Tobiasz Kaleta: Mały wielki człowiek

04.04.2019

To prawda, że ostatnio Klub Dobrych Zmian (KDZ) rzadziej daje znać o swej obecności na politycznej mapie kraju. Przyczyna jest prosta: spora liczba naszych członków wyjechała za granicę do pracy w naszych przedstawicielstwach dyplomatycznych, w ambasadach, konsulatach, instytucjach kultury polskiej.

Z pewnością ich tam obecność zwiększy możliwości propagowania zachodzących w kraju zmian, dobrych zmian. Ale do naszego Klubu przychodzą nowi ludzie, z nowymi pomysłami, więc nie zaśniedziejemy w bezruchu.

Niedawno byliśmy na placu marszałka Józefa Piłsudskiego, by pokłonić się Lechowi Kaczyńskiemu. Położyliśmy kilka bukietów, postaliśmy chwilę w zadumie. I udaliśmy się do naszej siedziby, by podyskutować i wytyczyć sobie plan działania na najbliższą przyszłość.

Wszystko potoczyłoby się normalnie, gdyby nie jeden z kolegów, który nagle wstał i głośno wyraził widocznie już dłuższy czas trapiącą go myśl: Ten pomnik mi się nie podoba! I nagle, zupełnie jak w brytyjskiej Izbie Gmin, wszyscy wstaliśmy, i każdy z nas powiedział to samo! Wylazło szydło z worka!

Z kolejnych wystąpień wyłonił się taki obraz. Owszem, Lech Kaczyński nie był wysoki, natura obdarzyła go niskim wzrostem (nieprzychylni mu ludzie mawiali, że jest nikczemnej postury), ale był w i e l k i m człowiekiem! I stosownie do tego należał mu się d u ż y pomnik! Ten, który postawiono na placu marszałka Piłsudskiego pod żadnym względem nie odpowiada właściwej potrzebie oddania hołdu człowiekowi tak zasłużonemu dla kraju, jak Lech Kaczyński!

A jaki powinien być? Znacznie większy! I tu przyszedł nam z pomocą nasz kolega z Delhi. Był niedawno jako przedstawiciel naszej ambasady, na odsłonięciu Statui Wolności, wzniesionej ku czci Vallabhbhaia Patela (1875-1950), prawnika i polityka, działacza niepodległościowego, wicepremiera i ministra spraw wewnętrznych Indii w latach 1947-1950.

Pomnik znajduje się na wysepce nad rzeką Narbada, zaliczaną przez Indusów, wraz z sześcioma innymi, do świętych. Imponuje: ma 182 metry wysokości, a z cokołem – nawet 240 metrów! Otrzymaliśmy zdjęcie pomnika, a także wydany z okazji odsłonięcia znaczek; przypatrując się im coraz bardzie,j dochodzimy do przekonania, że taki właśnie pomnik, tej wielkości, powinien stanąć w Polsce ku czci Lecha Kaczyńskiego. Coraz bardziej zapalamy się do tego pomysłu.

Widząc pomnik oczyma naszej wyobraźni, zdajemy sobie sprawę, jakie trudności będą się jeżyć na drodze ku realizacji tego projektu. Przede wszystkim – finanse. Trzeba będzie zebrać niemałą sumę. Ale to nie jest przeszkoda nie do pokonania. Powołamy komitet organizacyjny, który zajmie się zbiórką pieniędzy. Wydamy cegiełki, które będą szeroko kolportowane, wyemitujemy znaczki (to rola Poczty Polskiej) z dopłatą na rzecz budowy pomnika, znajdą się hojni sponsorzy, w ogóle liczymy, że każdy sięgnie do kieszeni, by przyczynić się do realizacji tego wspaniałego dzieła!

Wiemy już także, gdzie pomnik postawić. Na Półwyspie Helskim (tu uwaga: budując cokół, trzeba mieć na uwadze, że w najbliższych latach wzrośnie poziom wód w Bałtyku, i to trzeba w projekcie uwzględnić), lub na sztucznej wysepce w Zatoce Gdańskiej. Oczywiście, pomnik stanie zwrócony ku południowi, tak aby patrzący na południe były prezydent mógł ogarnąć wzrokiem cały kraj, aż po Tatry, by mógł spoglądać na umiłowany kraj, dla którego tak wiele zrobił, który przeobraził i mógłby jeszcze wiele dlań zrobić, gdyby dramatyczne wydarzenia pod Smoleńskiem nie przecięły nici jego życia.

Koledzy upoważnili mnie, abym nasz projekt, już rozbudowany w szczegółach, przedstawił marszałkowi sejmu, premierowi, prezydentowi oraz – przede wszystkim – prezesowi. Z jego strony spodziewamy się pełnej aprobaty i wspierania nas w dalszych poczynaniach mających zrealizować – nie wahamy się użyć tego zwrotu – projekt stulecia.

Tobiasz Kaleta

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com