2018-05-29
ECHA WYDARZEŃ: Stały fragment wpisów, czyli – piłka nożna, Może być inaczej, gdy na boiskach lato, a wkrótce jeszcze mistrzostwa świata?
- Real ma najlepszą drużynę w Europie. Znów! Pokonał w Lidze Mistrzów Liverpool 3: 1, stawiając kropkę nad „i”. Mecz podniecił nawet dostojnych, Czytam w Studiu Opinii analizę pióra (klawiatury) ambasadora Eugeniusza Noworyty. Jestem wdzięczny, że nie tylko ja poruszam się TAM w tzw. tematyce niszowej. Mam podobne odczucia, Że opanowanie piłki arcymistrzowskie; że tzw. chamstwo boiskowe – także, bo „faul taktyczny” przeniesiony z marginesu do strategii; że gra wciąż jedenastu, ale gdy knoci jedynak bramkarz, to jedenastu może się żegnać z marzeniem o zwycięstwie, Nawet, gdy dziesięciu zapracuje na świetne recenzję… Nawiasem – bywa i „w drugą stronę”, jak wtedy, gdy nasz pan Jurek Dudek: „25 maja 2005 roku w finałowym meczu Ligi Mistrzów, przeciwko AC Milan, dzięki trzykrotnej obronie w serii rzutów karnych, przyczynił się do zdobycia przez Liverpool Pucharu Europy.” Oni czekali, On sukces wytańczył…
Uzupełnię Pana Ambasadora tylko jedną refleksją. Przypomnieniem, jak bardzo dzisiejszy futbol klubowy różni się jednak od reprezentacyjnego. Nie tylko u nas, u mistrzów – także.
LIVERPOOL – geograficznie angielski, a… Bramkarz, który sknocił i płacze – Niemiec, skopany aż do koniczności wycofania z gry superstrzelec –Salah, z reprezentacji Egiptu; gol dzięki strzałowi Senegalczyka Mane. REAL – klub hiszpański, a pierwszego gola strzela Benzema, Francuz pochodzenia algierskiego, dwa zdobywa Walijczyk Bale… Taka bywa norma w świecie bez granic. Tyle, że TAM reprezentacje grają równie świetne, jak kluby – z kręgosłupami z importu…
- Odskoczę na kilka zdań od piłki.
Najpierw radość siatkarska. Reprezentacja ma nowego trenera, i duch też jakby się odnowił. Seria wygranych. „Reprezentacja Polski kapitalnie rozpoczęła rozgrywki Ligi Narodów, które od tego roku zastępują starą, dobrą Ligę Światową. Biało – Czerwoni po trzech kolejkach mają na swoim koncie komplet zwycięstw, stracili tylko jednego seta i prowadzą zdecydowanie w tabeli”. Styl świetny, a już wygrana 3:0 z Rosją pieczętuje tezę o tym, że wracamy do prawdziwie wielkiej gry. Już nawet zaczynam czuć tezę o nie tylko nowej trenerskiej ręce, lecz o duchu, który tchnął… Spoko, zmilczę. Sam już w telewizji komentuje…
Lekka atletyka. 21,97 w kuli, czyli pan Haratyk podbija stawkę; Pan Fajdek znów miota młot dalej niż 89 metrów, więc dobrze zaczął sezon. To, ze arcymistrzyni Anita Włodarczyk po prawie 4-letniej serii zwycięstw poznała, co to porażka – biorę – jak ona z trenerem – nie za sygnał, że coś się zacięło, ale za typowy wypadek przy pracy. Bo wynik (grubo poniżej 70 metrów) o kilkanaście metrów gorszy od jej normy, a nic nie bolało, nie dolegało, więc… Pani Anita jeszcze da czadu – jak mawiają na moim podwórku. Sportowa złość ją – wierzę – poniesie… A w ogóle sezon królowej zapowiada się ciekawie. Liczę, że wyjdzie ONA zdecydowanie w serwisach sportowych portali internetowych z pozycji „INNE SPORTY”… Nawiasem, takie zaksięgowanie od dawna nie jest skutkiem obiektywizmu, lecz dowodem skażenia niewiedzą o prawdach życia…
- Powrót na boisko futbolowe. Czyli – przygotowania do finałów mistrzostw świata. Mamy czas nadmuchiwania balonika. Mało nas historia nauczyła. Przed finałami w Korei było podobnie – jak rozwalimy grupę, co specjalny kucharz przygotował na obiad – przekąska, zupa, drugie, deser; potem jeszcze „prezydencki” samolot, specjalna aranżacja Mazurka i tak dalej… A skutek – granie średnie, punktów i orderów brak… Myślałem, że teraz będzie, jak mawiają sąsiedzi – „tisze jediesz – dalsze budiesz”… Nie. Nie da się. Ciszej nie jest, stawka na szpan i robienie z normalnej pracy pępka świata – obowiązuje. Tyle że mam nadzieję, iż tym razem wewnętrzny nastrój obiektywnego samokrytycyzmu – w tym nastrój proponowany przez prezesa Bońka – pozwolą uniknąć zadufania. Niech będą – dobra gra, punkty i ordery…
Minister sportu wprawdzie zapowiedział, że choć został zaproszony przez rosyjskiego kolegę, ale nie pojedzie i będzie kibicował z daleka, ale przecież nie ON ma wygrywać, lecz piłkarze dowodzeni przez mądrego trenera oraz porządnie przygotowani… Publicznie i dość ostentacyjnie zapowiadany brak szefa sportu na trybunie VIP pewnie zawodników o bezsenność nie przyprawi. Zaś pan Boniek będzie miał więcej czasu dla ekipy… Kolano ma już ponoć zdrowe, rehabilitacja dała dobre skutki…
„Przed mundialem biało-czerwonych czekają jeszcze dwa mecze kontrolne. 8 czerwca w Poznaniu ich rywalem będzie Chile, a cztery dni później zagrają w Warszawie z Litwą. Następnego dnia kadra Nawałki wyleci do swojej bazy w Soczi. Rywalami Polaków w grupie H będą kolejno: Senegal (19 czerwca w Moskwie), Kolumbia (24 czerwca w Kazaniu) i Japonia (28 czerwca w Wołgogradzie).”
Podobno organizacyjnie wszystko jest przygotowane i kontrolowane. Kasa też otwarta – ma kosztować powyżej 10 milionów złotych (PZLA skacze z radości, bo dostał ministerialne ponad 5-milionowe dofinansowanie), ale PZPN jest zamożny oraz przygotowany. A jeśli granie dobrze by wypadło – część wydatków pokryją zyski….
Nawiasem: w ramach „szukania niedyskrecji przedmundialowych” media rozrywkami i pieniędzmi piłkarzy zajmują się wciąż namiętnie. Znak czasów!? „20 mln euro plus niecałe 3 miliony euro z reklam oznaczają, że Lewandowski zarobi w tym roku około 100 mln złotych (a może nawet trochę więcej, jeśli aktywowane zostaną wszystkie bonusy). Kwota robi wielkie wrażenie i w całości, i w rozbiciu: 100 mln złotych rocznie oznacza 8,3 mln zł miesięcznie, 274 tysiące dziennie, 11 tysięcy na godzinę, 190 złotych na minutę i 3 złote na sekundę – podaje „Super Express”.
Cytuję bez analizy i komentarza. Nie wiem – brutto, netto, gdzie i jakie podatki. A czy zazdroszczę? Pewnie, to ludzkie. Ale bardziej zazdroszczę sportowego talentu, który stanowi zawsze podstawę i nie każdemu jest dany w takiej porcji oraz talentu do wielu lat, w których „dzień pracy” trwa właściwie… całą dobę. Bo i dobry sen z rekreacją są wpisane w trening oraz szkolenie…
- Na koniec wieść – też zapowiedź ministra w kwestii porządku podczas imprez. Po „Poznaniu”, „Kutnie”, „Narodowym” podczas Pucharu Polski.
– „Takie incydenty zabijają ducha sportu. Jest już zespół roboczy, który pracuje nad odpowiednimi rozwiązaniami” – powiedział minister”.
Popieram tezę oraz – z góry – wszelkie działania naprawcze. Jedno tylko słowo bym zmienił. Ministerialne „ JUŻ”, na moje DOPIERO”, jako że problem widać nie od wczoraj, i nie tylko sportu dotyczący… Ba, przede wszystkim – nie sportu…I nie incydentu, lecz złej reguły.
Andrzej Lewandowski

Swego todzaju Post Scriptum:
Konferencyjno-słowne lanie wody. W „Echach” paroma zdaniami podjąłem temat. Po kilku godzinach jest urzędowe rozwinięcie. Cytaty z „Interii” :
„We wtorek …odbyło się szumnie zapowiadane spotkanie najważniejszych osób w państwie ze Zbigniewem Bońkiem i prezesem Lotto Ekstraklasy Marcinem Animuckim. Dyskutowano o rozwoju
W spotkaniu wzięli udział m.in. premier Mateusz Morawiecki, szef MSWiA Joachim Brudziński i minister sportu sportu Witold Bańka. Oprócz nich także najważniejsi przedstawiciele policji z wiceministrem Jarosławem Zielińskim z MSWiA, który odpowiada bezpośrednio za służby mundurowe.
Wydawało się, że najważniejsze osoby w państwie będą dyskutować na temat poprawy bezpieczeństwa na polskich stadionach, ale z tego co usłyszeliśmy od uczestników spotkania raczej było to towarzyskie spotkanie niż burza mózgów fachowej grupy roboczej.
Najlepiej zobrazowała to wypowiedź premiera Morawieckiego na konferencji prasowej. … – Rozmawialiśmy o bezpieczeństwie, bo łyżka dziegciu psuje czasem beczkę miodu. Wiem, że na 4000 meczów tylko w 1% został zakłócony porządek i to czasem w niewielkim stopniu, ale z tym musimy zrobić porządek – opowiadał premier.”
Nie komentuję, bo jakoś „wychodzi” na pytanie: Po cośmy tę żabę jedli?
Powyższe pytanie dotyczy wyłącznie echa rządowej diagnozy, bo prawdziwa oraz społeczna jest inna. Nie żaba, a słonisko !