi grupa ludzi zaangażowanych społecznie, świadomych swojej roli obywatela. Grupa na tyle duża, że zacznie promieniować na dotychczas bierną część społeczeństwa.
Nastąpi to wtedy, kiedy miejsca przy stołach piwiarni i kawiarni będą puste, bo wszyscy pójdą manifestować w obronie swoich, zastrzeżonych w Konstytucji Praw i Wolności. To będzie wówczas, gdy w obronie przyrody wystąpią wszyscy – świadomi, że sprawy środowiska dotyczą nas wszystkich.
Dobra wiadomość jest taka, że proces ten trwa i od dwóch lat przybiera na sile. Druga wiadomość, nie wiem – zła czy dobra – jest taka, że jeśli świadomość znaczenia indywidualnego uczestnictwa nie będzie powszechna, jeśli będziemy ślepi na istnienie związku pomiędzy tym, co robimy (i czego nie robimy ), a sytuacją polityczną, ekonomiczną i prawną kraju, w którym żyjemy, to w niczym nie pomogą nam żadne heroiczne czyny i powstańcze zrywy.
Co najwyżej oddalą konieczność realizacji weksla; ale bądźmy pewni, że zawsze pojawi się ktoś po zwrot pożyczki, a cena wykupu będzie za każdym razem wyższa.
Adam Furtak


Artykuł OK, ale to „Rewizor”, nie „Martwe dusze”.
Przeczytałem motto i dusza mi zmartwiała. Dalej już nie czytałem.
„działanie w tej przestrzeni to nie tylko prawo obywatela, ale nade wszystko tego obywatela obowiązek. ”
Dla światlejszych umysłów to oczywiste. Niestety jest to znacznie mniej oczywiste (uwaga, eufemizm!) dla znacznej większości ogółu. Sam osobiście nie raz, nie dwa zetknąłem się z tym, że gdy ktoś coś próbuje robić na rzecz ogółu, choćby w skali osiedla, dzielnicy itp., to nie tylko nie usłyszy zwykłego „Dziękuję”, a jeszcze narobi sobie wrogów. Dlatego właśnie, wielu wartościowych ludzi nie pcha się do polityki, bo wie, że to mieszanie ręką w szambie. I dlatego szambo Polskę zalewa. Błędne koło!
Przypomnę także wypowiedź przypisywaną, słusznie lub nie, Otto von Bismarckowi, że największą krzywdą, jako można wyrządzić Polakom, jest pozwolić im się rządzić. Widać naocznie. Od 1989 r. możemy się rządzić, i co?
Wniosek stąd płynie smętny: Polaków należy „rozpylić” po świecie nie dopuszczając do tworzenia się polskich gett.