27.09.2019

Beata Błaszczyk na łamach „Rzeczpospolitej” przybliżyła kontury tego mniej znanego dla szerszego odbiorcy sułtanatu. Warto było, bo tam jest naprawdę dobrze: darmowa opieka zdrowotna i edukacja na wszystkich poziomach, dopłaty do żywności, nieopodatkowany dochód, a także pomoc państwa przy zakupie domu, a nawet samochodu. Źródłem dobrobytu są zasoby ropy i gazu i otrzymywane za nie petrodolary.
My mamy gorzej, mało własnej ropy i gazu, za to dużo węgla, który jest pod obstrzałem, bo wprawdzie podobnie jak inne paliwa truje, ale nie przynosi takiego zysku. Na razie do poziomu Brunei zbliżyły nas obietnice wyborcze, które nabrały takiego rozmachu, że jak tak dalej pójdzie, możliwe będzie nawet przekroczenie dobrobytu sułtanatu.
Na firmamencie tego dawnego brytyjskiego protektoratu pojawiły się jednak oznaki pogorszenia koniunktury i sygnały, że dolarodajne bogactwa mogą się wyczerpać w ciągu 20 lat, a kraj stanie w obliczu poważnych trudności gospodarczych. My żyjemy w atmosferze prosperity i tylko słabo słychać słowa przestrogi niektórych ekonomistów na temat możliwego wyhamowania wzrostu gospodarczego i wejścia Europy na ścieżkę recesji. Przy rozbuchanej polityce rozdawnictwa byłby to zestaw na kryzys gospodarczy.
Przewidujący sułtan wprowadza więc środki zaradcze i na pierwszy plan wysuwa się jego wizerunek, jako obrońcy wiary i tradycyjnych islamskich wartości, a uwiarygodnia to nowe prawo oparte na szariacie nakazujące karać za cudzołóstwo i homoseksualizm śmiercią przez kamienowanie, za kradzież obcięciem prawej dłoni, za aborcję, a nawet nieobecność na modlitwach – więzieniem.
U nas nie jest tak źle, a wzajemne świadczenia władzy i Kościoła naruszające wymóg zachowania neutralności w czasie kampanii wyborczych oraz propagandowy przekaz z wiecowych przemówień i niektórych homilii służą przede wszystkim dzieleniu społeczeństwa i mobilizacji elektoratu do głosowania na tych, którzy „mają sumienia uformowane zgodnie z przykazaniami Bożymi”, tj. dobrych Polaków. Ubocznym efektem nienawistnej propagandy jest przemoc w stosunku do innych i obcych. W jednym i drugim przypadku w obu krajach dalekosiężnym celem jest konsolidacja konserwatywnie myślących środowisk.
Przejawy zwolnienia gospodarki nie powstrzymują monarchy i jego akolitów z korzystania z dotychczasowego hedonistycznego stylu życia. Na wydatki prywatne nadal przeznacza się dziesiątki milionów dolarów, budowane są nowe rezydencje, kupuje samoloty i samochody na zamówienie, a ogromne sumy pochłaniają haremy, pełne pięknych młodych kobiet z całego świata.
Nasze profity związane z władzą są nieporównanie skromniejsze: prezydent i prokuratura zapewniają prominentom bezkarność, marszałek Sejmu i jego znajomi korzystają z bezpłatnych lotów do prywatnych celów rządowym samolotem, minister finansów, a późniejszy prezes NIK zaniża czynsz za dzierżawę swej kamienicy, żeby płacić mniejszy podatek od wynajmu. Wprawdzie oszukiwanie organu podatkowego przez głównego kontrolera kraju jest dość szokujące i towarzyszą temu niejasne powiązania właściciela kamienicy z półświatkiem, ale co to jest w porównaniu ze standardami życia rodziny królewskiej w Brunei.
W sumie nie jest najgorzej. Nie grozi nam porównywalna zapaść w przyszłości ani tak opresyjne państwo, mimo że i u nas zaostrzanie kodeksu karnego należy do metod preferowanych przez władze jako narzędzia rozwiązywania problemów. Choć nie wiem co byśmy zrobili, nasze państwo dobrobytu będzie tylko cieniem bliskowschodniej despocji.


Wedle stawu grobla.
Przypomina się dowcip z czasów PRL:
Dwóch gości w areszcie i jeden pyta drugiego: – Za co pan siedzi?
– Za kasę.
– Rozpruł pan?
– Nie, wyniesłem.
– Pancerną?
– Nie, grycaną.