
22.08.2018
Sytuacja, w jakiej znalazła się gospodarka Turcji – inflacja około 40 proc., koszt obsługi dwuletnich obligacji blisko 26 proc., że wymienię dwa wskaźniki działające na kieszeni obywateli i obciążenie budżetu – nie jest porównywalna z polskim dobrostanem (inflacja poniżej 2 proc., obsługa obligacji 10-letnich poniżej 3 proc.).
Gospodarka turecka została przegrzana, wzrost globalny za ostatnie dwa lata 6 i 7 proc. Polski PKB, chociaż z inwestycjami jest nadal źle (udział w rozwoju jest na poziomie 17 proc., przy zakładanych 25 proc.) szacowany jest w tym roku na poziomie 5 proc.
Turecki kryzys jest ostrzeżeniem jak łatwo rozwalić gospodarkę, która pozornie była w stanie prosperity. Zwłaszcza, że Erdogan mianował się nie tylko sułtanem, ale i głównym ekonomistą kraju i zakazał centralnemu bankowi podwyższania stóp procentowych, co skutkuje utrzymaniem tanich kredytów i wypływaniem liry na rynek.
Co mamy na rynku – poza nieustanna radością premiera, że jest wspaniale? Ostatnio przyhamowaną: jak dotarło do premiera Morawieckiego, że jak jest tak dobrze, to suweren żąda: dawaj więcej! A jest i bez tego sporo: już na listach płac albo ustawionych w kolejce. Górnictwo – kilka miliardów dofinansowania, bo rosną koszty (trzeba fedrować coraz głębiej), a spada wydobycie. A z górnikami nie ma żartów. Prezesowi TVP J. Kurskiemu miliard się należy, bo bez propagandy nie zgarnie się wyborców. Dla ojca biznesmena, za szantaż polityczny, ponad 150 mln złotych już się uzbierało. I takie tam płotki: obrona terytorialna i strzelnice, odprawy dla ciągle zmieniających się prezesów, ochrona twierdzy Sejm, reklamy, parady, rocznice i chwalebna działalność funduszu narodowego. W perspektywie jest waloryzacja 500 plus, za chwilę szykuje się „piórnikowe”, też circa 1,5 mld się uzbiera; na wrzesień Piotr Duda – lider „Solidarności” – zapowiedział, że albo będą konkrety, albo budżetówka wyjdzie po swoje na ulicę (inna rzecz, że mają racje). O realizacje obietnic wystąpią nauczyciele i pielęgniarki, rolnicy nie odpuszczą przewidzianych 800 mln zł za straty spowodowane suszą, a są jeszcze ogrodnicy okradani przez hurtownie.
Swoje dorzuci wicepremier Gliński, bo ma takie ambicje — to znaczy, żeby zbudować tożsamość Polaków od początku i od nowa.
Nazbierało się tego. Ale nie koniec. Mamy jeszcze narodowe czempiony typu „Orlen”, z prezesem Obajtkiem, ksywka „wszystko może”, które muszą zawłaszczyć „Lotos”, co kosztuje, bo bez tego nie będzie imperium, chociaż i tak pozostanie średniej wielkości firmą w tej branży, bez wpływu na kształtowanie tego rynku. A na okrasę księżycowy projekt typu Centralny Port Komunikacyjny, zapory na Wiśle i „udrożnienie” szlaku Gdańsk-Odessa (kanałem od Wisły do Prypeci i Dniepru), milion samochodów elektrycznych, morska potęga w budowie promów, Avia Baltica 22 mosty, a na deser Mierzeja Wiślana.
Nawet jeśli większość z tych planów, to obietnice bez pokrycia, pod publiczkę i mitomańskie, to skutkują powstawaniem zespołów do przygotowania, zamawianiem ekspertyz, także za granicą, pracami w terenie jak w przypadku Baranowa. To wszystko generuje koszty, których wielkość wątpię czy ktoś sumuje.
Rozdawnictwo to nie jest najlepszy sposób sterowania gospodarką.
Ta „strategia” osiągnęła takie rozmiary, że przybiera charakter kuli śniegowej, tworzącej samonapędzający się mechanizm gospodarczy. I nie wydaje się, że temu procesowi są w stanie zaradzić po cichu wprowadzane podatki czy kontrole urzędników i służb w przedsiębiorstwach. Bez zrównoważenia wydatków z przychodami musi to doprowadzić do zadławienia gospodarki.
Grecy zafundowali sobie 272 miliardy euro długu. Od bankructwa uratowały Grecję Niemcy i Unia (w obawie, że załamie się euro) oraz Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Po ośmiu latach udało się Grecji zrównoważyć budżet, wprowadzając drakońskie oszczędności, łącznie z obniżeniem emerytur o 30 proc. Nasz obóz rządzący wojuje z Niemcami, olewa Unię a z MFW ma przechlapane, bo ta instytucja udziela pożyczek tym, którzy mają niezależne sądy.
Orban przyciśnięty kłopotami pojechał do Mokwy i został odesłany z kwitkiem. Erdogan zwrócił się do obywateli, żeby w poczuciu patriotycznego obowiązku nie wyzbywali się liry i nie kupowali dolarów. Już ja widzę te tłumy w Stambule wyzywające się dolarów, które umocniły się w stosunku do liry ponad dwa razy w kilka miesięcy.
Z Turkami, poza tym, że się od wieków kolegowaliśmy i zawsze czekało miejsce na posła Rzeczypospolitej, mamy tak, że kto daje więcej, tego popieramy. Ale tu już nie chodzi o to, kto kupi sobie poparcie. Bo wszyscy znajdziemy się z ręką w nocniku. Profesor marek Belka, były premier i szef Narodowego Banku Polskiego (na marginesie zostawił oszczędności w złocie i papierach wartościowych o równowartości ponad 100 mld dolarów) jest zdania, że pełny brzuch rodzi idiotów. Nie mam złudzeń, że obóz rządzący przejmie się, co może stać się z gospodarką za trzy, cztery lata. A z pewnością nie przed wyborami. To minimum, czego należałoby oczekiwać, to, że przypadek Turcji nie zostanie całkowicie zignorowany.
Jerzy Dzięciołowski
P.S. Mam też niezbyt wygórowane życzenie, żeby żyć w normalnym kraju, w którym instytucje państwa są dla obywateli a ludzie żyją po swojemu.
źródła obrazu
- dzieciol: BM

Do wydatków należy jeszcze doliczyć głupie ponad 145 mln zł – tyle z pieniędzy polskich podatników w 2016 roku trafiło do Funduszu Kościelnego, z którego m.in. opłacane są składki emerytalne i zdrowotne duchownych. Kwota jest rekordowa – jeszcze w 2012 roku na ten cel przeznaczono ok. 100 mln zł. ( za Newsweekiem ) .Dobra koniunktura gospodarcza nie będzie trwała wiecznie , wcześniej czy pózniej przyjdzie kryzys gospodarczy tzn pusta micha suwerena , który zmiecie PIS….