01.06.2019

Na agendzie ostatniego posiedzenia KDZ (Klubu Dobrych Zmian) ważnym punktem okazała się dyskusja o polskiej polityce zagranicznej. Nie było głosów mających jej cokolwiek do zarzucenia, wręcz przeciwnie – wielu dyskutantów wyraziło się niej pochlebnie, Polska jest na arenie międzynarodowej coraz wyraźniej obecna, a przywódcy naszego kraju nie szczędzą wysiłków, by kontakty na tej niwie umocnić.
Opozycja usiłuje na wszelki sposób wykazać, że Polska jako partner nikogo nie interesuje, tymczasem, proszę bardzo: czy jest wiele państw, których prezydenci byli gośćmi Pekinu i Białego Domu?
W swoim czasie (w 2017 roku) próbowano ośmieszyć naszego ministra spraw zagranicznych, który w wywiadzie napomknął, że podczas pobytu w Nowym Jorku między innymi rozmawiał z dyplomatą z San Escobar. Twierdzono, że nawet z pomocą silnej lupy nie można znaleźć takiego państwa na mapie. Nie powinno tu nikogo dziwić, bo jest ono mniejsze niż — na przykład — San Marino. A teraz prześmiewcy już kpić nie będą, bo San Escobar otworzyło u nas swą placówkę dyplomatyczną, bodajże pierwszą w ogóle za granicą.
Owszem, mieści się przy jednej z głównych ulic, ale nie jest zbyt reprezentacyjna, bo po prostu owego lilipuciego państwa nie stać na tak okazałe gmachy, jakimi dysponują ambasady USA czy Rosji.
Jak to teraz skomentować? Mamy takie piękne porzekadło: Ten się śmieje, kto się ostatni śmieje. Więc śmiejmy się z tych przytyków opozycji, marne są te jej wycieczki pod adresem naszych dyplomatów.
Tobiasz Kaleta
