08.11.2020

Pierwsze były marzenia Bolka, mojego ojca, który z socjalistycznej inspiracji Piłsudskiego marzył o wolnej i sprawiedliwej Polsce. Rok w Szwajcarii rozbudził w nim marzenia o demokracji, które po powrocie utrzymywał mimo galopującego antysemityzmu. Niedługo przed moim urodzeniem w roku 1937, po którejś zwycięskiej bitwie republikanów w hiszpańskiej wojnie domowej, chciał mnie nazwać Wiktor. Nadzieja nie opuszczała go, gdy piłował otwór w podłodze pociągu do obozu śmierci. Swoje marzenia pochował w lesie pod Puławami — zabity kulą antysemity.
Miałem 13 lat, gdy napisałem nowelkę pod tytułem „Marzenie”. Jej bohaterem był syn murarza — przodownika pracy z warszawskiej Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej, której budową kierował mój ojczym. Socjalizm miał mu zapewnić szczęśliwe życie. Gdy w wieku lat 23 stanąłem przed kamerą telewizyjną, marzyłem o sprawiedliwych wyrokach sądowych. Program nazywał się: „Wszyscy jesteśmy sędziami”.
W 1963 roku, w swoim pierwszym filmie „Powrót statku” o wizycie polskich emigrantów z Ameryki przedwcześnie ogłosiłem koniec „zimnej wojny”. „Turniej Miast” powstał z marzeń o Polsce wolnej konkurencji. Oglądały mnie miliony widzów, ale według pierwszego sekretarza, zabrakło mi polskiego patriotyzmu. „Nie Marzyński, a Marzyciel powinieneś się nazywać”, powiedziała Grażyna, żona — szlachcianka.
Nasze nowe marzenia o wolności wykluwały się na emigranckich statkach; tam po raz pierwszy padło publicznie z moich ust słowo „Żyd”. 44 lata w Ameryce nauczyły nas żyć w tyglu narodowości, religii, kultur, ras i przekonań, w społeczeństwie obywatelskim, gdzie marzenie doczekało się własnego idiomu „American Dream”. Gdy w roku 2016 większość Amerykanów wybrała prezydentem milionera — kłamcę — faszystę, nad naszymi marzeniami zaczęły kłębić się czarne chmury.
W sobotę, 7 listopada 2020, o 8:30 wieczorem, na parkingu w stanie Delaware, zebrała się Ameryka, którą już mieliśmy stracić, wróciła wrażliwość słów i zdrowy rozsądek, pojawiła się tolerancja i nadzieja, uśmiechy Bidena i Harris zamieniły wiec polityczny w uroczystość rodzinną.
Skojarzyły mi się z tym wiece „Solidarności”, w których nie uczestniczyłem, a zaraz potem dzisiejszy Strajk Kobiet, z jego wypisanym męskim językiem, hasłem „Wypierdalać!”. Wołającym o przywrócenie polskiego marzenia.

Marian Marzyński
Polski i amerykański dziennikarz, reżyser filmowy i scenarzysta. Ur. 12 kwietnia 1937, zmarł 4.04.2023. Mieszka stale w USA. Album autobiograficzny Mariana Marzyńskiego KINO-Ja. ŻYCIE W KADRACH FILMOWYCH jest do nabycia w księgarni internetowej UNIVERSITAS i w sklepach taniej książki.
Witryna Marzyńskiego LIFE ON MARZ
