Waldemar Piasecki: Śmierć na Kapitolu. Puenta prezydentury Trumpa9 min czytania

()

08.01.2021

Waszyngton

Na Kapitolu, w amerykańskiej świątyni wolności i równości oraz narodowej dumy, przelana została amerykańska krew. Zginęli ludzie. Stracili życie nie dlatego, że bronili amerykańskiej świątyni przed najazdem wroga, ale dlatego, że sami ją najechali uważając za siedlisko zła. Przypuścili szturm na siedzibę Kongresu Stanów Zjednoczonych, podjudzeni wcześniej przemówieniem prezydenta Donalda Trumpa przed Białym Domem. Padły słowa nienawiści, które zebrały tragiczne żniwo. Czegoś takiego jeszcze w historii tego państwa nie było.

Kapelan Senatu, pastor Barry Black z Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego ujmował sens dramatu w modlitwę kończącą obrady, które udało się jednak przeprowadzić do końca:

Panie naszego życia i władco naszego ukochanego narodu, potępiamy profanację budynku Kapitolu Stanów Zjednoczonych, przelanie niewinnej krwi, utratę życia i trzęsawisko dysfunkcji, które zagrażają naszej demokracji.

Te tragedie przypomniały nam, że słowa mają znaczenie i że w języku jest moc życia i śmierci. Zostaliśmy ostrzeżeni, że wieczna czujność nadal jest ceną wolności.

Panie, pomogłeś nam pamiętać, że musimy widzieć w sobie wspólne człowieczeństwo, które odzwierciedla Twój obraz.

Wzmocniłeś nasze postanowienie ochrony i obrony Konstytucji Stanów Zjednoczonych przed wszystkimi wrogami, zarówno krajowymi, jak i zagranicznymi.

Było już wtedy wiadomo, że obie izby amerykańskiego parlamentu przyjęły rozstrzygnięcie wyborów prezydenckich ogłoszonych przez Kolegium Elektorskie wynikiem 306:232 dla Joe Bidena. Jego rywal Donald Trump nigdy tego nie uznał uważając, iż jacyś „oni” ukradli mu zwycięstwo. Dlatego jego wyznawcy ruszyli na Kapitol, aby rozpędzić legislaturę mającą „kradzież” ostatecznie zatwierdzić.

Na parę godzin to się udało, kiedy tysięczny tłum wdarł się do gmachu parlamentu. Deputowani i senatorowie musieli się szybko ewakuować do specjalnego schronu zdolnego podobno przetrwać atak nuklearny. Tłuszcza demolowała biura parlamentarne i ochoczo fotografowała się w czasie akcji wstawiając zdjęcia na media społecznościowe.

Na Kapitol wysłano jednostki specjalne policji i Gwardię Narodową oraz ogłoszono w stolicy godzinę policyjną. W telewizji wystąpił prezydent-elekt Joe Biden. W dramatycznych słowach potępił najazd na parlament i wezwał napastników do opuszczenia Kapitolu. Zażądał też, aby taki sam apel do napastników skierował Trump. Po niespełna godzinie pojawiło się nagranie, na którym przegrany prezydent istotnie zaapelował, aby jego zwolennicy, których szanuje, a oburzenie rozumie poszli do domu. Zaznaczając jednak, że wybory zostały „ukradzione”, o czym wszyscy wiedzą.

W tym czasie lekarze walczyli o życie 35-letniej Ashley Babbitt, mieszkanki San Diego, mającej za sobą czternaście lat służby w siłach powietrznych USA, jako oficer ochrony. W cywilu prowadziła z mężem mały biznes. Była zdeklarowaną zwolenniczką Trumpa.

5 stycznia Babbitt napisała na Twitterze: „Nic nas nie powstrzyma… Mogą próbować i próbować, ale burza jest tutaj i zstąpi na Waszyngton w mniej niż 24 godziny… Dzień wcześniej odpowiedziała na filmik innej aktywistki Melissy Tate, która zapowiadała, że przyjedzie do Waszyngtonu, aby „ocalić Republikę” i wykonać „dzieło Boże”. Babbitt odpowiedziała: „Będę tam jutro! Życzenia powodzenia!”

Już na samym Kapitolu Ashley próbowała wraz z grupą innych dostać się do budynku. Są dwie wersje. Pierwsza mówi, że była już w hallu, gdzie wraz z grupą innych próbowała sforsować bronione przez policję parlamentarną przeszklone drzwi wewnętrzne. Po ostrej wymianie zdań, zza nich właśnie padł strzał. Druga wersja utrzymuje, że Babbitt usiłowała wejść przez wybite okno, do którego się wspinała. Doszło do szarpaniny z broniącymi dostępu funkcjonariuszami policji parlamentarnej. W pewnym momencie wyciągnęli broń wykrzykując: „Wracajcie. Z drogi! Zejdźcie z drogi!” Jak relacjonował jeden z uczestników, ci, którzy byli na dole, zaczęli odciągać wspinających się. Padł strzał. Babbitt spadła na relacjonującego, a ten dostrzegł, że ma ranę w okolicy szyi. Powiedziała jednak, że to nic takiego i że czuje się dobrze, zaczęli więc uciekać. Jednak po paru metrach zwolniła, a z jej szyi i nosa popłynęła krew. Zaczęto udzielać jej pierwszej pomocy i wzywać pogotowie. Po kilku minutach pomoc nadeszła. Nie jest pewne, czy agresorka zmarła w szpitalu, czy w drodze do niego.

Szef Capitol Police Steven Sund (już odwołany) zakomunikował, że policjant, który oddał strzał, został odsunięty od czynności służbowych i wszczęte zostało śledztwo mające ustalić okoliczności i zasadność użycia broni.

Podczas akcji usuwania tłumu sprzed parlamentu śmierć poniosły jeszcze cztery inne osoby (mężczyźni), w tym jeden policjant. Jeden z nichzostał stratowany przez tłum. Drugi dostał zawału, kiedy przez telefon relacjonował żonie atak na Kapitol.  W bezpośrednim starciu  śmiertelnych obrażeń doznał policjant parlamentarny Brian Sicnick uderzony w głowę gaśnicą, kiedy próbował powstrzymać bandę wdzierającą się do budynku pralamentu. Był weteranem dwóch misji wojennych w Iraku. Pochodził z New Jersey. Według niektórych źródeł miał polskie pochodzenie. Na swoim Twitterze, którego stroną tytułową była flaga amerykańska krytykował Trumpa za jego politykę wobec weteranów wojennych pozostawionych samymi sobie.

Z Twittera Briana Sicknicka. Świętowanie Dnia Niepodległości  na Kapitolu i on sam

Wydarzenia na Kapitolu poruszyły cały świat i wywołały szereg reakcji przywódców politycznych. Nikt nie ma wątpliwości, że inspiracją do ataku na parlament było wcześniejsze przemówienie Trumpa do jego zwolenników. Jak również to, że ma on głęboki problem z oceną sytuacji, w jakiej się znalazł oraz wyciągnięciem z tego konsekwencji. Po raz pierwszy w historii Stanów Zjednoczonych przegrywający wybory prezydenckie nie tylko nie potrafi tego zaakceptować, ale wręcz podżega do siłowego obalenia werdyktu społeczeństwa.

Poza osobistą kompromitacją jako przywódcy państwa wystawia sobie czytelne świadectwo moralności. Jeden po drugim odsuwają się od niego republikańscy parlamentarzyści i członkowie gabinetu. Na Kapitolu pojawił się już wniosek pozbawiania Trumpa prezydentury z mocy 25 poprawki do Konstytucji, mimo że do zaprzysiężenia Joe Bidena pozostało już niespełna dwa tygodnie. Taki akt miałby niewątpliwie historyczne i precedensowe znaczenie. Przewodnicząca Izby Reprezentantów Nancy Pelosi (Foto niżej: Wikicommons) uważa, że jest to nakaz chwili, bowiem tak naprawdę nie da się przewidzieć do czego Trump może się jeszcze posunąć.

By usunięcie go się mogło się w tym trybie dokonać, wiceprezydent i większość rządu musiałby za tym się opowiedzieć w petycji do parlamentu. Oczy opinii skierowane są więc na Mike’a Pence’a (Foto niżej)

Zawiódł szefa, został nazwany zdrajcą… Foto: Wikicommons

Kiedy nie usłuchał urzędującego prezydenta i nie zablokował parlamentarnej procedury zatwierdzania wyników wyborczych, Trump od razu nazwał go na Twitterze zdrajcą. Czy skorzysta z okazji rewanżu?

Ogromna część opinii publicznej uważa, że Donald Trump, po opuszczeniu Białego Domu powinien ponieść odpowiedzialność karną za afery związane z jego prezydenturą. Nie jest to mała lista. Dotyczy to także jego najbliższego otoczenia rodzinnego.

W tym spisie „dokonań” umieszczana jest także inspiracja do najazdu na Kapitol z wszelkimi tragicznymi tego skutkami wraz ze śmiercią pięciu ludzi. W tym Ashley Babbitt, którą zdołał otumanić do podniesienia ręki na Amerykę. Zdaniem wielu ma teraz na swych rękach i jej krew.

Otwarty przeciwnik Trumpa, zaprzyjaźniony z Bidenem i wspierany przez papieża Franciszka metropolita waszyngtoński kardynał Wilton Gregory (Foto niżej: Catholic News Service) w pełnym rozwagi, ale i siły oświadczeniu po dramacie na Kapitolu, jednoznacznie odebranym, jako kierowane przede wszystkim do jeszcze urzędującego prezydenta mówi:

Musimy razem zatrzymać się i modlić o pokój w tym krytycznym momencie. Podział, który ostatnio tak zdominował nasze rozmowy narodowe, musi się zmienić. Ci, którzy uciekają się do prowokującej retoryki, muszą przyjąć jakąś odpowiedzialność za podżeganie do narastającej przemocy w naszym kraju.

Jesteśmy wezwani do bycia ludem wartości demokratycznych, szanujących opinie innych, nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy. Jako ludzie wiary, którzy pragną sprowadzić naszego Pana na ten świat poprzez sposób, w jaki żyjemy, musimy uznać ludzką godność tych, z którymi się nie zgadzamy, i starać się współpracować z nimi, aby zapewnić wszystkim dobro wspólne .

Podobnego języka używa prezydent-elekt Joe Biden. Dla aktualnego jest to mowa trudna do zrozumienia, o ile nie – obca.

Zapewne pod wpływem doradców Trump przekazał wczoraj oświadczenie potępiające jednak najazd Kapitolu. Choć przedwczoraj wyrażał dla najeźdźców i ich motywacji zrozumienie, a nawet ich komplementował.

Na świecie naprawdę nie ma nadmiaru ludzi, dla których kres obecnej prezydentury amerykańskiej jest powodem do rozczarowania czy frustracji.

Donalda Trumpa wystarczy jako wyrazistego memento na długo. Ciekawe czy pojawi się na pogrzebie Ashley Babbitt.

Waldemar Piasecki

Waszyngton

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

6 komentarzy

  1. Yac Min 08.01.2021
  2. Andrzej Goryński 08.01.2021
  3. PK 08.01.2021
    • atargows 04.02.2021
  4. atargows 09.01.2021
  5. slawek 10.01.2021